Sposób na szybki rozwód, czyli miesiąc (anty)miodowy.

Nawet nie wiecie jak teraz doceniam to, że nie zamieszkałam z Bartoszem przed ślubem. W przeciwnym razie żadnego wesela i białej sukni by nie było. Dlaczego? Bo w naszym przypadku docieranie się na jednej przestrzeni było dość…burzliwe. Miesiąc miodowy? A co to takiego? Przypominam sobie ciągłe awantury, kłótnie, słowne przepychanki, narzucanie swoich racji, a także walkę o przestrzeń. Nawet nie chcę zastanawiać się, co myśleli wtedy o nas sąsiedzi…

Ja, jedynaczka zawsze miałam swój pokój. Zarówno, gdy mieszkałam z rodzicami w blokowisku, jak później w domku. Swoje cztery ściany miałam na wyłączność. Gdy chciałam się pouczyć, posłuchać muzyki lub po prostu nie miałam ochoty nikogo widzieć to zwyczajnie zamykałam drzwi swojego pokoju na klucz i już.

Z Bartoszem było inaczej. Zawsze dzielił pokój z młodszym o 5 lat bratem. Razem się uczyli, bawili, bili i spali. Totalna symbioza.

Porozrzucane skarpetki czy nieumyte naczynia to pikuś. Problem był wówczas, gdy musiałam popracować i nie mogłam się skupić, gdy obok siedział Mąż. Za cholerę!  Nie pomagały nawet słuchawki ani głośna muzyka. Chodziłam poirytowana. On też szczęściem nie ociekał, bo przecież normalne było dla niego, że jeśli on czytał książkę, to ja miałam usiąść obok; jeśli ja zaczynałam oglądać w telewizji romansidło to on męczył się razem ze mną.

Mówię Wam : gdybym nie miała podpisanych tych wszystkich papierków to spakowałabym się do reklamówek z Biedronki w trzy minuty. Ale papierki były, obrączka wbijała się w skórę, biała suknia jeszcze czekała na czyszczenie po hucznym weselisku. Nie było wyboru, musiałam zacisnąć zęby.

Po tym antymiodowym miesiącu nagle zaczynało być ok. Obyło się zarówno bez wyznaczania granic taśmą ostrzegawczą jak i stawiania ścianek z płyt gipsowych. Potrafimy pracować ramię w ramię. On- jak na dietetyka przystało układa jadłospisy i popija sok z buraka, a ja podjadam słodycze i szukam inspiracji. Czasami wpycham się na jego umowną „połówkę” ze szkicownikiem i przy okazji wylewam kawę na jego notatki. Pikanterii dodaje często też nasz Kot, który wskakując na stół zrzuca wszystko i zaczyna popijać wodę z wazonu.

A jak jest u Was? Macie problem, aby pracować razem w czterech ścianach, na kilku metrach kwadratowych?  A może kompletnie nie zwracacie na to uwagi i źle czujecie się w pojedynkę? Dajcie znać!

25 myśli nt. „Sposób na szybki rozwód, czyli miesiąc (anty)miodowy.

  1. Marta Nefertari

    To prawda – bardzo mi brakuje miejsca (może nawet pokoju) tylko mojego, gdzie mogłabym się schować, odpocząć, zrelaksować… Mieliśmy sypialnię, która robiła za taki pokój „ciszy” (albo wyciszenia w razie czego), ale teraz jest to pokój naszego syna – młodzian ma szczęście, bo to on może się u siebie zamknąć i mieć święty spokój. A my z mężem dzielimy pokój dzienny z naszą roczną córą jeszcze – bo chwilowo za mała, by mieszkać z bratem.
    Ech.
    Czasem brakuje mi samotności i korci ta taśma, korci 😛

    Odpowiedz
  2. Panna Matka

    Hahaha uśmiałam się.Wiesz ja mam podobnie,choć małżeństwem nie jesteśmy to zamieszkaliśmy razem 4 lata temu gdy bylam w ciąży,wcześniej byl to związek na odległość.Potem wspólne mieszkanie,bo te weekendowe spotkania były zbyt krótkie aby na tyle się poznać okazało się szokiem.Nadal dziala mi na nerwy np.w sobote gdy ja musze ogarnac dom a ten lezy na kanapie bo zmeczony…

    Odpowiedz
    1. Sisters About Autor wpisu

      Sprzątanie to osobna historia 😀 Ja uwielbiam sprzątać, więc jedyne co mnie denerwuje, to jak akurat sprzątam kuchnię a Bartosz nabrał ochoty na robienie kanapek i mi się wałęsa pod nogami 😀

      Odpowiedz
  3. maggie

    Sorry ale to glupie co piszesz… Nie byloby slubu…. jakbyscie zamieszkali wczesniej to i wczesniej mielibyscie ten chrzest bojowy. Kazdy(no moze nie-kazdy) przez to przechodzil. Ja zamieszkalam z chlopakiem, potem byl narzeczonym, mezem…. a wkrótce bedzie ex… Jesli ludzie chca to sie dogadaja na kazdej plaszczyznie. Dla mojego meza przysiega w kosciele to tylko byly slowa…. Wiec nie mow ze obraczka was trzymala… Trzymala was milosc. Takie moje skromne zdanie

    Odpowiedz
    1. Sisters About Autor wpisu

      Oczywiście…to „nie byłoby ślubu” jest trochę naciągnięte 🙂 Chciałam pokazać jak cieżko było na początku, bo podobno najpierw jest cud i miód, a potem zaczynają się schody. U nas jest jakoś inaczej i oby tak zostało na zawsze.
      Znam też kilka par, które właśnie zamieszkały razem przed ślubem i po miesiącu powiedzieli sobie „do widzenia”. Niestety, znam też takich, którzy nie wytrzymali jednego roku w małżeństwie, bo nagle coś poszło nie tak. Każdy jest inny.

      Trzymała i trzyma nas miłość, chociaż dalej uważam, że jeśli ktoś poważnie podchodzi do przysięgi małżeńskiej to jest mu łatwiej w małżeństwie wytrwać. Trudniej jest spakować się i zamknąć drzwi…

      Pozdrawiam Cię i dziekuję za komentarz.

      Odpowiedz
  4. Ilona

    Najwięcej zależy od ludzi;) Zamieszkalismy razem po 4 czy 5 miesiącach znajomości – przy okazji wyjeżdżając na 3 lata do Szkocji. Po powrocie i ślubie – przez dwa lata mieszkaliśmy w moim panieńskim pokoju, ale i pracowaliśmy tak dużo, że to bardziej byli sypianie tam. Mieszkanie kupiliśmy duże, wieksze niż wiele domów, więc nie ma mowy, by któreś z nas nie miało miejsca dla siebie. A mimo to, po 10 latach razem- każdy wolny wieczór spędzamy ramię przy ramieniu w salonie- nawet jeśli robiąc zupełnie różne rzeczy, to zawsze ze świadomością, że RAZEM.

    Odpowiedz
  5. Ola

    Ostatnio trafiłam na Twój komentarz u Lifemanagerki, chyba sprzed 3 lat, o tym dlaczego wzięłaś ślub 🙂 U nas też pierwszy miesiąc nie był najlepszy. Kiedy teść odbierał nas z lotniska po podróży pośłubnej, pokłóciliśmy się z mężem o jakąś głupotę w samochodzie. Kłótnia trwała dalej, gdy dojechaliśmy na miejsce i w końcu w złości rzuciłam telefonem o podłogę… Rozbił się mimo grubego dywanu. I tak z Androida przeszłam na iOS 🙂

    Odpowiedz
    1. Sisters About Autor wpisu

      Ach, to widzę, że temperament masz spory! 😀 W sumie… dobrze się stało, przejście na IOS się opłacalo 😀 Pozdrowienia!!

      ps. Aż musiałam sobie wyszukać co to za komentarz byl 😀

      Odpowiedz
  6. Ewelina Krys-Nadstawska

    Wpis bardzo szczery jak na dzisiejsze czasy Marcelinka, brawo Ty! Ja również uważam że obrączka dużo zmienia i że wiara w Boga w trudnych chwilach małżeństwa daję dużo siły a różaniec do Matki Bożej daje jeszcze więcej bo to dzięki Nim umiemy tak mocno kochać. Też mam wspaniałego męża i dwóch fantastycznych chłopaków (4 latka Staś i 8 miesięcy Franuś ) i mimo iż kocham całą trójkę ponad życie to też mam ochotę ich wszystkich udusić czasami 😉 i też uciekam do sypialni a ich zostawiam w salonie na dole i zamykam drzwi za sobą, a po 2 godzinach już jest ok. Więc masz wspaniałe małżeństwo kochana💑💪💪💪😚

    Odpowiedz
  7. Ewelina Krys-Nadstawska

    Wpis bardzo szczery jak na dzisiejsze czasy Marcelinka, brawo Ty! Ja również uważam że obrączka dużo zmienia i że wiara w Boga w trudnych chwilach małżeństwa daję dużo siły a różaniec do Matki Bożej daje jeszcze więcej bo to dzięki Nim umiemy tak mocno kochać. Też mam wspaniałego męża i dwóch fantastycznych chłopaków (4 latka Staś i 8 miesięcy Franuś ) i mimo iż kocham całą trójkę ponad życie to też mam ochotę ich wszystkich udusić czasami 😉 i też uciekam do sypialni a ich zostawiam w salonie na dole i zamykam drzwi za sobą, a po 2 godzinach już jest ok. Więc masz wspaniałe małżeństwo kochana💑💪💪💪😚

    Odpowiedz
  8. Mina29

    Ty chyba jesteś strasznie naiwna, myśląc, że pary, które mieszkają z sobą przed ślubem się nie docierają, nie kłócą się. Dodatkowo takie pary można uznać, za trwalsze od was, bo oni mimo tych kłótni i możliwości odejścia w każdej chwili zostają ze sobą. Ty byś widocznie uciekła gdybyś miała taką możliwość. Więc czy to jest miłość? Odpowiedz sobie sama.

    Odpowiedz
    1. Sisters About Autor wpisu

      Cóż za nadinterpretacja 🙂
      Oczywiście, że każda para, która ze sobą zaczyna mieszkać przeżywa to wszystko podobnie. Są różnice charakteru, kłótnie, nieporozumienia.
      To, która para jest trwalsza to raczej nie nam oceniać. Niektórzy sądzą, że to ślub ( dla mnie ślub kościelny jest bardzo ważny). scala najbardziej, inni nie potrzebują żadnego papierka, a jeszcze innych najbardziej scala kredyt hipoteczny.

      Z moim Mężem jesteśmy razem „od dziecka” zatem czasu, aby uciec na calego miałam sporo, a jednak zawsze coś nas ciągnęło do siebie. Później dorośliśmy i zdecydowaliśmy się na ślub. Świadomie, bez nacisku. Czy to jest miłość? Jestem pewna, że tak 🙂 A jeszcze odnośnie tego uciekania…chyba nie ma osoby, która w nerwach nie zaklęłaby i nie pomyślałaby o pakowaniu walizek….tak po prostu… 🙂 No chyba, że ja mam taki temperament tylko… 😀 Przypomniał mi się teraz „Kevin sam w domu”, to takie prawdziwe. Gdy jesteśmy zdenerwowani to myślimy sobie różne rzeczy, ale gdyby miało się to spełnić…oj ciężko 🙂

      Odpowiedz
  9. Wiktor Jagielski

    Myślę, że takie docieranie się jeszcze przed ślubem jest najlepszym rozwiązaniem. Bycie ze sobą także podczas tych trudnych chwil potrafi wiele zdziałać w kwestii świadomości o wsparciu drugiej osoby, w razie potrzeby. Wpis jak najbardziej okej, jednak trochę za krótki, poczytałbym więcej 😛

    Odpowiedz
  10. Projekt Dom

    U nas symbioza z mężem udała się bardzo sprawna i przyjemna. Za to symbioza z kotką męża była już mniej przyjemna, zwłaszcza gdy zaczęła robić siku po mojej stronie materaca… nawet gdy zmieniliśmy strony, więc to raczej nie był przypadek a kocia premedytacja i zazdrość 🙂 Pozdrawiam

    Odpowiedz
  11. Wredula

    Większość z nas przechodzi ( przechodziła) taki antymiesiąc miodowy. Spotykają się dwie osobowości, zupełnie różne i musi dojść do konfrontacji. Trzeba się po prostu dotrzeć. Teraz większość rzeczy robimy razem, chociaż jest miejsce by się schować, nie mamy takiej potrzeby. Ale tych wspólnych lat jest już sporo.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  12. Hipis

    Z powodu oszczędności zamieszkałam na studiach w pokoju z zupełnie obcą dziewczyną i okazało się, że jestem elastyczna jak żelki. Zawsze miałam swój własny pokój, ale teraz spokojnie pracuję ze współlokatorką nad głową, nie przeszkadza nam puszczana głośno muzyka (a obie mamy mocno wyrazisty gust muzyczny), granie na instrumentach, stosy brudnych naczyń na stole… A gdy przez kilka dni gościłam jeszcze w domu przyjaciela, siedzieliśmy we trójkę i mogliśmy nawet spokojnie się uczyć bez przeszkadzania sobie (i chociaż mogliśmy od razu pokazywać sobie memy, a nie wysyłać przez facebooka). Teraz wręcz nie umiem mieszkać i pracować sama, muszę mieć kogoś gdzieś z boku 😉

    Odpowiedz
  13. Justyna

    A ja uwielbiam pracować ramię w ramię z moim chłopakiem – jestem dużo bardziej pracowita, kiedy jest w pobliżu 😉 I w ogóle żyjemy w totalnej symbiozie – to jedyna osoba, której obecność nigdy mi nie przeszkadza 😛

    Odpowiedz
  14. jola-dk

    „Nawet nie wiecie jak teraz doceniam to, że nie zamieszkałam z Bartoszem przed ślubem. W przeciwnym razie żadnego wesela i białej sukni by nie było.” – ja mówię zupełnie na odwrót – jak dobrze, że zamieszkałam z Marcinem przed ślubem, bo mieliśmy czas się dotrzeć. W przeciwnym razie sądziłabym, że bajki o tym, że wszystko zmienia się po ślubie są prawdziwe i pewnie pobiłabym rekord najkrótszego małżeństwa. :))

    U nas też początki były burzliwe a teraz jest znacznie lepiej. Przestrzeni nie mamy największej, bo tylko 51 m2 ale dwa pokoje bardzo się przydają, gdy jeden drugiego drażni. 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.