Wszystkie wpisy kategorii: Lifestyle

Już wiem, dlaczego kobiety decydują się na kolejne dziecko | Recenzja wózka NUNA MIXX2

Gdy pierwszy raz wybrałyśmy się na spacer, to nie sądziłam, że może być aż tak fajnie. Zwykle myślałam, że kobiety, które przemierzają godzinami osiedlowymi trasami albo zapuszczają się w bardziej zielone tereny, robią to wyłącznie ze względu na dziecko. Świeże powietrze czy zmiana otoczenia-to wszystko dla małego brzdąca w wózku.

A prawda jest całkiem inna. Nie przeczę, że świeże powietrze nie jest dobre dla naszych pociech, jednak to inny bodziec jest odpowiedzialny na spacer z wózkiem. A więc o co chodzi?

Weź to poczuj!

Obawiam się, że tylko matki są w stanie to pojąć, bo ja wcześniej nie ogarniałam tematu. Wszystko się zmieniło, gdy umieściłam ręce na rączce wózka i zaczęłam spacerować między uliczkami dużego miasta. Chociaż moje kroki były dość nieporadne, bo wówczas minęło zaledwie 10 dni od cesarskiego cięcia, to dostałam przypływu energii. Co chwilę spoglądałam na Klarę, która smacznie sobie pochrapywała zanurzona w gondoli wózka. Nieśmiało do niej mówiłam, podpytywałam czy nie jest jej za gorąco, tak jakbym była pewna, że mi odpowie „Mama, jest super! Jedźmy dalej!”.

To nie mija

Jeśli myślicie, że po pierwszym spacerze ta ogromna euforia mija-jesteście w błędzie. To się pogłębia. Spacery zaczynają sprawiać coraz większą frajdę, a gdy za oknem dopisuje pogoda to już w ogóle ogarnia nas szaleństwo. Ale nie myślcie sobie, że lekki deszcz może odstraszyć młodą (nie wiekiem, a stażem:)) matkę. Zawsze znajdzie się dobry powód, żeby chociaż na 3 kwadranse wybyć z domu. Świeże mleko czy jajka to już konkretny powód, ale można udać się też do paczkomatu i odebrać przesyłkę z ubrankami dla dziecka. Matka zawsze znajdzie powód, żeby spakować dziecko i wybyć dumnie z domu. Zresztą, komu jak komu, ale takie przejście po osiedlu to doskonała okazja, aby na chwilę oderwać się od sterty prania, które czeka w domu czy butelek i smoczków walających się po kanapie. I jak tak sobie pomyśle, że ten czas minie, a Klara zacznie chodzić, biegać i wariować koło nogi…to od razu myślę o rodzeństwie dla małej. No bo jak? Mam sobie odpuścić takie przyjemne spacery z wózkiem? Nieee!

Wybór jest prosty

Przyszłe mamy są bombardowane ilością wózków i dodatków do nich. Mimo wszystko, wybór jest prosty. Jest prosty pod warunkiem, że wiemy czego chcemy. Ja wiedziałam, chociaż nie ukrywam, że nie była to wiedza nabyta natychmiast z chwilą zobaczenia na teście ciążowym dwóch kresek. Wizja wózka idealnego dla mnie (i mojego dziecka) dojrzewała miesiącami, aż wreszcie byłam pewna, że to TEN.

W jakim wózku jeździ Klara?

Wybór padł na wózek 2w1 NUNA MIXX2 w kolorze Caviar. Szukaliśmy funkcjonalnego wózka, który będzie z łatwością prowadzić się po mieście, ale też po bardziej wymagającej nawierzchni. Jeśli szukacie wózka dla siebie to przygotowałam małą, informacyjną ściągę na temat modelu NUNA MIXX2 🙂

  • zwrotny – można go prowadzić jedną ręką;
  • stelaż szybko się składa, a do transportu można jednym ruchem wyciągnąć koła, dzięki czemu oszczędzamy miejsce w bagażniku;
  • ma tylny hamulec nożny, który pomaga podczas np. wkładania dziecka do samochodu (wózek „nie ucieka”);
  • gondolę można złożyć na płasko;
  • gondolę montuje się na „click” do stelaża, tak samo fotelik samochodowy. Dzięki adapterom dołączonym do zestawu wpięcie fotelika również jest banalnie proste;
  • dream drop – do gondoli przymocowana jest przeciwsłoneczna owiewka;
  • w komplecie dołączona jest też folia przeciwdeszczowa;
  • poszczególne elementy ( np. pokrowiec na materac czy gondolę) można prać;
  • wózek wyposażony jest w „ukrytą” kieszeń, w której można schować klucze czy telefon podczas spaceru;

To tylko jedne z cech, które opisują wózek NUNA MIXX. Nam sprawdza się świetnie. Co ważne, nie potrzebuję pomocy podczas samotnych wyjazdów. Samodzielnie spakuję wózek do samochodu, co oznacza, że jest zarówno lekki jak i prosty w obsłudze 🙂 

(PO)porodowe sprawy, czyli poradnik przyszłej mamy

Zbliża się termin porodu, a ty nadal nie wiesz co robić? Nie jesteś sama. W głowie przebijają się wciąż nowe pytania: co wziąć do szpitala, ile potrzebuję pajacyków dla dziecka, czy laktator będzie mi potrzebny? To, że dziecku skończą się ulubione bodziaki-da się przeżyć, ale warto zaplanować sobie pobyt w szpitalu i kolejne tygodnie po jego wyjściu. Pojawienie się na świecie dziecka jest czymś nie do opisania, więc uwierzcie, lepiej wpatrywać się w swoją pociechę non-stop, niż zawracać sobie głowę (oraz partnerowi i połowie rodziny) sprawami, które możemy ogarnąć wcześniej. Wiedza, którą chciałabym Wam przekazać wynika z mojego doświadczenia (krótkiego, ale jednak:)) i mam nadzieję, że chociaż trochę Wam pomoże w tym wyjątkowym dla Was czasie. I nie, u mnie nie wszystko było idealnie zaplanowane. Nie pomyślałam o wielu rzeczach, ale właśnie na podstawie tego, co mnie spotkało, chcę podzielić się z Wami moją opinią 🙂 Zagadnienia, które zobaczycie poniżej to też odpowiedzi na szereg Waszych pytań w zakresie ciąży oraz pierwszych tygodni życia dziecka.

Torba do szpitala

Pakując torbę do szpitala musimy pamiętać nie tylko o sobie, ale i o dziecku. Często pytacie o torbę Mommy Bag (widoczna na zdjęciu powyżej): czy możecie ją wziąć ze sobą do szpitala. Możecie. Ale musicie wziąć też drugą, bo do tej absolutnie się nie zmieścicie. Ja wzięłam oprócz wspomnianej Mommy Bag, małą walizkę na kółkach (kabinową, czyli taką jaką można wnieść na pokład samolotu). Nie będę Wam przytaczać dokładnie, co spakowałam do swoich toreb, bo uważam, że internet jest wypchany po brzegi takimi informacjami. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze, ilość piżam – jedna na poród i kolejne sztuki na każdy dzień pobytu w szpitalu, a także wzięłabym jedną dodatkową. Ja spakowałam 5 sztuk. Po drugie, piżamy najlepiej żeby były a’la „sukienka”, a nie komplety: koszulka+spodenki. Szczególnie podczas cesarskiego cięcia jest to ważne, aby nic nie uwierało naszej blizny. Pamiętajcie też, że jeśli będziecie karmić piersią to sprawdzą się rozpinane piżamy (u mnie były to koszulowe piżamy z H&M, zwykłe, nie z działu ciążowego). Po trzecie, małe wody mineralne z dzióbkiem. Podczas porodu lub po cesarskim cięciu będziecie wdzięczne za taki „wynalazek” 🙂 Po czwarte, upewnijcie się, czy szpital, w którym planujecie rodzic sam udostępnia ubranka dla dziecka. My potrzebowaliśmy ubranek tylko na wyjście ze szpitala, a tak każdego dnia Klara była przebierana w szpitalne ubranka. Po piąte, nie zapomnijcie o umilaczach typu książka/gazeta, słuchawki do telefonu, ładowarka oraz biszkoptach. Po szóste, porządek. Mi ułatwiły życie materiałowe organizery ( swoje znalazłam w Pakownie KLIK). Dzięki temu, leżąc nieruchomo po cesarce mogłam łatwo poinstruować pielęgniarkę, gdzie co mam, gdy pomagała mi podczas pierwszej, poporodowej kąpieli.

Pielęgnacja PO

Bardzo ważna jest pielęgnacja ciała po porodzie. Balsamy na rozstępy (nawet jeśli się do tej pory nie pojawiły, to profilaktycznie wolę używać ich do teraz) nie tylko na brzuch, ale przede wszystkim na biust, który podczas karmienia piersią potrzebuje dodatkowej troski. Tutaj stosuję też balsamy ujędrniające. Ale jest też coś co powinnyście stosować już przed porodem i koniecznie wziąć ze sobą do szpitala. To maść do pielęgnacji brodawek (kupiłam niskobudżetową o nazwie Maltan-polecam, sprawdziła się świetnie). Gwarantuję Wam, że przez pierwsze dwa tygodnie po porodzie będzie Waszym najwierniejszym przyjacielem ever! Mogę śmiało powiedzieć, że bez niech skończyłabym karmić Klarę już po kilku dniach… 🙂
Co jeszcze warto mieć po przyjściu do domu? U mnie sprawdził się laktator ( postawiłam na markę LOVI i jestem bardzo zadowolona) oraz wkładki do biustonosza. Całe szczęście ominął mnie tzw. nawał pokarmu, ale i tak warto zaopatrzyć się w zimne kompresy, bo tak czy siak, piersi lubią być obolałe podczas ciągłego karmienia 🙂 I kilka tipów dla przyszłych matek, które niestety skończą z blizną po cesarskim cięciu (jak ja). Zaopatrzcie się w octenisept spray ( do przemywania rany), plastry Sutricon (idealne w leczeniu blizn) oraz po okresie połogu umówcie się do fizjoterapeuty. Mobilizowanie blizny, ćwiczenia i inne zabiegi są niezastąpione! Ale jeśli rodziłyście naturalnie, to też warto udać się chociaż na jedno takie spotkanie.

Wszystko pod ręką

Już pierwsze dni w domu z waszym maleństwem utwierdzą was w przekonaniu, że warto mieć wszystko pod ręką. Chociaż Klara śpi póki co w naszej sypialni, w dostawce, to i tak ma urządzony swój pokój. Na łóżku postawiłam przewijak, a samo łóżeczko „przyozdobiłam” organizerami. Jeden z nich to kubeł na brudne pieluszki/chusteczki, a w kolejnych przechowuję takie rzeczy jak np. termometr, oliwkę, maść bepannthen. W zasięgu ręki mam też pampersy. Po przewijaniu dziecka mogę je spokojnie odłożyć do łóżeczka i sięgnąć do szafy po nowe ubranka, jeśli ich wcześniej nie przygotowałam. Bez obaw, że dziecko np. spadnie. To przemawia za tym, że lepiej mieć przewijak w pokoju dziecka niż w łazience, np. na pralce.

Pierwsza kąpiel

Kąpiemy małą przeważnie w jej pokoju. Rozkładamy stelaż i przynosimy wanienkę wypełnioną wodą. Przydatny będzie Wam termometr, dzięki któremu zmierzycie temperaturę wody. Warto mieć wcześniej przygotowane inne akcesoria, żeby zapewnić dziecku nie tylko bezpieczeństwo, ale też komfort i zminimalizować odczucie zimna. Ręcznik z kapturkiem, płyn do kąpieli, krem, oliwka, świeże ubranko, pampers, patyczki do pielęgnacji uszu etc. Naszą wanienkę od Bebe-Jou podlinkowałam Wam w tym wpisie KLIK.

Sprawdzeni pomocnicy

Chyba w tej kwestii dostaję o was najwięcej zapytań. Dlatego postanowiłam zebrać wszystkich „pomocników” i po krótce wam o nich opowiedzieć.  Sprawdzają się idealnie, co nie oznacza, że nie dacie rady bez nich i świat Wam się zawali. Natomiast nam ułatwiły życie bardzo, dlatego szczerze Wam je polecam!

ŁÓŻECZKO-DOSTAWKA CHICCO NEXT2ME Magic

Wiele razy Wam o nim wspominałam, ale pytania o nie się nie kończą. Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem KLIK. Klara lubi w nim spać, nie mamy z nią żadnych problemów. Po prostu ją kładziemy i przykrywamy kocykiem. Oprócz prześcieradła nic więcej się w nim nie znajduje. Próbowaliśmy ze śpiworkiem, który jest najbezpieczniejszy (zmniejsza ryzyko śmierci łóżeczkowej i zapobiega odkrywaniu się dziecka w nocy), ale u nas na ten moment się nie sprawdził niestety…

CYBEX LEMO BOUNCER

To nic innego jak bujaczek dla dziecka. Klarze sprawia niesamowitą frajdę, tym bardziej, że z każdym dniem jest coraz bardziej ciekawa i chce wszystko widzieć. Bezpieczeństwo zapewniają szelki, a oddychający materiał komfort dla dziecka. Spokojne wypicie kawy? Czytanie książki? To wszystko jest możliwe. Klara często ucina sobie nawet w nim drzemki 🙂 Dodatkowo, LEMO Bouncer można zamontować za pomocą adapterów do LEMO chair, więc jego funkcjonalność wzrasta 🙂

NIANIA ELEKTRONICZNA VTECH

Niania elektroniczna to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale spokój i rozrywka. Tak, dobrze czytacie. Bo oprócz tego, że możemy bezkarnie podglądać w dzień i w nocy co porabia nasze dziecko, to również możemy włączać mu kołysanki albo też do niego mówić. Na 100% zabieramy naszą „nianię” na wyjazd nad morze, aby swobodnie biesiadować na świeżym powietrzu, podczas gdy nasza pociecha będzie sobie ucinać drzemki. Nasz model niani to VM5261, a więcej o jego funkcjach przeczytacie tutaj KLIK.

LEŻANKA CHICCO BABY HUG 4W1

Wiecznie powtarzam, że bez niej macierzyństwo byłoby o wiele trudniejsze 🙂 Leżankę dosłownie ciągnę za sobą po całym mieszkaniu. Raz gotuję obiad, potem pracuję przy biurku czy sprzątam sypialnię. W tym czasie Klara śpi albo bacznie obserwuje zabawki zawieszone nad jej głową. Jednocześnie czas umilają jej kołysanki, których dźwięk wydobywa się z panelu. Leżanka nie zastąpi Wam łóżka czy dostawki, ale zapewni komfort w ciągu dnia. Więcej napisałam o niej tutaj KLIK.

STOJAK KĄPIELOWY BUBBLE NEST CHICCO

Na pierwszy rzut oka stojak nadaje się do łazienek wyposażonych w kabiny prysznicowe. Faktycznie, to daje niesamowity komfort, bo z jednej strony nie zajmuje dużo miejsca, a dodatkowo sam rodzic może kąpać dziecko w dogodnej pozycji. Ale to nie wszystko, bo jak zobaczycie na zdjęciach powyżej, stojak ten (po usunięciu stelaża) nadaje się do kąpieli w wannie. Jeśli nie mamy miejsca na wanienkę, to taki stojak kąpielowy jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Nasz egzemplarz niebawem powędruje do moich rodziców, którzy mają zarówno wannę jak i prysznic 🙂 A przecież gdzieś Klarę musimy wykąpać, gdy będzie nocować u dziadków 🙂

Jestem ciekawa waszych doświadczeń. Dajcie znać również, który „pomocnik” najbardziej przypadł wam do gustu! A może korzystacie już z czegoś w waszych domach?

DWUMIESIĘCZNIK. MARZEC/KWIECIEŃ

Zapraszam Was na drugą odsłonę cyklu „Dwumiesięcznik”. Z wielkim opóźnieniem, ale udało się zebrać zdjęcia z marca i kwietnia w jedną całość. Nie da się ukryć-były to jedne z najbardziej przełomowych miesięcy w moim życiu. Sami zobaczcie co się działo…

Marzec to przede wszystkim ostatni miesiąc ciąży. Wielką niewiadomą był dla nas moment przyjścia na świat naszej córeczki. Praktycznie od 29 tygodnia ciąży było zagrożenie, że Klara urodzi się przedwcześnie. Kilka dni przed porodem udało nam się zrobić spontanicznie zdjęcie, które widzicie powyżej. Będzie ono cudowną pamiątką 🙂

Sami widzicie…Brzuch był widoczny gołym okiem 🙂 Niczego już nie dało się ukryć…

Ostatkiem sił wybraliśmy się na ulubione krewetki w mieście, a także lody. Była piękna pogoda i aż żal byłoby z niej nie skorzystać. Co prawda, poruszałam się jak żółw, ale było warto!

Kto jak kto, ale Mama Ewelina nie zwalniała tempa. Nie ma tygodnia ( a czasem dnia), jak czegoś nie przestawi, nie dokupi. W domu moich rodziców wiecznie są jakieś mini metamorfozy. Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć komodę, której szybki zostały przyozdobione wzorzystym materiałem. Powoli zaczął tworzyć się klimat mini urban jungle…

Ostatniego marca miała miejsce moja…trzydziestka. Nigdy nie pomyślałabym, że będzie tak spokojna. Bez lampki szampana, na kanapie, w gronie najbliższych. I wiecie co? Zapamiętam te chwile na zawsze! Ulubione goździki towarzyszyły mi dość długo…bo przetrzymały moją wizytę w szpitalu, którą zaliczyłam kilka dni po swoich okrągłych urodzinach.

W piątek, 5go kwietnia przyszła na świat nasza Klara! Niewyobrażalna radość! To zaledwie kilka dni po moich urodzinach! Klara urodziła się w 39 tygodniu ciąży, więc całkiem terminowo, biorąc pod uwagę fakt, że groził nam przedwczesny poród. To ogromne szczęście, że udało nam się dotrwać do tego terminu. Po urodzeniu mała ważyła niespełna 2900 kg i mierzyła 52cm. Kruszynka 🙂 Jako ciekawostkę powiem Wam, że ja i mama byłyśmy jeszcze drobniejsze :)))

A tak wyglądała Klara zaraz po przyjściu ze szpitala do domu.

Jeśli myślicie, że u nas serwuje się wyłącznie pizzę oraz makaron-jesteście w błędzie. Bartek jest mistrzem w przyrządzaniu kotletów schabowych w rozmiarze maxi (co widać na zdjęciu). Oczywiście, wiernie towarzyszy mu koci pomocnik- Kitek.

Chyba byliśmy grzeczni, bo przyszedł do nas baaaardzo owocny zajączek. Kolumny polskiej marki Pylon Audio zagościły w naszym salonie. Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądają, to koniecznie zajrzyjcie do tego wpisu KLIK.

Klarę od pierwszych dni przyzwyczajamy do różnych hałasów. Nie mówimy przy niej szeptem, nie ściszamy telewizora. Wręcz przeciwnie, puszczamy głośniej muzykę a taka zwykłe „odbijanie” zamienia w taniec z córeczką 🙂 Pieluszkę muślinową do odbijania od Aden + Anais znajdziecie tutaj KLIK.

Pierwszy spacer zaliczyliśmy w Gliwicach. Dużo pytań dostałam od Was w temacie wózka, który wybraliśmy. W planach mam zrobienie obszernej recenzji, ale już teraz napiszę Wam, że jest to Nuna Mixx. Prowadzi się świetnie, a Klara uwielbia w nim przebywać.
Na zdjęciu powyżej zauważycie też śpiworek od BabyLab KLIK. To jeden z naszych must have! Zabieramy go zawsze ze sobą. Nie muszę się martwić, żeby wziąć kocyk czy że Klara się odkryje podczas spaceru. Chroni przed zimne, wiatrem, a przy tym pięknie wygląda i jest miły w dotyku. 

Po urodzeniu Klary nie zapomnieliśmy o dobrym jedzeniu. Małą zabieramy ze sobą, a tylko patrzeć jak zacznie jeść z nami te pyszności :))

A jeśli o spacerach mowa, to nie mogę pominąć wielkanocnego spaceru z dziadkami. Na krótkie dystanse wpinamy zamiast gondoli fotelik samochodowy. Przy okazji udało nam się zrobić wielopokoleniowe zdjęcia. Z lewej mama (babcia) Ewelina,a z prawej babcia (prababcia) Róża. Ja z Klarą pośrodku. Zdradzę Wam tajemnicę, że na drugie Klara otrzymała imię Róża 🙂

O foteliku już pisałam jakiś czas temu ( to Avionaut Pixel, wiecej poczytacie o nim w tym wpisie KLIK), ale zobaczcie jak w nim wygląda Klarcia 🙂 Uwielbia podróżować samochodem, więc jeździmy razem dosłownie wszędzie:)

Mama Ewelina i jej nowa fryzura. Do tej pory najczęściej nosiła proste albo spięte włosy, a tu proszę: lekko podkręcone. Dla mnie wygląda rewelacyjnie!! 🙂

W czasie ciąży sporadycznie sięgałam po kawę. Totalnie nie miałam na nią ochoty,ale gdy tylko urodziłam, smaki powróciły, a ja nie wyobrażam sobie dnia bez kawowego napoju.

Co robi kobieta, która po urodzeniu dziecka wraca ze szpitala? Odpowiedź jest prosta: paznokcie! Tym bardziej, że przez pierwsze dwa tygodnie dziecko większość czasu śpi, to spokojnie można sobie pozwolić na urządzenie w domu małego salonu piękności. I bądź co bądź, paznokcie u rąk to żaden wyczyn (w dniu porodu zrobiłam sobie nowe paznokcie hybrydowe…ma się wyczucie czasu, prawda?:D), to już u nóg, mając wielki brzuch, nie jest to takie łatwe 🙂

Znacie chociaż jedną matkę, która nie zwariowała na punkcie swojego dziecka? Staram się zachować zdrowy rozsądek, ale moja galeria w telefonie może temu przeczyć… 90% zdjęć to są zdjęcia Klary…

MOJE ciążowe perypetie. PRAWDA czy FAŁSZ?

Każda kobieta, która była bądź jest w ciąży pewnie spotyka się z wieloma radami, przekonaniami, komentarzami. Najtrudniej w tym wszystkim odnajdują się pierworódki, które z uwagi na brak doświadczenia, łykają wszystkie informacje jak małe pelikany.

Dzisiaj chciałabym się odnieść do tych zabawnych, mrocznych, a czasem kompletnie nieistotnych informacji, które dotarły do mnie będąc w ciąży. Każda z nas jest inna, więc także inaczej reaguje na stan jakim jest ciąża. To, że jedne punkty znalazły odniesienie do mnie, a drugie nie, wcale nie oznacza, że u was nie będzie odwrotnie. Najważniejsze jednak, żeby skupić się na sobie i wyrobić własną opinię. Stres czy nastawienie się w 100% na coś nie jest dobre…

1. Najgorszy pierwszy trymestr

I tak, i nie. W pierwszym trymestrze byłam bardzo zmęczona. Ciągle chciało mi się spać, nie zawsze dopisywał mi apetyt. Cieszyłam się, że praca, którą wykonuje daje mi możliwość pracowania z domu i nie oczekuje ode mnie np. stania przez 8h. Ale czy to był najgorszy czas? Sporym konkurentem jest trzeci trymestr, który spędziłam na znacznie zwolnionych obrotach. Zagrożenie porodem przedwczesnym było na tyle realne, że nie mogłam sobie pozwolić na szaleństwa, nawet jeśli czułam się lepiej. Zdecydowanie numerem jeden był dla mnie środek ciąży. Mogłam czynnie działać, podróżować, spacerować, dopisywał mi apetyt. Brzuszek był bardzo słabo widoczny, więc drugi trymestr przechodziłam w swoich starych ciuchach.

2. Przytyjesz najwięcej na sam koniec

FAŁSZ! Najmniej przytyłam w ostatnich miesiącach. Chociaż moja aktywność fizyczna praktycznie spadła wtedy do zera, to również nie rzucałam się na jedzenie. Zgaga skutecznie odpędzała mnie od talerza. Nie miałam problemu również z zatrzymaniem wody w organizmie, także końcówka ciąży wcale mi się nie kojarzy z olbrzymim przeciążeniem. Zdradzę Wam jednak, że największy przyrost wagi (aż 3 kg w ciągu miesiąca!) zanotowałam w grudniu, czyli pod koniec drugiego trymestru.

3. Kup spodnie o dwa rozmiary większe

FAŁSZ! Prawdą jest, że nie zamierzałam od samego początku inwestować w ciążową garderobę. Mam dużo ciuchów typu oversize w szafie, a podoba mi się także jak brzuszek jest wyeksponowany. Jednak moim must have były ciążowe spodnie. Nie zaprzestałam wyznawać zasadę: getry/leginsy to nie spodnie, więc musiałam znaleźć coś co będzie dobrze leżeć. A wymagania miałam spore, bo najbardziej zależało mi na białych i czarnych egzemplarzach. Problem w tym, że rozmiarówka czasami jest naprawdę różna. Gdy zamówiłam pierwsze spodnie w rozmiarze 36 ( normalnie taki noszę) obawiałam się, że mogą być za małe. A tu zonk! Kurier dostarczył mi paczkę z wielkimi gaciami, przynajmniej o dwa rozmiary za duże. Wiele osób mówiło mi, żebym je zostawiła, bo SERIO przydadzą się na końcówkę ciąży. Ale stwierdziłam, że prędzej zaprzestanę wychodzenia z domu, niż założę tak wielkie spodnie. I dobrze zrobiłam, bo kompletnie by mi się nie przydały. Fasony są różne i niestety nie liczcie, że uda Wam się trafić za pierwszym razem. U mnie stanęło na innym kroju czarnych spodni, które już w rozmiarze 36 były odpowiednie, a białe wyrwałam nawet w rozmiarze 34 i też nosiłam je do samego końca. Wszystkie pochodzą z H&M, gdzie z doświadczenia mam wrażenie, że ubrania są ciut większe niż w innych sklepach.

4. Nie idź na L4 zbyt wcześnie, bo nie wytrzymasz w domu

FAŁSZ! Wytrzymałam i to z wielką przyjemnością. Na palcach jednej ręki mogę policzyć kryzysowe dni, kiedy faktycznie mnie nosiło. Ale bierzcie pod uwagę, że prócz książek, filmów i spotkań, mam również bloga, który zabiera mi całkiem sporo czasu. Robienie zdjęć, dyskusje z Mamą, pisanie tekstów, nadzorowanie mediów społecznościowych, odpisywanie na wasze wiadomości-to wszystko zabiera wiele godzin. U mnie sprawę skomplikowało także oszczędzanie się w ostatnim trymestrze, bo nie mogłam pójść sobie na dwugodzinny spacer, ale dałam radę i mało tego-cieszę się z tego czasu, że mogłam chociaż trochę zwolnić 🙂

5. Podróże samolotem są niebezpieczne dla dziecka w brzuszku

FAŁSZ! Oczywiście zależy w jakiej kondycji zdrowotnej jesteście, ale ja będąc w drugim trymestrze poleciałam do Aten i miałam na to pełną zgodę lekarza. Mało tego, takie wyjazdy często są rekomendowane. To czas, gdzie możemy wypocząć, zmienić otoczenie i przygotować się do nowej roli oraz obowiązków, czyli bycia mamą. Dlatego, jeśli marzy Wam się podróż samolotem w ciąży to zapytajcie swojego lekarza ( najlepiej kilka dni przed wylotem udać się jeszcze na wizytę kontrolną, aby mieć 100% pewność) i spełniajcie marzenia!

6. Będzie chłopak (bo dziewczynka skradłaby Ci urodę)!

FAŁSZ! Ileż razy się nasłuchałam, że będziemy mieli chłopca. Niektórzy to nawet szli w zaparte i negowali oświadczenie lekarza o płci. No bo jak? Każda przyszła mama, która nosi w sobie dziewczynkę musi być popuchnięta, z wypryskami na twarzy i rozlanym brzuchem. Nie wierzcie w te zabobony!

7. Tylko patrzeć, jak ogarnie Cię wyprawkowe szaleństwo!

FAŁSZ! Moje wyprawkowe szaleństwo rozpoczęło się na ostatniej prostej przed porodem. Niech potwierdzeniem będzie dla was informacja, że wózek dotarł do nas, gdy byłam w 37 tc. A wcześniej? Jakoś nie miałam zapału, aby robić wielkie zakupy dla małej. Śmiałam się, że jak trafię na porodówkę to z laptopem, bo będę zamawiać ubranka i inne akcesoria. W rezultacie, środki do pielęgnacji, podstawowe ciuszki na pierwsze 2-3 miesiące, czy łóżeczko ogarnęliśmy po 30 tygodniu, i to tylko dlatego, że przedwczesny poród był bardzo realny. Gdyby nie to…myslę, że spokojnie składałabym zamówienia w przerwie między skurczami 😉

8. Ciąża to nie choroba!

I tak, i nie. Może ciąża to nie choroba, ale też stanem błogosławionym bym jej nie nazwała. Przed zajściem w ciąże sama myślałam, że to takie proste. Kobiecie rośnie brzuch, musi trochę zwolnić, ale nic więcej. A ja? zaliczyłam kilka wizyt w szpitalu podczas jej trwania. Pierwsza, to złapanie kolki nerkowej. Za drugim razem, konieczność podania sterydów na szybkie rozwinięcie się płuc u dziecka w 30 tc. A ostatni raz…gdy dopadły mnie regularne skurcze (co 2,5 min!) a które po kilku godzinach okazały się fiaskiem, ale i tak swoje musiałam w szpitalu odleżeć.

9. Pod koniec ciąży każda kobieta potrzebuje mnóstwa poduszek-inaczej nie zaśnie z wielkim brzuchem

FAŁSZ! U mnie się to w ogóle nie sprawdziło. Nie potrzebowałam nawet tak popularnej poduszki między nogami. Jedynie, gdy zgaga nie dawała za wygraną, to sięgałam po wyższą poduszkę. Normalnie śpię nisko, dlatego już takie podwyższenie było dla mnie odstępstwem od normy,

10. Masz kota? W ciąży powinnaś go usunąć z domu.

FAŁSZ! A to wszystko przez toksoplazmozę, która jest bardzo szkodliwa w ciąży. Rozmawiałam na ten temat już na początku ciąży z moim lekarzem. Stwierdził, że nie ma się czym przejmować, bo w większości toksoplazmozę możemy złapać przez kontakt z nieumytym, nieświeżym mięsem. Robiłam kilka razy badania i jestem „czysta”. Jednak dużą wagę przywiązywałam do przyrządzania jedzenia w kuchni.

11. Jak możesz jeść sushi w ciąży?

PRAWDA! Mogę i nawet jadłam bardzo często. Oczywiście trzymałam się zasady, że kobiety w ciąży nie powinny jeść surowej ryby, więc zawsze wybierałam te z pieczoną. Jednak za każdym razem, gdy wrzucałam na instastories zdjęcie, gdy jem sushi otrzymywałam od Was pełno wiadomości w stylu: chyba nie jest surowej ryby? wiesz, że kobiety w ciąży nie mogą jeść surowej ryby? etc. Dziękuję za waszą troskę 🙂

12. Końcówka ciąży dłuży się najbardziej!

FAŁSZ! Początek ciąży był dla mnie uciążliwy… Zaczęłam skrupulatnie zerkać do aplikacji, która odliczała tydzień za tygodniem…7,9,10,11…i tak w nieskończoność. A czym bliżej rozwiązania, tym czas szybciej mi mijał. Dwa miesiące przed porodem to już totalny sprint. Może dlatego, że zaczęłam interesować się wyprawką, przygotowywać wpisy na bloga…Wcale mi się nie dłużyło. Wręcz przeciwnie, w myślach mówiłam sobie: Klara, jeszcze poczekaj tydzień, a ja zrobię sobie paznokcie, pojadę na przegląd samochodu itp. Dwa tygodnie przed porodem trochę się to zmieniło, bo nagle każdy się dopytywał: czy to już, czy Klara jest już na świecie. I wtedy chciałam już urodzić, a poza tym dobijałam do 40 tc, więc ogarniał mnie stres czy wszystko z małą jest ok.

13. Dostaniesz skurczy, pojedziesz do szpitala i urodzisz

FAŁSZ! Skurcze się pojawiły, pojechałam do szpitala, powiedzieli, że rodzę…i Klara jednak uznała, że to nie ten dzień. Przesiedziałam w szpitalu tydzień…i wróciłam do domu, bo księżniczce jednak bardziej podobało się w moim brzuchu.

14. Każda kobieta w ciąży ma zachcianki!

FAŁSZ! Ale może dlatego, że ja całe życie mam zachcianki. W nocy jeść nie lubię, więc ominęły nas akcje: kochanie, jedź mi po kebaba. Nie miałam ochoty na ogórki kiszone z czekoladą etc. Jedyne to, co zauważyłam, to zapałałam miłością do masła. Wcześniej nie smakowała mi kanapka z masłem…a w ciąży uwielbiałam zjeść kromkę posmarowaną grubą warstwą masła. Ciekawe jak to będzie teraz 🙂

15. Hormony w ciąży to nie przelewki…

PRAWDA! Nigdy nie sądziłam, że kobieta w ciąży potrafi się rozpłakać bez powodu. Na własnym przykładzie przekonałam się, że jest to możliwe. Nie było to jakoś nagminne zachowanie, ale kilka razy zdarzyło mi się wybuchnąć wielkim płaczem i wtulić w Bartka, który z wielkim zrozumieniem głaskał mnie po głowie, chociaż kompletnie nie rozumiał o co mi chodzi. Oczywiście kilka godzin później sami się z tego nabijaliśmy, ale w danym momencie był to dla mnie koniec świata. I jeśli myślicie, że zawsze chodziło o jakieś wzniosłe, życiowe tematy, to muszę was rozczarować. Raz zdenerwowałam się, bo ochroniarz na osiedlu wyraził niepochlebną opinię na temat polityka, którego lubię i cenię…Chociaż powstrzymałam łzy, to „ulało mi się”. gdy przekroczyłam próg domu 🙂

16. Będziesz tęsknić za ciążowym brzuszkiem!

FAŁSZ! Oj nie będę. Ciąża to nie był dla mnie czas, do którego mogłabym wracać nostalgicznie. Pomijam fakt szpitalnych epizodów, ale dla mnie ciąża to jednak ograniczenie. Być może są kobiety, które do ostatnich dni korzystają z życia na maksa, biegają, chodzą na zakupy etc. Jednak ja czułam, że nie mam takiej sprawności i po prostu jestem słabsza niż przed ciążą. Dodatkowo, uwielbiam modę, a w ciąży strojenie się absolutnie nie wchodziło w grę. Kupiłam raptem kilka rzeczy, dbałam o siebie etc, ale nie mogę tego porównać do modowego szaleństwa przed ciążą.

17. Spuchniesz!

FAŁSZ! Wiem, że wiele kobiet ma z tym problemy, jednak udało mi się uniknąć popuchniętych nóg, stóp, dłoni etc. Straszono mnie, że moje stopy tak spuchną, że nie będę w stanie ich włożyć do żadnych butów. Może latem jest trochę inaczej, ale ja do samego końca nie zauważyłam żadnej opuchlizny.

Ciekawa jestem waszych historii. Czy miałyście podobnie? A może całkowicie inaczej przechodziłyście ciążę? Każda z nas jest inna, więc i każda przechodzi przez ten stan inaczej. Dajcie znać jak było u Was :)))

Wyprawkowe MUST HAVE

Skompletowanie wyprawki nie należy do prostych rzeczy. Tym bardziej, jeśli oczekujemy pierwszego dziecka i kompletnie nie wiemy, co będzie nam potrzebne, a co okaże się totalnie zbyteczne. Przeprowadziłam liczne wywiady z bardziej doświadczonymi koleżankami i wybrałam swoje wyprawkowe must have. Dajcie koniecznie znać, co Wam się sprawdziło!

Łóżeczko- dostawka

Klara ma przygotowane miejsce w pokoju dziecięcym (jeśli nie widzieliście- TUTAJ możecie przeczytać cały wpis KLIK) . Ładne białe łóżeczko czeka na nią wraz z innymi dodatkami, ale nie ukrywajmy-przez pierwsze miesiące będzie spała z nami w sypialni. Nie uśmiechało nam się przenosić łóżeczka ani spać z małą w naszym łóżku. Dlatego zdecydowaliśmy się na łóżeczko-dostawkę Chicco Next2Me Magic. Można je maksymalnie przysunąć do łóżka, co jest komfortowe, jeśli wstajemy w nocy na karmienie. Dodatkowo, łóżeczko ma zwijany bok, więc jest swego rodzaju przedłużeniem naszego łóżka. Dostawka pełni także funkcję kołyski. Łóżeczko wyposażone jest w 4 obrotowe kółeczka z hamulcami. Do tego, świetnie wygląda (jest dostępne w czterech kolorach).
Nasz egzemplarz, póki co, przystawiliśmy przy szafie, ale jak urodzi się Klara to dostawkę przeniesiemy na drugą stronę łóżka.  Nie będzie wówczas kolidować z otwieraniem szafy, co będzie  wygodniejsze dla Bartka wychodzącego do pracy 🙂

Łóżeczko, leżaczek i krzesełko do karmienia w jednym

Początkowo nie byłam pewna, że jest to potrzebny gadżet w naszym domu. Ale później uznałam, że przecież ani łóżeczka z pokoju dziecięcego ani dostawki (chociaż jest na kółkach) nie będziemy ruszać. Gotując obiad, pracując przy komputerze czy sprzątając warto mieć dziecko przy sobie. Mama mi opowiadała, że w tym celu myła po każdym spacerze kółka z wózka, żeby mnie wozić po mieszkaniu. Obecnie możemy pozwolić sobie na większą wygodę.My wybraliśmy model Chicco Baby Hug 4 w 1 w kolorze szarym. Dodatkowo, łóżeczko wyposażone jest w elektroniczny panel z zabawkami, który pobudza ciekawość dziecka.  Gdy Klara będzie już siedzieć, to łóżeczko zmieni swoje zastosowanie na krzesełko do karmienia, a w późniejszym okresie jako po prostu krzesełko. Wszystko to za sprawą regulowanej wysokości oraz pozycji leżaczka.

Laktator elektryczny

Mam zamiar karmić piersią, ale będą sytuacje, gdy np. będę chciała wyjsć na kilka godzin z domu, a Klara zostanie pod opieką taty. Co wtedy? Odciągam swoje mleko i zostawiam zapas w domu. Na początku myślałam, że ręczny laktator załatwi sprawę, ale wiele dziewczyn powiedziało mi od razu, że to zbyteczny wydatek. Lepiej od razu zainwestować w porządny sprzęt.
Zdecydowałam się na markę LOVI i laktator elektryczny Ekspert. Zgrabny, do tego można go przechowywać w ładnym etui i zabierać ze sobą w podróż. W zestawie znalazłam jeszcze wkładki laktacyjne w 3 kolorach. Mega! 🙂 Jestem pewna, że się sprawdzi!

Fotelik

Z fotelikiem mieliśmy niezłe przeboje. Całość wyprawki finalnie skompletowaliśmy jakieś tydzień temu…więc praktycznie na ostatni moment. Ale wiadomo…fotelik jest priorytetowy, bo potrzebujemy go już podczas wyjścia ze szpitala. Więc gdy od swojego lekarza usłyszałam, że niestety grozi mi przedwczesny poród ( a to był 28 tydzień ciąży!) to wiedziałam, że żartów nie ma. Muszę spakować torbę i kupić fotelik. Posprawdzaliśmy na szybko opinię i złożyliśmy zamówienie. Po kilku dniach fotelik dotarł. Był całkiem dobry, miał dobre opinie…ale ja wiedziałam, że to nie to…

Dlatego w ciągu kolejnych dwóch tygodni zamówiliśmy kuriera, żeby fotelik wrócił do sklepu. Finalnie znowu zostaliśmy bez sprzętu, ale w międzyczasie znalazłam fotelik idealny. Dosłownie. Jest to Avionaut Pixelnajlżejszy fotelik na rynku. Waży całe 2,5 kg! Oprócz bezpieczeństwa, waga fotelika była dla mnie priorytetowa. Przez pierwsze miesiące fotelik pełni funkcję nosidełka, więc bardzo istotne jest, żeb y był w miarę lekki. Oprócz tego, fotelik jest wyposażony w system mocowania fotelików na siedzeniu w samochodzie ISO-fix , I-size (lepsza ochrona szyi i głowy podczas przemieszczania się tyłem do kierunku jazdy). Mamy też bazę IQ, która m.in. jest wyposażona w funkcję dźwiękową, która informuje nas czy fotelik został poprawnie wpięty. No i na sam koniec…fotelik jest po prostu ładny 🙂 A wygląd też wpływa w pewien sposób na użytkowanie sprzętu, prawda? 🙂

Kokon, rożek i organizer z tej samej rodziny

Sami chyba zdążyliście zauważyć, że chociaż czekamy na dziewczynkę, to większość rzeczy mamy w kolorystyce unisex. Nawet wśród ubranek przeważa biel, szarość, beż. Ale czasem decyduję się na typowo dziewczęce motywy. Tak było m.in. w kwestii kompletu od Tiny Star. Zdecydowałam się na szary, bambusowy kokon z motywem origami oraz wykończeniem bawełnianym o strukturze wafelkowej.  Do tego dobrałam rożek oraz organizer do łóżeczka, ale już z domieszką różu. Cały komplet nie jest krzykliwy, a jedynie ładnie nawiązuje do kocyka czy poduszek w kolorze różowym.

Jestem ciekawa, co dla was było ważne podczas kompletowania wyprawki? Trzymaliście się kolorystyki zgodnej z płcią, czy pozwalaliście sobie na szaleństwo? Nie ukrywam, że u nas istotny był aspekt ponownego wykorzystania rzeczy…przy drugim dziecku. A tu nigdy nie wiemy, czy trafi się ponownie dziewczynka, czy może przyjdzie pora na chłopczyka 🙂

 

Co znajdziesz w mojej torebce?

To ostatnie chwile, aby publikować wpis o zawartości torebki. Lada dzień na świat przyjdzie Klara i jestem pewna, że mając wychodne wzbogacę się o dodatkowe atrybuty macierzyństwa, które będą mi ciążyć na ramieniu. Smoczki, pieluszki, zabawki, ubranka na zmianę-oj będzie tego sporo 🙂

Są rzeczy bez których nie ruszam się z domu. Oczywiście, wszystko zależy od rozmiarów torebki, bo jeśli wybieram małą, poręczną to wrzucam do niej telefon, dokumenty, kluczyki i pomadkę. Nie ma szans, aby więcej zmieścić to torebki, która wielkością wcale nie różni się zbytnio od mojego telefonu.

Idealna torebka

Gdy wychodzę z domu na dłużej, lubię mieć przy sobie większą torebkę. Taką, do której zmieści mi się format A4, a ja swobodnie mogę powrzucać mniejsze rzeczy do pozostałych przegródek. Dobrze, jeżeli torebka jest zapinana na zamek, ale nie jest to konieczne, bo…niestety rzadko z niego korzystam. Jak wyjeżdżamy z Mamą w podróż służbową to non-stop słyszę z jej ust „Zapnij torebkę„…

Co znajduje się w mojej torebce?

Zwykle zabieram ze sobą komputer. Dlatego tak ważne są dla mnie gabaryty laptopa. Ma być lekki, cienki. Oprócz tego notatnik. Bardzo rzadko mam ze sobą kalendarz, bo jest zbyt ciężki i zajmuje za dużo miejsca. Oprócz tego, mam ze sobą ładowarkę, a także słuchawki. Niesamowicie denerwuje mnie, gdy muszę rozwijać zaplątane kable, więc akcesoria do telefonu wkładam do małego etui, które pozwala zachować mi porządek.

Poprawianie makijażu w środku dnia

Przed wyjściem z domu wykonuję taki makijaż, który daje mi pewność, że za kilka godzin nie będę wyglądała jak ugotowana panda. Z tego powodu, nie mam konieczności poprawiania  makijażu w środku dnia na wielką skalę. Jedyne co mam zawsze przy sobie to bronzer, pomadkę ochronną i często dorzucam szminkę albo błyszczyk. Do odświeżenia- wilgotne chusteczki, poręczna szczotka i gumki do włosów, gdyby rozpuszczone włosy zaczęły mnie denerwować po kilku godzinach.

Coś jeszcze?

Wiadomo- klucze do mieszkania i do samochodu, materiałowa torba na zakupy, często coś do zjedzenia (baton,jogurt w tubce). I oczywiście portfel. Chociaż z tym „oczywiście” byłabym ostrożna, bo z reguły nie noszę przy sobie gotówki. Często zapominam także o kartach, więc pomocna jest mi aplikacja wallet na telefonie, dzięki której mogę zapłacić kartą zbliżeniowo (przykładając telefon do terminala i odciskając swoje linie papilarne). W mojej torebce znaleźć można również okulary przeciwsłoneczne. Problem w tym, że przeważnie gubię albo zostawiam gdzieś etui, a okulary frywolnie przemierzają czeluści mojej torebki. Nic tak nie irytuje mojego Bartka jak widok bezpańskich okularów 😀

Jak widzicie: szaleństwa nie ma. Zawartość mojej torebki ograniczam do minimum. Zdecydowanie także łatwiej utrzymać mi w niej porządek niż np. w szafie 🙂 Jestem ciekawa, co skrywają Wasze torebki. Jest coś bez czego nie ruszacie się z domu?

Kobieta ciężarna-święta krowa współczesnego społeczeństwa?

Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do sytuacji kobiet w ciąży. Wiedziałam, że należy je przepuścić w kolejce, bo są w odmiennym stanie. Powinno się też ustąpić miejsca w komunikacji miejskiej. I tyle. Tematem zainteresowałam się dopiero wówczas, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Miałam jeden cel: nie dać się zwariować i nie uchodzić za świętą krowę z wielkim brzuchem, której można wszystko. Co się okazało? Że o odgrywaniu świętej krowy nawet nie mam co marzyć, a wręcz każdego dnia muszę walczyć o godne traktowanie. Więc jak to jest w praktyce?

Stanie w kolejce

Sprawa powinna być prosta: jeśli nie widać brzucha-nikt nie jest jasnowidzem i nie masz co liczyć na przepuszczenie w kolejce. Natomiast, gdy brzuch jest coraz to większy, ludzie z uśmiechem przepuszczają Cię w sklepie do kasy. Nie do końca tak to wygląda.

Zacznę od tej milszej strony. Tu na pochwałę zasługuje IKEA. Mając widoczny brzuch jednego dnia aż trzy razy pracownicy sklepu wykazali inicjatywę. Najpierw, gdy siedziałam wygodnie na sofie i czekałam na wywołanie swojego numeru podczas zwrotu towaru. Podchodząc do stanowiska, pani od razu poinformowała mnie, że będąc w ciąży mam pierwszeństwo i nie powinnam pokornie stać ( tu akurat siedziałam) w kolejce. Drugi raz w restauracji podczas nakładania jedzenia. Jeszcze nie zdążyłam zamówić, a pan z obsługi wyrecytował z uśmiechem formułkę, że będąc w ciąży nie powinnam stać w kolejce i w przyszłości mam od razu podchodzić jako pierwsza. Trzeci raz, przy kasach. Zawsze kieruję się do tych samoobsługowych, na spokojnie kasuję zakupy, bez kolejek, we własnym tempie. Mimo to, podeszła do mnie Pani z obsługi dopytując się czy potrzebuję pomocy i czy ktoś pomoże mi w załadowaniu zakupów do samochodu.
Miła sytuacja spotkała mnie również w TK Maxx, gdzie pani kasjerka zauważyła mnie w tłumie i przez mikrofon wywołała „panią w ciąży” do pierwszej kasy, bez kolejki. Podobnie ekspedientka w Biedronce, która rozpoczynając kasowanie, poprosiła, abym następnym razem do razu podeszła bez kolejki, ponieważ ona nie zawsze zauważy brzuszek w tłumie kolejkowiczów.

Wspomniane sytuacje przedstawiają pracowników w dobrym świetle, a jak jest ze zwykłymi klientami? Marnie. Śmieszą mnie sytuacje, gdy zbliżam się do kasy i nagle rozgrywa się wyścig. To nic innego jak przyśpieszenie, aby z wózkiem zdążyć i ustawić się przede mną, a potem błyskawiczne wyciągnąć towar na taśmę. Takie akcje często mają swoje przerywniki, czyli szybkie podniesienie wzroku i ? No właśnie i co? Mam wrażenie, że czasem jest to błagalny wzrok mówiący: zobacz, tak szybko wykładam swój towar, więc kobieto w stanie błogosławionym nie wpadnij proszę na pomysł, aby przejść do kasy wymijając mnie obok.
Również nie było miło podczas stania w kolejce w sklepie odzieżowym. To, że nikt mnie nie przepuścił to jasne. Ale, że nie mogłam liczyć na pomoc, gdy rozsypały mi się drobne i z hukiem uderzyły na posadzkę-tego już nie pojmuję. Mężczyzna w średnim wieku, dobrze ubrany odwrócił się w moją stronę i patrzył jak zbieram każdą monetę z podłogi, prawie na kolanach z uwagi na brzuch. To jedna z nielicznych sytuacji, gdzie gdy zebrałam całość, podniosłam się z posadzki i wycedziłam kilka niezbyt miłych słów w kierunku tego gościa (który nie zareagował, tylko się obrócił).
Jak sięgam pamięcią, tylko raz w Zarze, gdy kupowałam podczas wyprzedaży ubranka na dziale dziecięcym spotkałam się z uprzejmością. Stojąc w baaaardzo długiej kolejce, kilka kobiet (jedna po drugiej) powiedziały mi, że mam bez krępacji przejść do kasy i poprosić o skasowanie bez kolejki. RAZ. JEDYNY RAZ.

I teraz najważniejsze: przepuszczanie kobiet w ciąży to obowiązek. A kobiety powinny egzekwować jego przestrzeganie i upominać się o swoje. Wiem, że to nie jest łatwe, bo sama pokornie wolę stać w kolejce niż narażać się na komentarze czy wymowne spojrzenia. Ale prawda jest taka, że organizm kobiety reaguje różnie i nawet jeśli nie widać brzuszka, to kobieta nie powinna stać w kolejce, w komunikacji miejskiej etc. (więcej do poczytania znajdziecie w artykule mamyginekolog.pl klik).

Parkowanie w miejscach dla rodzin z dziećmi

Odkąd dowiedziałam się, że istnieje ryzyko przedwczesnego porodu i zauważyłam, że mój organizm nieco inaczej zachowuje się w ciąży, zaczęłam liczyć każdy metr. Każdy metr, który musiałam pokonać idąc do sklepu, wysiadając z samochodu etc. Zaczęłam również korzystać z miejsc parkingowych dla rodzin z dziećmi, w szczególności gdy pierwsze wolne miejsce było znacznie oddalone od wejścia np. do sklepu.

Również pewnego razu w IKEA skorzystałam z tego przywileju. Parking górny był całkowicie zajęty. Zjechałam na parking podziemny, który również w dużej mierze był napakowany samochodami. Zauważyłam, że pierwsze wolne miejsca są przeznaczone dla osób niepełnosprawnych oraz dla rodzin z dziećmi. Postanowiłam zaparkować na tym drugim. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zdziwienia, gdy po godzinie wróciłam do domu ( wpadłam do IKEA tylko po kilka rzeczy) i przy obiedzie przeglądałam instastories ( na instagramie). Przelatując palcem przez kolejne relacje, natrafiłam na zdjęcie…mojego samochodu z wątpliwie miłym komentarzem:

„Przyjechała sama dupeczka malusim autkiem, ale stanąć na miejscu dla rodziny najwygodniej (…)”.

Oczywiście od razu napisałam do tej osoby, żeby uświadomić ją, że to ja jestem tą dupeczką i aktualnie jestem (wówczas) w ósmym miesiącu ciąży i dlatego stanęłam na tym miejscu. Czego oczekiwałam? Zrozumienia. Wiadomo, że ta osoba (która sama ma małe dziecko)  mogła nie pomyśleć, że wypowiada się na temat  kobiety w ciąży etc. A co otrzymałam? Tłumaczenie, że takie miejsce jest bardziej potrzebne np. matce, która ma większy samochód, bo wówczas możliwość, że ktoś obije je drzwiami jest mniejsza (takie miejsca są szersze niż zwykłe). Historię mogłabym opisać na kilka stron, ale efekt był taki, że nagłośniłam anonimowo całą sytuację na instagramie, po to, aby uświadomić resztę społeczeństwa. W odpowiedzi, ta sama kobieta uznała, że (chociaż nie publikuję jej danych) to ja wylewam falę hejtu na jej osobę i przeze mnie ona teraz płacze… Ostatecznie nawet załapałam się na przeprosiny, ale czy były prawdziwe? Nie sądzę.
Jedno jest pewne: jeżeli widzicie kobietę, która wysiada z samochodu a zaparkowała na takim miejscu to widocznie jest w ciąży i potrzebuje tego miejsca (nawet posiadając mały samochód :)). Po drugie, kobieta w ciąży ma pełne prawo, aby z takich miejsc korzystać. Natomiast prawa takiego nie ma w związku z parkowaniem w miejscu dla niepełnosprawnych. 

Naciągaczka

Zawsze uważałam, że to kobieta po konsultacji z lekarzem prowadzącym powinna zadecydować, o tym kiedy uda się na zwolnienie lekarskie. Powszechnie uważa się, że kobiety wymyślają i nadużywają zwolnień. Mnie nigdy ten temat nie interesował i miałam gdzieś, kiedy moje koleżanki wybierają się na l4. To była ich prywatna sprawa. Są kobiety, które czują się w ciąży dobrze i spełniają się ( ba! często nie wyobrażają sobie bez niej życia) w pracy do ostatnich dni przed porodem. Osobiście uważam, że jeśli pójście na l4 od pierwszych tygodni wcale nie jest przegięciem. Pierwszy trymestr wspominam ciężko. Wiecznie chciało mi się spać i miałam mdłości, totalnie byłam pozbawiona energii. Całe szczęście mogłam sobie pozwolić np. na pracę z domu. Ale nie wyobrażam sobie, gdybym miała np. siedzieć na kasie, przerzucać towar w sklepie czy jeździć w delegacje…
Każda ciąża jest inna i to kobieta wie najlepiej, kiedy powinna zwolnić tempo…

Jesteś gruba

Komentarze typu „ale jesteś gruba!”, „ale masz wielki brzuch”, „i co? dziewczynka będzie? widać, że odbiera ci urodę” są bardzo częste. Całe szczęście sama personalnie nie odczułam ich na swojej skórze, ale swoje słyszałam od koleżanek czy znajomych. Mówienie kobiecie w ciąży, że jest gruba uważam za cios poniżej pasa. Jaka gruba? Ta kobieta nosi pod sercem dziecko. Gwarantuję wam, że żadna kobieta nie chce być ani gruba, ani brzydka. A atrakcyjność buduje się w głowie, więc takimi komentarzami nie pomagacie. Każda z nas ma lustro i widzi swoje krągłości, ale przyświeca im jeden cel: wydanie na świat zdrowego dziecka.
Poza tym, jeśli spotykacie swoją kolezankę z liceum, która trochę „przybrała” to też mówicie jej ” Anka, ale jesteś gruba, chyba dużo jesz słodyczy?”. Mogę się założyć, że nie… Dlatego odpuście głupie komentarze w stosunku do kobiet w ciąży…

Daj dotknąć brzucha ( albo po prostu dotykanie brzucha bez zbędnego komentarza)

Zanim zaszłam w ciążę aż piekliłam się, gdy widziałam, że ktoś dotyka brzuszka ciążowego. To tak jakby chwycić kogoś bez ostrzeżenia za tyłek, nogę czy głowę. Dziwne prawda? O ile przyjaciółka, szwagierka czy mama mogą sobie pozwolić na więcej, to koleżanka, którą widzę raz na pół roku? Nie sądzę…
Będąc w ciąży trochę napięcie mi zeszło, ale też nie spotkałam się osobiście z taką sytuacją. Jak już to było to bliskie grono i zawsze wcześniej padało pytanie „Mogę?”. Jednak bądźcie czujni i pamiętajcie, że brzuch kobiety w ciąży nie zmienia praw własności z momentem ukazania się dwóch kresek na teście ciążowym. To dalej jest dotyk, intymny dotyk.

Uwaga! Nadchodzi burza…hormonów

Czy kobiety stają się bardziej wrażliwe będąc w ciąży? Pozwólcie, że odpowiem sama za siebie: TAK. U mnie są fazy wzmożonej wrażliwości, które kończą się najczęściej wybuchem płaczu. Dosłownie kilka (no może trochę więcej) razy w ciągu całej ciąży rozpętałam burzę. Najgorzej mają Ci, którzy z nami mieszkają, bowiem to oni są najbardziej narażeni na histerię. A histeria ma różne podłoże: raz będzie to sytuacja polityczna w kraju, drugi raz piosenka „Mam tę moc”. A może być też bez powodu. Relaks w wannie aż tu nagle nieokiełznany przypływ emocji, który kończy się szlochem. Powód? Ewidentnie hormony. Nie bierzcie sobie do serca tych wulkanicznych wybuchów, okażcie zrozumienie…i zapomnijcie o całej sytuacji. My kobiety też najchętniej wymazałybyśmy je z pamięci. 

A wy? Jakie macie doświadczenia? Uważacie, że kobiety w ciąży zachowują się często jak święte krowy? A może przysługują im dodatkowe prawa i przywileje? Z jakimi sytuacjami wy się spotkaliście? Jestem bardzo ciekawa waszej opinii!!

Dwumiesięcznik. Styczeń/Luty

Tym razem chcę Was zaprosić na nowy cykl pt. Dwumiesięcznik. To nic innego jak miks zdjęć, inspiracji, rekomendacji, które udało nam się zgromadzić przez ostatnie dwa miesiące. Jesteście ciekawi naszych kosmetycznych odkryć? A może szukacie dobrego filmy czy książki na długie wieczory? Być może jesteście tylko ciekawi i chcecie podejrzeć, co się u nas działo w ciągu ostatnich tygodni? To wszystko znajdziecie w naszym „Dwumiesięczniku”. Styczeń i luty-zaczynamy!

Na pierwszy ogień idą seriale. Ostatnio więcej czasu spędzam w domowym zaciszu, a to sprzyja przesiadywaniu przed telewizorem. Numerem jeden jest dla mnie „Dom z papieru”. Ośmioro przestępców barykaduje się z zakładnikami w hiszpańskiej mennicy. W międzyczasie geniusz wśród złodziei manipuluje policją, by zrealizować swój plan. Pikanterii dodaje tajemniczość, gdyż każdy z uczestników skoku dostaje pseudonim jeszcze przed rozpoczęciem akcji. Pseudonimy to nazwy popularnych, światowych miast. Uwaga, to serial, który wciąga od pierwszych minut. Nigdy tak szybko nie obejrzałam dwóch sezonów ( a niebawem pojawi się trzeci!). Dla mnie najlepszy serial ever!

Druga propozycja to „Homeland”-trzymający w napięciu serial dramatyczny. Opisuje historię jak po ataku na kryjówkę terrorystów w Iraku amerykańskim żołnierzom udaje się odbić jeńca wojennego, który zaginął przed 8 laty. Sierżant Nicholas Brody wraca do kraju jako bohater, jednak nie wszyscy w niego wierzą. Agentka CIA Carrie Mathison nie zważając na innych próbuje udowodnić, że uznany wcześniej za zmarłego żołnierz nie jest już tym samym człowiekiem który wyjechał na misję. Ale to dopiero początek…bo sezonów na Netflixie jest dostępnych aż 6!

I ostatnia rekomendacja to serial „You”. Miałam z nim problem. Obejrzałam dwa pierwsze odcinki, jakoś nie czułam klimatu. Po kilku tygodniach (z nudów) wróciłam do jego oglądania i mnie wciągnęło. „You” opisuje historię menadżera księgarni, który zakochuje się w poetce i zaczyna mieć na jej punkcie totalną obsesję. Czym to skutkuje? Likwidowaniem każdej (KAŻDEJ) przeszkody, która staje na drodze tej miłości.

Warte polecenia są też książki. Podobno tych nie ocenia się po okładce, ale właśnie z „Becoming” Michelle Obama tak było. Widząc uroczą, roześmianą kobietę za szybą, na półce w księgarni uznałam, że zaryzykuję i wrzucę do koszyka. Warto było! Przyjemnie się ją czyta.

Inaczej było z Tomkiem Michniewiczem i jego „Chrobotem”. To kolejna pozycja z jego dorobku, która znalazła swoje miejsce na naszym regale. Jeśli lubicie teksty o podróżach, reportaże z nutką socjologii-koniecznie zaopatrzcie się w tę książkę. Znajdziecie tam siedem historii zwykłych ludzi z różnych zakątków świata. Zestawienie, które uświadamia, jak wielkie znaczenia ma nasze pochodzenie, a co za tym idzie sposób wychowania, filozofia życia etc.

A jeżeli szukacie sposobu na spędzenie wesoło czasu ze znajomymi…to spróbujcie gry w Taboo. Musicie opisać konkretne hasło, bez używania określonych słów…a to wszystko na czas 🙂 Gwarantuję, że śmiechu i emocji będzie całe mnóstwo.W ostatnim trymestrze musiałam zrezygnować z kawy, ale dalej biorę na wynos…tyle, że gorącą herbatę // Nie wiem czy to zasługa ogrzewania podłogowego czy cudownej atmosfery w naszym domu, ale Kitek może godzinami wylegiwać się na plecach. Ewentualnie zaczepia napotkanych domowników w nadziei, że załapie się na głaskanie // Jedzenie na mieście to wspólne hobby moje i Bartka. Uwielbiamy dobrze zjeść, w ładnym miejscu, a przy tym chichrać się i opowiadać jak nam minął dzień. Na talerzu widzicie pysznego bajgla, którego zjecie w Gliwicach w Micha Zupa Bar. // Wspomnienie śniegu…w tym roku po raz pierwszy nie powiedziałam złego słowa na zimę. Ale pewnie wynika to z tego, że będąc w ciąży mogłam sobie pozwolić na podziwianie jej zza okna, a nie zrywanie się rano do pracy.

W ciąży nie mam zachcianek. Nie było sytuacji, żebym prosiłam Bartka w środku nocy, aby jechał po śledzie. Natomiast nigdy nie pogardzę lodami. Nieważne, że za oknem zima w pełni. Wchodzę pod kołdrę i wcinam pudełko lodów. // Niedawno w naszym domu wreszcie pojawiły się zdjęcia. Nie wiem jak wy, ale dla mnie fotografie tworzą klimat domowego ogniska. // Wiem, że cała Wasza uwaga pewnie skupiona jest na Kitku i jego brzuszku (sporych rozmiarów), ale zwróćcie uwagę na pled z wełny czesankowej od Loops. Cudo! // Moja torba do szpitala miała swoją premierę wcześniej niż zakładaliśmy. Niestety przez kilka dni razem z Klarcią wymagałyśmy hospitalizacji, ale już jest dobrze i czekamy spokojnie na rozwiązanie 🙂

Nic tak mnie nie rozczula jak te małe, różowe czapeczki!  // Zima czy lato, białe spodnie zawsze muszą być w mojej szafie…nawet te ciążowe! A wy macie ulubiony ciuch, taki codzienny must have w swojej garderobie? // Wspominałam Wam o naszych kulinarnych podbojach. Często przywołujemy smaki i zapachy ulubionych potraw w domowej kuchni. Tutaj indyjskie butter chicken – niebawem przepis na blogu! // Łup z KIKa – drewniany stołek. Uwielbiam takie perełki! Przyznajcie się, kto go też ma?

Przez lata do ust używałam pomadki Carmex. Umówmy się- nie ma ona estetycznego opakowania, ale byłam jej wierna i nie ruszały mnie ładne opakowania innych pomad o wątpliwym składzie. Ostatnio, trochę bezwiednie, wrzuciłam do koszyka balsam do ust EOS. Tłumaczę sobie, że to ten kolor teraz tak na mnie działa (Klarcia w brzuchu robi swoje!), ale to był dobry wybór. Przepadłam. Dobrze nawilża, świetnie się aplikuje…i pięknie wygląda. Używacie?

Wizyta kuriera ZAWSZE sprawia nam radość. Każdy z domowników się z czegoś cieszy. Tutaj podskakiwałam z radości z powodu  nowych lamp od Britop, Kitek szalał między kartonami, urządzając sobie niezły labirynt…a Bartek radował się perspektywą zawieszania lamp ( he, he, he).

Czekoladowe ciasto OREO (przepis znajdziecie TUTAJ) z dodatkową polewą i malinami. // Szczęście widać gołym okiem, prawda? 🙂 // A tu kolacja, która na zawsze zapadnie nam w pamięci. Robiąc to zdjęcie, nie miałam pojęcia, co się wydarzy w ciagu najbliższych kilku minut… / Dla spostrzegawczych potwierdzam: I SAID: YES!!! 🙂

Wyprawkę dla Klary zaczęłam na spokojnie dopiero w styczniu, ale totalnego przyspieszenia nabrałam w drugiej połowie lutego. Ubranka, fotelik, akcesoria, urządzenie pokoiku – mamy to! Czekamy jeszcze na wózek, który na dniach do nas dotrze…Nie mogę się już doczekać.

Do produktów marki NUK mam sentyment. Zawsze mama mi opowiadała, że właśnie tej firmy miałam m.in. smoczki. Nawet ostatnio wysłała mi ich zdjęcie! Prawie trzydziestoletnie smoczki…to jest coś!  // Oprócz butelki, w łóżeczku pojawił się kokon ze wzorem origami od Tiny Star (do kompletu mamy jeszcze rożek i organizer!). // A tu najpiękniejsza pościel jaką kiedykolwiek widziałam. Przepięknie odszyta, z naturalnych materiałów, przedstawiająca czaple. Kolorystycznie również idealnie wpasowała się do pokoiku. Pościel znajdziecie w sklepie Maamut KLIK.

Kilka kadrów mojego panieńskiego pokoju, który teraz jest bardziej gościnny…ale dalej mój 🙂 Wygodne łóżko, miejsce do pracy i piękna kolorystyka. Wciąż się zachwycam metamorfozą, którą przeszedł ten pokój. A pamiętam jak w licealnych czasach jedna ze ścian była wymalowana na kolor intensywnego różu, a dodatki były rodem z afrykańskiej osady. Dzięki Mamo, że zacisnęłaś zęby i przetrwałaś ten trudny (dizajnersko) czas. 

Kuchnia mojej Mamy niezmiennie Was zachwyca. I wcale się nie dziwię. Sama ją uwielbiam! Jest dopracowana w każdym calu. I tak-tu zawsze jest taki porządek. Nawet podczas gotowania nie ma opcji, żeby mąka fruwała w powietrzu, po blacie walały się brudne półmiski, a na podłodze zalegały okruchy. Czyli totalne przeciwieństwo mojej kuchni, która ocieka sosami podczas gotowania. Ale u mnie prosta sprawa. Znam siebie, więc dobrałam gładkie fronty, które wystarczy przetrzeć wilgotną szmatką. Ścieranie sosu pomidorowego z tych żłobionych frontów nie byłoby już takie szybkie… // Ktoś tu był grzeczny i dostał prezent-niespodziankę. I nie moi mili, to nie były Walentynki, imieniny, urodziny, przeprosiny… to był zwykły dzień 🙂 Wiem, jestem szczęściarą! // Ten kącik z komodą w roli głównej bardzo Wam przypadł do gustu. Jedni zauroczeni są kompletem pastelowych puszek (oczywiście upolowanych w KIKu), a drudzy wzdychają do Lamy ( czy też Alpaki – jak kto woli). A w jakiej grupie wy jesteście? #TeamLama czy #TeamPuszki ?

Długo nie miałam pomysłu na salon. Brakowało nam stolika kawowego i fotela. Z fotelem sprawa rozwiązała się sama. Po prostu zakradłam się do domu rodziców i wyniosłam im fotel z salonu. Ale spokojnie, w tym czasie mama już oczekiwała kuriera z nowym nabytkiem 🙂 A do stolika zapałałam miłością nagle, przechadzając się po IKEA setny raz, ale właśnie wówczas stanęłam obok i stwierdziłam „mój Ci on”.

Jak burger to tylko z jajem! Wolę mniejszą kanapkę, ale treściwie. Polecam Pasibusa. W Katowicach znajdziecie ich w aż dwóch lokalizacjach. Warto! // Duże obrazy w ramach to must have każdego wnętrza. Często zanim je powieszę, to opieram ramy przy ścianach, co tworzy dodatkowy klimat. Uwielbiam wszelakie mapy, dlatego dwie sztuki zamówiłam ostatnio w Maptu. Jakie miasta wybraliśmy z Bartkiem? Pragę i Paryż. To jedne z tych miejsc, które odwiedziliśmy w zeszłym roku i przywołują cudowne wspomnienia. A wy? Jakie miasto byście wybrali? /On potrafi tak cały dzień…Kot leżak. // Naleśnikami z owocami nigdy nie pogardzę…Chociaż w knajpach jadam przeważnie konkrety, to czasem uda mi się wyskoczyć na coś słodkiego.

A jak jesteśmy przy słodkim, to wiadomo – TŁUSTY CZWARTEK. Akurat kocham jeść pączki zawsze, więc ten czwartek nie jest jednym dniem w roku, w którym po nie sięgam…ale jest za to świetną okazją, żeby szczególnie zjeść te tłuściutkie, lukrowe pączusie i przypomnieć sobie, jakie są pyszne!

Dlaczego przyśpieszamy z wyprawką dla Klary?

Ci, którzy mnie znają dobrze wiedzą, że mobilizuję się w ostatnim momencie. Gdy już mi się pali pod nogami, wówczas wkraczam do akcji i zaczynam ogarniać, nadrabiać zaległości. Podobnie podchodziłam do kwestii wyprawki dla małej. Obiecałam sobie, że w okresie wyprzedaży pokupuję najważniejsze ubranka i porozglądam się po sklepach.

Fakt faktem, coś tam kupiłam. Ale nie przywiązywałam większej uwagi do rozmiarówki. Zobaczyłam uroczą sukienkę na 68cm – kupiłam; zobaczyłam fantastyczne złote trampki – kupiłam. Efekt końcowy jednak był marny, bo w komodzie znalazło się tylko kilka ubranek i to niekoniecznie na ten pierwszy czas, zaraz po urodzeniu.

Niestety, przyszedł ten moment, gdy w 30tc okazało się, że Klarcia może pojawić się na świecie dużo wcześniej niżeli się tego spodziewamy. Nie jest to przesądzone, ale musiałam włączyć tryb wysokiego oszczędzania…siebie.

A jak tu oszczędzać siebie, jeśli w szafach pustki i praktycznie nic nie jest gotowe? Włączyłam tryb ekspresowy (zwany przez niektórych Klara Express:)) Jak dobrze, że w tych czasach wystarczy dostęp do internetu w telefonie lub na innym urządzeniu i wszystko możemy ogarnąć zdalnie. Bez wychodzenia z domu, bez stania w kolejkach, bez przepychania się między ludźmi. Nawet zakupy w drogerii zrobiłam online.

I jak tam sobie leżę i popijam herbatę, zastanawiam się jaka byłam  naiwna (?!). Nie wiem czy to dobre słowo. Chodzi mi o to, że przed zajściem w ciąże myślałam, że to nic takiego. Wyniki miałam wzorowe, w ciąże zaszliśmy „na zawołanie”. Na początku zanotowałam spadek apetytu czy zwiększoną senność, ale funkcjonowałam normalnie. Nigdy bym nie pomyślała, że może mi grozić przedwczesny poród. A tu nagle „pstryk” i bańka pękła. Musiałam zwolnić.

Chociaż w głębi duszy wierzę, że Klarcia zostanie w ciepłym brzuszku jeszcze wiele tygodni, to wiem też, że musimy być przygotowani na wszystko. Dajcie znać jak to było u Was. Wasze pociechy przyszły na świat z wyprzedzeniem czy planowo? W międzyczasie zerknijcie na to, co udało mi się upolować do tej pory (wszystko znalazłam w sklepie Kids Inspirations KLIK). Jak widzicie, stawiam w większości na neutralne kolory 🙂 Co nie oznacza, że w szafie małej księżniczki nie będzie nic różowego 🙂

Wyprawka Klary:

Wanienka Fabulous Sky Green – Bebe-jou KLIK
Stojak do wanienki Fabulous Sky Green – Bebe-jou KLIK
Śpiworek całoroczny z odpinanymi rękawkami – Jollein KLIK 
Gryzak Tiny waffle soft grey – Jollein KLIK
Interaktywna książeczka Mint Adventure – Little Dutch KLIK 
Otulacze bambusowo-muślinowe 70 x 70 cm (3 sztuki) Lou Lou- Bebe-jou KLIK
Króliczek 40 cm Mint Advanture – Little Dutch KLIK
Mięciutki koc Mint Advanture – Little Dutch KLIK
Bawełniany ręcznik Mint Adventure – Little Dutch KLIK
Gryzak żyrafa – Lanco KLIK
Gryzak mama miś – Lanco KLIK 

Kosmetyki, po których poczujesz się lepiej (nie tylko będąc w ciąży)

Był czas, gdy wolałam kupić dziesiąty sweterek w paski czy kolejne czarne rurki. Drogerie omijałam szerokim łukiem i wpadałam tam tylko wtedy, gdy skończył mi się fluid, szampon albo lakier do paznokci. Od całkiem niedawna zmieniłam swoje podejście. Nie chcę mieć sterty niepotrzebnych ubrań, ale z drugiej strony większą wagę przywiązuje do tego, co ląduje na mojej skórze.

Nie wiem czy to przez ciążę czy przez nadciągającą z impetem trzydziestkę, ale to dbanie o siebie nawet sprawia mi frajdę. Lubię, gdy moja skóra jest dobrze nawilżona, a buzia wydaje się bardziej promienna, chociaż kilka miesięcy minęło od czasu, gdy łapała promienie słońca. Mam swoje sprawdzone patenty, aby czuć się dobrze i świeżo, dlatego postanowiłam sprzedać wam kilka moim sprawdzonych sposobów. Nieprzespana noc? Ciężki dzień w pracy? Wszystkiemu zaradzimy!

Na pierwszy ogień idzie serum Estee Lauder Advanced Night Repair. Do tej pory nie wierzyłam w żadne tego typu cacka. Wierna od lat byłam różowemu Bambino, który  stosowałam dwa razy dziennie. Ale, gdy robiłam przegląd próbek, zorientowałam się, że mam kilka właśnie tego serum. Uznałam, że pora się ich pozbyć, wiec każdego wieczora, sumiennie nakładałam specyfik na twarz. Eureka! Działa! Buzia jest maksymalnie nawilżona,  promienna…a wiara w zatrzymanie czasu wzrosła na sile.
Minęło kilka miesięcy zanim zdecydowałam się zakupić cały flakon, ale nie żałuję. Lubię te nasze wieczorne sesje, bo wiem, że gdy wstanę o poranku moja buzia będzie w doskonałej kondycji. A zmarszczki? Z dwojga złego lepiej wierzyć w taki specyfik, niż się kłóć za kilka lat. A wiara czyni cuda, więc… 🙂

Pamiętam, że już na studiach używałam bronzerów. Uwielbiałam je! Przerobiłam różne marki, ale całkiem niedawno skusiłam się na Bobbi Brown’a. Bronzer wyposażony jest w dodatkowe drobinki, co rozświetla skórę. To taki powiew letnich promieni słońca. Mocniej zaznaczam nim kości policzkowe, a następnie przeciągam na całą twarz i szyję. Atutem jest także lusterko, które umożliwia poprawę makijażu w ciągu dnia.

Do kompletu róż, z którym musiałam się bardzo poprzepraszać. Zapomniałam o nim na kilka dobrych lat, a nawet jeśli pojawiał się w mojej kosmetyczce, to był bardziej pasażerem na gapę niż gościem honorowym. Wróciłam do niego na początku ciąży, gdy moja twarz bardzo pobladła, a ja potrzebowałam energetycznego kopa. Róż sprawdził się  bezbłędnie. Sięgnęłam po kosmetyk, który kojarzy mi się z moją babcią. Odkąd pamiętam róż marki Bourjois  był ulubionym mojej babci. Mój odcień, z drobinkami złota idealnie wpasowuje się do bronzera i tworzy z nim całkiem zgrany duet.

Myślicie, że bronzer i róż to przesada? Zdecydowanie nie. Gdy robię sobie makijaż staram sie nie zapominać o rozświetlaczu. Do tej pory numerem jeden była dla mnie marka Becca, ale polubiłam się też z sieciówkowym La vie en glow- L’oreal Paris. Skusił mnie swoją zgrabną paletką i aż czterema odcieniami. Moim ulubionym jest drugi od lewej, to jego używam najczęściej, ale reszta przydaje się czasem do podbicia koloru bądź, gdy chcę wzbogacić makijaż na większe wyjścia. Wówczas stosuję go też na powieki.

Nigdy nie miałam cierpliwości do pielęgnacji. Peelingi, nakładanie maseczek, a potem zmywanie tego wszystkiego…wrrr! Nie dość, że przepadał w nicość mój czas wolny, to jeszcze brakowało mi efektu placebo. Chciałam od razu poczuć, że z moją twarzą dzieją się dobre rzeczy. I wreszcie poczułam, gdy użyłam maseczek w płacie. Ale uwaga, tu nie chodzi tylko o samą maseczkę. Nie mam swoich ulubionych. Kupuję to co mi wpadnie w ręce ( i jest w danym momencie w promocji), ale najważniejsze jest to, gdzie przechowuję saszetki. Moi drodzy- w lodówce. Nie ma nic lepszego niż wyciągnięcie rano przez wyjściem takiej maseczki w płacie i nałożeniu jej na buzię. Od razu poczujecie orzeźwienie i życiowego kopa. Maseczkę stosuję przynajmniej 1-2 w tygodniu i szczerze Wam polecam.

Mazidła do ciała w czasie ciąży to temat rzeka. Podobno nie ma dowodów na to, że stosowanie jakichkolwiek specyfików oddali nas od perspektywy posiadania niezbyt pożądanych rozstępów. Gdyby wierzyć samym genom, nie powinnam się martwić, bo żaden rozstęp mi nie straszny. Ale że przezorny zawsze ubezpieczony, minimum dwa razy dziennie smaruję brzuch i inne zagrożone miejsca. Na wieczór stawiam na Bio-oil, który skórę bardzo natłuszcza, ale rankiem decyduję się na lżejszą recepturę. I tu z pomocą przychodzi marka Yoskine, która w swojej ofercie ma kilka godnych uwagi kosmetyków dla przyszłych mam, Jeśli tak jak ja, wolicie się smarować, niż później stukać się po głowie i mówić ” A moze gdybym się natłuszczała regularnie, to bym coś zdziałała…” to, po prostu – polecam.

Jestem ciekawa, czy wy macie swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się swoimi typami! Z chęcią przetestuję coś godnego uwagi. A może stawiacie na naturalne, home made mazidła? Z przyjemnością poznam tajne receptury 🙂