Miesięczne archiwum: Styczeń 2020

Ferie z dziećmi, czyli szybka wizualizacja tego, co cię czeka na wyjeździe

Spokojny wieczór spędzony na pakowaniu wielkich toreb. Dzieci siedzące przy oknie, rozmarzone perspektywą wesołych, zimowych wakacji. A na miejscu śnieg po kolana, piękne krajobrazy, godzinne spacery na świeżym powietrzu i pyszne góralskie jedzenie. Pewnie doskonale znacie ten idylliczny opis ferii spędzanych z dziećmi. Każdy o nim marzy. Ba! Każdy, nawet rok rocznie, łudzi się, że tym razem będzie inaczej. I co? Sami wiecie…

Jeszcze nie wyjechali, a już ciśnienie skacze

Ten, kto wybierał się z dziećmi poza miasto na kilka dni, ten wie, że już na samym początku czeka nas niezła logistyka. Ubrań trzeba mieć więcej, bo nie znamy dnia ani godziny, gdy soczek marchewkowy wyląduje na czystych bodziakach (nie wspominając o innych, mniej przyjemnych „kleksach”). Warto zaopatrzyć się też o swoją garderobę, bo nie jest powiedziane, że marchewka z rozpędu nie pojawi się także na naszych ubraniach…Do tego kombinezony, kocyki, śpiworki. Jeśli podróżujemy z obywatelem w wersji mini (niemowlę) to czeka was transport łóżeczka turystycznego, całej paki pamperów i słoiczków. Nie obejdzie się też bez sanek czy wózka. Za logistykę ładowania tego wszystkiego odpowiedzialny jest u nas Bartek. Ja bym poległa na pierwszych trzech torbach. Na bank!

Wiek ma znaczenie

Nie mam zamiaru wyliczać sobie, Bartkowi czy komukolwiek  z was wieku. Ale maluchom i owszem. Pamiętam, jak w sierpniu zeszłego roku byliśmy w Neapolu. Klara miała kilka miesięcy. Lot zniosła rewelacyjnie, przesypiając w dwie strony całą podróż. Włoskie zakątki zwiedzała dzielnie ze spoconym nosem, leżąc w wózku. Sprawa się dość mocno komplikuje, gdy mamy do czynienia z dzieckiem, które jeszcze nie chodzi, ale bardzo by chciało. Nie usiedzi, nie wyleży, chce raczkować wszędzie. Pełzać tu i tam, a wiadomo, że na wyjeździe jest to mocno ograniczone. Sukcesu nie gwarantuje dorwanie krzesełka dla niemowlaka w karczmie. I tak będzie na tyle ciekawe świata, że albo wymusi noszenie na rękach, albo (w najlepszym przypadku) mała rączka  trafi do naszej zupy pomidorowej.

Możesz spać, gdzie popadnie? Nie tym razem

Pamiętacie, jak w czasach młodości mogliście na dziko spakować się i znaleźć lokum na miejscu? Albo bukowaliście pierwszy, lepszy motel, bo przecież i tak nie będziecie spędzać w nim czasu? Mam nadzieję, że macie ładne zdjęcia z tego szalonego okresu, bo on w najbliższych latach będzie wyłącznie mglistym wspomnieniem. Teraz zakwaterowanie musi być prześwietlone od A do Z. Pokój powinien być na tyle przestronny, żeby każdy uczestnik ferii znalazł dla siebie miejsce. My jechaliśmy w powiększonym składzie, także oprócz nas (ja, Bartek, Klara) jechał z nami syn Bartka oraz przyjaciele z dwójką dzieci. Dlatego tak ważna była dla nas sala zabaw na miejscu( z piłkarzykami, stołem do ping-ponga, bilard etc) oraz jadalnia z dostępem do wielkiej kuchni. Dzięki temu, dzieci nie skakały nam po głowach, a my mogliśmy spokojnie (dla każdego, co innego oznacza to słowo) zjeść posiłek. Nie wyobrażam sobie robienia kanapek w pokoju i picie herbaty opierając się o szafę.

Jest śnieg? Jesteś zwycięzcą!

Jeżeli jedziesz na ferie, a na miejscu nie ma śniegu, to masz przechlapane tak samo, gdy latem trafiasz na pogodę pod psem, bez grama słońca. Nam się udało i chociaż śniegu po pas nie doświadczyliśmy, to dało radę zjeżdżać na sankach. Rodziny z niemowlakiem znowu mają gorzej, bo tu nie wystarczą zwykłe sanki. Całe szczęście nasz pojazd to mercedesem wśród sanek. Co to oznacza? Ma wygodne oparcie, śpiworek, a nawet rozkładaną budkę chroniącą np. przed wiatrem. Dodatkowo mufki, które osłaniają nasze ręce, regulowany popychacz  oraz malutkie kółka, które są pomocne, gdy nagle śniegu zabraknie. Nasze sanki znajdziecie tutaj KLIK. Cieszę się także, że jest to sprzęt, który będzie rósł razem z Klarą (można zdemontować poszczególne części np. popychacz, śpiworek). Tak spodobało mi się pchanie tych sanek, że nie mogę się doczekać, gdy na Śląsku wreszcie spadnie śnieg i będę mogła wyruszyć w podróż z Klarą po okolicznych wioskach 🙂

Wrzuć na luz i odpuść

No dobra, po tym strasznym wywodzie przyszedł czas na małe podsumowanie. Mam nadzieję, że dziewiczych podróżników z małymi dziećmi nie odstraszyły pierwsze akapity. Bo chociaż bywa ciężko, intensywnie, a nawet nerwowo-warto wybrać się na ferie. Zmiana otoczenia, dobre jedzenie (mamy czasami wrażenie z Bartkiem, że nasze życie toczy się wokół miski pełnej jedzenia…) czy inny klimat dobrze wpłyną na nasze samopoczucie. Na samym końcu jest też uczucie spełnienia ( „Hurra! Daliśmy radę!”), a powroty do domu utwierdzają nas, że warto mieć swoje miejsce na ziemi.

Podróżowanie we dwoje

Chociaż chciałabym Klarze pokazać wiele miejsc, zabrać w kolejną podróż samolotem, to wiem, że dorośli też muszą znaleźć czas TYLKO dla siebie. Nie jestem z tych, co albo jadą z dzieckiem, albo zostają w domu. Cieszę się, że mogę zostawić Klarę na kilka dni pod opieką dziadków i wybyć w nieznane. Już niebawem czeka nas względnie daleka podróż i jestem bardzo ciekawa, jak z Bartkiem damy radę. Tęsknota będzie na pewno, ale wiem, że te kilka dni odreagowania zrobi nam dobrze.

Jestem ciekawa jak to wygląda u Was. Często wybieracie się na wyjazdy z dziećmi? Może macie sprawdzone patenty jak umilić sobie ten czas i zminimalizować ilość nerwów, zmęczenia? A może jest tutaj ktoś taki, jak my? Wyobrażacie sobie zniknąć na kilka dni i zostawić wasze pociechy pod opieką np. dziadków? Moi rodzice tak robili i do teraz wspominają, jak świetnie było wygrzewać się na Lazurowym Wybrzeżu. A co ja pamiętam z tego okresu? Wyłącznie świetną zabawę z babcią i dziadkiem oraz fajne prezenty, które przywieźli mi rodzice 😀