Wszystkie wpisy kategorii: Lifestyle

TOP 7 – KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY #2

Gdy miesiąc temu publikowałyśmy nasze TOP 7 kosmetycznych ulubieńców miesiąca, trochę obawiałyśmy się Waszego przyjęcia. Wiodącym tematem zawsze były nasze wnętrza, a tu cały wpis poświęcony tematyce beautyTym większe było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że wpis bardzo Wam się spodobał! Cieszymy się, że możemy Was zainteresować również taką tematyką. W tym miesiącu nie mogłyśmy inaczej- ponownie przygotowałyśmy dla Was naszych ulubieńców, których udało nam się przetestować w ostatnim czasie. Gotowi?:)

BECCA Glow on the Kit

Przez kilka miesięcy odkładałam ten zakup. Było ciężko, bo koleżanka z pracy ( Zosiu-pozdrawiam!)  bardzo zachwalała rozświetlacz marki Becca. Niestety, cena była zbyt wysoka i zawsze decydowałam się na zakup czegoś innego. Jednak, gdy Zosia znalazła zestaw rozświetlający tej samej marki, tylko o mniejszej pojemności ( i w zdecydowanie lepszej cenie!) – musiałam kupić. Uwierzcie, nie miałam wyboru! W zestawie produkty są dwa. Pierwszy to rozświetlacz w płynie, którego odrobinę można dodać do samego fluidu. Dzięki temu cera stanie się bardziej promienna. Drugi-w formie prasowanej o zdecydowanie intensywniejszym pigmencie. Świetnie wygląda na policzkach 🙂 Must have po prostu…

ESTEE LAUDER Daywear Sheer Tint SPF15  Krem do twarzy

Nie jest tajemnicą, że od lat używam kremu Bambino. Dlatego, gdy w drogerii otrzymałam próbkę kremu marki Estee Lauder, to podeszłam do testowania bez emocji. Bardzo się zdziwiłam! Już po pierwszych minutach od aplikacji zauważyłam, że moja twarz wygląda inaczej. Wszystko dlatego, że to lekko koloryzujący krem, który oprócz nadania bardzo delikatnego kolorytu (idealny jako baza pod makijaż!) również nawilża skórę oraz chroni ją przed atakiem czynników zewnętrznych. Kolejnym plusem jest fakt, że produkt możemy kupić w mniejszym opakowaniu, więc i cena staje się bardziej przystępna.

TOO FACES Lip Injection Glossy

Błyszczyk dostałam od koleżanki. I nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powiększa usta! Po aplikacji faktycznie usta są pełniejsze i dobrze nawilżone. Musiałam się przyzwyczaić do intensywnego mrowienia po nałożeniu produktu, ale warto! Naturalny kolor + efekt powiększenia ust – dla mnie nr 1 wśród błyszczyków.

ORIGINS Clear Improvement Mask Pod

Maska z węglem drzewnym usuwająca toksyny i zanieczyszczenia zatykające pory. Od jakiegoś czasu regularnie stosuję wszelkiego rodzaju maseczki, ale ta przebija wszystkie! Moja skóra jest rozjaśniona i wygładzona. Małe opakowanie produktu wystarczy na 3 aplikacje. Dostępne są różne rodzaje, ale dla mnie na ten moment węgiel jest numerem jeden.

YVES ROCHER Serum intensywnie ujędrniające

To ulubieniec Mamy! Serum napina skórę, działa przeciwzmarszczkowo. Codzienna aplikacja przynosi widoczne efekty. Co więcej, naukładanie serum jest banalnie proste, bo ma ono konsystencję fluidu, co znacznie ułatwia sprawę. Warto polować na promocje 🙂

ESTEE LAUDER Double Wear Stay-in-Place Podkład SPF 10

Tyle pochwał słyszałam na temat tego fluidu, że kilka miesięcy temu uległam presji i kupiłam Double Wear od Estee Lauder. Stosuję go wyłącznie na większe wyjścia, gdy wiem, że makijaż musi wyglądać idealnie przez kilka ( a nawet kilkanaście) godzin. Sprawdza się w 100%. Ładnie prezentuje się również na zdjęciach. Mam wrażenie, że nakładany jest wówczas efekt photoshopa 🙂 Niestety cena jest zaporowa, wiec nawet nie myślę o jego codziennym stosowaniu. Zwykle sięgam po podkład marki Revlon, ale gdy poświęcam na makijaż wiecej czasu, wówczas wybieram Estee Lauder.Odcień, którego używam to: 2C2 Pale Almond.

MAC Matee Lipstick

Mam wrażenie, że kiedyś większą wagę przywiązywałam do ust. Teraz stawiam na bardziej naturalny look, dlatego moja kolekcja szminek nie powala. Natomiast mam swojego ulubieńca-markę MAC i jej matową kolekcję. W mojej kosmetyczce znajdziecie trzy odcienie: Honeylove, Velvet Teddy, Tropic Tonic.

Jestem ciekawa czy również stosujecie jakiś z wyżej wymienionych kosmetyków. Podzielcie się swoją opinią! A może polecacie inny produkt? Co jest Waszym ulubieńcem? Z drugiej strony, może jest kosmetyk, który się nie sprawdził? Czekam na Wasze komentarze! Ściskam!

WARSZTATY dla JYSK – Katowice. Relacja

Witajcie kochani! Długo wyczekiwałyśmy minionej  soboty. A to wszystko dlatego, że miałyśmy przyjemność prowadzenia warsztatów dla marki JYSK z okazji otwarcia nowego sklepu w Katowicach (CH 3 Stawy).  To było pierwsze tego rodzaju przedsięwzięcie, natomiast odnalazłyśmy się w tej roli świetnie i mamy ochotę na więcej! Uwielbiamy dzielić się wiedzą oraz doświadczeniem, a jeśli łączy się to z możliwością porozmawiania z Wami to już w ogóle rewelacja!

Pokrótce, opowiadałyśmy o tym jak w łatwy sposób urządzić mieszkanie. Zwróciłyśmy uwagę, na to jak bardzo istotna jest baza, czyli jasne ściany, jednolita podłoga czy oświetlenie. Zaakcentowałyśmy także jak ważne są dodatki. Przy małym nakładzie finansowym, szybko i prosto możemy diametralnie odmienić nasze wnętrze. Przykładowo, w sypialni centralnym elementem jest łóżko. To ono skupia na sobie całą uwagę, więc warto w nie zainwestować i zmieniać wedle nastroju, pory roku lub po prostu kaprysu. Łóżko to nie tylko ładna pościel, ale także poduszki, pledy, narzuty etc. Warto miksować ze sobą kolory oraz faktury, wówczas aranżacja, którą stworzymy nie będzie banalna. Podobnie w kwestii oświetlenia czy mebli. Nie bójmy się szaleć z lampami, nie trzymajmy się jednego koloru drewna wybierając meble. Nie chodzi o to, aby w domu zapanował chaos, ale żeby nadal mieszkaniu lekkości,a  nie tylko katalogowego wystroju.

Na spotkaniu poruszyłyśmy także temat zjawiska, filozofii „hygge„. Hygge nie traci na sile i dalej zalewa nas swoim ciepłem, radością, szczęściem. Pojęcie wywodzi się z Danii, kraju który od wielu lat zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najszczęśliwszych ludzi na świecie. Jak to się dzieje? Duńczycy pracują mniej niż Polacy, a zatem można uznać, że łatwiej im wdrążyć filozofię szczęścia w życie codzienne. 37 godzin pracy tygodniowo i aż 30 dni urlopu, w porównaniu do Polaków – 40 godzin pracy tygodniowo i 26 dni urlopu ( a czasem tylko 20). Z drugiej strony, Dania zmaga się z niekorzystną pogodą ( 180 dni w roku jest pochmurnych, deszczowych). Z tego powodu, Duńczycy dbają o domowe ciepło i atmosferę. Przywiązują dużą wagę do oświetlenia. Nie tylko liczą się same lampy, których jest sporo w pokoju, ale nie zapominają także o świecach czy lampionach. Myślimy, że Polacy trochę zapomnieli o relaksie, spokoju, rodzinnych spotkaniach, ale po latach wracamy do korzeni i staramy się zwolnić. Duńczycy mają swoje „hygge”, Włosi „dolce far niente”, a my Polacy? My możemy mieć po prostu spokojny wieczór z gorącą herbatą czy niedzielny rosół w gronie rodziny…takie polskie, sielskie życie…

Tyle o części merytorycznej. Po ożywionej dyskusji przyszedł czas na aktywne warsztaty. Pokazałyśmy uczestnikom wydarzenia kilka sposobów na aranżację łóżka. A później same zachęciłyśmy do wzięcia udziału w konkursie, który zorganizowałyśmy wraz z marką JYSK. Jakie było zadanie? Wystarczyło po swojemu zaaranżować łóżko! Zabawa była świetna, uczestnicy zaangażowani. Tym samym, udało nam się rozdać aż 10 bonów na zakupy w sklepie JYSK. 

Z okazji otwarcia nowego sklepu JYSK w Katowicach, sklep przygotował mnóstwo promocyjnych ofert. Udało nam się zrobić kilka zdjęć, bo aż trudno uwierzyć, ze ceny są tak atrakcyjne!

Na koniec kilka aranżacji łóżka 🙂 Jak widać uczestnicy byli bardzo kreatywni 🙂

Dziękujemy marce JYSK za możliwość uczestniczenia w takim wydarzeniu, a także prowadzenia warsztatów dla klientów CH 3 Stawy w Katowicach. To dla nas ogromne wyróżnienie. Dziękujemy również wszystkim uczestnikom warsztatów. Miło było z Wami dyskutować oraz doradzać w kwestii aranżacji Waszych domów. Ściskamy!

Zorganizuj się (po swojemu)

Od zawsze na świecie żyją dwa typy ludzi. Pierwszy to lud wiecznie zorganizowany, poukładany z mottem w sercu „Co masz zrobić jutro, zrobiłem tydzień temu„. Drugi typ to narwańcy, którzy mobilizują się „na ostatni moment”, a fraza, która im przyświeca to: „O tym, co mam zrobić jutro…pomyślę jutro„. Nie zawracam Wam głowy przypadkami pośrednimi, którzy gdzieś stoją z boku i usiłują na bieżąco prowadzić kalendarz czy też wpadki organizacyjne zdarzają im się raz do roku.

Jeśli sądzicie, że gen maksymalnie poukładanego człowieka lub totalnego narwańca jest ZAWSZE przekazywany z pokolenia na pokolenie…to jesteście w błędzie. Idealnym przykładem jesteśmy my-Sisterki. Mama (i wie to każdy, kto ją poznał) to kobieta zorganizowana co do minuty. Na zakupy wychodzi z listą, obiady planuje z tygodniowym wyprzedzeniem, prezenty kupuje miesiąc przed świętami. Plan dnia/tygodnia/miesiąca – nic ją nie zaskoczy.

A na drugim biegunie jestem JA. 

Od kiedy pamiętam wszystko robiłam na ostatni moment. Gdy był zapowiedziany  sprawdzian z historii dwa tygodnie wcześniej, każdego dnia robiłam wszystko, aby nie zajrzeć do książek. 3 dni przed czułam lekki stres, głośno przełykałam ślinę, gdy słyszałam ile koleżanki z klasy opanowały już materiału. Mobilizacja zaczynała się zwykle dzień przed. Kolorowe zakreślacze walczyły o miejsce na moich notatkach, a ja z szybkością odrzutowca przyswajałam wiedzę. Mam wrażenie, że tylko pod wpływem stresu potrafiłam się skupić…A stres był do samego końca.

Podobnie jest teraz. Gdy wyjeżdżam to pakuję się kilka godzin przed wylotem. Emocje sięgają zenitu, bo nagle okazuje się, że ulubiona bluzka jest w praniu a kilka sukienek czeka na wyprasowanie. Jednak priorytet zawsze mam jeden: telefon, ładowarka, paszport, pieniądze – jeśli to spakowałam to wiem, że wyjazd będzie udany 🙂

I wiecie co jest najważniejsze? Żeby żyć w zgodzie ze sobą. Moja Mama załamałaby się, gdyby musiała żyć według mojego narwanego modelu. A ja dostałabym nerwicy natręctw, jeśli musiałabym przed snem szykować sobie ubrania na następny dzień ( skąd mam wiedzieć, w co będę chciała się ubrać następnego dnia??) czy planowała w kalendarzu skrupulatnie swój dzień z podziałem na pracę/pasję/sprzątanie/zakupy etc.

Jestem ciekawa jak wygląda Wasza organizacja? Lubicie mieć wszystko zaplanowane? A może spontanicznie realizujecie swoje zadania? Jak jest w Waszych rodzinach? Czy staracie się przekazać dzieciom wzorce, które sprawdzają się u Was, a może dajecie im wolną rękę od małego?  

TOP 7 – Kosmetyczni ulubieńcy

Myślicie, że razem z Mamą jesteśmy zakręcone wyłącznie na punkcie mebli, dodatków czy aranżacji? Błąd! Sisterki też się malują i dbają o swój wygląd. Mam nadzieję, że osoby, które nas widziały na żywo mogą to potwierdzić 😀

Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubionymi kosmetykami, bez których nie wyobrażam sobie makijażu czy pielęgnacji. Dajcie znać czy takie tematy również Was interesują 🙂 Buźka!

Puder Météorites Guerlain

Delikatnie rozświetlający puder w kulkach, który koryguje niedoskonałości. Miałam go na oku od dawna, ale dopiero gdy Joasia z Green Canoe pokazała, że również znalazł miejsce w jej kosmetyczce, podjęłam decyzję-kupuję!

Według mnie, nie jest to kosmetyk, który robi efekt „wow”. Sprawia on, że buzia ładnie wygląda, natomiast nie ocieka brokatem etc. Jeżeli szukacie takiego kosmetyku, który dopełni Wasz dzienny makijaż- ten produkt jest dla Was.

Odcień, który używam: 03 Medium

Rozświetlacz do twarzy naturalny blask SEPHORA

To już moja trzecia buteleczka. Rozświetlacz jest w dobrej cenie, nadaje piękny blask i nadaje się do każdej karnacji. Prosta aplikacja za pomocą wbudowanej gąbeczki.

Nuxe Huile Prodigieuse OR Multi Purpose Dry Oil suchy olejek z drobinkami złota do ciała, twarzy i włosów.

Ładnie się prezentuje szczególnie latem, gdy wraz z promieniami słońca skóra pięknie się mieni. Drobinki złota są na tyle delikatne, że nie tworzą na skórze tandetnego efektu.

Guerlain Terracotta Light Świetlisty puder brązujący do twarzy

Kolejny produkt marki Guerlain, który skradł mi serce. Puder stosuję ponad pół roku. Latem świetnie sprawdza się rozprowadzany na całej twarzy w towarzystwie lekkiej opalenizny. Obecnie używam go jako bronzera i aplikuję wyłącznie na policzki. Oprócz efektu delikatnej opalenizny, drobinek złota, puder ma bardzo przyjemny zapach.
Odcień, który używam: 03 – Brunettes

Bourjois, Twist up the Volume Maskara

Maskarę kupiłam przypadkowo podczas promocji. Nigdy nie przywiązywałam wagi do tuszu, dlatego jak pierwszy raz go użyłam to powiedziałam pod nosem „wow”. Maskara ma szczoteczkę 2w1. Pierwsza, odpowiedzialna jest za wydłużenie rzęsy, a jeśli obrócimy zakrętkę to wówczas szczoteczka zmienia się i powoduje zwiększenie objętości.Teraz używam maskary po raz drugi. Dla mnie numer jeden wśród maskar!

The Body Shop krem do rąk

Każdy z nich ma wyjątkowy zapach, lekką konsystencję i radzi sobie z suchością moich dłoni. Dodatkowo, kremy są malutkie, więc bez problemu możemy je wrzucić do torebki czy zabrać w podróż.

LONG 4 LASHES

Serum przyśpieszające wzrost rzęs. Przez ponad rok nosiłam sztuczne rzęsy. Pewnego dnia postanowiłam z nich zrezygnować i postawić na bardziej naturalny look. To nie był pierwszy raz, gdy zdecydowałam się na doklejane rzęsy, wiec wiedziałam, że moje będą dość osłabione po takiej długiej aplikacji. Kupiłam to serum, chociaż szczerze mówiąc w ogóle nie wierzyłam w jego działanie. Po 2-3 tygodniach zauważyłam, że moje rzęsy robią się długie i gęste. Mało tego, wyglądają lepiej niż przed samą aplikacją sztucznych rzęs.
Dodatkowo, produkt jest bardzo wydajny. Chociaż obecnie przestałam go stosować, to wiem, że gdy będę chciała „podrasować” moje rzęsy to ponownie mogę zastosować kurację tym serum.

ŚRODOWE INSPIRACJE #1 -czyli relaks w pigułce.

 

„Środa minie, tydzień zginie…” – idąc tym tropem możemy śmiało zaplanować weekend. Mam nadzieję, że w tym pomoże Wam nasze cotygodniowe zestawienie. Znajdziecie tu coś do poczytania, obejrzenia, posłuchania, do zainspirowania się. To co? Zaczynamy!

DO POCZYTANIA…

W tym tygodniu polecamy Wam aż 3 książki.

Przy stole – książka Joasi, autorki bloga Green Canoe. Kto czyta bloga, ten wie, że książka została dopieszczona w każdym calu. Prócz przepisów kulinarnych, porad wnętrzarskich znajdziecie w niej przepis na szczęśliwe życie w gronie najbliższych. Oprócz tego, książka przepełniona jest przepięknymi zdjęciami…

#Wawskie14 – nie będę ukrywać, autorem książki jest mój dobry znajomy Kuba i tym bardziej rozpiera mnie duma, gdy mogę sięgnąć po już kolejną jego publikacje. No to o czym jest #Wawskie14? To współczesna powieść wojenna opisująca Powstanie Warszawskie w dobie mediów społecznościowych i Internetu. Brzmi egzotycznie? Koniecznie musicie przeczytajcie!

Suma drobnych radości – Znacie? Pewnie, że znacie! Bo to również publikacja znanej blogerki  Agnieszki, autorki bloga Mrs. Polka Dot. Autorka skupia się na bardzo modnym ostatnio podejściu hygge, natomiast mając w rękach książkę Polki, mamy wrażenie, że otrzymaliśmy receptę na wieczne szczęście. Nic ulotnego, na chwilę, pod wpływem mody. A okładka ( jak i pozostałe zdjęcia w książce) po prostu rozczulająca…

DO OGLĄDANIA…

Człowiek z magicznym pudełkiem.Do kina wybrałam się sceptycznie. Polski film w klimacie Sci-Fi? Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Ostatecznie przemówiła przeze mnie ciekawość i Olga Bołądź, która wcieliła się w rolę głównej bohaterki. Akcja dzieje się w Warszawie, rok 2030. Duża korporacja, para zakochanych w sobie ludzi, którzy pochodzą z dwóch różnych światów. Szczerze? Potrzebowałam jakiś 30 minut, aby poczuć klimat filmu. Efekt końcowy miło mnie zaskoczył. Nie jest to film dla każdego, ale dla wypracowania własnej opinii warto wybrać się do kina. Na zachętę, podrzucam Wam zwiastun >>> KLIK.

DO ZAINSPIROWANIA SIĘ…

Czyli 6 zdjęć tygodnia, które znajdziecie na Instagramie…

  1. MIKUTAS >>> klik
  2. MARTA_WOJTYSIAK >>> klik
  3. PANNALEMONIADA >>> klik
  4. JESTEM_KASIA >>> klik
  5. LITTLE_HOOLIGANS >>> klik
  6. LEE_KRISTINE >>>klik

WARTO ZNAĆ…

Alvar Aalto – fiński architekt i projektant. To on wraz z żoną stworzył kultowy wazon Savoy. Co ciekawe, podobno nie zarobił na nim nic…Wszystko dlatego, że wziął udział w konkursie, który zorganizowała huta szkła i to ona przejęła wszelkie prawa. Co było inspiracją dla artysty? Kałuża oraz skórzane bryczesy Eskimoski…

Kochani, na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że takie krótkie zestawienie umili Wam najbliższe dni. Jeśli ostatnio coś Was zainspirowało, obejrzeliście interesujący film etc. – koniecznie dajcie znać. Dzielmy się tym, co dobre! 

 

Hygge – Hit czy kit?

W tym roku również zostałyśmy zaproszone na prezentację nowej kolekcji marki Jysk. Nie mogłyśmy ominąć takiego wydarzenia, bo z ciekawością oczekiwałyśmy nowości, które lada moment pojawią się w sklepach.

Motywem przewodnim było hasło „HYGGE„. Bardzo interesująca okazała sie debata o slow life i szczęśliwym życiu, w której uczestniczyli: Joanna Glogaza, Czeslaw Mozil oraz Mateusz Banaszkiewicz. Nie da się ukryć- słowo hygge zrobiło się bardzo popularne i modne. A czy przypadkiem nie jest tak, że praktycznie od zawsze filozofia hygge towarzyszyła nam w życiu codziennym? Ludzie od dawna szukali złotego środka, balansu pomiędzy pracą a życiem rodzinnym, oddawali się włoskiemu dolce far niente, aby chociaż na kilka godzin zapomnieć o problemach w pracy.

Zagonieni, wpatrzeni w ekrany swoich telefonów, zestresowani coraz częściej szukamy spokoju. Modne stają się weekendy „offline” , do łask wracają niedzielne obiady z rodziną. Fajnie jest powiedzieć „Przepraszam, że oddzwaniam dzisiaj, ale weekend spędziłam z rodziną i telefon miałam wyłączony”. Człowiek szuka zmian, nudzi się szybko, biegnie za tym co modne. Ale w tym wypadku chyba warto porzucić swój szybki, często egoistyczny tryb życia na rzecz topowego bycia hygge.

Co sądzicie o całej filozofii hygge? Dostrzeganie tu coś innowacyjnego czy jest to dla Was powrót do rodziny, spokoju, po latach totalnego zabiegania? Jestem ciekawa Waszej opinii! A dla umilenia Wam wolnego czasu, mamy dla Was serię zdjęć nowej kolekcji marki Jysk. Nie wiem jak Wy, ale ja znalazłam już kilka „must have” , które zagoszczą u mnie niebawem…:)

BLOGTOUR2017 oraz MEETBLOGIN2017 – relacja

Mam wrażenie, że dzisiaj chętniej wertujemy strony internetowe, dokonujemy zakupów online.  To świetne rozwiązanie, biorąc pod uwagę ciągły brak czasu…Ale kolejny raz przekonałam się, że to nie wystarczy. Warto zobaczyć upragnioną sofę, poznać trendy, porozmawiać z projektantami. Dlatego październik zaczęłyśmy z przytupem. W zasadzie ja, bo tym razem niestety Mama nie mogła ze mną być… Obiecujemy, że już kolejnego razu nie będzie i nasz duet będzie nierozerwalny 🙂

A teraz zaczynamy relację z 3 dni – piątek (blogtour2017) oraz sobota/niedziela (meetblogin2017).  Czy było intensywnie? Niech zdjęcia będą tego odzwierciedleniem…

BLOGTOUR2017

Pierwszym wydarzeniem było #blogtour2017, zorganizowane przez cudowną Ulę Michalak (interiorsdesignblog.com) w ramach targów mebli i wyposażenia oraz dekoracji WARSAW HOME EXPO w Warszawie. Razem z grupą blogerów wnętrzarskich wyruszyliśmy na spacer po stoiskach takich marek jak: Barlinek, Carpers and More, Belldeco, Comitor, Interium, Euforma,Vitra/Mesmetric, Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów Chodzież. Braliśmy udział w prezentacjach, warsztatach i łapałysmy wolne chwilę, aby poplotkować 🙂

Barlinek

Barlinek

Carpets and More

Carpets and More

Belldeco

Ula oraz Joasia z Green Canou w obiektywie

Comitor – zachwycił rozwiązaniami, które można zastosować w kuchni

Comitor

Interium

Interium

Interium – brawo za kolorystykę!

Interium

Interium

Euforma

Euforma

Euforma

Vitra/Mesmetric

Vitra/Mesmetric

Vitra/Mesmetric

Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów Chodzież

Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów Chodzież

Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów Chodzież

MEETBLOGIN 2017

Jeszcze tego samego dnia postanowiłam pojechać z Warszawy (Blogtour2017) do Łodzi, gdzie miała miejsce kolejna edycja Meetblogin. Do Łodzi śpieszyło mi się tym bardziej, że udało mi się wygrać pobyt w przepięknym Loft Aparts za co jeszcze raz bardzo dziękuję!

Chyba nie zdziwicie się, jesli powiem, że organizatorką jest oczywiście nasza Ula (interiorsdesignblog.com):) Wszystko było przygotowane fenomenalnie. Każdy szczegół dopięty na ostatni guzik. Dyskusje, warsztaty, wykłady – na to mogliśmy liczyć.

Największym „wow” było chyba tworzenie własnego lasu w słoiku. Kto się zgodzi? 🙂  Warsztaty zorganizowała firma Barlinek, udostępniając nam przeróżne rośliny i inne drobiazgi, które wypełniły nasze szklane słoje.

Moc inspiracji, potężną dawkę pozytywnej energii i wiedzę – to wszystko można wynieść z takich spotkań. Dziękujemy Ula za kolejną już edycję Meetblogin, która odbywa się w ramach Łodzkiego Festiwalu Designu.

Zapraszamy do oglądania zdjęć, które zdecydowanie oddają klimat wspomnianego wydarzenia. A już niebawem kolejna relacja z wydarzenia, na które dzisiaj jedziemy…już razem z Mamą 🙂

FOTO: KABOOMPICS

Relacja z Sycylii + przepis na sycylijskie kulki mocy!

Taormina

Sycylia jakoś nigdy nie była numerem jeden na liście włoskich zakątków, które chciałabym odwiedzić. Od zawsze byłam zakochana w północnej części Włoch. Bolonia, Florencja, Mediolan, Bergamo…to miejsca, do których mogłabym wciąż wracać. A Sycylia? Bilety kupiłam spontanicznie, dwa miesiące przed datą wylotu.

Jeśli od wakacji oczekujecie palącego słońca, pysznego jedzenia i ciekawych miejsc do zwiedzania – Sycylia jest miejscem dla Was. Mi dodatkowo podobała się otwartość ludzi. Totalna odmiana! Ludzie z południa zagadują dosłownie wszędzie: w autobusach, nad morzem, w sklepie, na spacerze.

Taormina

Katania, Siracusa, Taormina – te trzy miejscowości udało nam się zwiedzić. Oprócz tego, totalnym must have było wejście na Etnę. Bez przewodnika, bez jechania kolejką czy busikiem. Kilka godzin solidnego marszu, a nawet wspinaczki. Było warto! Chociaż osób, które decydują się na samodzielne wejście jest dość mało, to niech Was to nie zraża. Jeśli będziecie w Katanii, skorzystajcie z autobusu, który odjeżdża o 8.00 i podwozi Was pod sam wulkan, gdzie możecie zacząć wspinaczkę. Najważniejsze to odpowiednie obuwie i coś ciepłego. Im wyżej, tym pogoda bardziej się zmienia. Upał stopniowo zanika wraz z niebieskim niebem, a w zamian pojawiają się chmury i zimny wiatr.

Siracusa

Pizza, makarony, owoce morza…wiadomo, smakują pysznie, ale ja mam innych faworytów. W deserach wygrywa granita, czyli mrożony deser o ziarnistej strukturze lodu. Idealny w upalny dzień! Smaki są przeróżne, ale u mnie sprawdził się najbardziej brzoskwiniowy.

Natomiast na obiad sięgałam po arancini. Sycylijska przekąska na bazie risotto z nadzieniem. Można jeść na ciepło i na zimno.Po prostu idealne, aby zabrać ze sobą na plażę czy wycieczkę! Po przyjeździe z Włoch nie wytrzymałam i musiałam zrobić arancini sama. Poniżej znajdziecie przepis 🙂

Siracusa

Suszone pomidory / Katania / Siracusa / Ulubiony smak lodów? Nocciola!

Siracusa

Siracusa

 

Granita / Etna / Targ warzywny / Siracusa

ARANCINI – sycylijskie kulki mocy (około 8 sztuk)

Ryżowe kule z nadzieniem ( u mnie z mięsem mielonym, groszkiem i sosem pomidorowym) otoczone panierką. Doskonałe na przyjęcia, ale również do pracy, na spacer. Chcecie przepis? Łapcie!

Składniki:

-1,5 szklanki ryżu arborio (taki jak do risotto)
-3 szklanki bulionu warzywnego lub mięsnego
-1 cebula
-3 łyżki oliwy z oliwek
-4-5 łyżek tartego parmezanu
-sól, pieprz
-1 jajko + 2 do panierowania
-mąka do panierowania
-bułka tarta do panierowania
-olej do głębokiego smażenia

Farsz:

-200 g wieprzowego mięsa mielonego
-3/4 szklanki groszku (mrożonego lub z puszki)
-2 pomidory – sparzone bez skórki (mogą być z puszki)
-1 cebula
-2 ząbki czosnku
-świeża natka pietruszki
-sól, pieprz

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania risotto. W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek. Kroimy cebulę i podsmażamy. Dodajemy ryż, mieszamy i czekamy aż cały będzie oblepiony oliwą. Dodajemy pół szklanki bulionu i czekamy, aż ryż wchłonie cały płyn. Czynność powtarzamy kilka razy, aż zużyjemy cały wywar. Jeśli risotto jest już gotowe- doprawiamy solą, pieprzem i parmezanem. Zdejmujemy z ognia, odstawiamy do przestudzenia i wkładamy do lodówki.

Następnie przygotowujemy farsz. Podsmażamy pokrojoną cebulę, następnie dodajemy czosnek i po chwili mięso. Smażymy, aż mięso nie będzie surowe. Dodajemy pomidory, groszek i dusimy przez 15 min. Kolejno dodajemy pietruszkę i przyprawiamy solą i pieprzem.

Gdy risotto się schłodzi, dodajemy surowe jajko i całą masę mieszamy. Formujemy kule: najlepiej warstwę risotto kładziemy na rękę, dodajemy farsz i przykrywamy kolejną warstwą ryżu. Gotowe kule schładzamy w lodówce i smażymy przed podaniem.

W garnku lub frytkownicy rozgrzewamy olej do głębokiego smażenia. Kule panierujemy najpierw w mące, później w jajku a na koniec obtaczamy w bułce tartej. Wkładamy do rozgrzanego oleju i smażymy do uzyskania złoto-brązowego koloru.

SMACZNEGO!

Sposób na szybki rozwód, czyli miesiąc (anty)miodowy.

Nawet nie wiecie jak teraz doceniam to, że nie zamieszkałam z Bartoszem przed ślubem. W przeciwnym razie żadnego wesela i białej sukni by nie było. Dlaczego? Bo w naszym przypadku docieranie się na jednej przestrzeni było dość…burzliwe. Miesiąc miodowy? A co to takiego? Przypominam sobie ciągłe awantury, kłótnie, słowne przepychanki, narzucanie swoich racji, a także walkę o przestrzeń. Nawet nie chcę zastanawiać się, co myśleli wtedy o nas sąsiedzi…

Ja, jedynaczka zawsze miałam swój pokój. Zarówno, gdy mieszkałam z rodzicami w blokowisku, jak później w domku. Swoje cztery ściany miałam na wyłączność. Gdy chciałam się pouczyć, posłuchać muzyki lub po prostu nie miałam ochoty nikogo widzieć to zwyczajnie zamykałam drzwi swojego pokoju na klucz i już.

Z Bartoszem było inaczej. Zawsze dzielił pokój z młodszym o 5 lat bratem. Razem się uczyli, bawili, bili i spali. Totalna symbioza.

Porozrzucane skarpetki czy nieumyte naczynia to pikuś. Problem był wówczas, gdy musiałam popracować i nie mogłam się skupić, gdy obok siedział Mąż. Za cholerę!  Nie pomagały nawet słuchawki ani głośna muzyka. Chodziłam poirytowana. On też szczęściem nie ociekał, bo przecież normalne było dla niego, że jeśli on czytał książkę, to ja miałam usiąść obok; jeśli ja zaczynałam oglądać w telewizji romansidło to on męczył się razem ze mną.

Mówię Wam : gdybym nie miała podpisanych tych wszystkich papierków to spakowałabym się do reklamówek z Biedronki w trzy minuty. Ale papierki były, obrączka wbijała się w skórę, biała suknia jeszcze czekała na czyszczenie po hucznym weselisku. Nie było wyboru, musiałam zacisnąć zęby.

Po tym antymiodowym miesiącu nagle zaczynało być ok. Obyło się zarówno bez wyznaczania granic taśmą ostrzegawczą jak i stawiania ścianek z płyt gipsowych. Potrafimy pracować ramię w ramię. On- jak na dietetyka przystało układa jadłospisy i popija sok z buraka, a ja podjadam słodycze i szukam inspiracji. Czasami wpycham się na jego umowną „połówkę” ze szkicownikiem i przy okazji wylewam kawę na jego notatki. Pikanterii dodaje często też nasz Kot, który wskakując na stół zrzuca wszystko i zaczyna popijać wodę z wazonu.

A jak jest u Was? Macie problem, aby pracować razem w czterech ścianach, na kilku metrach kwadratowych?  A może kompletnie nie zwracacie na to uwagi i źle czujecie się w pojedynkę? Dajcie znać!

LAST MONTH #3

Witajcie w kolejnym podsumowaniu miesiąca. Za nami marzec – dla mnie najlepszy miesiąc w roku. To czas, gdy żegnamy zimę, w powietrzu czuć wiosnę, przyroda budzi się do życia, nowe kolekcje trafiają do sklepów i… razem z Mamą mamy wtedy urodziny ( Mama jest z początku marca, a ja z ostatniego dnia).  Sami widzicie, powodów do radości jest wiele.

Urodziny Mamy

Zaczynając od urodzin Mamy. Kwiaty kwiatami, ale jaki prezent ona sama sobie dała…toster marki SMEG. Miętowy! Dla mnie to mercedes wśród wszystkich tosterów świata. Może tosty nie wychodzą z niego specjalnie wyjątkowe, ale uwierzcie- smakują lepiej, gdy w zasięgu wzroku znajduje się ten miętus. Spójrzcie tylko…no piękny jest!

Poznań

Jeśli systematycznie do nas zaglądacie, to pewnie wiecie, że w marcu byłyśmy w Poznaniu. A wszystko dzięki marce VOX, która zaprosiła nas na prezentację swojej nowej kolekcji. Dla przypomnienia TUTAJ (klik) możecie podejrzeć cały wpis. Korzystając z okazji, że jesteśmy w Poznaniu, drugiego dnia zwiedzałyśmy inne stoiska podczas targów wnętrzarskich. Byliście? Jak Wasze wrażenia? Z Mamą zgodnie stwierdziłyśmy, że dwa dni to stanowczo za mało i na przyszłość zabukujemy sobie czas na przynajmniej 3 dni.

1.Poznań o poranku / 2 i 3. stoisko marki Belldeco / Sisterkowe selfie 🙂

1 i 2. Przemiłe spotkanie na stoisku Modern Classic Home z założycielem i właścicielem marki Pawłem Puszczyńskim oraz Martą z bloga JasminHome. / 3 i 4. kadry z targów poznańskich

Jesteśmy w magazynie „Czas na wnętrze”!

Pod koniec marca w kioskach ukazał się kwietniowy numer magazynu Czas na wnętrze, którym znajdziecie wzmiankę o nas. Jeśli jeszcze nie kupiliście tego numeru to serdecznie zachęcamy do nabycia 🙂

Gadżet

Szczoteczka-laleczka. Niby takie nic, a jednak zarówno ja jak i Mama chciałyśmy ją mieć. Więc jak tylko pojawiły się na stanie to zamówiłyśmy dwie. Jest jeszcze druga – brunetka, w kolorze różowym 🙂 Taki praktyczny gadżet.

Kolejne urodziny

Zbliżamy się do końcówki marca, a co za tym idzie – do moich urodzin. Myślę, że to ciężki czas dla mojego męża. To moment, gdy trochę się rozmijamy: on uwielbia niespodzianki, a ja ich nienawidzę. Dlatego zawsze walczę o to, aby sama wybrać prezent. Jestem zodiakalnym baranem, więc wyobraźcie sobie jak wyglądają negocjacje. No nie wyglądają, bo jeśli coś sobie wymyślę, to nie ma takiej siły, abym zmieniła zdanie. Co wybrałam sobie na prezent? Plecak z papieru marki Uashmama. Chodził mi po głowie dłuuugi czas, więc gdy tylko pojawiła się okazja postanowiłam go zdobyć. Nie pytajcie jak zareagował mój mąż, gdy go zobaczył. Dla mnie plecak jest szałowy i kropka. Można go prać nawet w pralce, ale nie wiem czy bym zaryzykowała 🙂

Zasada „nie lubię niespodzianek” tyczy się nie tylko mojego męża. Duże słoiki marki Green Gate też sobie zażyczyłam ( to prezent od teściów).

Pokazuję Wam kilka kadrów słodkiej zastawy. Na stole pojawiło jest ciasto kokosowe, które powinniście kojarzyć z bloga. Jeśli nie, to odsyłam Was do przepisu TUTAJ (klik). Drugim ciastem był bananowiec – najszybsze i najprostsze ciasto ever. I ciasto ze śliwkami z bezą (przepis z jednej książki z Lidla). Dla ciekawskich, złote pierścienie na serwetki upolowałam w Tigerze za grosze. Również talerze – piaskowo-szare, to łup z tego sklepu.

Kolejne migawki miesiąca. Na uwagę zasługuje beza – podejście nr 3. na instagramie relacjonowałam Wam krok po kroku, jak wyglądały moje bezy. Było kiepsko. Przypalone, oklapnięte, a wszystko dlatego, że nie włączyłam termoobiegu. Najgorsze jest to, że nie wiem kiedy powtórzę taką piękną bezę, bo…kilka dni temu zepsuł mi się termoobieg w piekarniku. Serio. W marcu pozbyliśmy się także mikrofalówki oraz czajnika. Jakaś fala nieszczęść nas dopadła…

1. Włoskie jedzenie w bytomskiej restauracji Wagon / 2 i 3. Kitek lub Lord Kitencjusz jak wolicie 🙂 / 4. Słynna beza, tym razem udana, jeszcze gdy piekarnik był sprawny

Kurtko-koszula, przez którą jestem zaczepiana na ulicy. Więc dla zainteresowanych – kupiłam ją w ZARZE. Aktualnie mają sporo takich ciuchów z pomponami, frędzlami, wyszyciami.

BEST OF THE BEST  – nowa podkadegoria, czyli dwa must have miesiąca. 

  1. To pomadka marki MAC. Długo zwlekałam z jej zakupem. Odstraszała mnie cena (niespełna 90 PLN), ale szukałam czegoś trwałego,matowego, co nie wysusza ust. Strzał w 10! Mam kolor Velvet Teddy.

2. Włoski film „Perfetti sconosciuti„. Komedia, która przekształca sie w…dramat. Zaczyna się od spotkania dobrych przyjaciół i stosunkowo niewinnej zabawy, która kończy się…Sami zobaczcie 🙂 Oprócz tego – włoski klimat, który uwielbiam! Co ważne, jedna z głównych ról grana jest przez Kasię Smutniak. Warto, warto, warto!

Jak podoba Wam się marcowy „Last month”? Może jest coś, co wybitnie wpadło Wam w oko? Albo wręcz przeciwnie- na co nie możecie patrzeć? Dajcie znać!
A co u Was działo się w marcu? Podzielcie się koniecznie! Ściskam Was mocno!