Wszystkie wpisy kategorii: Wnętrza

Prosty sposób na metamorfozę wnętrza

Pewnie nie jestem osamotniona w przekonaniu, iż jesień czy też zima (chcąc lub też nie) zamykają nas w domach. Po pracy lubię wracać prosto do domu. Radość sprawia mi przesiadywanie na kanapie z kubkiem gorącej herbaty, pod kocem. Nie mam potrzeby wyskoczenia na miasto, a zakupy wolę robić przez internet. Nie jestem wtedy odludkiem, ale zdecydowanie staję się domatorką. Inaczej jest wiosną czy latem. Dobra pogoda wręcz wyciąga mnie z czterech ścian i skłania do aktywnego spędzania czasu. Lubię też wyjeżdżać gdzieś dalej, podróżować, poznawać. A jak jest teraz?

Domator – turn on!

Chociaż dalej delikatnie unoszę się na fali podróżowania i kilka dni temu byłam o włos od zabukowania lotu do Bolonii, to zdecydowanie włącza mi się domatorski tryb życia. A co za tym idzie? Mam ochotę na zmiany w naszym mieszkaniu. Kupuję nowe bibeloty, robię gruntowne porządki, a nawet decyduję się na większe metamorfozy. Tym razem nie jest inaczej, a ja zaczęłam działać!

Zmiany na ścianie

Jest niewiele rzeczy, do których mam słabość, ale z pewnością są to plakaty. Uważam, że jest to bardzo prosty sposób na to, żeby wnętrzu nadać nowy klimat, albo chociaż go odświeżyć. Dlatego to już dla mnie swego rodzaju tradycja, ale co kilka miesięcy zmieniam grafiki w ramkach. Zdecydowałam się nawet na zawieszenie nowych, w zupełnie innym miejscu. Zaraz Wam je pokażę, ale zacznijmy od początku, czyli od salonu i od mojej ściennej galerii.

Moda, wnętrza, sztuka

Uważam, że te 3 słowa doskonale się ze sobą łączą, ale też komponują w postaci plakatów na ścianie. Gdy zobaczyłam plakat ukazujący kobiecą postać w błękitnej koszuli i spodenkach „kolarkach” z motywem panterki wiedziałam, że MUSI pojawić się u mnie. Szukając kolorów spodobał mi się także plakat przedstawiający abstrakcyjne pociągnięcie pędzla.  Reszta plakatów pozostała nie zmieniona. Kultowy model krzesła Arne Jacobsena czy naszkicowany łuk triumfalny. Nie mogło zabraknąć też włoskiego akcentu i napisu „CIAO BELLA„,a także…grafiki Chiary Ferragni. Ten ostatni plakat to nic innego jak okładkowe zdjęcie włoskiej blogerki z najnowszego numeru Vogue, który kupiłam ostatnio będąc w Mediolanie. Ma dla mnie sentymentalną wartość, dlatego uważam, że doskonale uzupełnia całą galerię.

W kuchni nie musi być nudno

Do tych plakatów dojrzewałam dokładnie trzy lata. Jak się tu przeprowadziliśmy moja mama przyznała, że koniecznie muszę powiesić nad blatem plakaty, bo przestrzeń obok półki wydaje się pusta. Ciągle nie byłam pewna, aż wreszcie się zdecydowałam! Z uwagi na fakt, że kuchnia jest dość minimalistyczna, uznałam że świetnie wyglądać będą grafiki w kolorze. To był strzał w 10, bo ładnie komponują się z pastelowym sprzętem kuchennym.

 

Oczywiście podlinkowałam Wam moje kuchenne plakaty.

Plakat nr 1
Plakat nr 2

Jestem ciekawa czy wy również uwielbiacie aranżować przestrzeń za pomocą plakatów. A jak od pewnego czasu chodziła za wami metamorfoza, to mam dla was świetną wiadomość!

Z moim kodem zniżkowym SISTERS dostaniecie 35% zniżki na plakaty* w DESENIO tylko do 10 listopada!

*Z wyłączeniem ramek i plakatów z kategorii Handpicked/Personalizowane

Drugie urodziny – jeszcze bardziej luksusowe

Nie bójcie się, tytuł jest trochę przewrotny. Niewątpliwie nawiązuje do zeszłorocznego postu, pierwszych urodzin Klary. Spotkał się on z wieloma skrajnymi opiniami. Jedni podziwiali, doceniali, a drudzy? A drudzy m.in. uznali, że urodziny te były „na bogato”. Cóż, po krótce, dla przypomnienia: urodziny odbywały się podczas pandemii, w domu. Jedynymi gośćmi był Bartek-tata Klary i ja. Ciasta przygotowałam sama, balony nadmuchaliśmy wspólnie. Rodzina i przyjaciele zadbali o prezenty, które dostarczali pocztą lub zostawiali pod drzwiami. Żeby dodać pikanterii również ubraliśmy się nieco odświętnie. O co więc chodzi z tym luksusem? Dlaczego teraz było bardziej luksusowo? Zaraz Wam opowiem.

Dlaczego te urodziny były bardziej luksusowe, niż poprzednie

Niezbywalnym, niepodważalnym argumentem jest fakt, że urodziny odprawialiśmy 4 razy. Nic mi się nie pomyliło, faktycznie urządziliśmy w domu 4 imprezy urodzinowe dla Klary. Wszystko dlatego, że podobnie jak w zeszłym roku-urodziny wypadły podczas pandemii, gdy miał miejsce ostry lockdown. Nie było aż tak źle, jak rok temu, ale zależało nam na tym, aby zachować minimum bezpieczeństwa. Luksus polegał również na tym, że na stole nie było wyłącznie mojego sernika czy bezy, ale przede wszystkim torty na zamówienie. Genialna sprawa! Doznania smakowe to jedno, ale ten pisk radości dziecka zaraz po ujrzeniu tortu urodzinowego-bezcenny.

Balony dziecięcym marzeniem

Nie wiem, co takiego jest w balonach, ale mają cudowną moc. Sama pamiętam, że maksimum szczęścia doznawałam, gdy zawiązywano wstążeczkę na moim nadgarstku z unoszącym się obok balonem wypełnionym helem. Do tej pory uśmiecham się na ich widok, ale też staram się dostarczać tej radości swojej córeczce. Dlatego zamówiłam mnóstwo balonów, aby uczcić drugie urodziny Klary. Oprócz zwykłych, pojawiły się również tematyczne ze Świnką Peppą w roli głównej oraz butla z helem, aby balony unosiły się nad podłogą. Żałuję, że nie mam zdjęć, ale mina Klary, gdy rano wstała i zobaczyła unoszącą się ulubioną świnkę pod sufitem…nie do opisania.

Precyzyjne wybieranie prezentów

Każdy wie, że wybranie prezentu dla dziecka jest dość skomplikowanym i stresującym procesem. Zwykle obserwuję, co interesuje Klarę, podpytuję ją albo podpatruję u innych dzieci. Od urodzin Klary minęły ponad dwa miesiące, więc mogę wam spokojnie polecić zabawki, które znalazły  się na naszej urodzinowej liście. Zacznijmy od tego, że zawsze sprawdzają się wszelkiego rodzaju układanki, puzzle czy książeczki. Ale pojawiło się też kilka innych prezentów, które mogą Was zainspirować 🙂 Oto one:

 

  1. Zestaw PLAY-DOH do robienia lodów. To nasz pierwszy zestaw tego typu, ale pewnie z czasem coś dokupimy.
  2. Kamper Barbie 3w1. Klara Barbie uwielbia, więc na urodziny prócz np. lalki lekarski otrzymała taki pojazd. Świetny, bo zajmuje dziecko na dłużej. W kamperze prócz odczepianego samochodu, łódki, sypialni czy łazienki znajdziemy akcesoria do przygotowania posiłków etc.
  3. Skuter na akumulator w stylu włoskiej Vespy. Klara uwielbia siadać na moją Vespę, lubi też wszelkiego rodzaju mobilne zabawki, więc taki skuter był prostym wyborem. Nasz upolowaliśmy na allegro, więc polecam tam zajrzeć 🙂
  4. Lodziarnia Melissa&Doug. Te drewniane zabawki gwarantują niezłą zabawę, szczególnie z zestawem kuchni, który Klara dostała rok temu.
  5. Deska do balansowania (u nas marki Gakker). To nie tylko deska, ale też zjeżdżalnia czy stoliczek. Zasosowań sporo, a sam przedmiot „rośnie” z dzieckiem.
  6. Walizka dziecięca See-Ya Suitcase.  Zaczęło się niewinnie, gdy Klara w tv zobaczyła jak dziewczynka ciągnie walizkę na kółkach.  Ale tak się składa, że od kwietnia często gdzieś wyjeżdżamy i walizka nie służy tylko do zabawy. Klara pakuje do niej swoje zabawki, które zabiera w podróż i dumna ciągnie za sobą walizkę. Polecam!

A jak wam udawało się organizować imprezy podczas pandemii? Ograniczaliście liczbę osób czy kompletnie nie zawracaliście sobie tym głowy?

ps. Ten „luksus” to wiecie…tak z przymróżeniem oka 🙂

KIEDY DOM STAJE SIĘ OAZĄ

Myślę, że nie ma takiej osoby, której życie nie uległoby zmianie w ciągu ostatniego roku. Musieliśmy dostosować się do nowej rzeczywistości, zmienić nie tylko swoje plany, ale także przyzwyczajenia.

Nie mogę powiedzieć, że zamknęłam się w domu na cztery spusty i nie wychodzę nigdzie. Ale gdyby zliczyć dni, jeden po drugim, to pewnie byłabym w szoku jak dużo czasu spędziłam w czterech ścianach w porównaniu z poprzednimi latami. Zeznajomymi czy rodziną widujemy się, ale te spotkania są w mniejszym gronie i nie odbywają się tak często, jak kiedyś. Każdy stał się bardziej ostrożny i w przypadku nawet zwykłego przeziębienia nikt nie chce narażać drugiej osoby, więc wizyty są przekładane.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, jeśli chodzi o wyjścia np. na koncerty, do kina czy teatru. Marzy mi się posłuchać muzyki na żywo, ale wiem, że te marzenia muszą jeszcze poczekać. Kino, teatr? Chociaż są momenty, gdy miejsca te są otwierane, to dziwnym trafem zawsze jestem spóźniona i nie dam rady załapać się na to „okienko normalności”. Wyobraźcie sobie, że Marcelina miała zaplanowane ostatnio wyjście do teatru. Pech chciał, że dwa dni przed spektaklem znowu zamknęli m.in.teatry. Ciężko cokolwiek planować w „tych czasach”.

Nie mam ochoty wyrzucać tutaj swoich frustracji czy smutków, bo każdego dnia dotykają nas obostrzenia i każdy musi sobie z tym radzić. Wiem, że kiedyś będzie jeszcze normalnie i musimy po prostu przeczekać ten fatalny czas, a teraz znaleźć nowy sposób na codzienność i spędzanie wolnego czasu. Dlatego postanowiłam, że mój dom będzie oazą nie tylko spokoju, ale i rozrywki. Wszelkie wydarzenia mniej lub bardziej kulturalne odbywają się teraz w centrum rodzinnego rozgardiaszu, czyli w salonie.

Dopiero teraz doceniam wachlarz kanałów telewizyjnych, które umożliwiają mi zobaczenie dobrego filmu, koncertu. Często uda mi się wysłuchać interesującego wywiadu, czy nawet przenieść się do słonecznej Hiszpanii oglądając program podróżniczy. Właśnie, nawet nie wiecie jak bardzo tęsknie za Wyspami Kanaryjskimi. Marzy mi się, aby swobodnie wsiąść na pokład samolotu i wylądować na ciepłej wyspie.

Przez pandemię mam wrażenie, że mój mąż stał się naczelnym krytykiem filmowym, a także komentatorem sportowym. Zawsze przyjemność sprawiało mu zobaczenie dobrego filmu lub emocjonującego meczu piłki nożnej, ale widzę, że teraz czerpie z tego jeszcze większą radość i pasję.

I jak już przy mężu jesteśmy, to warto porozmawiać o sprzęcie, który mamy w domu. Pewnie się domyślacie, że skoro uwielbiam aranżację wnętrz i zwracam uwagę na detale, to wybór np. telewizora nie należy do łatwych i jest bardzo przemyślany. Ma nie tylko być dobry w jakości przekazu, ale też wizualnie powinien wyglądać ładnie. I tak np.ponad rok temu udało nam się znaleźć telewizor Phillips z serii Performance, który dzięki swojej cienkiej, srebrnej ramce i minimalistycznej podstawie idealnie komponuje się z całym wnętrzem.

Podobne kryteria obraliśmy przy wyborze sprzętu nagłaśniającego. Jak widzicie, znowu postawiliśmy na urządzenie marki Phillips. Jeśli jeden produkt się sprawdził, to rodzi się swego rodzaju zaufanie i przywiązanie do marki. A jeśli ta marka to nie tylko jakość, ale też wygląd, to już mamy wszystko.

Elegancki soundbar z bezprzewodowym subwooferem (model Philips TAB8505) stanowią idealne połączenie technologii i stylu. Jakość dźwięku jest świetna, a prosta forma wizualnie zachwyca. Kolor srebrny ładnie koresponduje z telewizorem, a dodatkowo bezprzewodowy i kompaktowy subwoofer pozwala na swobodę aranżacji i dowolne przestawianie głośnika bez zbędnych kabli na widoku.

Jeżeli chodzi o możliwości tego sprzętu, to soundbar obsługuje format Dolby Atmos, który odpowiada za przestrzenne brzmienie z kinowym efektem. Dźwięk jest trójwymiarowy i realistyczny, a wszystkie dialogi – nawet te ciche – bardzo wyraźne. Dzięki temu wieczorne seanse filmowe są teraz jeszcze przyjemniejsze i pełniejsze wrażeń.

I jeszcze słówko o innej ciekawej funkcji. Soundbar jest wyposażony w Bluetooth i Wi-Fi, dzięki czemu można go używać jako niezależny głośnik do słuchania muzyki. Wystarczy dosłownie kilka kliknięć: włączam na telefonie Spotify czy YouTube, łączę się z soundbarem i puszczam ulubioną płytę, koncert lub podcast. Nie muszę już zabierać ze sobą telefonu, gdy przechodzę do innego pomieszczenia, bo dźwięk słychać bardzo wyraźnie na całym piętrze i nic mi nie umyka. Na podobnej zasadzie można też słuchać muzyki zapisanej w pamięci telefonu. Bardzo fajna i wygodna opcja, którą ostatnio testujemy.

Przyglądając się zdjęciom, sami zauważycie jak ładnie i nienachalnie wygląda wspomniany sprzęt. Cieszę się, że marki wychodzą na przeciw naszych oczekiwań i stawiają również na design. A jak jest u Was? Zwracacie uwagę na wygląd np. telewizora czy sprzętu nagłaśniającego? Staracie się za wszelką cenę połączyć design z jakością? Jestem ciekawa, jak podchodzicie do tematu:)

Jak dziecko zmieniło nasze mieszkanie?

Pamiętam słowa koleżanek, które zostały mamami. Niektóre nieśmiało wspominały, że ich dom zamienił się w bawialnię po przyjściu na świat dziecka. Inne, bez zahamowań wykrzykiwały „Naciesz się tymi białymi ścianami, naciesz!”. Nieszczególnie przejmowałam się czarnymi wizjami macierzyństwa, które dotyczyły moich czterech ścian. Z tyłu głowy miałam wspomnienia  mojej Mamy, która zawsze twierdziła, że byłam aniołkiem i jej świat w żaden sposób nie został naruszony, gdy się urodziłam. Co mogę teraz powiedzieć? Bez wątpienia byłam dzieckiem aniołem i jestem przekonana, że ten gatunek dzieci już przeszedł do historii…

Układanie książek nie miało sensu

Gdy Klara zaczęła raczkować, a tym samym przemieszczać się pełzając przez całe mieszkanie, upodobała sobie regały z książkami. Stety czy niestety, książek u nas całe mnóstwo i nie trzeba się nagimnastykować, żeby je dosięgnąć nawet jeśli ma się zaledwie kilka miesięcy. Co to oznacza? Klara kilka(naście) razy dziennie wyciągała partiami książki i rozrzucała je po podłodze. Nie zliczę, ile razy układałam je zgodnie z wcześniej ustaloną tematyką. Były momenty, gdy nie dawałam rady i stosy książek potrafiły przeleżeć kilka godzin na ziemi, aż Klara nie poszła na drzemkę. Teraz jest o wiele lepiej. Książki trzymają się półek, a jedyne na co Klara sobie pozwoli, to wyciąganie swoich książeczek. Uf!

Bibeloty schowały się w szafie

Nigdy nie byłam typem osoby, która uwielbia bibeloty i czerpie niesamowitą radość z przestawiania wazonów, pudełek i innych pierdół. Jednak zawsze na komodzie, szafce, stole coś stało. I o ile jest to metalowy lampion, z którym Klara uwielbia przechadzać się po mieszkaniu, to wszelkie szklane czy ceramiczne bibeloty musiały zostać albo umieszczone naprawdę wysoko, albo upchnięte w szafie. Powoli córeczka traci zainteresowanie tym, co znajduje się na wysokości jej wzroku, ale nie mam jeszcze odwagi, aby wyciągnąć swoje skarby 🙂

Bujak ze zdjęcia znajdziecie w sklepie mmhandmade.pl

Salon zamienił się w bawialnię

Nie jest tak, że toniemy w zabawkach i nasz salon nie przypomina salonu. Co to, to nie. Ale skłamałabym mówiąc, że żadna zabawka nie przekracza progu pokoju dziecięcego. W salonie jest miejsce na regale, gdzie znajdują się ulubione książeczki Klary. Przy bocznej szafce kuchennej stanęła mała kuchenka dla Klary. W ciagu dnia możemy wpaść na wózek dla lalek, rozłożone puzzle czy pluszowego misia. Staram się na bieżąco ogarniać powstający rozgardiasz, więc przy odrobinie mobilizacji salon pozostaje salonem.

Kubek z kawą pod ręką? To luksus!

Jeśli zostawimy pełny kubek na stoliku kawowym to są dwa wyjścia: albo jego zawartość wyląduje w brzuszku Klary albo na podłodze. Dlatego wszelkiego rodzaju płyny (już nie wspominam nawet o gorącej herbacie) możemy spijać w spokoju, gdy Klara śpi lub jest w żłobku.

Moje okna już nigdy nie będą czyste

Za każdym razem dziwiłam się widząc u znajomych brudne lustro, szyby, przeszklone witryny. Przecież wystarczy przetrzeć szmatką, użyć jednego psika płynu do szyb. Co się stało po latach? Nie wystarczy. Nie wystarczy, bo okazuje się, że te plamy szybko znikają, ale tak samo szybko znów się pojawiają. Przykładanie rąk do szyby, dawanie buziaków w lustro…zrozumie tylko ten, kto ma to na codzień.

Zablokuj się

Jest jedna rzecz, która chyba najbardziej mnie śmieszyła i oburzała zarazem. Blokady na szafkach. Po co? Przecież dziecku wystarczy wytłumaczyć. No… nie wystarczy. O ile nie musieliśmy montować blokad w kuchni, to szafka biurowa z szufladami nie obeszła się bez specjalnym blokad dla dziecka. Klara czerpała niewiarygodną radość z wyciągania ważnych papierów z naszych szuflad, więc nie było innego wyjścia. Myślę, że etap wyciągania mamy już za sobą i lada dzień blokady znikną z naszego domu. Oby!

Są wyjątki!

Jednakże są kwestie, które w ogóle nie mają miejsca w naszym wnętrzu. Przykładowo białe ściany. Wiecie, ileż musiałam się nasłuchać, że przy dziecku nigdy nie zdecyduję się na biel? Przecież dziecko je, ma brudne rączki… Całe szczęście panujemy nad tym, a nawet jeśli zdarzy się wpadka, to obecnie farby są tak dobrej jakości, że wystarczy zwykła szmatka i trochę wody, żeby zabrudzenie zeszło ze ściany. Nasz dom (a szczególnie pokój dziecięcy) nie zamienił się też w kolorowy cyrk. Dalej utrzymujemy kolorystykę beżu, szarości i bieli. Śmieszą mnie komentarze, że skoro tak mam urządzony dom, to pewnie moje dziecko nie ma dzieciństwa. Ma i to wspaniałe, ale miejsce zabawek jest także w szafie, a ściany nie muszą być kolorowe, przyozdobione bajecznymi motylkami czy naklejkami w świnkę Peppę.

Bujak w kolorze cappuccino: mmhandmade.pl

Sami widzicie, wiele zmienia się po urodzeniu dziecka, także w naszych wnętrzach. Jestem ciekawa z czym wy borykacie się każdego dnia? Co was zaskoczyło, gdy na świecie pojawiło się maleństwo? A może wręcz przeciwnie, nastawialiście się na armagedon, a skończyło się niezwykle pokojowo? Koniecznie podzielcie się swoimi historiami!

Jedna z największych zmian w moim domu. Loftowe drzwi.

Otwarta przestrzeń

Kiedyś zachwycona byłam otwartą przestrzenią w domu. Podobały mi się przestronne wnętrza bez ścian. Może to za sprawą mieszkania, które miało bardzo klasyczny układ. 3 pokoje, ubikacja, łazienka, przedpokój, kuchnia. Każde z tych pomieszczeń miało osobne drzwi, które wychodziły na łączący przedpokój. Dlatego, gdy projektowaliśmy nasz nowy dom, zamarzyłam aby salon i jadalnia wychodziły wprost na korytarz i schody prowadzące na piętro oraz drugie-do piwnicy. Nie było mowy o żadnych drzwiach. Wyjątkiem była kuchnia, delikatnie odgrodzona od korytarza, ale otwarta na salon i jadalnię.

Dlaczego chciałam oddzielić salon i jadalnię od reszty domu?

Z czasem ta „otwartość” zaczęła nas uwierać. Najgorsze w tym wszystkim było uciekające ciepło. Ogrzanie dużej powierzchni jaką jest dom nie jest łatwą (i tanią) sprawą. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ciepło z kaloryferów i kominka w salonie i jadalni dosłownie ucieka na klatkę schodową i do wiatrołapu. Ale to nie wszystko. Gdy na świat przyszła nasza wnuczka (i zaczęła stawiać pierwsze kroki) zorientowaliśmy się, że bieganie tej małej dziewczynki wprost na schody może nie skończyć się dobrze. Dlatego uznaliśmy, że to najwyższy czas na zmiany.

Loftowe drzwi

Nie chciałam, aby w części salonowej nagle stanęły zamaszyste drzwi, które może i będą funkcjonalne, ale ładne ani trochę. Wymyśliłam, że idealne byłyby szklane w metalowej ramie. Bałam się, bo wizja, którą miałam w głowie oraz projekt, mogły jednak nieco odbiegać od tego, co zastanę w swoim domu po wizycie wykonawców. Mimo wszystko, postanowiłam podjąć ryzyko i spełnić marzenia.

Ekipa marzeń

Trudno znaleźć odpowiedniego fachowca. Jeszcze trudniej znaleźć takiego z polecenia. Nie będę przed wami udawać, że znalazłam wykonawców „po znajomości”. Zwyczajnie wyszukałam firmę w czeluściach Internetu i zaufałam ekipie. Intuicja mnie nie zawiodła. Najpierw były pomiary, powstał projekt, aż wreszcie przyszła pora na realizację. Panowie przyjechali z gotowym już stelażem, który wykonali na nasze zamówienie. Następnie umocowali go w ścianie i wstawili drzwi. Pełen profesjonalizm. Wystarczyło kilka godzin intensywnej pracy, a nowe drzwi powitały nas we wnętrzu domu.

Jak wygląda użytkowanie drzwi w praktyce?

Po kilku tygodniach z nowymi drzwiami mogę wam polecić takie rozwiązanie. One nie tylko ładnie wyglądają, ale świetnie zatrzymują ciepło oraz biegającego szkraba, który najchętniej kursowałby góra-dół non stop. Co więcej, także wyciszają. Dlatego też, mąż spokojnie może oglądać emocjonujące mecze w telewizji, a mój odpoczynek lub sen absolutnie na tym już nie ucierpią 🙂

 

Szafa na wymiar – jak i gdzie zaprojektować idealny mebel

Przedpokój na specjalne życzenie

Wykończenie naszego przedpokoju nie należało do prostych. Pomieszczenie jest dość małe. Poza tym, musiało zgrać się z resztą mieszkania. Z naszego przedpokoju wchodzimy nie tylko do łazienki, ale też do salonu, połączonego z kuchnią, jadalnią i kącikiem biurowym. I jeszcze jedna, ważna kwestia. Przedpokój skrywa pewne elementy, które za wszelką cenę chcieliśmy ukryć. Czy udało się sprostać wszystkim wymaganiom? Zobaczcie sami.

Aranżacja 

Wiedziałam, że całość musi być spójna, ale to nie oznaczało, że nie mogłam trochę poszaleć. Na jednej ze ścian położyliśmy niebanalną tapetę, a rurki z gazem przemalowałam na czarno. Do tego drewniane wieszaki koła, ławeczka z miękkim siedziskiem. Skrzynkę rozdzielczą sprytnie zakryliśmy dużą ramą z plakatem. Pozostała nam do wstawienia szafa. W grę wchodziła tylko na wymiar. Dlaczego? Już tłumaczę.

Na wymiar, poproszę!

Przede wszystkim chciałam maksymalnie wykorzystać małą przestrzeń. Tu nie pomogą gotowce ze sklepu. Poza tym, zależało mi na tym, aby w jednym miejscu szafa idealnie licowała się ze ścianką obok, tak aby była wręcz przedłużeniem  tej ściany. W przedpokoju mamy też piec gazowy z milionem rur i rozdzielacz podłogowego ogrzewania. Nie wspominając już o tym, że do tej pory nie mieliśmy miejsca, aby przechowywać np. odkurzacz, wiadro z mopem. Samego miejsca na okrycia wierzchnie i obuwie też nam brakowało.

Zaprojektuj on-line

Na pomoc przyszedł nam sklep internetowy meble.pl, gdzie możemy zaprojektować każdy mebel sami! Początkowo trochę niepewnie podeszłam do tematu. Bez fachowca? Taka samowolka? Okazało się, że mój niepokój był zupełnie niepotrzebny. Do dyspozycji mamy proste narzędzie z wizualizacją, wiec zaprojektowanie mebla staje się banalnie proste i szybkie. Najpierw wybieramy mebel, a później interesujący nas model. Reszta też zależy od nas. Szeroki wybór kolorów, szuflady, półki, relingi, szafy przesuwne i zawiasowe, z uchwytami lub otwierane naciskiem etc. Program na bieżąco informuje nas o cenie, więc możemy kontrolować koszty.

Jak wyglądają nasze szafy?

Pamiętajcie, żeby wybrać szafę, która wam sprawdzi się w codziennym życiu. Każdy ma inne wymagania i potrzeby, a także wnętrze. U nas obie szafy są w kolorze jasnej szarości. Skorzystaliśmy z opcji otwierania naciskiem (tip-on), bez uchwytów. Po pierwsze, jest to bardzo wygodna funkcja, a po drugie wizualnie zależało mi na tym, aby szafy były gładkie, bez zdobień, uchwytów etc. i wtapiały się we wnętrze. Pierwsza szafa ma miejsce na wieszaki oraz półki, a druga jest typowo gospodarcza. Znalazło się miejsce nawet na wózek Klary i rowerek!

Jak oceniamy zakup?

Bardzo podoba mi się proces wyboru szafy na meble.pl. Mogę przez internet zaprojektować taki mebel, o jakim marzę. Ode mnie zależy jakie będzie mieć wymiary, kolor, wyposażenie. Co więcej, nie potrzebuję osób trzecich, bo samo narzędzie do projektowania jest banalnie proste. Dodatkowo, w przypadku jakichkolwiek pytań mogę albo zatelefonować na infolinię albo skorzystać z napisania wiadomości od razu z poziomu strony. Meble przyjeżdżają umówionym wcześniej transportem. Paczki są dokładnie zabezpieczone. Dołączona jest instrukcja, więc i składanie szaf było bardziej intuicyjne. Jeżeli mamy do czynienia z wielkogabarytowymi meblami (tak, jak u nas) to warto, aby przy składaniu (przenoszenie, obracanie) były dwie osoby. Czasami okres oczekiwania jest dłuższy, ale informowani jesteśmy o tym podczas składania zamówienia. Chodzi o to, że niektóre z materiałów mogą nie być dostępne od ręki.

Co istotne, obie szafy dodatkowo wzmocniliśmy przytwierdzając je do ścian z uwagi na bezpieczeństwo dziecka. Jesteśmy wyczuleni na tym punkcje i wolimy, żeby coś 10x bardziej się trzymało ścian. Sami również podjęliśmy się wycięcia płyt jednej z szaf z uwagi na zabudowę pieca. Podejrzewam, że nie byłoby problemu z aż taką personalizacją mebla, ale jednak woleliśmy to zrobić na miejscu 🙂 Cieszę się, że wreszcie nasz przedpokój nie tylko wygląda ładnie, ale jest jednocześnie bardzo funkcjonalny. A co wy sądzicie?

Urodziny w czasach zarazy, czyli jak zorganizowaliśmy roczek Klary + idealny prezentownik dla roczniaka

Nowe realia

Jeśli ktokolwiek powiedziałby mi, że z jakiegoś powodu roczek Klary nie dojdzie do skutku, to bym go wyśmiała. Bo niby dlaczego? Wszystko z wyprzedzeniem zostało zaplanowane. Msza święta zamówiona, rezerwacja lokalu wraz z wybranym menu odhaczona, goście zaproszeni. A tu nagle dociera do nas informacja z mediów, że imprezy odwołane, msze święte także, a restauracje mogą serwować jedzenie wyłącznie na wynos. Decyzja była prosta: najwyżej zorganizujemy Klarze drugie urodziny na miarę księżniczki, a teraz zrobimy tyle, ile będziemy mogli.

Planowanie to klucz do sukcesu

Sytuacja w kraju, jak i na świecie rozwijała się dynamicznie. To oznaczało, że nie mamy pewności, czy sklepy zostaną otwarte, a może będzie jeszcze gorzej i nawet usługi kurierskie będą tymczasowo zablokowane. Dlatego, od razu wzięłam się za składanie zamówień. Wiedziałam, że prawdopodobnie będziemy roczek klary spędzać tylko w trójkę: solenizantka, Bartek i ja, ale chciałam, żeby było magicznie. Zatem zamówiłam balony, czapeczki, papierowe talerzyki etc. Nie zabrakło też przeróżnych prezentów, bo pierwsze urodziny ma się tylko raz, prawda?:)

Zabawa na całego!

Przygotowania do „imprezy” szły pełną parą. Okazało się, że nie tylko my jako rodzice zaangażowaliśmy się w to wydarzenie. Od rodziny i przyjaciół sukcesywnie napływały prezenty. Jedne przywoził kurier, drugie były zostawiane na wycieraczce przed drzwiami. Dzień przed przed TYM dniem upiekłam torcik (czekoladowy biszkopt, krem stracciatella i maliny), a także bezę z owocami tak, żeby w niedzielę rano 5go kwietnia wszystko było już gotowe. Zawiesiliśmy też balony i inne ozdoby. Po obiedzie, ubraliśmy się wyjściowo. Klara założyła sukienkę, która była specjalnie kupiona z myślą o jej roczku. Na stole prócz słodkości pojawiły się także chrupki kukurydziane oraz biszkopty.

Tematyka przewodnia imprezy urodzinowej

Od zawsze zachwycam się imprezami tematycznymi organizowanymi dla dzieci. Jednak w przypadku tak małego dziecka, jak Klara bardzo trudno wybrać temat. Klara nie ogląda bajek, więc nie ma swojego ulubionego bohatera. Postanowiłam urządził imprezę w neutralnych kolorach (biel, pudrowy róż, złoto) i przemycić motyw myszki. Nie tylko tej powszechnie znanej Myszki Miki. Podczas naszej podróży do Włoch, gdy Klara miała 5 miesięcy, kupiliśmy jej w sklepie Disney’a maskotkę Minnie. Dodatkowo, Klarcia uwielbia swoją myszkę baletnicę (Maileg). Sami widzicie, motyw ten się przewija i wydałam mi się najbardziej odpowiedni dla tej uroczystości.

Dobre łącze w czasach zarazy

Nigdy nie sądziłam, że dobre łącze internetowe może być tak istotne. Okazało się, że jest bardzo ważne, gdy chcemy zorganizować urodziny online 🙂 Rozmowy wideo przez telefon, czy biesiadowanie przy stole z użyciem skype’a-wszystko po to, aby chociaż trochę pobyć z bliskimi i pokazać im naszą dziewczynkę, która ukończyła pierwszy rok swojego życia. Ale to nie wszystko! Wyobraźcie sobie, że późnym popołudniem oglądaliśmy transmisję mszy świętej w intencji Klary, prosto z naszego kościoła, z naszej parafii w Mysłowicach! Co więcej, część naszych bliskich również uczestniczyła w tym nabożeństwie wirtualnie.

Jakie prezenty dla rocznego dziecka?

Pewnie interesuje Was, jakie prezenty otrzymała Klara? Staraliśmy się, żeby każdy z nich był przemyślany, sprawił wiele radości Klarze, a także był w pewien sposób funkcjonalny. To co? Zaczynamy nasz prezentownik dla roczniaka!  

1) Basen z kulkami – długo zastanawiałam się, czy nie będzie jedynie zbytecznym meblem, zabierającym przestrzeń. Okazał się strzałem w 10! Klara potrzebowała kilku dni, aby się do niego przekonać, ale teraz uwielbia w nim siedzieć. Sama idzie do swojego pokoju, wskakuje do basenu i się relaksuje (dosłownie!:)).

2) 2w1 Jeździk i hulajnoga SCOOTANDRIDE – idealna zabawka dla aktywnych. Klara uwielbia jeździć na swoim różowym „rowerku”. Podoba mi się, że jest to jeździk rozwojowy. Można regulować w nim wysokość siedzenia, ale także szybkim ruchem zmienić na hulajnogę. Dlatego jest idealne dla dziecka w przedziale wiekowym 1-5. Oprócz tego jest ładnie wykonany, stabilny.

3) Jeździk Wheely Bug – my mamy wersję krówkę 🙂 Drewniana podstawa i przymocowane do niej cztery obrotowe kółka, do tego siedzisko z ecoskóry. Nie dość, że ładnie wygląda, to też daje olbrzymią frajdę. Klara uwielbia, gdy wariujemy z nią po całym mieszkaniu, a szybkość jeździka potrafi być dość spora 😀

4) Seria Maileg – powszechnie znana z małych, bawełnianych myszek, do których dostępne są akcesoria. Klara miała już jedną myszkę w walizce oraz drewniany wózek, a teraz dostała jeszcze myszkę motocyklistę (tak jak jej tatuś:D) oraz krzesło metalowe typu tolix.

5) Drewniany wózek dla lalek – ten prezent chyba nikogo nie zdziwi. Jest dziewczynka, jest i wózek. U nas drewniany, w szarym kolorze z białymi dodatkami. Klara wozi w nim nie tylko lalki, ale też wrzuca do niego przeróżne rzeczy. Chowa, wyciąga i tak w kółko 🙂 To też dobry mebel, który pomoże naszemu dziecku w nauce samodzielnego chodzenia.

6) Nie obyło się też bez praktycznych prezentów, które ja bardzo doceniam. Ubranka, to coś co jest potrzebne non stop. Klara jest w wieku, gdy ze wszystkiego szybko wyrasta, a ja jednak zachowuję umiar przy wkładaniu rzeczy do koszyka i staram się nie przesadzać z zakupami dla niej. Dlatego zawsze bardzo docenię, gdy dostajemy ubranka 🙂 Może was to zdziwić, ale Klara dostała również swój pierwszy nocnik. Wybraliśmy ten model, przypominający wieloryba. Chcemy, aby Klara powoli się oswajała z nowym nabytkiem, tym bardziej, że jak wszystko wróci do normy, to pójdzie do żłobka 🙂 Wiadomo, nie obyło się też bez przeróżnych zabawek edukacyjnych (książeczki, karty etc). U nas króluje CzuCzu oraz Pucio 🙂

7) Z bardziej sentymentalnych rzeczy, zamówiłam drewnianą tabliczkę z imieniem Klara (a’la puzzle) i napisaną przeze mnie sentencją na jej tyle. Myślę, że to piękna pamiątka na późniejsze lata.

Jak stworzyć prawdziwą pizzerię w domowym zaciszu?

 

Od zawsze w naszym domu była pizza

Uwielbiamy włoskie jedzenie. Pamiętam, jak na pierwszą randkę Bartek zaprosił mnie właśnie do włoskiej restauracji. Myślę, że ta miłość do Italii była jednym z tych czynników, który nas zbliżył. Temperament, kuchnia, muzyka. Dwa lata temu, w prezencie urodzinowym dałam Bartkowi  domowy piec do pizzy (Optima Electra Pizza Express Napoli). Może niektórzy z was go pamiętają, bo ukazał się wpis na blogu, gdzie opisywałam właśnie ten piec. Dla przypomnienia: post znajdziecie pod tym linkiem. Jego poręczna forma pozwalała również na zabieranie go do domku na wsi czy znajomych. Jednak od pewnego czasu chcieliśmy czegoś więcej…

Zrobiliśmy to!

Po zeszłorocznej wizycie w Neapolu doskonale wiedzieliśmy jak ma wyglądać i smakować pizza neapolitańska. Stołowaliśmy się w najlepszych pizzeriach (Gino Sorbillo oraz L’Antica Pizzeria da Michele), co dało nam wizję tego, co chcemy zobaczyć na talerzu po powrocie do Polski.  Bartek od razu zaczął mówić o nowym piecu, a ja? A ja byłam trochę oporna…Jeden piec już stał, na drugi w zasadzie nie mamy miejsca. No bo kto to widział, żeby mieć wielki piec do wypieku profesjonalnej pizzy w mieszkaniu na Śląsku?

Dałam się przekonać

Bartek z taką pasją wizualizował mi pyszne wypieki rodem z Neapolu, że się ugięłam. W końcu ludzie kupują sterty ubrań, wędki, konsole do gier, setki torebek i znajdują na to miejsce. Więc i my znaleźliśmy miejsce dla naszego nowego pieca. Jest to wersja limitowana pieca EffeUno, którego temperatura pracy sięga 500 stopni. Dzięki tak wysokiej temperaturze pizza wypieka się w około minutę, a na jej brzegach pojawia się charakterystyczny „gepard”. Spód i brzegi są świetnie wypieczone, ranty puszyste jak w Neapolu – o takiej pizzy marzyliśmy.

Miłość w czasie zarazy

Funkcjonowanie w czasie całkowitej izolacji od rodziny i przyjaciół nie należy do łatwych. Nawet, jeśli czas umila nam nowy piec i pyszne pizze, to i tak czegoś nam brakowało. Dlatego postanowiliśmy upiec pizze i zamienić się na jeden dzień w dostawców, żeby uszczęśliwić naszych bliskich i przyjaciół. Zadanie nie należało do prostych, biorąc pod uwagę, że nigdy nie wypiekaliśmy takiej ilości placków (ponad 20 sztuk!!!), a do tego pod nogami wałęsała się nam roczna Klara.

Przystosowanie kuchni na domową pizzerię

Nasza kuchnia nie jest ogromna, ale doskonale się sprawdza w codziennym użytkowaniu. Inaczej jest, gdy w planach mamy pieczenie ponad 20 pizz. Wobec tego, musieliśmy nieco przearanżować nasze kulinarne królestwo. Najpierw postawiliśmy piec na blacie, w takim miejscu, aby swobodnie wkładać i wyciągać z niego pizzę, a także, żeby było łatwe podpięcie do gniazdka. Następnie, nasz stół jadalniany przysunęliśmy do blatu kuchennego i poustawialiśmy na nim wszystkie potrzebne rzeczy tj. akcesoria do wypieku pizzy, składniki. Nie mogliśmy zapomnieć też o kartonowych pudełkach na pizzę i opisaniu ich, aby bez pomyłki trafiły do właściwych osób. Dzień wcześniej Bartek przygotował ciasto na pizzę z dobrych kilku kilogramów włoskiej mąki 00.

Pizzaiolo i jego pomocnik

Ściemniać nie będę…Główną postacią całej akcji jest Bartek, który pełnił funkcję pizzaiolo. On wyrabiał ciasto, obracał nim tak, żeby powstały fenomenalne placki na pizzę. Następnie nakładał składniki i wrzucał pizzę do pieca. Ja imałam się różnych ról. Przede wszystkim byłam odpowiedzialna za aranżację i utrzymanie porządku w naszej kuchni, składałam także pudełka na pizzę i je opisywałam. Do tego relacjonowałam całą akcję w mediach społecznościowych, abyście na bieżąco mogli zaglądać do nas i podpatrywać jak to wygląda. 

Do startu… gotowi… START!

Rozgrzaliśmy piec, zrobiliśmy sos z włoskich pomidorów pelati  i rozpoczęliśmy pieczenie. Na szczęście poszło sprawniej niż myśleliśmy – pieczenie pizzy w zaledwie 60 sekund zwiększa wydajność i w 30 minut upiekliśmy około 12 sztuk. Gdy pizze były już upieczone przyszła pora na dowóz. W pierwszym rzucie brałam udział ja i dowoziłam pizzę do Bytomia, Tarnowskich Gór i Piekar Śląskich. W tym czasie Bartek zajmował się Klarą i przygotowywał ostatnie placki, które miały wjechać do pieca. W drugiej rundzie, to Bartek wsiadł do samochodu i odwiedził Mikołów, Katowice i okolice. Emocje, które towarzyszy nam tego dnia są nie do opisania. Cieszymy się, że chociaż na chwilę mogliśmy zobaczyć się z bliskimi, pomachać im przez okno i zostawić pizzę na wycieraczce. Wieczorem, zmęczeni, ale szczęśliwi usiedliśmy przy stole zjeść ostatnie dwie gorące pizze przy lampce wina. To był dobry dzień!

UWAGA!!!

Na instagramie ukazała się ankieta, w której tłumnie wzięliście udział. Na pytanie, czy chcielibyście poznać przepis na naszą pizzę, aż 99% odpowiedziało: TAAAK! Dlatego pizzaiolo Bartolini z przyjemnością przygotuje dla was nie tylko sam przepis, ale również instrukcje krok po kroku (np. jak wyrabiać ciasto). Bądźcie czujni! 🙂

 

Co robić w domu, żeby nie zwariować [Koronawirus]

Nie panikuj

Wiem, że łatwo mówić, ale panika w tej sytuacji nic nie pomoże. Nie wiem, czy ktokolwiek spodziewał się, że cały świat znajdzie się w potrzasku. Zamknięte granice, galerie, siłownie, kluby. W naszej diecezji odwołano nawet msze święte. Ostatnio głównym pytaniem jest: czy zrobiłaś zapasy? Tak, zrobiłam zapasy, ale nie jest to ilość, która pozwoli nam przeżyć miesiące bez wyjścia z domu 🙂 Zwykle robiłam zakupy „na zapas”, żeby nie chodzić co dwa dni do sklepu, więc teraz nie jest inaczej. 

Lepiej zapobiegać, niż leczyć

Wszyscy podchodzimy do problemu poważnie. Od samego początku nie bagatelizujemy sytuacji, w której każdy z nas się znalazł. Powiedziałabym nawet, ze zdecydowaliśmy się (jako rodzina)podjąć drastyczne kroki wobec naszych kontaktów towarzyskich. Nie spotykamy się ze znajomymi, ale też z moimi rodzicami kontakt odbywa się przy drzwiach. Są starsi, także nie chcę narażać ich na niebezpieczeństwo, więc robię im zakupy, tak żeby nie musieli wychodzić i spędzać czasu w dużych skupiskach ludzi. Również Marcelina zaszyła się z mężem i Klarą w domu. Kiedy nie musimy-nie wychodzimy z domu. Całe dnie w czterech ścianach mogą być nudne, ale ja staram się urozmaicać czas jak tylko mogę.

Co miałeś zrobić kiedyś, zrób na kwarantannie

Pewnie macie takie rzeczy, które odkładają się w głowie na później. Porządek w szafach, posprzątanie piwnicy, wyprasowanie zaległego prania etc. Można tak wymieniać i wymieniać. U mnie niewątpliwie numerem jeden na liście rzeczy „to do” było przemalowanie bieliźniarki w salonie. Jej pierwotny kolor – zieleń – był piękny, ale z biegiem czasu okropnie mi się opatrzył. Wiedziałam, że muszę coś zdziałać. Wybrałam dla niej nowy kolor- beżowy. Chociaż nie mam cierpliwości do takich metamorfoz, to tym razem malowanie sprawiało mi przyjemność 🙂 A efekt „po” jeszcze bardziej mnie ucieszył 🙂 Przyznajcie się, komu nowa wersja bieliźniarki przypadła do gustu, a kto tęskni za zielenią? 

Ściskam, Ewelina

Totalna metamorfoza przedpokoju (before&after)

Pora zakasać rękawy!

Było nijako. Denerwowałam się tym bardziej, że od razu po wejściu do domu wpadałam do tego bardzo nijakiego pomieszczenia. Mało kto wie, że nasz przedpokój wciąż czekał na wykończenie. Przez ponad rok pokazywałam wam nasze mieszkanie, ale zawsze to pomieszczenie omijałam szerokim łukiem. Fakt faktem, że sporo czasu zajęło, aż doczekaliśmy się  np. wymiany drzwi wejściowych na docelowe przez dewelopera. Uznałam, że bez sensu jest inwestować czas i pieniądze, skoro podczas wymiany drzwi i tak będzie trzeba jeszcze raz przemalować ścianę. W nowym roku postanowiłam, że nie ma wymówek. Drzwi są, więc możemy działać!

Jak było, a w zasadzie czego nie było

Nasz przedpokój był pusty. Biel na ścianie, grafitowe drzwi i ciągnąca się po suficie rura, którą na samym początku również przemalowałam na biało. Jedynym wow była ławeczka, którą kupiłam grubo przed wprowadzeniem się. Nie miałam dla niej konkretnego przeznaczenia, ale tak mi się spodobała, że wiedziałam, że znajdę dla niej miejsce. Co jeszcze można było znaleźć w naszym przedpokoju? Oprócz odkurzacza w kącie, na niechlubną uwagę zasługuje rozdzielnia, która fakt faktem została zabudowana białymi drzwiczkami, ale nadal nie wyglądała dobrze.

Metamorfoza totalna

Lubię tapety i często umieszczam je w projektach. W swoich czterech ścianach jestem jednak bardziej zachowawcza i jedynie w pokoju dziecięcym pokusiłam się o wytapetowanie jednej ze ścian. Nie byłabym jednak sobą, gdybym z ciekawości nie przeglądała wzorów tapet… I jak tylko zobaczyłam motyw małpy, wiedziałam, że nic mnie nie zatrzyma. Kolorystyka, wzór, motyw – wszystko to pasowało do mojej wizji. Wyhaczyłam ją w sklepie tapetuj.pl. Znajdziecie ją pod nazwą: Superfresco Easy (dawniej Graham&Brown).

Co jeszcze?

Oprócz tapety, postanowiłam nadać charakteru wnętrzu poprzez przemalowanie rurki na czarno. Kierując się zasadą, że jeśli czegoś nie możemy ukryć, to warto to wyeksponować, sięgnęłam za pędzel i raz-dwa zmieniłam wygląd rury. Dobrałam też nowe wieszaki. Od zawsze marzyły mi się drewniane koła, chaotycznie rozmieszczone na ścianie. Niestety, jestem bardzo zawiedziona sposobem montażu – jego wynikiem jest niestabilne przymocowanie do ściany szczególnie największego wieszaka… Kosztowały niemało, wykonane są dobrze, ale sposób montażu jest fatalny. Strzałem w dziesiątkę okazało się zakrycie rozdzielni. Wykorzystałam do tego plakat autorstwa Magdaleny Pankiewicz „Lato”, który oprawiłam w ogromną ramę (70 cm x 100 cm). Idealnie wpasował się kolorystycznie do naszego małpiego gaju na ścianie obok i co najważniejsze – zakrył to, co miał zakryć 🙂

To jeszcze nie koniec!

Różnicę pomiędzy tym, jak było i jak jest, widać gołym okiem. Najbardziej rzuca się w oczy tapeta, która nadała charakter i wyróżnia to wnętrze spośród innych. Podoba mi się też to, że genialnie nawiązuje do łazienki. A to ważne, bo bezpośrednio z przedpokoju trafiamy właśnie do łazienki i widzimy biało-czarną podłogę. Ale to jeszcze nie jest koniec. Póki co, nie mamy tu mebli, które pełniłyby funkcję przechowywania. Szafa na wymiar, w której znalazłyby miejsce okrycia wierzchnie, obuwie, a także np. odkurzacz. Tego bardzo nam brakuje, ale już praktycznie lada dzień się to zmieni 🙂

Dla ciekawskich, takich jak ja

Tapety wróciły do łask kilka lat temu. Zachwycają wzorami, barwami. Czasami trudno się zdecydować. Nie mam zamiaru wam tego ułatwiać, ale przybliżę wam kilka motywów, które skradły mi serce (prawie tak samo jak małpy:)). To co? Gotowi? W komentarzach dajcie znać, który wzór podoba wam się najbardziej. A może macie w głowie swoje wizje? Koniecznie się tym podzielcie! Naturalnie jestem także ciekawa, jak podoba się wam metamorfoza naszego przedpokoju.

Moje TOP 8 wzorów, które znajdziecie w sklepie tapetuj.pl:

Kolumna lewa: tapeta 1, tapeta 2, tapeta 3, tapeta 4

Kolumna prawa: tapeta 5, tapeta 6, tapeta 7, tapeta 8