Wszystkie wpisy kategorii: Lifestyle

Minimalizm: tradycyjny czy totalitarny? Do której grupy należysz?

Od kilku lat obserwuję modę na minimalizm. Poradniki piętrzą się na sklepowych półkach i krzyczą do nas nagłówkami typu: Zredukuj swoją szafę lub Potrzebujesz tylko 2 par spodni i 3 koszule. Nie mogę opisać słowami… jak bardzo to do mnie nie przemawia.

Wydaje mi się, że samo pojęcie „minimalizm” zyskało przynajmniej dwa odłamy. Mianowicie, wyróżniłabym minimalizm tradycyjny oraz totalitarny. Czym one się różnią? Do której grupy się zaliczam? A może nie mam nic wspólnego z popularnym ostatnio minimalizmem? 

Kiedyś nikt się nie zastanawiał nad formą minimalizmu. Ludzie dzielili się na tych, którzy mają mało rzeczy i na tych, którzy się nie ograniczają w pozyskiwaniu nowych dóbr. Obecnie sprawa się skomplikowała. A to wszystko za sprawą dwóch (mam wrażenie-wojujących ze sobą) grup.

Minimalizm tradycyjny to ten, który znamy od lat. W tej grupie są osoby, które nie lubią gromadzić bibelotów, ubrań i innych, wszelkiego rodzaju pierdół (potocznie nazywanych gadżetami). Drugi team jest bardziej restrykcyjny. Filozofia minimalizmu totalitarnego zakłada ciągłe dążenie do ograniczania się pod względem ilości. Bardzo popularne są akcje, których celem jest pozbycie się np. ubrań, tak aby cała garderoba składała się z max. 30 sztuk. Motto jest proste: maksymalnie ogranicz swój pociąg do ubrań, mebli, bibelotów, gadżetów etc.

Przerażeni? Ja tak. Szczególnie, gdy podpatruję wszystkie tego typu „ograniczające” akcje w mediach społecznościowych. Patrząc na moje upodobania przez pryzmat minimalizmu totalitarnego, spokojnie mogę stwierdzić, że żadna ze mnie minimalistka. Mało tego, uciekam od takich akcji daleko, aby przypadkiem w zasięgu mojego wzroku nie pojawiła się publikacja zachęcająca do tak drastycznych zmian.

Z drugiej strony, nie gromadzę rzeczy. Tutaj dobrym przykładem jest moja garderoba. Chyba nie jestem typową kobietą, bo z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że ja zawsze mam się w co ubrać. Czy to oznacza, że moja szafa zajmuje jeden wielkich pokój i można w niej znaleźć 40 sukienek czy 50 par szpilek? Nie! Ale mam dwie zasady: lubię mieć wybór, dlatego w swojej garderobie mam kilka par szpilek, nie ograniczam się do jednej pary adidasów, mam z 10 sukienek letnich i kilka par spodni. Lubię też torebki i nie wstydzę się, gdy dobieram je do każdej stylizacji a nie biegam po mieście z jedną sztuką przez kilka lat. Druga kwestia to porządki. Średnio 3 razy do roku robię gruntowny przegląd szaf. Jeśli w czymś nie chodziłam w poprzednim sezonie to nie ma zmiłuj- taka rzecz wylatuje z mojej garderoby na zawsze. 

Jest jednak coś co nie przechodzi przez moją selekcję NIGDY. Co to takiego? Książki. Lubię jak się piętrzą na regale i nie wyobrażam sobie, żebym miala się ich pozbyć. Każda z pozycji, która leży na półce łączy się z jakąś historią. Jedną zabrałam na wyczekane wakacje, drugą czytałam podczas pisania pracy magisterskiej, a jeszcze inną kupiłam, gdy czekała mnie długa podróż pociągiem. Mam do nich sentyment. Usprawiedliwiam się tym, że czasem jestem „przyjacielską biblioteczką”, bo znajomi chętnie przypatrują się zbiorom i pożyczają książkę.

Minimalizm? Hit czy kit? Lubicie kontrolować ilość rzeczy w szafie czy macie naturę zbieracza? Uważacie, że faktycznie obecnie mamy do czynienia z dwoma odłamami minimalizmu, a może to tylko brednie i tak na prawdę nie widzicie różnicy pomiędzy tym co było kilka lat temu? Dajcie znać, do której grupy się zaliczacie!

Ściskam!

Marzec w obiektywie. 03/2018

Każdego roku wyczekuję aż rozpocznie się marzec. Kojarzy mi się on z początkiem wiosny, zrzuceniem ciężkich, zimowych ubrań, a także z naszymi urodzinami. Bowiem zarówno Mama jak i ja świętujemy w marcu. Z tą różnicą, że Mama ten okres rozpoczyna (zodiakalna rybka), a ja kończę (baran ze mnie:)) W tym roku marzec okazał się dość intensywny. Wyjazdy, spotkania ze znajomymi, nawet na blogu pojawiło się aż 6 wpisów. To co? Jesteście ciekawi, co się działo w marcu?

W pierwszej połowie miesiąca pojechałyśmy do Poznania na targi wnętrzarskie. Mnóstwo wystawców, pięknych mebli, uroczych dodatków i energetycznych spotkań. Miałyśmy okazję zobaczyć nowe kolekcje marek, które dostępne będą na rynku dopiero za kilka miesięcy. I juz teraz możemy Wam zdradzić, że w sklepach znajdziecie na prawdę świetne rzeczy.

Ale od początku. W Poznaniu spędziłyśmy aż 3 dni. Podróż ze Śląska nie należy do krótkich, ale ten kto nas zna ten wie, że przemieszczanie się nie stanowi dla nas problemu. Raz dwa pakujemy walizki i wybywamy.
Do Poznania jechałyśmy w 3, razem z Zoyką i również w tym składzie zakwaterowałyśmy się w apartamencie na starym mieście. Rozmawiałyśmy do późna, zajadając pyszne ciasto marchewkowe, którym ugościła nas Zoyeczka 🙂
Kolejny dzień rozpoczął się intensywnie. Z samego rana wyruszyłyśmy na targi, aby pojawić się na śniadaniu prasowym, aby porozmawiać z dyrektorami imprez : Natalią Tarachowicz (Home Decor), Małgorzatą Czubak (Arena Design), Józefem Szyszką (Meble Polska). Potem czekało na nas bieganie po stoiskach w poszukiwaniu inspiracji. Późnym popołudniem wróciłyśmy do pokoju, ale tylko na chwilę, bo w planach miałyśmy Domówkę organizowaną przez markę VOX.

Drugi dzień rozpoczął się także w biegu. Tym razem, śniadanie prasowe marki Black Red White i odwiedzanie kolejnych stoisk. Klasycznie, stoisko Belldeco ugościło nas rześkim prosecco i przemiłym towarzystwem. Atrakcją były dla nas warsztaty z zapachu prowadzone przez jedynego, polskiego senseliera- Martę Siembab. A wszystko działo się w stresie strefie blogerów wnętrzarskich Bloggers Zone. Dziewczyny jak zawsze dały radę i urządziły przestrzeń wedle najnowszych trendów. Ula, Dagmara, Kasia, Ania, Marta – świetna robota! 

Drugą noc w Poznaniu spędziłyśmy w innym miejscu. Nie byłoby w nim nic spektakularnego, ale antresola, jak i sam układ małego mieszkania urzekł mnie do potęgi! Cała przestrzeń została urządzona w przytulnym klimacie w towarzystwie cegły, drewna i jasnych kolorów. Niestety nie zobaczycie tego na zdjęciach, ale łazienka została ukryta za przesuwnymi drzwiami, a jej środek na pierwszy rzut oka był bardzo minimalistyczny. Jednak pod płytami skryły się pojemne szafki, które nie zabierały miejsca. A Wy jesteście zwolennikami antresoli? Macie je w swoich domach?

Nie mogło zabraknąć urodzinowej Mamy 🙂 

Jezeli szukacie miejsca w Katowicach, gdzie można dobrze zjeść i nacieszyć oko, to właśnie znaleźliście. Cztery kąty i smak piąty to miejsce, w którym zjecie pyszny lunch, spotkacie się ze znajomymi, skosztujecie pysznego deseru. Polecam! 

A teraz hit marca! Obudowa na laptopa, w formie naklejki, która może być także kompatybilna kolorystycznie z etui na telefon. Oprócz klasycznych marmurków, czy motywu dżungli, w mojej kolekcji znalazła sie także różowa, kwiatowa, w totalnie wiosennym klimacie. Sami zobaczcie…lubicie takie gadżety ( bądź co bądź- funkcjonalne, bo chronią sprzęt:)) czy nie zwracacie na takie rzeczy uwagi? Dla chętnych – tutaj możecie je zamówić Caseapp KLIK.

W marcu udało mi się złapać samolot do Palermo na Sycylii. Potrzebowałam kilku dni, aby naładować się energetycznie i wejść z przytupem w wiosenne obowiązki. Dobrze wiecie, że Italia to moja niezmienna miłość i zawsze, gdy tam jadę, to jestem pewna, że na miejscu zastanę pyszne jedzenie, świetną atmosferę i dobrą pogodę.

Nie będę Wam opowiadać, co warto zwiedzić, bo do bloga podróżniczego mi zbyt daleko, ale śmiało mogę Wam polecić stronę weekendowi.pl, gdzie znajdziecie cenne rady pt. co/gdzie/za ile. KLIK.

Będąc w Palermo, musiałam pojechać do Cefalu. To nadmorska miejscowość, do której warto się udać, tym bardziej, że pociągiem jedziemy niecałą godzinę. Widoki cudowne. Domyślam się, że w sezonie plaża jest tłumnie zajmowana przez turystów, natomiast o tej porze roku turystów praktycznie nie było. 

A co się działo na blogu w marcu? Sami zobaczcie, jeśli coś Wam umknęło. Teraz jest najlepszy moment, żeby nadrobić zaległości.

1.Moje TOP 9 przyjemnego podróżowania KLIK.

2. Relaks przy lampie – wiosenna odsłona mojego salonu KLIK.

3. Wielkanoc – moment przesilenia fizycznego czy rodzinny spokój? KLIK.

4. Moja słabość – gdy jeden kosz to zdecydowanie za mało KLIK.

5.Aranżacja pokoju dla dzieci KLIK.

6. Rozmowy (nie)kontrolowane. Sisters About ujawniają prawdę o sobie KLIK.

Moje TOP 9 przyjemnego podróżowania

Wiele osób mówi, że lubi wyjeżdzać na wakacje, ale nienawidzi się pakować. Całe szczęście nie mam z tym problemów i potrafię sprawnie spakować się na wyjazd. Nie zawsze tak było i wiele razy popełniłam kilka gaf, np. w podróż na Kretę zabrałam największą z możliwych walizek i spakowałam do środka wszystkie swoje letnie ciuchy. W rezultacie, prócz ciężkiej walizki, która była większa ode mnie, udało mi się wykorzystać 1/5 zabranych ubrań…

1.Zabieram maksymalnie mało ubrań, aby zmieścić się do bagażu podręcznego, który mogę zabrać na pokład samolotu.

Bez znaczenia, czy pakuję się na dwa dni czy 8, zawsze staram się zmieścić do małej walizki. Gdy wyjeżdżam na dwa tygodnie, również zabieram minimalną ilość ubrań. Jak to zrobić? Wystarczy przed wyjazdem dobrze zaplanować, co chcemy zabrać. Najłatwiej jeśli będziemy trzymać się jednej gamy kolorystycznej, wówczas mamy gwarancję, że każda rzecz zmiksowana z drugą będzie do siebie pasować. Staram się nie brać np. ulubionej różowej bluzy, jeśli wiem,że wyłącznie do jednej pary jeansów będzie mi pasować.

2. Podróżuję najczęściej w adidasach.

Dlaczego? Po pierwsze, buty sportowe to must have nawet podczas biznesowych wyjazdów. Wieczorne zwiedzanie albo przeprawa przez pół miasta jest o wiele wygodniejsza w adidasach. Po drugie, obuwie sportowe zajmują zwykle najwięcej miejsca walizce, więc wolę je mieć na sobie, a wolne miejsce w walizce spożytkować na dodatkową parę spodni.

3. Zawsze zabieram szpilki.

Nieważne czy to wyjazd służbowy czy przeprawa przez Maroko – zawsze jedną parę szpilek muszę mieć w torbie. Czasem wypadają nam niezapowiedziane kolacje, bankiety, koncerty. A kobieta od razu ma +10 punktów, gdy założy szpilki nawet do zwykłych jeansów. Przynajmnie taka kobieta, która uwielbia obcasy 🙂

4. Zabieram tylko najlepsze kosmetyki.

Porównując kosmetyczki koleżanek, mogę śmiało stwierdzić, że i tak nie mam ich zbyt wiele. Jednak mimo to, ograniczam ich ilość do minimum i zabieram tylko te, które lubię najbardziej. Jeden podkład, bronzer, paletka cieni, tusz do rzęs, szminka, błyszczyk to wystarczy! Dodatkowo, nie ruszam się bez Nuxe (TUTAJ go polecałam KLIK). To suchy olejek do ciała, który świetnie mieni się na skórze nie tylko odbijając promienie słoneczne, ale również podczas wieczornej kolacji. Nie zapominam także o higienie i w bocznej kieszonce torebki mam zawsze żel lub chusteczki antybakteryjne.

5. Używam wersji MINI.

Ulubiony szampon przelewam do przezroczystych buteleczek (100ml), a krem przekładam do mniejszego opakowania. Dzięki temu nie tylko nie mam problemu wybierając bagaż podręczny ( w takim bagażu jest limit na przewożenie płynów; max 100ml na jedną buteleczkę), co więcej zyskuję miejsce w walizke. Podobnie z demakijażem. Wybieram chusteczki do demakijażu a waciki wraz z płynem miceralnym zostawiam w domu. Co jeszcze? Mini pasta do zębów, odżywka do włosów etc. Dobrze, że artykuły „do samolotu” są łatwo dostępne i znajdują się na jednej półce w praktycznie każdej drogerii.

6. Torebka

Na podróż wybieram plecak lub większą torebkę. Ważne, aby pomieściły ksiażkę, dokumenty, pomadkę nawilżającą czy telefon. Ale nie zapominam o mniejszych torebkach, które łatwo upchać w walizce, a potrafią dopełnić stylizację.

7. Maluję paznokcie lakierem hybrydowym.

Aktualnie nie wyobrażam sobie życia bez hybryd, które wprost uwielbiam. Ale swego czasu praktykowałam wyłącznie, gdy wybierałam się w podróż. To niesamowity komfort, gdy zapominasz o malowaniu paznokci na 2 tygodnie. Nie stresujesz się, że na płytce paznokcia zrobi się odprysk ani nie marnujesz czasu w przerwie na lunch na zadbanie o swój manicure.

8. Organizacja w kosmetyczce.

Wyznaję zasadę grupowania przedmiotów. Nie lubię wrzucać wszystkiego chaotycznie do walizki. Zaplątany zasilacz od laptopa pomiędzy prostownicą a paczką chusteteczek to nie na moje nerwy. Mam dwie większe kosmetyczki. W jednej przechowuję elektronikę ( ładowarki, powerbanki, dodatkowe wtyczki, pendrive etc.) a w drugiej kosmetyki. Mam też przezroczystą saszetkę, gdzie przechowuję leki (tabkletki przeciwbólowe, na gardło, coś na przeziębienie, witaminy etc.). To również wymóg na lotnisku, aby w łatwy i przyjemny sposób przejść kontrolę bezpieczeństwa.

9. Jestem przygotowana na każdą pogodę.

Zależy kiedy wybieramy się w podróż, ale polecam zawsze być przygotowanym na zmianę pogody. Pamiętam jak bedąc w Mediolanie, gdzie każdego dnia było 16-17 stopni, jednego dnia spadła drastycznie temperatura do 7. Nie pomagał też silny wiatr oraz deszcz. Ratowałam się jak mogłam, nawet kupiłam grube skarpety i longer, aby ubrać się „na cebulkę”. Teraz bez wahania wrzucam do walizki lekką czapkę, szal którym mogę „przykryć się” w samolocie, okulary słoneczne (nawet, gdy zapowiadają deszcz), a także wspomniane wcześniej longery, czyli cienkie bluzki z długim rękawem, które swobodnie mogę ubrać od sweter.

A wy macie swoje sprawdzone sposoby, aby podróżować komfortowo? A może nie zwracacie uwagi na ilość walizek i pakujecie wszystko tak, aby czuć się komfortowo i mieć możliwosć dużego wyboru ubrań oraz dodatków? Dajcie znać 🙂

ROZMOWY (NIE)KONTROLOWANE. Sisters About ujawniają prawdę o sobie.

Zawsze akcentujemy jak bardzo jesteśmy podobne. Lubimy pokrewne wnętrza, kupujemy identyczne ciuchy, śmiejemy się z podobnych rzeczy. Ale nie zawsze jest tak kolorowo. Są kwestie, które nas diametralnie dzielą. Serio. Tych różnic nie da się przeskoczyć. Jedne są zabawne, drugie irytujące. Przygotowałyśmy dla Was 4 tematy z serii ROZMÓW (NIE)KONTROLOWANYCH. Luźne dialogi, które pokazują nasze prawdziwe oblicze. Sami zobaczcie…

Skarpety – wojskowa precyzja czy artystyczny nieład?

Ewelina: Pamiętam jak byłaś nastolatką i wiecznie szukałaś skarpetki do pary…
Marcelina: Mamo, minęło ile? 10 lat? I tu się nic nie zmieniło!
E: Żartujesz? U mnie zawsze skarpety są poskładane.
M: U mnie też są poskładane, ale w kulki.
E :Pamiętam jak raz otworzyłam Twoją szafę. Tam nie tylko skarpety były „w kulkę”.
M: Tak! Też to pamiętam. Wmawiałam Ci kiedyś, że to tylko artystyczny nieład i dzięki temu wyrażam siebie.
E: I z tego co widzę, dalej wyrażasz siebie…
M: Nie wiem po kim to mam…Ale już straciłam nadzieję, że cokolwiek w mojej szafie będzie tak idealnie ułożone jak Twoje skarpetki. 
E: Nie przesadzaj, czasem masz porządek.
M: Tak, przez chwilę. Do momentu, gdy nie otworzę szafy i nie zacznę się zastanawiać w co się ubrać. Dziwnym trafem, łatwiej mi przeglądać ubrania, gdy przelatują obok i lądują na podłodze…Mało tego! Ty dzień wcześniej jesteś w stanie przygotować ubrania, w których wyjdziesz następnego dnia. U mnie to nie przejdzie. Nawet jeśli to zrobię, to rano wstanę i uznam, że mam ochotę założyć coś zupełnie innego…
E: Z Ciebie to jest artystka…

Kremowa inwazja vs. ciasteczkowy potwór

Marcelina: Dla Ciebie Mamo ciasto ma sens jak jest z dodatkiem kremu.
Ewelina: Bezy, ptysie, eklerki, torty…Mhhmmm
M: W cukierni zachowujesz się jakbyś podejmowała życiową decyzję. 
E: Nie każdy ma takie dylematy jak ty: pączek z różą czy czekoladą.
M: Nie mów, bo serniczkiem nie pogardzę…
E: Widocznie swój limit kremów już wykorzystałaś. Pamiętam, że jako dziecko wyczekiwałaś urodzin, bo zawsze był tort. A z tortów wyjadałaś sam krem. Mało tego, jak już kremu nie było, to potrafiłaś wziąć kostkę masła i zjeść. Musiałam Cię kontrolować, żebyś nie wyjadła wszystkiego.
M: Coś w tym jest! Bo teraz, gdy jem tort to najbardziej lubię biszkopt!
E: Dobrze, że dalej pieczesz swoje kremowe ciasta, a nie przerzuciłaś się na sam biszkopt z owocami…Przynajmniej sobie pojem…

Upadły kwiat vs. ogrodnik amator

Marcelina: Ugotuję, ciasto upiekę, pranie zrobię, posprzątam…ale o kwiatka nie zadbam.
Ewelina: Nie jestem wybitnym ogrodnikiem, ale nie znam drugiej takiej, co tak wykończy każdą roślinę.
M: Ale się staram…
E: Jak ktoś się stara to kwiaty podlewa…
M: Ale ja podlewam! Pamiętasz jak mocno podlewałam sukulenty? Aż zgniły.
E: Zawsze byłaś skrajna. Albo podlewasz za bardzo albo nie podlewasz wcale.
M: Mhmm…
E: Pamiętam jak raz przyszłam i zauważyłam, że znowu wykończyłaś wszystkie rośliny w mieszkaniu. A ty z euforią pochwaliłaś się, że jedną sztukę na balkonie uratowałaś. Spojrzałam na balkon i faktycznie przez kilka sekund podziwiałam to cudo…aż się nie zorientowałam, że to sztuczny kwiat…
M: Z roślinami u mnie kiepsko…ale czasem potrafię się poświęcić. Przypomnij sobie historię jednego kwiatka. Pilea, którą przywiozłam z Wrześni w małym woreczku od Marty. Przez całą drogę w pociągu uważałam, żeby nic jej się nie stało.
E: A ja o nią zadbałam już na miejscu. Wniosek? Musimy działać w duecie!:) Podobnie jest, gdy wyjeżdzasz na wakacje. Zamiast chociaż przed wyjazdem wysilić się i podlać kwiaty, to ty zostawiasz je już przesuszone.
M: …bo wiem, że przyjdziesz i je podlejesz. To tak odnośnie działania w duecie:) 

Filiżanka vs. kubek

Marcelina: Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego zawsze w prezencie chcesz kubek, a pijesz kawę z filiżanki?
Ewelina: To proste. Kubki kolekcjonuję, a filiżanek używam. 
M: Ale kubki są wygodniejsze, często bardziej pojemne. Zdecydowanie wolę kawę pić z kubka.
E: A ja lubię wypić kawę z klasycznej, białej filiżanki i podziwiać kolekcję moich kubków.
M: Przypomina mi się kwestia z butami. Ja też wolę chodzić w jednych, a gromadzić w szafie nowości. 
E: Coś jednak mamy ze sobą wspólnego. Lubimy gromadzić ulubieńców i ich podziwiać.
M: Mamo, ale to głupie… Ha, ha, ha…

Teraz wiecie o nas nieco więcej niż wcześniej. Jesteśmy ciekawe do kogo Wam bliżej? Do kremowej Eweliny czy biszkoptowej Marceliny? A może bliższa jest Wam wojskowa precyzja Eweliny albo artystyczny nieład Marceliny? To co? Kto jest w #TEAMEWELINA a kto w #TEAMMARCELINA

Zarządzanie sobą w zmianie – szybka adaptacja do zmian

Zmiana. Większość z nas dostaje gęsiej skórki na samą myśl o niej. Są też tacy, którzy czują delikatną ekscytację przed tym co „nowe, niepoznane”. 

Czym jest zmiana? Dla jednych szansą, na drugich zagrożeniem albo koniecznością. Często wydaje nam się, że znamy konsekwencje, że wiemy co nas może czekać, ale gdy TA ZMIANA właśnie się ziszcza nierzadko wpadamy w panikę.

20, 30 lat temu zmiana była jeszcze mniej pożądana. Kończąc szkołę otrzymywało się zatrudnienie w jednej firmie i często doczekiwano się emerytury w tej samej placówce. Podobnie z mieszkaniem. Ludzie urządzali się „na zawsze”.  Dbali o to, aby meble, które kupują były ponadczasowe i solidne. Domy budowało się z myślą, że kolejne i jeszcze następne pokolenie będzie je użytkować. Nie mówiło się dużo o zmianach. Liczyła się stabilizacja.

A jak to wygląda dziś? Wydaje mi się, że społeczeństwo wymaga od nas szybkiej adaptacji do zmian. Częściej zmieniamy pracę, a co za tym idzie miejsce zamieszkania, które powszechnie jest powiązane z nowym stanowiskiem. Nie przywiązujemy się aż tak do rzeczy jak poprzednie pokolenia. Wynika to także z większej dostępności do dóbr. Nie musimy godzinami stać w kolejkach, aby kupić nową lampę czy biurko.

Mimo wszystko, są osoby, które ze zmianą radzą sobie lepiej, ale jest też grupa, której doskwiera stres, smutek, złość. Jak sobie z tym radzić? 

Po pierwsze, zaakceptuj zmianę. Zmiany są nieuniknione i jeśli mamy z nimi do czynienia, to dla nas samych będzie lepiej, gdy szybciej się z nimi pogodzimy i zaczniemy działać zgodnie z nową rzeczywistością.  Po drugie, zacznij myśleć pozytywnie. Roztaczanie czarnych scenariuszy w niczym nam nie pomoże. Nawet jeśli np. zostaliśmy zmuszeni do zmiany pracy, to koncentrujmy się na plusach (nowe znajomości, wyższa płaca, pozyskanie nowych umiejętności, większe możliwości rozwoju). Po trzecie, zadbaj o siebie. Jeśli zmiana bezpośrednio cię dotyka nie możesz pomijać w tym procesie siebie. Wracając do przykładu z nową pracą: kup nową marynarkę, zafunduj sobie domowe spa, postaraj się, aby do biura wchodzić z uśmiechem. Jeśli będziesz szczęśliwa, zaczniesz zarażać pozytywną aurą resztę zespołu, a zatem wasza praca będzie przyjemniejsza i przyniesie efekty.

Co sądzicie o zmianach? W jakiej grupie jesteście? Boicie się wejścia w inną, nową rzeczywistość, a może wciąż wyczekujecie zmian w życiu prywatnym, zawodowym? Pamiętajcie, że są zmiany, które przychodzą bez naszej wiedzy, ale są też takie, które sami możemy inicjować. Do tych drugich łatwiej się przyzwyczaić, ale trudniej rozpocząć. Może macie jakieś przykłady zmian z Waszego życia? Jak szybko przystosowaliście się do zmian? 

TOP 7 – KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY #2

Gdy miesiąc temu publikowałyśmy nasze TOP 7 kosmetycznych ulubieńców miesiąca, trochę obawiałyśmy się Waszego przyjęcia. Wiodącym tematem zawsze były nasze wnętrza, a tu cały wpis poświęcony tematyce beautyTym większe było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że wpis bardzo Wam się spodobał! Cieszymy się, że możemy Was zainteresować również taką tematyką. W tym miesiącu nie mogłyśmy inaczej- ponownie przygotowałyśmy dla Was naszych ulubieńców, których udało nam się przetestować w ostatnim czasie. Gotowi?:)

BECCA Glow on the Kit

Przez kilka miesięcy odkładałam ten zakup. Było ciężko, bo koleżanka z pracy ( Zosiu-pozdrawiam!)  bardzo zachwalała rozświetlacz marki Becca. Niestety, cena była zbyt wysoka i zawsze decydowałam się na zakup czegoś innego. Jednak, gdy Zosia znalazła zestaw rozświetlający tej samej marki, tylko o mniejszej pojemności ( i w zdecydowanie lepszej cenie!) – musiałam kupić. Uwierzcie, nie miałam wyboru! W zestawie produkty są dwa. Pierwszy to rozświetlacz w płynie, którego odrobinę można dodać do samego fluidu. Dzięki temu cera stanie się bardziej promienna. Drugi-w formie prasowanej o zdecydowanie intensywniejszym pigmencie. Świetnie wygląda na policzkach 🙂 Must have po prostu…

ESTEE LAUDER Daywear Sheer Tint SPF15  Krem do twarzy

Nie jest tajemnicą, że od lat używam kremu Bambino. Dlatego, gdy w drogerii otrzymałam próbkę kremu marki Estee Lauder, to podeszłam do testowania bez emocji. Bardzo się zdziwiłam! Już po pierwszych minutach od aplikacji zauważyłam, że moja twarz wygląda inaczej. Wszystko dlatego, że to lekko koloryzujący krem, który oprócz nadania bardzo delikatnego kolorytu (idealny jako baza pod makijaż!) również nawilża skórę oraz chroni ją przed atakiem czynników zewnętrznych. Kolejnym plusem jest fakt, że produkt możemy kupić w mniejszym opakowaniu, więc i cena staje się bardziej przystępna.

TOO FACES Lip Injection Glossy

Błyszczyk dostałam od koleżanki. I nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powiększa usta! Po aplikacji faktycznie usta są pełniejsze i dobrze nawilżone. Musiałam się przyzwyczaić do intensywnego mrowienia po nałożeniu produktu, ale warto! Naturalny kolor + efekt powiększenia ust – dla mnie nr 1 wśród błyszczyków.

ORIGINS Clear Improvement Mask Pod

Maska z węglem drzewnym usuwająca toksyny i zanieczyszczenia zatykające pory. Od jakiegoś czasu regularnie stosuję wszelkiego rodzaju maseczki, ale ta przebija wszystkie! Moja skóra jest rozjaśniona i wygładzona. Małe opakowanie produktu wystarczy na 3 aplikacje. Dostępne są różne rodzaje, ale dla mnie na ten moment węgiel jest numerem jeden.

YVES ROCHER Serum intensywnie ujędrniające

To ulubieniec Mamy! Serum napina skórę, działa przeciwzmarszczkowo. Codzienna aplikacja przynosi widoczne efekty. Co więcej, naukładanie serum jest banalnie proste, bo ma ono konsystencję fluidu, co znacznie ułatwia sprawę. Warto polować na promocje 🙂

ESTEE LAUDER Double Wear Stay-in-Place Podkład SPF 10

Tyle pochwał słyszałam na temat tego fluidu, że kilka miesięcy temu uległam presji i kupiłam Double Wear od Estee Lauder. Stosuję go wyłącznie na większe wyjścia, gdy wiem, że makijaż musi wyglądać idealnie przez kilka ( a nawet kilkanaście) godzin. Sprawdza się w 100%. Ładnie prezentuje się również na zdjęciach. Mam wrażenie, że nakładany jest wówczas efekt photoshopa 🙂 Niestety cena jest zaporowa, wiec nawet nie myślę o jego codziennym stosowaniu. Zwykle sięgam po podkład marki Revlon, ale gdy poświęcam na makijaż wiecej czasu, wówczas wybieram Estee Lauder.Odcień, którego używam to: 2C2 Pale Almond.

MAC Matee Lipstick

Mam wrażenie, że kiedyś większą wagę przywiązywałam do ust. Teraz stawiam na bardziej naturalny look, dlatego moja kolekcja szminek nie powala. Natomiast mam swojego ulubieńca-markę MAC i jej matową kolekcję. W mojej kosmetyczce znajdziecie trzy odcienie: Honeylove, Velvet Teddy, Tropic Tonic.

Jestem ciekawa czy również stosujecie jakiś z wyżej wymienionych kosmetyków. Podzielcie się swoją opinią! A może polecacie inny produkt? Co jest Waszym ulubieńcem? Z drugiej strony, może jest kosmetyk, który się nie sprawdził? Czekam na Wasze komentarze! Ściskam!

WARSZTATY dla JYSK – Katowice. Relacja

Witajcie kochani! Długo wyczekiwałyśmy minionej  soboty. A to wszystko dlatego, że miałyśmy przyjemność prowadzenia warsztatów dla marki JYSK z okazji otwarcia nowego sklepu w Katowicach (CH 3 Stawy).  To było pierwsze tego rodzaju przedsięwzięcie, natomiast odnalazłyśmy się w tej roli świetnie i mamy ochotę na więcej! Uwielbiamy dzielić się wiedzą oraz doświadczeniem, a jeśli łączy się to z możliwością porozmawiania z Wami to już w ogóle rewelacja!

Pokrótce, opowiadałyśmy o tym jak w łatwy sposób urządzić mieszkanie. Zwróciłyśmy uwagę, na to jak bardzo istotna jest baza, czyli jasne ściany, jednolita podłoga czy oświetlenie. Zaakcentowałyśmy także jak ważne są dodatki. Przy małym nakładzie finansowym, szybko i prosto możemy diametralnie odmienić nasze wnętrze. Przykładowo, w sypialni centralnym elementem jest łóżko. To ono skupia na sobie całą uwagę, więc warto w nie zainwestować i zmieniać wedle nastroju, pory roku lub po prostu kaprysu. Łóżko to nie tylko ładna pościel, ale także poduszki, pledy, narzuty etc. Warto miksować ze sobą kolory oraz faktury, wówczas aranżacja, którą stworzymy nie będzie banalna. Podobnie w kwestii oświetlenia czy mebli. Nie bójmy się szaleć z lampami, nie trzymajmy się jednego koloru drewna wybierając meble. Nie chodzi o to, aby w domu zapanował chaos, ale żeby nadal mieszkaniu lekkości,a  nie tylko katalogowego wystroju.

Na spotkaniu poruszyłyśmy także temat zjawiska, filozofii „hygge„. Hygge nie traci na sile i dalej zalewa nas swoim ciepłem, radością, szczęściem. Pojęcie wywodzi się z Danii, kraju który od wielu lat zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najszczęśliwszych ludzi na świecie. Jak to się dzieje? Duńczycy pracują mniej niż Polacy, a zatem można uznać, że łatwiej im wdrążyć filozofię szczęścia w życie codzienne. 37 godzin pracy tygodniowo i aż 30 dni urlopu, w porównaniu do Polaków – 40 godzin pracy tygodniowo i 26 dni urlopu ( a czasem tylko 20). Z drugiej strony, Dania zmaga się z niekorzystną pogodą ( 180 dni w roku jest pochmurnych, deszczowych). Z tego powodu, Duńczycy dbają o domowe ciepło i atmosferę. Przywiązują dużą wagę do oświetlenia. Nie tylko liczą się same lampy, których jest sporo w pokoju, ale nie zapominają także o świecach czy lampionach. Myślimy, że Polacy trochę zapomnieli o relaksie, spokoju, rodzinnych spotkaniach, ale po latach wracamy do korzeni i staramy się zwolnić. Duńczycy mają swoje „hygge”, Włosi „dolce far niente”, a my Polacy? My możemy mieć po prostu spokojny wieczór z gorącą herbatą czy niedzielny rosół w gronie rodziny…takie polskie, sielskie życie…

Tyle o części merytorycznej. Po ożywionej dyskusji przyszedł czas na aktywne warsztaty. Pokazałyśmy uczestnikom wydarzenia kilka sposobów na aranżację łóżka. A później same zachęciłyśmy do wzięcia udziału w konkursie, który zorganizowałyśmy wraz z marką JYSK. Jakie było zadanie? Wystarczyło po swojemu zaaranżować łóżko! Zabawa była świetna, uczestnicy zaangażowani. Tym samym, udało nam się rozdać aż 10 bonów na zakupy w sklepie JYSK. 

Z okazji otwarcia nowego sklepu JYSK w Katowicach, sklep przygotował mnóstwo promocyjnych ofert. Udało nam się zrobić kilka zdjęć, bo aż trudno uwierzyć, ze ceny są tak atrakcyjne!

Na koniec kilka aranżacji łóżka 🙂 Jak widać uczestnicy byli bardzo kreatywni 🙂

Dziękujemy marce JYSK za możliwość uczestniczenia w takim wydarzeniu, a także prowadzenia warsztatów dla klientów CH 3 Stawy w Katowicach. To dla nas ogromne wyróżnienie. Dziękujemy również wszystkim uczestnikom warsztatów. Miło było z Wami dyskutować oraz doradzać w kwestii aranżacji Waszych domów. Ściskamy!

Zorganizuj się (po swojemu)

Od zawsze na świecie żyją dwa typy ludzi. Pierwszy to lud wiecznie zorganizowany, poukładany z mottem w sercu „Co masz zrobić jutro, zrobiłem tydzień temu„. Drugi typ to narwańcy, którzy mobilizują się „na ostatni moment”, a fraza, która im przyświeca to: „O tym, co mam zrobić jutro…pomyślę jutro„. Nie zawracam Wam głowy przypadkami pośrednimi, którzy gdzieś stoją z boku i usiłują na bieżąco prowadzić kalendarz czy też wpadki organizacyjne zdarzają im się raz do roku.

Jeśli sądzicie, że gen maksymalnie poukładanego człowieka lub totalnego narwańca jest ZAWSZE przekazywany z pokolenia na pokolenie…to jesteście w błędzie. Idealnym przykładem jesteśmy my-Sisterki. Mama (i wie to każdy, kto ją poznał) to kobieta zorganizowana co do minuty. Na zakupy wychodzi z listą, obiady planuje z tygodniowym wyprzedzeniem, prezenty kupuje miesiąc przed świętami. Plan dnia/tygodnia/miesiąca – nic ją nie zaskoczy.

A na drugim biegunie jestem JA. 

Od kiedy pamiętam wszystko robiłam na ostatni moment. Gdy był zapowiedziany  sprawdzian z historii dwa tygodnie wcześniej, każdego dnia robiłam wszystko, aby nie zajrzeć do książek. 3 dni przed czułam lekki stres, głośno przełykałam ślinę, gdy słyszałam ile koleżanki z klasy opanowały już materiału. Mobilizacja zaczynała się zwykle dzień przed. Kolorowe zakreślacze walczyły o miejsce na moich notatkach, a ja z szybkością odrzutowca przyswajałam wiedzę. Mam wrażenie, że tylko pod wpływem stresu potrafiłam się skupić…A stres był do samego końca.

Podobnie jest teraz. Gdy wyjeżdżam to pakuję się kilka godzin przed wylotem. Emocje sięgają zenitu, bo nagle okazuje się, że ulubiona bluzka jest w praniu a kilka sukienek czeka na wyprasowanie. Jednak priorytet zawsze mam jeden: telefon, ładowarka, paszport, pieniądze – jeśli to spakowałam to wiem, że wyjazd będzie udany 🙂

I wiecie co jest najważniejsze? Żeby żyć w zgodzie ze sobą. Moja Mama załamałaby się, gdyby musiała żyć według mojego narwanego modelu. A ja dostałabym nerwicy natręctw, jeśli musiałabym przed snem szykować sobie ubrania na następny dzień ( skąd mam wiedzieć, w co będę chciała się ubrać następnego dnia??) czy planowała w kalendarzu skrupulatnie swój dzień z podziałem na pracę/pasję/sprzątanie/zakupy etc.

Jestem ciekawa jak wygląda Wasza organizacja? Lubicie mieć wszystko zaplanowane? A może spontanicznie realizujecie swoje zadania? Jak jest w Waszych rodzinach? Czy staracie się przekazać dzieciom wzorce, które sprawdzają się u Was, a może dajecie im wolną rękę od małego?  

TOP 7 – Kosmetyczni ulubieńcy

Myślicie, że razem z Mamą jesteśmy zakręcone wyłącznie na punkcie mebli, dodatków czy aranżacji? Błąd! Sisterki też się malują i dbają o swój wygląd. Mam nadzieję, że osoby, które nas widziały na żywo mogą to potwierdzić 😀

Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi kosmetykami, bez których nie wyobrażam sobie makijażu czy pielęgnacji. Dajcie znać czy takie tematy również Was interesują 🙂 Buźka!

Puder Météorites Guerlain

Delikatnie rozświetlający puder w kulkach, który koryguje niedoskonałości. Miałam go na oku od dawna, ale dopiero gdy Joasia z Green Canoe pokazała, że również znalazł miejsce w jej kosmetyczce, podjęłam decyzję-kupuję!

Według mnie, nie jest to kosmetyk, który robi efekt „wow”. Sprawia on, że buzia ładnie wygląda, natomiast nie ocieka brokatem etc. Jeżeli szukacie takiego kosmetyku, który dopełni Wasz dzienny makijaż- ten produkt jest dla Was.

Odcień, który używam: 03 Medium

Rozświetlacz do twarzy naturalny blask SEPHORA

To już moja trzecia buteleczka. Rozświetlacz jest w dobrej cenie, nadaje piękny blask i nadaje się do każdej karnacji. Prosta aplikacja za pomocą wbudowanej gąbeczki.

Nuxe Huile Prodigieuse OR Multi Purpose Dry Oil suchy olejek z drobinkami złota do ciała, twarzy i włosów.

Ładnie się prezentuje szczególnie latem, gdy wraz z promieniami słońca skóra pięknie się mieni. Drobinki złota są na tyle delikatne, że nie tworzą na skórze tandetnego efektu.

Guerlain Terracotta Light Świetlisty puder brązujący do twarzy

Kolejny produkt marki Guerlain, który skradł mi serce. Puder stosuję ponad pół roku. Latem świetnie sprawdza się rozprowadzany na całej twarzy w towarzystwie lekkiej opalenizny. Obecnie używam go jako bronzera i aplikuję wyłącznie na policzki. Oprócz efektu delikatnej opalenizny, drobinek złota, puder ma bardzo przyjemny zapach.
Odcień, który używam: 03 – Brunettes

Bourjois, Twist up the Volume Maskara

Maskarę kupiłam przypadkowo podczas promocji. Nigdy nie przywiązywałam wagi do tuszu, dlatego jak pierwszy raz go użyłam to powiedziałam pod nosem „wow”. Maskara ma szczoteczkę 2w1. Pierwsza, odpowiedzialna jest za wydłużenie rzęsy, a jeśli obrócimy zakrętkę to wówczas szczoteczka zmienia się i powoduje zwiększenie objętości.Teraz używam maskary po raz drugi. Dla mnie numer jeden wśród maskar!

The Body Shop krem do rąk

Każdy z nich ma wyjątkowy zapach, lekką konsystencję i radzi sobie z suchością moich dłoni. Dodatkowo, kremy są malutkie, więc bez problemu możemy je wrzucić do torebki czy zabrać w podróż.

LONG 4 LASHES

Serum przyśpieszające wzrost rzęs. Przez ponad rok nosiłam sztuczne rzęsy. Pewnego dnia postanowiłam z nich zrezygnować i postawić na bardziej naturalny look. To nie był pierwszy raz, gdy zdecydowałam się na doklejane rzęsy, wiec wiedziałam, że moje będą dość osłabione po takiej długiej aplikacji. Kupiłam to serum, chociaż szczerze mówiąc w ogóle nie wierzyłam w jego działanie. Po 2-3 tygodniach zauważyłam, że moje rzęsy robią się długie i gęste. Mało tego, wyglądają lepiej niż przed samą aplikacją sztucznych rzęs.
Dodatkowo, produkt jest bardzo wydajny. Chociaż obecnie przestałam go stosować, to wiem, że gdy będę chciała „podrasować” moje rzęsy to ponownie mogę zastosować kurację tym serum.

ŚRODOWE INSPIRACJE #1 -czyli relaks w pigułce.

 

„Środa minie, tydzień zginie…” – idąc tym tropem możemy śmiało zaplanować weekend. Mam nadzieję, że w tym pomoże Wam nasze cotygodniowe zestawienie. Znajdziecie tu coś do poczytania, obejrzenia, posłuchania, do zainspirowania się. To co? Zaczynamy!

DO POCZYTANIA…

W tym tygodniu polecamy Wam aż 3 książki.

Przy stole – książka Joasi, autorki bloga Green Canoe. Kto czyta bloga, ten wie, że książka została dopieszczona w każdym calu. Prócz przepisów kulinarnych, porad wnętrzarskich znajdziecie w niej przepis na szczęśliwe życie w gronie najbliższych. Oprócz tego, książka przepełniona jest przepięknymi zdjęciami…

#Wawskie14 – nie będę ukrywać, autorem książki jest mój dobry znajomy Kuba i tym bardziej rozpiera mnie duma, gdy mogę sięgnąć po już kolejną jego publikacje. No to o czym jest #Wawskie14? To współczesna powieść wojenna opisująca Powstanie Warszawskie w dobie mediów społecznościowych i Internetu. Brzmi egzotycznie? Koniecznie musicie przeczytajcie!

Suma drobnych radości – Znacie? Pewnie, że znacie! Bo to również publikacja znanej blogerki  Agnieszki, autorki bloga Mrs. Polka Dot. Autorka skupia się na bardzo modnym ostatnio podejściu hygge, natomiast mając w rękach książkę Polki, mamy wrażenie, że otrzymaliśmy receptę na wieczne szczęście. Nic ulotnego, na chwilę, pod wpływem mody. A okładka ( jak i pozostałe zdjęcia w książce) po prostu rozczulająca…

DO OGLĄDANIA…

Człowiek z magicznym pudełkiem.Do kina wybrałam się sceptycznie. Polski film w klimacie Sci-Fi? Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Ostatecznie przemówiła przeze mnie ciekawość i Olga Bołądź, która wcieliła się w rolę głównej bohaterki. Akcja dzieje się w Warszawie, rok 2030. Duża korporacja, para zakochanych w sobie ludzi, którzy pochodzą z dwóch różnych światów. Szczerze? Potrzebowałam jakiś 30 minut, aby poczuć klimat filmu. Efekt końcowy miło mnie zaskoczył. Nie jest to film dla każdego, ale dla wypracowania własnej opinii warto wybrać się do kina. Na zachętę, podrzucam Wam zwiastun >>> KLIK.

DO ZAINSPIROWANIA SIĘ…

Czyli 6 zdjęć tygodnia, które znajdziecie na Instagramie…

  1. MIKUTAS >>> klik
  2. MARTA_WOJTYSIAK >>> klik
  3. PANNALEMONIADA >>> klik
  4. JESTEM_KASIA >>> klik
  5. LITTLE_HOOLIGANS >>> klik
  6. LEE_KRISTINE >>>klik

WARTO ZNAĆ…

Alvar Aalto – fiński architekt i projektant. To on wraz z żoną stworzył kultowy wazon Savoy. Co ciekawe, podobno nie zarobił na nim nic…Wszystko dlatego, że wziął udział w konkursie, który zorganizowała huta szkła i to ona przejęła wszelkie prawa. Co było inspiracją dla artysty? Kałuża oraz skórzane bryczesy Eskimoski…

Kochani, na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że takie krótkie zestawienie umili Wam najbliższe dni. Jeśli ostatnio coś Was zainspirowało, obejrzeliście interesujący film etc. – koniecznie dajcie znać. Dzielmy się tym, co dobre!