Wszystkie wpisy kategorii: Wnętrza

Pokój dziecięcy-noworodek i czterolatek razem. Jak to pogodziliśmy?

Pokój dziecięcy to nasza nowość w projekcie „MISJA: Cztery kąty i taras piąty”. Długo zwlekaliśmy z jego urządzeniem. Dopiero zbliżający się termin porodu przyśpieszył nasze działania. Jeżeli jednak spodziewacie się słodkiego, różowego pokoiku dla maleńkiej Klarci-czeka Was spore zaskoczenie.

Tu nie będzie różowego królestwa

Gdy urodzi się Klara to będzie dzielić swój pokój…ze starszym bratem Adasiem. To czteroletni syn Bartka, który przyjeżdża do nas na weekendy, wakacje etc. Jasne było dla nas, że Adaś musi mieć swoje miejsce w naszym domu. To przede wszystkim dlatego zdecydowaliśmy, że pokój będzie w neutralnych barwach, aby zarówno jedno jak i drugie dziecko czuło się w nim dobrze. Zresztą, powoli odchodzi się od schematu: róż dla dziewczynek, niebieski dla chłopaka, a inne kolory odsunięte na bok.

Wszystkie ściany w pokoju dziecięcym są pomalowane na szaro, prócz jednej. Chcieliśmy ożywić wnętrze, więc postawiliśmy na tapetę – małe trójkąty w kilku kolorach (chociaż dalej utrzymaliśmy naturalną kolorystykę). Podłoga-jak w reszcie mieszkania. Jasne panele, które tworzą dobrą bazę do mebli i dodatków. Kolory, które przeważają to biel, szary, beż i naturalne drewno.

Kącik Klary

Wiadome jest, że przez pierwsze miesiące Klara będzie spała z nami w łóżeczku-dostawce. Będzie to wygoda dla nas, bo nie dość, że będziemy spokojniejsi podczas snu, to nie będę musiała chodzić do drugiego pokoju na karmienie. Natomiast chciałam i tak wygospodarować już miejsce dla naszej córki w pokoju dziecięcym.  Zdecydowaliśmy się na proste, białe łóżeczko, nad którym zawiesiliśmy wieszaki i drewniane dodatki. Nie będziemy mieć specjalnej komody z funkcją przewijania, dlatego sam przewijak będzie w postaci nakładki na łóżeczko. Obok czeka spakowana torba do szpitala, więc jeśli Klara zechce pojawić się na świecie niespodziewanie-jesteśmy gotowi 🙂

Łóżeczko to jedna sprawa, ale wygoda naszego dziecka podczas snu to priorytet. Długo zastanawialiśmy się jaki materac będzie idealny. Przeprowadzałam wywiady wśród bardziej doświadczonych koleżanek, aż wreszcie podjęłam decyzję. Wybrałam markę FikiMiki i materac lateksowo-piankowo-kokosowy Prestige Line.Jest on dwustronny, o wysokości 8,5 cm i składa się z trzech niezależnych warstw (trójwarstwowy pokrowiec, pianka lateksowa, włókna kokosowe). Konstrukcja pokrowca umożliwia swobodną cyrkulację powietrza i poprawia komfort snu. Chroni wkład materaca przed zabrudzeniami, stałymi zanieczyszczeniami oraz uszkodzeniami. Więcej o samym produkcie przeczytacie na stronie producenta (klik), a jeśli szukacie materaca dla swojej pociechy  to z pewnością wybierzecie coś w sklepie Frutti di mamma KLIK. Obowiązkowo też zaopatrzyłam się w kilka sztuk białych, bawełnianych prześcieradeł na gumce marki Malooni (klik).

Kącik Adasia

Głównym elementem w strefie Adasia jest łóżko. To popularny model Hemnes, który znajdziecie w IKEA. Postawiliśmy na kolor szary, który ładnie odbija na tle gładkiej, popielatej ściany. Dlaczego akurat ten model? Łóżko miało być większe, aby „rosło” wraz z Adasiem. To też dodatkowy komfort przy zasypianiu, gdy Bartek czyta Adasiowi bajki i tuli go do snu. Poza tym, łóżko jest rozkładane, więc Adaś zyskuje możliwość zaproszenia kolegów na „nocowanie”. No i oczywiście trzy, wielkie szuflady, gdzie dziecko przechowuje swoje skarby. To idealne wykorzystanie miejsca w pokoju dziecięcym.

Oprócz łóżka, Adaś ma do swojej dyspozycji stoliczek i dwa krzesełka, gdzie często rysuje czy gra w planszówki. W kwestii dodatków wybrałam dekoracje ścienne tj. mapa świata z drewnianymi wieszakami oraz girlandę ścienną. Prócz tego poduszkę w motywem lwa oraz przemiły kocyk z wełny czesankowej od Loops KLIK.

Przechowywanie

Początkowo miałam pomysł, aby wstawić do pokoju dużą szafę, pod sam sufit. Jednak Mama zwróciła mi uwagę, że przecież szafy nie wstawiam dożywotnio i póki dzieci są małe, a my nie potrzebujemy wiele miejsca do przechowywania, mogę wybrać coś zupełnie innego. Dlatego postawiłam na szalony pomysł…połączenia dwóch komód z IKEA oraz zamontowanie do nich nóżek. Obawiałam się reakcji Bartka, bo to na jego głowie było złączenie komód i przyczepienie zupełnie innych nóżek…Ale okazało się, że to dla niego nic trudnego i raz-dwa uporał się z zadaniem. A sama „szafa” nie dość, że wygląda lekko, to jeszcze jest naprawdę pojemna. Na górze dodatkowo można postawić kosze.

Obok szafy zawiesiliśmy dziecięcą, drewnianą półkę. To świetne miejsce do wyeksponowania ulubionych książek dla dzieci, maskotek, a także innych bibelotów. Półka była wykonana na specjalne zamówienie u Design of wood (KLIK). Dodatkowo półkę zdobią ręcznie wykonane gałeczki do szuflad. U nas są to sarenki 🙂 A to nie jest jedyny taki motyw, bo na półeczce postawiłam lampkę-sarenkę (klik) , która będzie idealna przy małym dziecku.

Doskonale sprawdzają nam się też przeróżne kosze do przechowywania. Są sporych rozmiarów, więc mogą pomieścić całkiem sporo zabawek 🙂

A w ramach podsumowania, mam dla Was zestawienie większości produktów, które pojawiły się w tym wpisie. Mam nadzieję, że okaże się ono pomocne dla Was w poszukiwaniu skarbów 🙂 A jeśli coś mi umknęło-śmiało pytajcie 🙂

Materace Fiki Miki – Frutti di Mamma KLIK
Komplet prześcieradeł bawełnianych – Frutti di Mamma KLIK
Szafa – komody IVAR z IKEA KLIK
Nóżki do szafy -BÅTSFJORD KLIK
Drewniana, wisząca półka – Design of wood KLIK
Ledowa lampka sarenka – Frutti di Mamma KLIK
Szare, duże kosze na zabawki – JYSK KLIK
Zasłony – BIRTINE IKEA KLIK
Koc z wełny czesankowej – Loops KLIK
Drewniane, białe żaluzje – Nasze domowe pielesze KLIK
Stoliczek z krzesełkami -LÄTT IKEA KLIK
Drewniane wieszaki nosorożce – H&M home KLIK
Plakat – mapa – H&M home KLIK
Girlanda – Stay wild child – H&M home KLIK
Pościel w czaple – Maamut KLIK
Pościel w paski – JYSK KLIK
Poduszka z motywem lwa – H&M home KLIK
Zabawka pluszak małpa – IKEA KLIK
Miętowy króliczek-pozytywka – Frutti di Mamma KLIK
Gryzak miś – KLIK
Dywanik – JYSK KLIK 

Farba na ścianach – DULUX kolor Odporny popielaty
Tapeta – tapetuj.pl KLIK
Podłoga – Krono Original Dąb Aspen
Drzwi – Porta (seria Verte)

Otwarta przestrzeń. Zoom na jadalnię.

Projektując nasze #czterykątyitaraspiąty zależało nam na zachowaniu jak największej przestrzeni. Marzył nam się dzienny openspace z otwartą kuchnią, salonem, jadalnią a także kącikiem do pracy. Dzięki temu, uzyskaliśmy otwartą przestrzeń o łącznej powierzchni około 45 m2Zobaczcie, jak udało nam się ją zaaranżować.

Podział na strefy
Kącik biurowy

Niestety, przy tak dużej powierzchni nie jest łatwo zaplanować jej aranżację. Wszystko musi do siebie pasować, a jednocześnie warto podzielić przestrzeń na wyraźne strefy. Najłatwiej było chyba z kącikiem gabinetowym. Tam też pozwoliłam sobie na większe szaleństwo i jedną ze ścian pomalowałam na różowo. To też jest najjaśniejsze miejsce w mieszkaniu z uwagi na układ okien. Dlatego zdecydowałam, że jedno, podwójne okno w gabinecie nie będzie klasycznie przystrojone firanką czy zasłoną. Wykorzystałam drewniane, białe żaluzje( od naszedomowepielesze.pl), które trochę „zabudowały” kącik gabinetowy, ale też skutecznie odgrodziły nas od sąsiadków. Bowiem, okna z tej strony (tak samo jak w sypialni czy pokoju dziecięcym) wychodzą bezpośrednio na sąsiadujący budynek.

Kuchnia

Kuchnię wybrałam białą, w nowoczesnym stylu, przełamaną drewnianymi blatami. Miało być w miarę minimalistycznie. Tak aby kuchnia była jak dobre tło i nie wybijała się na pierwszy plan. Więcej o naszej kuchni przeczytacie w tym wpisie KLIK.

Strefa wypoczynku- salon

Salon miał spełniać przede wszystkim funkcję wypoczynkową. Głównym meblem jest  sofa. Wybranie jej nie należało do prostych. Miał być narożnik, rozkładany i to najlepiej w jasnym kolorze.Nie chcieliśmy także wydawać na niego fortuny, bo z dziećmi nigdy nic nie wiadomo…i może się zdarzyć, że za 3 lata będziemy zmuszeni kanapę wymienić. Całe szczęście, udało się znaleźć wymarzony mebel. Dodatkowo, taki który ma pojemnik na pościel, więc mamy dodatkowe miejsce do przechowywania. W salonie znalazła się też szafka pod TV, która nawiązuje do frontów kuchennych. Są też regały, fotel, wąski stolik kawowy. Charakteru dodaje lampa na drewnianych nogach Ennie od Britop klik oraz duża grafika przedstawiająca mapę Paryża od Maptu.pl klik.

Jadalnia

No i najważniejsze-jadalnia. Miejsce wspólnych posiłków, spotkań z przyjaciółmi czy chociażby kąt, gdzie możemy z Bartkiem razem popracować ramię w ramię. Kilka miesięcy czekaliśmy na tę chwilę, żeby razem usiąść przy dużym stole. Najpierw mieliśmy do dyspozycji mały stół w wynajmowanym mieszkaniu. Był to jeden z największych minusów, bo nie mieliśmy możliwości, aby zaprosić znajomych i ze spokojem zjeść posiłek. Potem przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania i sami rozumiecie- krok po kroku wykańczaliśmy mieszkanie, dokupując kolejne meble.

Duński design

Od dawna miałam w głowie wymarzony kąt jadalniany. Wiedziałam, że chcę, aby stół był duży, a przy nim krzesła oraz drewniana ławka. Chciałam nieco przełamać klasyczny model stołu otoczonego krzesłami. Lubię też aranżację wnętrz na zasadzie kontrastu, więc dobrałam białe krzesła do czarnego stołu z drewnianym blatem. Meble do jadalni znalazłam w sklepie Jysk. Od kilku sezonów Jysk kusi swoimi nowymi kolekcjami. Rozpływam się nad ich designem, i to nie tylko w kwestii mebli, ale również dodatków. Bawełniane podkładki (dostępne są również bieżniki) są świetnie wykonane, a do tego wazony, skandynawskie miseczki. Wszystkie produkty, które upolowałam w Jysk zebrałam i podlinkowałam. Mam nadzieję, że takie zestawienie będzie dla Was pomocne podczas szukania swoich skarbów.

1. Stół GADESKOV klik / 2. Podkładki BEKKEBLOM klik / 3. Roślina  sztuczna EJNER klik / 4. Misa LAUKE klik / 5. Wazon HAMPUS klik / 6. Kosz HEINI klik / 7. Poduszka KUGLEASK klik / 8. Świecznik GERMUND klik / 9. Pled LINNEA klik / 10. Miseczka FRIDOLIN klik / 11. Serwetki LERSSON klik / 12. Latarnia DITLIV klik / 13. Taca FRITS klik / 14. Szklana bugelka KLAUDI klik / 15. Krzesło LANGDAL klik / 16. Ławka KALBY klik / 17. Pudełka  SOFUS klik

SPOSÓB NA DOBRY SEN

Każdy ma swoje patenty na dobry sen. Dziś opowiem Wam o moich, typowo wnętrzarskich. U mnie sprawdzają się idealnie. Jesteście ciekawi?

Nie chodzi tylko o łóżko

Sen, spokojna noc, sypialnia – z tymi wszystkimi słowami kojarzy się wam pewnie łóżko. I sporo w tym prawdy. W sypialni zajmuje centralne miejsce. Obłożone poduszkami, przytulnym kocem zachęca, aby się położyć i odpocząć po ciężkim dniu. Niedawno wspominałam Wam o naszym wyborze – łóżku Unity marki Comforteo (KLIK). Materiałowy zagłówek i dobra jakość tkaniny zadecydowała o tym, że właśnie ten rodzaj łóżka wybraliśmy.

Ale to nie wszystko. Nasz sen zależy przede wszystkim od materaca. Czym ja się kierowałam przy jego wyborze? Przede wszystkim troską o mój kręgosłup. Godziny spędzane przy biurku nie są obojętne dla mojego zdrowia, dlatego ważne było dla mnie, aby materac dopasowywał się do mojego ciała. Wybór padł na model Oscar (KLIK). Jest on wyposażony w aż 7 pół twardości, dzięki czemu zapewnia maksymalny komfort dla naszej głowy, barków, lędźwi, miednicy, ud, łydek i stóp. Jest to materac sprężynowy ALE każda ze sprężyn jest umieszczona w osobnej kieszonce, a wiec pracuje niezależnie od pozostałych. Dodatkowo, materac jest antyalergiczny i antygrzybiczny. Jego pokrowiec jest solidnie wykonany, ozdobiony przeszyciami, i co najważniejsze: można go prać!

Dlaczego dopiero teraz Wam o tym piszę? Bo sam korpus łóżka łatwo ocenić, ale z materacem potrzeba czasu i sprawdzenia czy ma on faktycznie dobry wpływ na nasze zdrowie. Póki co, nasz model użytkujemy 4 miesiące, więc jest to czas, po którym możemy wydać wiarygodną opinię. My jesteśmy bardzo zadowoleni. Materac się nie odkształca, jest w idealnym stanie, a dodatkowo dba o nasz kręgosłup. 

Będąc w temacie materaca, wspomnę Wam tylko, że Mama wybrała inny model, dostosowany do jej potrzeb. Łóżko jest w moim pokoju panieńskim (KLIK) i korzystamy z niego „weekendowo”, gdy przyjeżdżamy do rodziców. Jest to też dodatkowa sypialnia, jeśli do moich rodziców zjeżdżają się goście. Wybór padł na materac Ernesto (KLIK). Również model o właściwościach ortopedycznych, ale dodatkowo została w nim zastosowana technologia taśm 3D. Taśmy poprawiają wentylację, dzięki czemu nie gromadzą się w nim alergeny, a także to idealny model dla osób cierpiących na nadmierną potliwość. Co niewątpliwie jest dodatkowych atutem, jeśli mówimy o sypialni dla gości i poczucia komfortu osób, które na nim śpią.

Intymność

Sypialnia to miejsce szczególne w mieszkaniu. Nie mam ochoty leżąc w łóżku spoglądać na okna sąsiadów. A niestety u nas jest to bardzo realna wizja, bo od strony sypialni okna wychodzą bezpośrednio na kolejny budynek. Dlatego było dla nas jasne, że musimy się odgrodzić. Z pomocą przyszły nam drewniane, białe żaluzje od Nasze Domowe Pielesze (klik) . Dzięki nim zrezygnowałam totalnie z firan w tym pokoju, a jedynie pozostawiłam zasłony, które pełnią funkcję dekoracyjną. To też genialny patent, gdy chcemy beztrosko poleżeć w łóżku i odseparować się od promieni słonecznych, które potrafią wybudzić nas  z najgłębszego snu.

Oświetlenie

Intensywne oświetlenie to ostatnia rzecz, o której marzymy w sypialni. Dlatego zastosowaliśmy ściemniacz  światła w oświetleniu sufitowym. Nawet jeśli szykujemy sobie ubrania przed snem to nie musimy mrużyć oczu przez intensywne światło. Kolejnym must have były lampy po obu stronach łóżka. Wieczorami często czytamy, rozmawiamy a nawet pracujemy. Dlatego istotne było, żeby każdy z nas miał świetlną władzę i nie angażował drugiej osoby do zgaszenia światła. Dla urozmaicenia, wybrałam lampę stołową oraz podłogową z serii Muriel. Hitem jest dla mnie dbałość o szczegóły, a mam tu na myśli nawet kabel oraz wtyczkę, które idealnie korespondują z resztą lampy. Boczne lampy też świetnie nawiązują do górnego oświetlenia i lampy Eclat.

Minimalizm przestrzenny

Raczej zaliczam się do grupy ludzi, którzy cenią sobie minimalizm. Nie ukrywajmy- łatwiej utrzymać porządek, jeśli nie jesteśmy przytłoczeni bibelotami. Ale w sypialni dbam o minimalizm szczególnie. Jako dziecko przesadnie dbałam o porządek. Największą histerię urządzałam, gdy Tata gasił światło, a ja nie zdążyłam poukładać swoich figurek z jajka niespodzianki równo na półce lub jeśli jakiś klocek lego niewdzięcznie leżał pod biurkiem. Z wiekiem pasja do sprzątania minęła bezpowrotnie i teraz cenię sobie długofalowe rozwiązania. Dlatego, aby nie urządzać dzikiego sprzątania przed snem, robię tak, że nie mam czego sprzątać. Większość skarbów mamy pochowanych w wielkiej szafie bądź komodzie. I uwaga: na ten moment to jedyne nasze meble do przechowywania. Pewnie zastanawiacie się, gdzie trzymamy dodatkowe koce, ciuchy na inną porę roku, walizki czy chociaż matę do ćwiczeń? Już zdradzę Wam nasz sekret: skrzynia pod łóżkiem. Ogromna, która pomieści wszystko. Na potrzeby wpisu „lekko” ją odciążyłam, żeby zachować odrobinę prywatności, ale uwierzcie, że skrzynia ta ratuje nam życie.

Otoczenie

Nie zasnęłabym, gdyby w naszej sypialni ściany pomalowane były na czerwono, a z sufitu zwisała ciężka, kryształowa lampa. Lubię neutralne barwy. W naszej sypialni przeważa kolor szary, beżowy i biały. Do tego drewniane dodatki, skórzane uchwyty, bawełniane zasłony. Zależało mi, aby stworzyć klimat skandynawskiego hygge z domieszką boho. Do tego rośliny, zapachowa świeca i…zdjęcia. Kilka naszych zdjęć w dużym formacie to nasza pamiątka z podróży do Paryża. Ramki położyłam na półce…trochę w pośpiechu, dlatego już pierwszej nocy jedna z nich spadła mi na głowę. I dobrze, że na głowie się skoczyło, a nie dostałam w nos ( co mogłoby się skończyć jego plastyką) lub w łuk brwiowy. Mam nauczkę. Do ramek trzeba podchodzić spokojnie, przemyśleć sprawę i dokładnie je ułożyć, w przeciwnym razie idea spokojnego snu runie jak domek z kart : )

Jestem ciekawa na co zwracacie uwagę w sypialni? Podchodzicie do tego pomieszczenia wyjątkowo? Może macie swoje patenty na dobry sen? Koniecznie się z nimi podzielcie!

Wszystko, co chcecie wiedzieć o naszej kuchni. Sukcesy i porażki projektowania.

Postanowiłam was zaprosić ponownie do naszej kuchni. W ostatnim czasie trochę się tutaj zmieniło. Pół roku temu pojawiły się meble, ale umówmy się-ten wszechobecny minimalizm był trochę przytłaczający. Od momentu, kiedy tutaj zamieszkaliśmy na stałe ( niespełna 3 miesiące temu), kuchnia ożyła, ale dopiero teraz nabrała „tego” klimatu. Te kilka miesięcy, to też dobry czas na zrobienie rachunku sumienia. Co zmieniłabym w kuchni? Czy jej projekt dzisiaj wyglądałby inaczej? Czego żałuję? A bez czego nie wyobrażam sobie funkcjonowania?

Zabudowa

Od samego początku miałam jeden, konkretny plan. Kuchnia ma być otwarta na salon oraz jadalnię, tak aby tworzyć tzw. dzienny openspace. Dlatego fronty szafek miały być gładkie, minimalistyczne, białe, żeby współgrać z całą resztą mieszkania. Zależało mi także na maksymalnej zabudowie, żeby wykorzystać każde miejsce. Udało się. Mam taką kuchnię, jaką sobie wymarzyłam ( seria Voxtorp w macie -IKEA). Cieszę się, że nie pokusiłam się np. o czarną zabudowę, która mi się szalenie podoba. Podoba, ale na zdjęciu lub u kogoś, ale w swoim domu…myślę, że po tygodniu już miałabym jej dość i czułabym się „za ciężko”.
Wysokość szafek również była perfekcyjnie przemyślana. Chociaż bez stołka nie jestem w stanie wdrapać się i sięgnąć do najwyższej półki, to uzyskana przestrzeń i tak jest nieoceniona. Uwierzycie, że niektóre półki dalej mam puste? W niektórych szafkach mam też więcej półek (np. tam, gdzie trzymam kubki, filiżanki), co daje dodatkową oszczędność miejsca.

Drewniane blaty

Bałam się ich okropnie. Od zawsze mi się marzyły, ale perspektywa biegania ze szmatą i podkładkami była dla mnie PRZERAŻAJĄCA. Dlaczego więc zdecydowałam się na drewno? Uznałam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to z pokorą wymienię je na zwykłe blaty. Świat się nie zawali, ewentualnie zamiast nowych butów i torebki będę mieć…nowe blaty. A tu niespodzianka! Przy naszym codziennym gotowaniu, częstym pieczeniu – z blatami nie dzieje się nic. Dlatego, jeśli i wy stoicie przed takim wyborem – warto zaryzykować! Uprzedzając pytania- wybraliśmy blaty KARLBY (IKEA).

Zabudowana lodówka

Nigdy nie przepadałam za kuchniami z zabudowanymi lodówkami. Uważałam, ze teraz lodówki są tak ładne, że nie warto ich zakrywać. Poza tym, zabudowana lodówka oznaczała dla mnie mniejszą pojemność. W naszym przypadku, podczas robienia projektu, wolnostojąca lodówka nie prezentowała się dobrze. Decyzja zapadła-wolnostojącego sprzętu nie będzie. Fakt faktem, lodówka jest węższa, ale jej środek został tak rozplanowany, że (o dziwo!) problemów z miejscem nie mamy. Praktyczny okazał się podwieszany uchwyt na butelki, dzięki któremu mleko, sok czy woda nie zajmują miejsca na drzwiach. Co więcej, sprzęt został zabudowany na jednej wysokości z resztą szafek wiszących, zatem nagle dostaliśmy w gratisie dodatkową szafkę nad lodówką, która pełni rolę spiżarki.

Sprzęt IKEA

Często pytacie, czy warto kupować sprzęt w sklepie IKEA. Do tej pory nie miałam zdania, bo sama miałam zawsze sprzęt kupowany indywidualnie. Tym razem było inaczej. Piekarnik i zmywarkę już mieliśmy, a resztę sprzętu z uwagi na wygodę postanowiliśmy zakupić w IKEA. Przy jednym transporcie, cała kuchnia trafiła do naszego mieszkania. Lodówkę opisałam wam w większości powyżej. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.To model TINAD.  Okap (UTDRAG) oraz płyta indykcyjna- również sprawują się rewelacyjnie. Co do samej płyty (model SMAKLIG) , podoba nam się układ palników (a także ich połączenie), panel dotykowy (suwakowy), a także możliwość ustawienia czasu grzania danej części płyty. Pewnie dopiero za 2-3 lata będę mogła wam powiedzieć dokładnie, jak sprawują się sprzęty, ale na ten moment jesteśmy zadowoleni.

Szuflady – towar deficytowy

To chyba najsłabsze ogniwo naszej kuchni. Mamy tylko 3 szuflady o szerokości 40 cm. Dramatu nie ma, bo się przyzwyczailiśmy, ale teraz myślę, że inaczej podeszlibyśmy do tematu. Ilość szuflad pozostałaby bez zmian, ale postaralibyśmy się o szerokość 60 cm. W tym celu, projektując ścianki w naszym mieszkaniu – kuchenną wydłużylibyśmy o jakieś 20 cm.

Bateria oraz zlew – hit czy kit?

Jednokomorowy zlew (model HALLVIKEN – IKEA)  z dodatkowym miejscem np. na płyn u nas się sprawdził. Dobraliśmy do niego plastikowy durszlak (klik), który ułatwia nam życie. Prawdą jednak jest, że na co dzień używamy zmywarki. Zlew służy nam wyłącznie, aby coś umyć na szybko. Nie wyobrażam sobie, gdybyśmy mieli zmywać po obiedzie w jednokomorowych zlewie. Byłoby to uciążliwe. Ale jeśli, tak jak my, macie w zanadrzu również zmywarkę- polecamy!
Totalnym hitem jest bateria (ALMAREN-IKEA) z wysuwanym wylotem wody. Szczerze? Myślałam, że to niepotrzebny gadżet, ale za namową Bartka wybraliśmy tę opcję i wam również ją polecam.

Wisząca, otwarta półka

Nie chciałam zabudowy szafek wiszących na dwóch ścianach. Uważam, że zabrakłoby wtedy lekkości. Początkowo myślałam o półkach, później o fajnym plakacie. A skończyło się na jednej półce. Dzięki czemu, mogę wyeksponować kilka przydatnych rzeczy, typu: młynki do soli i pieprzu, puszki z herbatą czy cukrem itp. Jest funkcjonalnie i ładnie, czyli tak jak lubię najbadziej.

Sprzęt SMEG

Nie lubię mieć „przeładowanych” blatów. Im mniej rzeczy, tym wygodniejsze gotowanie…i sprzątanie. Ale są rzeczy bez których sobie kuchni nie wyobrażam. Jest to czajnik, a od całkiem niedawna mikser planetarny. U nas prym wiedzie marka SMEG. Jestem oczarowana ich dizajnem, a już totalnie przepadłam, gdy Mama kupiła sobie toster tej marki.
Często pytacie czy sprzęt się sprawdza, czy ozdobne, srebrne litery nie odpadają etc. U nas nic takiego się nie dzieje. A umówmy się- czajnik jest używany mnóstwo razy w ciągu dnia i pomimo wysokiej temperatury, każda z liter jest na swoim miejscu.
Czajnik z regulacją temperatury w kolorze miętowym ( znajdziecie go tutaj KLIK) to komfort przy parzeniu herbat, gdzie nie jest wymagana maksymalna temperatura. Dodatkowym atutem jest dźwięk podczas załączania sprzętu, a także informacja dźwiękowa, gdy nasza woda osiągnęła wymaganą temperaturę.
Mikser planetarny, dla urozmaicenia wybrałam kolor błękitny KLIK, to spełnienie marzeń. Zawsze lubiłam pieczenie, ale teraz jest ona dziesięć razy wygodniejsze. Nie muszę męczyć się z ręcznymi mikserami, wystarczy, że wrzucę odpowiednie składniki i nacisnę funkcje START. Podstawowa wersja miksera składa się z misy (o pojemności prawie 5 l), osłony na misę, haka, mieszadła oraz rózgi. Fantastyczne jest to, że możemy dokupić dodatkowe akcesoria np. maszynkę do makaronu czy mielenia, mocowaną od frontu miksera.

Tło

Kuchnia to nie tylko szafki i sprzęt, ale także całe otoczenie. Podłoga, kafle, oświetlenie, meble towarzyszące- wszystko ma znaczenie. My zdecydowaliśmy się na panele  w całym mieszkaniu (prócz łazienki). Pomysł z kuchnią był ryzykowny, ale póki co się sprawdza i myślę, że do momentu, aż zmywarka nam się nie zepsuje i nie zaleje strefy kuchennej to wszystko będzie dobrze :). Kolor ścian jest taki jak w reszcie otwartej przestrzeni ( jadalnia, salon), czyli biały. Pomiędzy dolnymi a wiszącymi szafkami położyliśmy małe, białe płytki cegiełki. Są proste, bez zaokrąglonych brzegów, co nadaje bardziej nowoczesny charakter.
Co do oświetlenia, wybrałam niebanalną lampę Marjolaine marki Britop. Wybór padł na model czarny, z drewnianymi wstawkami (dąb) i czterema żarówkami. Czerń nawiązuje do sprzętu, a drewno do blatu. Do tego żarówki Edisona i całość wygląda świetnie.
Przy otwartej kuchni ważne są również meble sąsiadujące. Na jednej ze ścian pojawiła się szara komoda z przeszklonymi drzwiczkami (model HAVSTA-IKEA). Wystarczyło kilka dodatków i całość ładnie się komponuje.

Jestem ciekawa, jak podoba wam się nasza kuchnia? Co sądzicie o zastosowanych rozwiązaniach? A jak wyglądają wasze kuchnie? Czy po pewnym czasie byście coś zmienili? A może w tym momencie marzycie o nowej kuchni? Jak będzie ona wyglądać? 

 

Sypialnia : scandinavian boho style #czterykątyitaraspiąty

Nie mogłam się doczekać, aż wam pokażę sypialnię. To jedno z tych pomieszczeń, które ukończyliśmy najwcześniej, ale wciąż brakowało nam dodatków, żeby wnętrze dopełnić. Dalej jestem zdania, że jeszcze minie sporo czasu, aż sypialnia wypełni się wszelkimi detalami, ale już teraz mogę pokazać Wam efekty naszej pracy.

Po pierwsze: wygoda!

Głównym meblem jest oczywiście łóżko postawione w centralnej części pokoju. Wynajmowanie mieszkania przez kilka miesięcy utwierdziło mnie w przekonaniu, jak ma wyglądać. Przez 4 miesiące użytkowaliśmy łóżka z metalowym zagłówkiem. Koszmar. Za każdym razem, gdy chciałam poczytać książkę czy po prostu wygodnie usiąść pod kołdrą, musiałam ustawiać piramidę poduszek. Dlatego moim głównym celem było znalezienie łóżka z materiałowym, grubym zagłówkiem. 

Wybór padł na markę Comforteo. Jeśli zaglądacie do nas regularnie to pewnie kojarzycie wpis Mamy z metamorfozą mojego pokoju panieńskiego również w roli głównej z jednym z łóżek Comforteo.  Jeśli nie, to koniecznie wejdźcie tutaj KLIK i zobaczcie efekty sesji.

Dlaczego akurat to łóżko? 

Tak jak wspominałam, po pierwsze liczy się dla nas wygoda. Materiałowy zagłówek w 100% nam to gwarantuje. Oczywiście jest też kwestia materaca, ale pozwólcie, że ten rozległy temat będziemy poruszać innym razem.
Po drugie, ujęła mnie możliwość spersonalizowania łóżka totalnie pod nasze potrzeby i gust. Wybór padł na model Unity (klik) w rozmiarze 160cm x 200cm ze srebrnymi nóżkami. Po przejrzeniu kilku próbek materiału, ostatecznie zdecydowaliśmy się na Bergamo 91. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć dokładnie jaki splot oraz odcień ma tkanina. Nam zależało, aby był to beż z lekką domieszką szarości.


Po trzecie, ogromny pojemnik na pościel. Wyobraźcie sobie, że na ten moment w mieszkaniu mamy tylko jedną szafę,a dzięki temu rozwiązaniu nie mamy problemu z przechowywaniem. Skrzynia jest podzielona na dwie części, dzięki temu np. w jednej możemy przechowywać tekstylia a w drugiej (tylnej) ubrania i akcesoria przeznaczone na inną porę roku.
Nie bez znaczenia jest także wygląd mebla. Bałam się, że spory zagłówek, materiałowe obicie, rozmiar łóżka, to wszystko sprawi, że na środku pokoju stanie nieproporcjonalny kolos. Całe szczęście były to tylko bezpodstawne obawy panikary. Łóżko wpasowało się idealnie, a my jesteśmy zachwyceni naszym wyborem.
I po piąte, składanie łóżka może być naprawdę błyskawiczne. Bartek złożył je samodzielnie w niespełna 1,5 h! Nie wiem, ile razy wycierał sobie pot z czoła i z jaką prędkością obracał się wokół własnej osi…Ale, gdy otrzymałam zdjęcia gotowego łóżka, myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Z jednej strony uderzyła mnie szybkość Bartka, a z drugiej widok łóżka, które było dokładnie takie, jakie sobie wyśniłam (i zamówiłam). Człowiek żyje na tym świecie prawie 30 lat, ale dalej nie dowierza, że wystarczy kilka kliknięć i do domu dociera idealny mebel. Wow!

Aby przybliżyć wam samą bryłę łóżka, zobaczcie jak ono wyglada w wersji bardziej saute. Łóżko nie jest„ciężkie”, idealnie wpasowuje się do wnętrza sypialni. No i tkanina- ładnie koresponduje z podłogą. O takim efekcie marzyłam!

Co zrobić ze starą szafą?

Projektując sypialnię mieliśmy na uwadze, że na jednej ze ścian stanie duża szafa, praktycznie pod sam sufit (a sufity mamy wysokie tj. 270 cm!), dlatego powstała tam wnęka, aby w miarę możliwości schować w niej mebel. Do dyspozycji mieliśmy starą szafę, pojemną, w kolorze naturalnego drewna, ale z koszmarnymi frontami w kolorze wenge. Początkowo nie chciałam jej widzieć w ogóle w naszym nowym M, następnie chodziła mi po głowie wymiana drzwi…aż wreszcie uznałam, że przemaluję fronty na biało. Chociaż sporo godzin spędziłam z farbą i wałkiem w ręce, to było warto. Wymieniłam jeszcze uchwyty na skórzane, aby nawiązywały do komody. A jak wam się podoba efekt końcowy?

Dodatki

Na pierwszy plan wchodzi oświetlenie. Lubię tworzyć nastrój, szczególnie w sypialni. Wiele razy opowiadałam wam, jak ważne są dla mnie lampy (nawet w logo Sisters About mamy lampę!), więc byłam bardzo podekscytowana ich wyborem. Na lampę sufitową wybrałam czarną lampę Eclat (pieszczotliwie nazywaną przeze mnie pająkiem) z dużymi żarówkami, które dają ciepłe światło. Zadbałam jeszcze o mniejsze punkty świetlne i sznur żarówek, który zawiesiłam na drewnianym wieszaku.

Aby było skandynawsko, ale też trochę boho zrobiłam makramowe piórka, a także upolowałam większą makramę, którą zawiesiłam na ścianie.

Co więcej? Poduszki, pledy – to wszystko tworzy klimat w naszej sypialni.

Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. To jest sypialnia, o której marzyłam. Neutralne barwy, drewno, makramy, a na środku najwygodniejsze łóżko świata. Czujemy się tu świetnie!
Dajcie znać jak wyglądają Wasze sypialnie. Wolicie stonowane kolory czy może odważnie decydujecie się na czerwień, granat czy fiolet w swoich wnętrzach? Jestem również ciekawa waszego zdania na temat naszej sypialni. HOT or NOT?

Wymarzona łazienka w stylu skandynawskim #czterykątyitaraspiąty

Mogę spokojnie przyznać, że najbardziej wyczekiwanym przez was pomieszczeniem w projekcie MISJA:Cztery kąty i taras piąty jest łazienka. Wciąż zadawaliście pytania, jak idą prace, jak wygląda nasza łazienka i czy w ogóle mam zamiar ją pokazać. Wiem, że musieliście długo czekać, ale uwierzcie, że wykończenie i przeprowadzka nieco się wydłużyły, a to bezpośrednio rzutuje na publikację wpisu. Teraz nadeszła pora odkryć karty!

Od początku trzymałam się założenia, że pomieszczenie to ma być utrzymane w klimacie skandynawskim . Jednak, zależało mi na tym, aby łazienka była ocieplona dodatkami. „Zimne”, zabudowane pokoje kąpielowe podobają mi się na zdjęciach, ale nasza łazienka miała też spełniać inne zadania.

Cechy idealnej łazienki

Rozmiar ma znaczenie

Oprócz tego, że miała być po prostu ładna i cieszyć oko, zależało nam, aby była względnie duża. Co to dla nas oznacza? Ma się zmieścić wanna oraz pralka. Musi się  też znaleźć miejsce do przechowywania łazienkowych przydasiów. Dużym ułatwieniem był dla nas fakt, że mogliśmy zaprojektować swoje cztery kąty od podstaw. My decydowaliśmy jaki metraż będzie miała łazienka, gdzie znajdą się wszelakie podłączenia etc. Zrealizowaliśmy nasz plan w 100%. Mamy wannę, którą możemy wypełnić ciepłą wodą z mnóstwem piany. Na środku stoi sporych rozmiarów szafka (80 cm) z dwiema szufladami. Obok pralka oraz kosz na brudną bieliznę.

Oaza relaksu

Łazienka to dla nas oaza relaksu, dlatego zadbałam o dodatki. Przede wszystkim bambusowy blat, który ociepla wnętrze. W niedalekiej przyszłości, również pralka zostanie obudowana bambusem, żeby zachować harmonię. Z tego samego tworzywa udało się nam dobrać regał, który nie tylko ładnie wygląda, ale również jest miejscem do przechowywania dodatkowych ręczników, papieru toaletowego czy kosmetyków. Jeśli mówimy o relaksie to nie możemy zapomnieć o świecach. Po dwóch stronach wanny mamy murki, na których stawiamy nie tylko płyn do kąpieli, ale także świeczki. Zadbałam także o przyjemny zapach, który wydziela się z dyfuzora postawionego na regale.

Łazienkowe zachcianki

Idealna łazienka to też spełnienie swoich prywatnych zachcianek. I tu szczególnie należy wyróżnić trzy: marokańską podłogę, nablatową umywalkę oraz okrągłe lustro. Zachwycam się wszelkimi mozaikami i uważam, że jeśli wybierzemy właściwą kolorystykę oraz wzór to nie ma szans, aby taka podłoga nam się szybko znudziła. Ja postawiłam na zachowawczy miks kolorów: biel, czerń i szarość. Uważam, że dzięki temu łazienka zyskała niebanalny charakter, a ja totalnie przepadłam i zakochałam się w niej po uszy.
Na umywalkę nablatową zdecydowaliśmy się bardzo szybko. Miała być okrągła, średniej wielkości, tak aby po bokach zostało miejsce na mydelniczkę czy szczoteczki do zębów. Efekt dopełniło lustro Cerchio Z od mcjdesign z funkcją podświetlania. To taki skandynawski must have, którego nie mogło zabraknąć w naszej łazience.

Biżuteria łazienkowa

Przy projektowaniu łazienki zwróciliśmy uwagę na detale. Spore oczekiwania mieliśmy wobec biżuterii łazienkowej. Jak może pamiętacie, wybór padł na markę Deante i serię Hiacynt (więcej pisałam o tym tutaj KLIK). Klasyczna forma wymieszana z nowoczesnością spodobała nam się od razu, a jak baterie sprawdzają się w praktyce? Przede wszystkim są po prostu wygodne w użytkowaniu. Dodatkowo,  wielkim plusem jest system eco-click, dzięki któremu zmniejsza się zużycie wody nawet do 30%. Wystarczy podnieść uchwyt do momentu lekkiego oporu, który informuje użytkownika, że przepływ wody osiągnął 50% maksymalnego wypływu. Podniesienie uchwytu wyżej (usłyszymy kliknięcie) sprawi, że woda popłynie maksymalnym strumieniem. Na komentarz zasługuje również (na pierwszy rzut oka niepozorna) słuchawka natryskowa. Drobnych rozmiarów, prostokątna. Bałam się, że przez jej lekkość będzie skutkować brakiem stabilności,a tu niespodzianka. Idealnie trzyma się uchwytu, nie wypada i jest bardzo poręczna, lekka.

A dlaczego nie…?

Nie zdecydowaliśmy się na dwie umywalki? Mieszkając z rodzicami, w jednej z łazienek były dwie umywalki. I wiecie, że nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, gdzie obie były używane jednocześnie? Dlatego nie widziałam sensu, aby na siłę upychać dwie miski. W sytuacji kryzysowej możemy spokojnie umyć zęby w jednej umywalce 🙂

Nie mamy suszarki? Początkowo chciałam dwa sprzęty: pralkę oraz suszarkę, ale musiałyby stać w jednej kolumnie, a ten układ nie bardzo mi odpowiadał. Natomiast do opcji 2w1 byłam nieprzekonana. Wiele osób odradzało ten rodzaj sprzętu argumentując, że ubrania nie są dobrze wysuszone albo po prostu się niszczą. Być może w przyszłości zdecydujemy się na pralko-suszarkę, bo sterta mokrych, dziecięcych ubranek nas przerośnie, ale na ten moment musimy sobie poradzić z samą pralką.

Nie mamy uchwytu na papier? Daleka jestem od wiercenia w kaflach, bo często powstałe dziury są „na zawsze”. A po drugie, u nas kilka rolek papieru znalazło miejsce na murku, nad geberitem, a reszta zapasów schowała się w koszu, w regale.

Jestem ciekawa, co sądzicie o naszej łazience. Może nurtują was jakieś pytania z serii „A dlaczego nie…?, o których zapomniałam wspomnieć? Na koniec, kilka informacji : co i gdzie można kupić 🙂 

lustro: mcjdesign ( model: Cerchio Z)
baterie: dealte (seria: hiacynt)
szafka pod umywalkę: Ikea (model Godmorgon)
regał: Ikea (model Ragrung)
wanna: Riho (model Julia)
umywalka: Ikea (model Tornviken)
zapach z dyfuzorem: Homla
płytki podłogowe: Codicer 95 Jaan 25×25 cm
organizer na płatki kosmetyczne: Jysk
kosz na brudną bieliznę: Jysk

Domowe biuro #czterykątyitaraspiąty

Od dwóch tygodni mieszkamy w Mysłowicach. Bez żalu przeprowadziliśmy się z naszego wynajmowanego mieszkania w Katowicach, w którym zatrzymaliśmy się 4 miesiące. Tutaj przeczytacie więcej o naszym katowickim epizodzie KLIK.

Przeprowadzka

A jak jest teraz? Spokojnie! Chociaż mieszkamy na obrzeżach miasta, to do centrum Katowic mamy 10 minut. To dla nas fantastyczne rozwiązanie. Na codzień otulamy się spokojem, z dala od zgiełku miasta, a jednak jeśli chcemy wyskoczyć do ulubionej knajpki czy spotkać się ze znajomymi-nie ma problemu, wskakujemy do samochodu i za kilka minut jesteśmy na miejscu. Dobre jest też to, że w Mysłowicach nie jesteśmy „odcięci” od świata i nawet bez samochodu zrobimy zakupy w pobliskim markecie, pójdziemy do kościoła, czy w przyszłości zaprowadzimy dziecko do przedszkola czy szkoły.

Od teraz będę was sukcesywnie bombardować kadrami z nowego mieszkania. Powoli kompletujemy meble i dopieszczamy nasze cztery kąty dodatkami. Chociaż jeszcze poszukujemy stołu do jadalni oraz krzeseł, to kącik gabinetowy jest praktycznie skończony. Jak wygląda? I dlaczego w ogóle powstał?

Gdzie znalazło się miejsce na gabinet?

Cztery kąty i taras piąty to 75metrowe mieszkanie w nowym budownictwie. Oprócz sypialni, pokoju dziecka oraz łazienki, resztę mieszkania zajmuje open space. Otwarta przestrzeń została podzielona na strefy: przedpokój, kuchnię, salon, jadalnię oraz kącik gabinetowy. Chociaż sam gabinet znajduje się we wnęce, postanowiłam wyróżnić go również kolorem. I tak, jedna ze ścian została pomalowana na kolor pudrowego różu. Oprócz tego, głównym meblem jest duże biurko (150 cm), wsparte na funkcjonalnej szafce oraz na tzw. koźle. Dzięki temu, oprócz miejsca na dokumenty, znalazło się także miejsce na drukarkę. Obok stanął regał-drabinka od naszedomowepielesze (klik). A dodatki? Pudełeczka, skrzynki, świeczki, organizery – wszystko to jest w kolorze białym, czarnym, złotym, srebrnym oraz drewnie. Pewnie zastanawiacie się, jak można połączyć srebro ze złotem? Osobiście uwielbiam tę kombinację. Dlatego druciany organizer (klik) nad biurkiem również jest w kolorze złotym.

Z problemów z którymi musieliśmy się zmierzyć to okna które są z dwóch stron kącika gabinetowego. Wychodzą one na taras, i jeszcze pracując przy biurku to za sobą mam pola i nikt nie będzie mnie podglądać…ale z lewej strony mamy sąsiadów. Nie chciałam robić tam firan, bo uważam, że i tak by się nie sprawdziły, dlatego postawiłam na drewniane, białe żaluzje (klik)  Strzał w 10! Nie dość, że ładnie wyglądają, to nie muszę martwić się o prywatność.

Po co to wszystko?

Pewnie zastanawiacie się po co w ogóle ten kącik gabinetowy? Już tłumaczę. Dla mnie biurko to bardzo ważny element. Praca zawodowa umożliwia mi częstą pracę z domu, dlatego perspektywa spędzenia 8h na kanapie z komputerem nie wygląda dla mnie dobrze. Lubię mieć swoją przestrzeń biurową, a nie leżeć wygięta na kanapie. Poza tym, blog. Bądź co bądź, ale pisanie wpisów, obrabianie zdjęć czy odpisywanie na wasze wiadomości również zabiera sporo czasu. Oczywiście, czasem biorę komputer do łóżka i pracuję spod koca, ale na dłuższą metę taka aktywność nie jest zbyt efektywna.

Zawsze marzył mi się taki gabinet. Z dużym biurkiem, miejscem do przechowywania, ładnie zaaranżowaną przestrzenią. Kąt jest na tyle szeroki, że planuję jeszcze go z czasem zmodernizować i postawić obok coś w stylu leżanki. To dobry pomysł, jeśli podczas długiej pracy przy biurku chcemy sobie zrobić chwilę przerwy i zrelaksować. Wszystko przed nami. Nowy dom to nieskończona ilość włożonej pracy ( i pieniędzy:)), ale już teraz nasze cztery kąty wyglądają dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.

Totalna metamofroza sypialni

łóżko : comforteo.eu

Dosłownie przebierałam nogami, żeby znowu coś pozmieniać w panieńskim pokoju Marceliny. Biorąc pod uwagę, że kanapa, która tu stała dosłownie się zarwała…wiedziałam, że zmiany są nieuniknione. Kanapa swoje wysłużyła, bowiem od momentu przeprowadzki do nowego domu (około 15 lat!) była w tym pokoju. Fakt faktem, kilka razy zmieniłam jej pokrowiec. Sami rozumiecie, Marcelina miała w swoim życiu różne etapy, również ten „fioletowy”. Okres ten był bardzo intensywny i poskutkował tym, że jeśli zapytacie się jej jakiego koloru nienawidzi, odpowie bez wahania: fioletu!

łóżko: comforteo.eu

Jak teraz wygląda pokój?

Główną zmianą jest łóżko. Rozkładana kanapa poszła w niepamięć. Teraz na jej miejscu stanęło łóżko marki Comforteo, obite szarą tkaniną KLIK. Znajduje się ono w centralnym miejscu pokoju. Jeśli śledzicie nas na bieżąco, dobrze wiecie, że Marcelina kilka dni temu przeprowadziła się do Mysłowic. Nie jest to jakaś odległość nie do pokonania, ale jednak pewnie będą dni, szczególnie wtedy, gdy Marcelina z rodziną (która na wiosnę się powiększy:)) zawita do nas na weekend i wówczas potrzebne będzie wygodne łóżko.

łóżko: comforteo.eu

Podoba mi się, że mogłam spersonalizować łóżko pod swoje potrzeby. Wybranie rozmiaru ( u nas 160 x 200 cm), tkaniny ( zdecydowałam się na naturalny kolor szarości: Puerto 04), rodzaju nóżek- to wszystko sprawiło, że jestem zadowolona w 100%. Dodatkowo, dobrałam jeszcze pojemnik na pościel, bo miejsca do przechowywania nigdy dość, prawda?

Od razu zamówiłam w Comforteo także materac. Jego wybór nie ograniczał się jedynie do rozmiaru. Ważne było, aby dobrać taki model, który sprawi, że nasz sen będzie spokojny, a kręgosłup odpocznie po całym dniu intensywnej pracy. Ale o tym, jak wybrać odpowiedni materac przeczytacie w kolejnych wpisach.

tkanina: Puerto 04

łóżko: comforteo.eu

Zamówienie internetowe – obawy

Kupowanie łóżka bez jego wcześniejszych oględzin? Brzmi jak szaleństwo. Oczywiście, że się obawiałam rezultatu. Zaczęłam od wyboru rodzaju łóżka.Od razu wpadło mi w oko materiałowe z zagłówkiem z dwóch poduch, ozdobionych przeszyciami. Na stronie znajdziecie je pod nazwą Gabriela KLIK. Kolejnym etapem była decyzja odnośnie rodzaju i koloru obicia. Postanowiłam zamówić kilka próbek. Ważny był dla mnie zarówno sam materiał (struktura), ale również barwa. Po tym wyborze i decyzji w kwestii nóżek, wysokości zagłówka etc., przyszło wyczekiwanie. I to chyba było najgorsze. Bałam się, że skrawek materiału nie spełni moich oczekiwań, gdy zobaczę obicie całego łóżka. Szybko okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Łóżko przyszło takie, jakie sobie wymarzyłam 🙂 Miłą niespodzianką było także to, że złożenie łóżka nie było skomplikowane. Raz i dwa, wspólnymi siłami z mężem postawiliśmy nowy mebel w pokoju.

To nie koniec!

Prócz samego łóżka, które było niewątpliwie największą zmianą, zadbałam o inne detale. Przede wszystkim – biurko. Zdecydowałam się na mniejszy blat. Do pracy wystarczy, a przy tym przestrzeń w pokoju została zachowana. Trochę nowych bibelotów, tkanin i pokój zyskał nowy wygląd. Nie wiem jak wy, ale mi podoba się efekt końcowy bardzo! Jest przytulnie, funkcjonalnie, wygodnie i ładnie.

A co wy sądzicie o poczynionych zmianach? Lubicie takie metamorfozy?

łóżko: comforteo.eu

Czy nasze nowe mieszkanie będzie nudne?

Projekt „MISJA: Cztery kąty i taras piąty” trwa i ma się całkiem dobrze. Opóźnienie ze strony dewelopera nie zniechęca nas do działania. Montujemy listwy, wstawiamy drzwi wewnętrzne i zaczynamy meblować. Baaardzo chcemy już być „na swoim”, ale jeszcze musimy wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości.

Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć klimat naszego mieszkania. W niektórych sprawach jestem okropnie przewidywalna i nawet, jeśli sama liczyłam na pewną dozę szaleństwa, to i tak ostatecznie skończyło się na zachowawczych ruchach. Natomiast, są pewne kąty i meble, które pewnie Was zaskoczą (biorąc pod uwagę moją nudną naturę:D). No to zaczynamy!

Biała kuchnia. Znowu biała kuchnia. Wiem, pisałam o moich szalonych planach z szarym kolorem w roli głównej. Ba, były nawet nieśmiałe myśli o czerni, ale skończyło się jak zawsze.

Postawiłam na nowoczesność. Gładkie, matowe fronty, z zabudowaną lodówką, tak aby kuchnia tworzyła spójną bryłę i dobrze komponowała się z otwartym salonem oraz jadalnią ( a nawet gabinetem). Aby ocieplić klimat kuchni, wybrałam drewniane blaty. O tym, czy była to racjonalna decyzja pewnie podzielę się z Wami po kilku miesiącach użytkowania. Czy obawiam się, że blaty nie wytrzymają temperamentnego gotowania? Obawiam się. Ale marzyłam od zawsze o drewnie na blacie, więc nie mogłam inaczej. Sami rozumiecie…

Biel w kuchni ma mnóstwo zwolenników, ale także przeciwników. Są osoby, które mają odruch wymiotny na widok białej kuchni. I wcale się nie dziwię, bo to nic odkrywczego. Ale umówmy się: klasyka to klasyka.
Żeby przełamać anielski klimat  mam zamiar pójść w totalne przeciwieństwo. Czerń. Na pierwszy ogień idzie czarna wyspa, która nie tylko pozwoli na przygotowanie posiłków, będzie dodatkowym miejscem do przechowywania, ale także daje możliwość zjedzenia szybkiego śniadania.
Stół w jadalni ma być względnie duży ( czyli pomieści więcej niż 4 osoby). A przy stole? Mix krzeseł ( formy, kolory), a nawet marzy mi się ława.
Obowiązkowym meblem ma być kredens w ciemnym kolorze. Z ust totalnej przeciwniczki ciemnych mebli może to brzmieć dziwnie, ale naprawdę mam ochotę na kontrast i przełamanie bieli.

Uwielbiam, gdy rano budzą mnie promienie słońca, które wpadają przez okno. Ale umówmy się-nie podoba mi się, gdy sąsiad widzi mnie rozespaną, z cebulą na głowie i w rozciągniętej koszulce. Mieszkanie jest tak usytuowane, że okna z sypialni, gabinetu i pokoju dodatkowego wychodzą centralnie na sąsiadów. Na domiar złego, ta odległość jest serio mała, więc inwigilacja sąsiedzka aka big brother staje się niesamowicie realna. Dlatego szukając funkcjonalnych, ale też ładnych rozwiązań postawiliśmy na drewniane żaluzje.

Nie ukrywam, miałam obawy. Bałam się wymiarowania oraz samodzielnego montażu. I wiecie co? Całkiem niepotrzebnie. Dziewczyny z naszedomowepielesze.pl dokładnie wytłumaczyły, jaki rodzaj montażu będzie w naszym przypadku najlepszy i poradziły, co i jak zmierzyć.
Wybraliśmy żaluzje pod kolor okien. Świetnie wyglądają i już teraz wiem, że spokojnie dodadzą intymności. A jak z montażem? Tutaj pytanie do Bartka, ale z tego co mówił, raz-dwa i żaluzje były gotowe 🙂
Uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji. Na początku myślałam, że wystarczą same zasłony oraz firany, ale nie. Nic z tych rzeczy. Nie mam ochoty, aby być ciągle podglądana. Resztę okien mamy z widokiem na pole. Zero sąsiadków, jedynie myszy polne… Ale nie wykluczam, że może i tam z czasem zdecydujemy się na te żaluzje.

O gabinecie już Wam pisałam. Jest to wydzielony kąt ( wcale nie taki mały), otwarty na jadalnię, salon i kuchnię. W przyszłości jest plan, aby wydzielić tu osobny, dodatkowy pokój, ale na ten moment, będzie to przede wszystkim moje królestwo. Tak moje, że musiałam zaszaleć z różową farbą. Dobrze widzicie i czytacie. Jedną ze ścian pomalowałam na kolor pudrowego różu. To chyba największe ścienne szaleństwo, które do tej pory miało miejsce w moim dorosłym życiu ( nie liczę ostrej, amarantowej ściany w moim pokoju, w domu rodziców z czasów licealno-studenckich). Pewnie zastanawiacie się dlaczego akurat róż? To był impuls. Zamówiłam testery kolorów i z czystej ciekawości wybrałam pudrowy róż. Jak nim pomalowałam kawałek ściany, to wiedziałam, że muszę go gdzieś wykorzystać. Nie chciałam katować Bartka różem w sypialni, więc uznałam, że doskonałym miejscem będzie ściana w kąciku biurowym.

Dobrze, już wiecie, że są drewniane, białe żaluzje, różowa ściana, ale co jeszcze? Marzy mi się duże biurko z białym blatem oraz kozłami w kolorze naturalnego drewna. Nad biurkiem zawieszony będzie złoty, druciany organizer od naszedomowepielesze.pl. Obok jakaś biała szafka z szufladami oraz drewniany regał-drabinka również od naszedomowepielesze.pl. Organizer oraz drabinkę zamówiłam razem z żaluzjami i jestem oczarowana. Nie mogę się doczekać, aż mój home office nabierze kształtów ( a w zasadzie mebli) i będę mogła z wielką przyjemnością pisać właśnie tam posty na bloga.

Mówcie mi: TAPECIARA. 20 lat temu w każdym domu była tapeta. Wszystko ociekało tapetą. Nikt nie malował ścian, tylko śmigał do sklepu i wybierał świecące papiery i kleił je na ścianach. Dlatego obiecałam sobie, że nigdy u siebie tego nie zrobię…Ale moda się zmieniła, tapety zyskały nowy wymiar… I zaryzykowałam. W pokoju dodatkowym, na jednej ze ścian położyliśmy (tzn. Bartek i nasz przyjaciel Piotrek :D) tapetę o bardzo nachalnym wzorze. Bałam się, że coś może nie wyjść, że wzór będzie zbyt intensywny, tym bardziej, że tapetę kupiłam w styczniu, wtedy gdy nasze mieszkanie to był jeden, wielki openspace, ledwo zadaszony. Ale udało się. Tapeta idealnie pasuje do podłogi oraz szarych ścian. 

O łazience już kiedyś było. Po krótce, na podłodze położyliśmy marokańską mozaikę, a na ścianie duże, białe kafle. Jeśli nie pamiętacie, to zajrzyjcie do wpisu o biżuterii łazienkowej (KLIK). A co z resztą? Szafka pod umywalkę jest w kolorze delikatnej szarości. Jest pojemna, co było dodatkowym argumentem, aby ją kupić ( 80 cm). Na umywalce położymy bambusowy blat i misę-umywalkę. Oprócz głównego oświetlenia, punktem świetlnym będzie…lustro. Marzyło mi się od zawsze okrągłe, duże lustro. Takie rodem ze skandynawskich katalogów wnętrzarskich. Ale gdy zobaczyłam w sklepie MCJ (klik) podświetlane lustro, to wiedziałam, że muszę je mieć. Wybrałam model CERCHIO (tutaj możecie je zobaczyć KLIK). Czekam, aż tylko deweloper zadba o podłączenie mediów, a wówczas porobię zdjęcia i pokażę Wam całokształt naszych prac 🙂

Jak widzicie, nie zdradzam Wam wszystkich tajemnic. Na to, jak wyglądać będzie salon czy sypialnia musicie trochę poczekać. Jedno jest pewne: łóżko na które się zdecydowaliśmy jest petardą. Oprócz wyglądu, jest też niesamowicie wygodne. Wystarczy na nie spojrzeć, a człowiek już odpoczywa 🙂 Ale o tym niebawem…

Dajcie znać co sądzicie o naszym mieszkaniu. Co Wam sie podoba? A może do pewnych rozwiązań nie jesteście przekonani? Czekam na Wasze komentarze 🙂 

DOMOWA PIZZA – Przepis na najlepszą pizzę

Nie zliczę wiadomości, które wysyłaliście w temacie przepisu na domową pizzę. Wiem, trochę kazałam Wam czekać, ale ostatnio tyle nowości nas spotyka, że nie sposób ogarnąć nawet wpisu. Wracamy na właściwy tor i WRESZCIE podzielimy się przepisem na najlepszą pizzę (nie tylko domową). 

Tak, dobrze czytacie. Ta pizza to nie tylko domowe odkrycie. Wiele miejsc na Śląsku, w Polsce, a także w Europie może spokojnie skorzystać z naszej nietajnej receptury. A że receptura wciąż jest testowana i wzbogacana – nie wykluczone, że i za oceanem zaczną ją stosować :)))

Wszystko zaczęło się od pieca do pizzy Napoli (znowu zmartwię wszystkich poszukujących wpisów sponsorowanych – nie, nie dostałyśmy pieca za free, nikt nam nawet za niego nie zapłacił, ani nie ufundował wycieczki do słonecznej Italii). Zagościł w domu na początku maja i od tego momentu nie ma TYGODNIA bez pizzy. Natomiast są tygodnie, gdzie dzień w dzień serwujemy pizzę (śniadanie, obiad, kolacja-bez znaczenia). Pewnie myślicie, że włoski kawałek chleba z sosem pomidorowym i porcja roztopionego sera może się znudzić? Oczywiście, że nie.

Prawdziwy Włoch nie pogardzi pizzą NIGDY. Prawdziwa Polka z aspiracjami na włoskie korzenie także tego nie zrobi. A dla wszystkich pozostałych, dla których kotlet wygrywa z pizzą w propozycji na obiad, obiecuję, że jeśli zrobicie taką pizzę w swoim domu, to w rozliczeniu miesięcznym dojdzie do (conajmniej) remisu.

Wracając do pieca Napoli. Jego sekret tkwi w tym, że wypieka ciasto w temperaturze 450 stopni    , czego nie jest nam w stanie zafundować zwykły piekarnik . Dodatkowo, kamień, który znajduje się w piecu momentalnie nagrzewa ciasto, dzięki czemu pizza jest chrupiąca i dobrze wypieczona. Plusem jest także dizajn. Piec wygląda ładnie i świetnie prezentuje się na blacie kuchennym.
 Jeśli nie przesadzicie z ilością sera to spokojnie możecie ją włączyć jako posiłek do swojej restrykcyjnej diety. Nie urośnie Wam pupa ani brzuch, a waga nie zacznie skakać drastycznie w górę (przetestowałam na sobie, a dietę wzbogacam jeszcze o solidne porcje makaronu). Rzecz jasna, wszystko z umiarem, i nie mówię tu o sytuacji, że zjecie 10 sztuk na dzień, ale dwie pizze dziennie spokojnie możecie pochłonąć 🙂

Nie przedłużając, łapcie przepis i biegnijcie po składniki. Dziś mamy niedzielę handlową, więc zdążycie zaopatrzyć się w produkty, ale pamiętajcie, że za tydzień już tak łatwo nie będzie 🙂

Przepis:
1 kg mąki 00
650 ml wody
5 g suchych drożdży
20g soli

1. Do miski nalewamy wodę (pokojowa temperatura), dodajemy drożdże oraz sól i wszystko dokładnie mieszkamy.
2. Czekamy 20 minut i małymi porcjami dosypujemy mąkę.
3. Dokładnie wyrabiamy ciasto (ręcznie lub mikserem planetarnym na wolnych obrotach).
4. Miskę szczelnie przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na 24 h.
5. Po upływie doby porcjujemy ciasto na 180 a 220 g. Formujemy kulki z ciasta i wkładamy do lodówki .
6. Po wyciągnięciu ciasta z lodówki, musi ono odstać minimum godzinę, aby nabrać temperatury.

UWAGI
1. Ciasto najlepsze jest po wpływie 48h od schłodzenia, ale można je spożywać do około 3 dni od schłodzenia.
2. Nie wałkujemy ciasta, tylko formujemy placek ręcznie.
3. Nie dodajemy cukru.
4. Ciasto musi być szczelnie zamknięte, żeby nie odparowała woda (używamy folii a nie ręcznika).
5. Najlepiej smakuje w piecu do pizzy, ale można też upiec w piekarniku ( w maksymalnej temperaturze) przy użyciu kamienia do pieczenia pizzy.
6. To od Was zależy co położycie na pizzy, a także jak bardzo wypieczone będzie ciasto (jedni wolą bledsze, drudzy bardziej przypalone).
7. Sos, którym posmarujecie pizzę to dobrej jakości passata. Możecie zblendować również pomidory i przyprawić je wedle uznania.
8. Przed włożeniem pizzy do pieca, skraplamy ją oliwą z oliwek ( a także po jej wyciągnięciu z pieca).