Wszystkie wpisy kategorii: Wnętrza

Jak zaprojektować łazienkę Twoich marzeń? 5 najciekawszych pomysłów.

Łazienkowe szaleństwo! Brzmi dziwnie? Wcale się nie dziwię. Przez lata polskie łazienki były przesycone beżowymi kafelkami zarówno na podłodze, jak i na ścianach. Często brakowało również dodatków, bo domownicy stawiali na funkcjonalne akcesoria. Dlatego w łazience można było znaleźć jedynie suszarkę, ręcznik lub plastikową mydelniczkę. Umówmy się, że 10 czy 20 lat temu był nie tylko problem z dostępnością dizajnerskich płytek czy dodatków, ale przede wszystkim konsumentom brakowało inspiracji. Brak internetu i takich kopalni wiedzy jak instagram, pinterest etc. – to wszystko odbijało się na wnętrzach Polaków.

Teraz jest zupełnie inaczej. Możemy czerpać inspiracje na każdym kroku. Praktycznie to co zobaczymy na szklanym ekranie komputera możemy mieć u siebie w domu. A dzisiaj chciałabym Wam pokazać coś zupełnie innego, coś do czego nie jesteście pewnie przyzwyczajeni, a jest doskonałym pomysłem na dodanie odrobiny szaleństwa w łazience. O czym mowa? O niebanalnych, kolorowych umywalkach.

Przygotowałam dla Was zestawienie czterech łazienek w klimatach pór roku: wiosna, lato, jesień, zima oraz coś dla tych, którzy cenią sobie klasykę. Przyjęło się, że pokoje kąpielowe projektujemy na lata, bo prędzej zdecydujemy się na zmianę miejsca zamieszkania niż podejmiemy się skuwania kafelków i generalnego remontu. Jak więc nadać niebanalny charakter naszym łazienkom?

Po pierwsze, możemy pomalować część ściany, a nie kłaść płytki od góry do dołu. W związku z tym, po kilku latach możemy zupełnie zmienić kolorystykę naszej łazienki, gdzie bazą są np. białe kafle. Po drugie, nie bójmy się dodatków. Bibeloty, kwiaty, obrazy, kolorystycznie dobrane akcesoria codziennego użytku (np. dozownik na płyn, ręczniki, szlafrok) to wszystko pomoże nam osiągnąć efekt wyjątkowej łazienki. I po trzecie, kolorowa armatura łazienkowa. Miętowa umywalka? Czemu nie! Gwarantuję Wam, że efekt jest piorunujący. Zobaczcie jakie propozycje kolorystyczne ma dla nas marka Villeroy & Boch i ich kolekcja Artis.

WIOSNA

Jaki kolor kojarzy nam się z wiosną? Niewątpliwie zielony. W kolekcji wiosennej mamy do dyspozycji trzy odcienie zieleni: MINT, SENCHA oraz CEDAR. Co z resztą łazienki? Widziałabym ją w towarzystwie bieli, mięty, drewna, złota i naturalnych materiałów. Akcenty w postaci złotego lustra czy lampy, miętowej ściany czy wyplatanego kosza na brudną bieliznę będą wyglądać bajecznie!

LATO

Odcienie żółtego to spora dawka energetyczna, którą możemy dostarczyć w postaci trzech odcieni :MACAROON, LEMON, MUSTARD. Prócz tego, oczywiście możemy pokombinować z kształtem umywalki: okrągła, owalna, prostokątna lub kwadratowa. Pewnie zastanawiacie się, z czym zestawić taką intensywną barwę. Widziałabym tu biel, karmel oraz drewno, a także czarne akcenty. Żółty będzie ładnie się wybijać na tle wspomnianych kolorów towarzyszących.

JESIEŃ

Nie obawiajcie się, nie zarzucę Was krzykliwą czerwienią czy pomarańczem. Chociaż te kolory mogą kojarzyć się z jesienią, to chciałabym wam pokazać jej łagodniejszą odsłonę. Odcienie POWDER, BALLER czy ROSE nadadzą wysublimowanego charakteru łazience. Kolory te podbijemy miedzią, bielą, beżem, a także takim materiałem, jakim jest marmur. Babski klimat? Nic bardziej mylnego! Tak zaaranżowany pokój kąpielowy to kwintesencja elegancji!

ZIMA

Czystość, spokój, harmonia to słowa, które oddają klimat zimowej odsłony serii Artis. Wachlarz niebieskich barw w postaci odcieni FOG, FROST, OCEAN idealnie wpisze się w klimat śródziemnomorskich łazienek. Jeśli wróciliśmy z wakacyjnej, greckiej podróży i chcemy zatrzymać wspomnienia na dłużej, to doskonałym rozwiązaniem jest wplecenie niebieskiego akcentu do naszego wnętrza. Jako dodatek zastosowałabym biel, beton, odcienie szarości oraz delikatnego beżu i drewna.

PONADCZASOWA KOLORYSTYKA

Są osoby, które od kolorów trzymają się z daleka. Żółta szafka lub miętowa ściana do nich nie przemawia. Czy w takim razie ich wnętrze musi być skazane na nudę? Oczywiście, że nie! Biel i czerń możemy połączyć z szarością i złotem. Na uwagę zasługują umywalki w stonowanych odcieniach FULL MOON, FRENCH LINEN i COAL BLACK. Jeśli chcemy osiągnąć efekt „wow” taka ceramika łazienkowa nam w tym pomoże. Ponadto, możemy zaszaleć z mozaiką w stylu marokańskim na podłodze, albo płytkami ułożonymi w tzw. jodełkę np. pod prysznicem.

Jestem bardzo ciekawa, która z propozycji podoba Wam się najbardziej? Wiosna, lato, jesień, zima czy może ponadczasowa kolorystyka? Podzielcie się koniecznie swoją opinią!

 

Seriale, które musicie obejrzeć + nowy sprzęt w salonie

Łapanie chwili

Kilka lat temu mogłabym spokojnie obejść się bez telewizora. Słabe programy nie przyciągały, aby usiąść przed szklanym ekranem. Wiadomości bardziej się czytało w Internecie niż wyczekiwało godziny zero, żeby załączyć dziennik. Dzisiaj jest zupełnie inaczej!

Przede wszystkim, do zmian przyczyniły się takie platformy jak np. Netflix, gdzie możemy oglądać filmy z najwyższej półki oraz całkiem dobre seriale. Ja mam kilka swoich ulubionych pozycji, które śledzę niemal z zapartym tchem. Moim ostatnim odkryciem jest chociażby „Rodzina plus”. Bardzo polecam! Pełną listę pozycji, których obejrzenie rekomenduję Wam z całego serca, znajdziecie na końcu wpisu wraz z krótkim opisem fabuły. Ciekawe, czy są tam też Wasi faworyci?

Teraz, gdy na świecie pojawiła się Klara, wszystko robię w biegu. Dlatego nawet jak sprzątam czy się maluję, to lubię załączyć sobie ulubiony sezon serialu. Z Bartkiem także doceniamy czas spędzany razem i nie ukrywamy, że wolimy podrzucić Klarę dziadkom, a w tym czasie odpuścić kino, ale wybrać się do restauracji lub pograć w squasha. Dlaczego? Bo zdecydowanie bardziej podoba nam się pomysł zobaczenia filmu w domowym zaciszu na kanapie, z paczką popcornu, gdy Klara pójdzie spać.

Od niedawna możemy uskuteczniać swój rytuał, bo w naszym salonie pojawił się nowy telewizor Philips Performance 7334 . Wieczorami odbywają się u nas mini zawody pt. „Kto dziś szybciej utuli Klarę do snu”. Trzeba przyznać, że mamy sporo samozaparcia, bo ostatni rekord to godzina 18.30! Zgadnijcie, co robimy, jak Klara zaśnie? Bierzemy szybki prysznic i zasiadamy przed telewizorem. Oglądamy film, słuchamy świetnych koncertów, a w międzyczasie streszczamy swój dzień, tak aby nadrobić stracone godziny, kiedy Bartek jest w pracy.

Wreszcie liczy się także DESIGN

Do elektroniki podchodzę bardzo „po babsku”, więc wybór sprzętu nigdy nie jest prosty. Istotne są dla mnie dane techniczne, bo nie ma nic gorszego jak słaba jakość obrazu lub niewyraźny dźwięk. I tu nasz nowy telewizor daje radę, bo w przystępnej cenie oferuje sporo funkcji i rozwiązań technologicznych dostępnych dotychczas w modelach premium. Natomiast równie ważny jest dla mnie design. Pamiętam jak jeszcze parę lat temu, gdy na rynek wchodziły nowe telewizory, z niesmakiem spoglądałam na te wielkie czarne pudła. Telewizory wydawały się przysadziste, bo chociaż liczba cali nie była piorunująca, to już gruba ramka otaczająca szklany ekran bardzo wpływała na gabaryty sprzętu. A jak to wygląda teraz? Telewizor marki Philips TV, który widzicie na zdjęciach ma aż 55 cali, ALE dzięki temu, że został dobrze zaprojektowany, to nie przytłacza wnętrza. Cienka rama w kolorze srebrnym, do tego minimalistyczna srebrna  podstawa. Bajka!

Ambilight, czyli telewizja dobra dla oka

Projektując wnętrza, zwracam uwagę, aby nieopodal telewizora umieszczać np. lampę stołową. Nie chodzi tu o kwestie wizualne, ale zdrowotne. Patrząc w ekran telewizora, skupiamy uwagę na jednym punkcie. Taka mała lampa jest pomocna, aby trochę odciągnąć nasz wzrok i pozwolić mu odpocząć. Tym razem marka Philips TV zadbała również o nasze zdrowie, a to wszystko za sprawą funkcji Ambilight. Co to takiego? To zaawansowany system diod Led montowany z tyłu telewizora, którego światło odzwierciedla w czasie rzeczywistym to, co dzieje się na ekranie. Oprócz tego, że od teraz oglądanie telewizji nie jest tak męczące dla naszych oczu, to jeszcze funkcja Ambilight dostarcza nam dodatkowych wrażeń. Efekt ten jest najbardziej widoczny wieczorami, przy zgaszonym świetle.

Rozmiar ma znaczenie

Gdy na rynku pojawiły się płaskie telewizory, większym zainteresowaniem zaczęła się cieszyć liczba cali. Z drugiej strony, każdy obawiał się, żeby telewizor nie był za duży i nie przytłaczał wnętrza. Dochodziła do tego kwestia zdrowotna, aby nie siedzieć blisko telewizora, więc konsumenci zachowawczo podchodzili do większych rozmiarów telewizora. Obecnie technologia poszła do przodu i dzięki temu nasz wzrok tak szybko się nie męczy. Za większym gabarytem telewizora przemawiała u nas dodatkowo spora przestrzeń. Mamy otwarty salon na kuchnię, jadalnię, a także kącik biurowy. Zależało nam, aby swobodnie oglądać ulubiony serial, gotując jednocześnie obiad czy też zerkać na nowy odcinek vloga, pracując przy biurku. Teraz jest to tym łatwiejsze, że nasz nowy telewizor ma obrotową podstawę, więc możemy jednym ruchem tak ustawić ekran, aby komfortowo patrzeć na niego z różnych miejsc w pomieszczeniu.

Pilot zawsze na widoku

Pamiętam, jak notorycznie rodzice wojowali o pilot. Tata chciał mieć go zawsze na widoku, a mama czekała na okazję i chowała go, aby nie straszył  na jej białym stole. Spójrzcie na pilot, który jest dołączony do naszego nowego TV. Oprócz tego, że jest srebrny oraz ładnie nawiązuje do telewizora, jest także intuicyjny. Ale to nie wszystko! Uwaga! Pilot jest…dwustronny. Na froncie znajdują się podstawowe przyciski do sterowania sprzętem, natomiast gdy go odwrócimy, to znajdziemy klawiaturę! Wyszukiwanie nowego sezonu serialu nigdy nie było tak proste i szybkie. Dla mnie to strzał w dziesiątkę!

Kolejne ułatwienie to Google Assistant i polecenia głosowe, dzięki czemu można po prostu wydać określoną komendę lub wypowiedzieć tytuł ulubionego filmu. Co więcej, pilot jest wyposażony w takie przyciski jak np. Ambilight, co pozwala na szybkie wyłączenie tej funkcji albo dostosowanie jej do swoich potrzeb. Największym hitem jest jednak klawisz Netflix, który od razu przekierowuje nas do platformy z ulubionymi serialami oraz filmami.

Umilacze

Chociaż wieczory są ciepłe i warto je spędzać na świeżym powietrzu, to jestem pewna, że i tak potrzebujecie sporej dawki poleceń. Może tak jak my czekacie aż wasze dziecko słodko zaśnie, aby mieć chwilę dla siebie, albo potrzebujecie rozrywki podczas prasowanie wielkiej sterty ubrań całej rodzinki…lub też zapobiegawczo tworzycie serialową listę must have na jesienne długie wieczory. Tak czy siak, mam dla Was kilka propozycji.

1. Rodzina plus – moje ostatnie odkrycie. Szwedzka produkcja, która porusza temat rodzin patchworkowych w zarówno komediowy, jak i dramatyczny sposób. Oprócz ciekawych tematów i zabawnych dialogów znajdziecie tu porządną dawkę szwedzkich wnętrz.

2. Dom z papieru – hiszpański serial. Trzymający w napięciu opowiada historię niejakiego Profesora, który kieruje akcją rabunku mennicy narodowej. Nigdy tak nie wyczekiwałam kolejnego sezonu!

3. Lucyfer – główny bohater znudzony swoim bytem udaje się do Los Angeles, gdzie zostaje właścicielem klubu nocnego. Genialna kreacja aktorska opatrzona celnym dowcipem, a całość wzbogacona o zagadki kryminalne.

4. Homeland – serial dramatyczny, trzymający w nieustannym napięciu. Opowiada historię
jeńca wojennego, który zaginął po ataku na kryjówkę terrorystów w Iraku.

5. Pracujące mamy – realistyczna wizja macierzyństwa! Nr 1 dla każdej mamy, a także przyszłej mamy 🙂 Lekki, satyryczny.

6. Orange is the new black – pierwsze sezony wciągają bardzo, a widz wchodzi całym sobą w więzienny klimat serialu. Po kilku sezonach robi się trochę bardziej przewidywalnie, ale to nie zmienia faktu, że warto obejrzeć!

Wszystkie wspomniane seriale obejrzycie na platformie Netflix 🙂

Dobre nawyki, które uszczęśliwiają na co dzień

Codzienne rytuały

Odkąd pamiętam Mama mówiła mi, że siedzenie w domu nie oznacza, że mam leżeć w spranym dresie, z nieświeżymi włosami. Wracam myślami jak sama, każdego ranka, starannie układała włosy, malowała rzęsy czarnym tuszem i zakładała wyprasowaną, zwiewną sukienkę. W codziennym rozgardiaszu, między gotowaniem zupy, a robieniem prania, zawsze znajdowała czas na chwilę dla siebie. Parząc kawę zastanawiała się, w którym kubku ma ochotę ją wypić. A później rozkładała się wygodnie na kanapie, wertując ulubione czasopismo. Ktoś powie „ Na litość boską! Ale po co?”. A ja wiem po co. Te codziennie rytuały sprawiały, że moja Mama była zawsze uśmiechnięta, bo szukała radości nawet w najdrobniejszych czynnościach. I tak jej zostało do teraz. Do dziś zdarza mi się przyłapać ją, jak siedzi przy filiżance gorącej kawy i zajada się ciastem z bitą śmietaną.

Urlop?

Teraz szczególnie biorę sobie do serca rady Mamy. Pogodzenie opieki nad małym dzieckiem, pracy oraz ogarnianie domu (potocznie zwane urlopem macierzyńskim) jest nie lada wyzwaniem. Dodatkowo, wszystkie czynności w większości wykonujemy w domu, więc można się nieźle rozleniwić, a cenny czas może przelać się przez palce w tempie błyskawicy. Chociaż czasami, po nieprzespanej nocy, nie mam najmniejszej ochoty na ogarnianie siebie, to wiem, że jak się doprowadzę do ładu, będzie mi łatwiej.

Rozpieszczaj się i spełniaj marzenia

Dbam też o takie drobnostki jak np. celebrowanie posiłków. Z rana mam najwięcej energii, więc to do śniadań pałam największym sentymentem. Nieważne czy to miseczka z płatkami musli i mlekiem, czy jajecznica, bo forma podania jest niebywale ważna. A od niedawna rozpieszczam siebie jeszcze bardziej. Zawsze marzyła mi się przepiękna porcelana. Oczami wyobraźni widziałam jak układam ją starannie na półkach wielkiego kredensu i wyglądam ukradkiem przez okno starej kamienicy parząc herbatę. I wyobraźcie sobie, że sen o klasycznym komplecie porcelany się ziścił. Biała zastawa delikatnie przyozdobiona złotą lamówką z kolekcji MariaPaula Klasyka Złota Linia prezentuje się fenomenalnie. Chociaż cieszy oko wyeksponowana za szybą komody w centralnym punkcie mieszkania, to zdecydowanie mi to nie wystarcza. Sięgam po nią nie tylko od święta, ale także w zwykłe dni, szczególnie, gdy zapowiada mi się sporo pracy przed komputerem. I za każdym razem cieszy mnie dotyk tego tak delikatnego przedmiotu – doceniam klasyczny kształt, jasną biel i subtelne, złote zdobienie. Wiecie, że to prawdziwe złoto, w dodatku ręcznie nakładane? Wyobraźnia zawsze podsuwa mi obraz artysty- złotnika cierpliwie malującego cieniutkim pędzelkiem równe, złote linie na kolejnych filiżankach i miseczkach… I tak jest w istocie. Artystki z fabryki porcelany faktycznie ręcznie nakładają złoto malując złote paseczki. Filiżanka gorącej kawy lub herbaty, a do tego ulubione gofry z owocami skruszone cukrem pudrem – i nawet zwykła chwila zamienia się w małe święto 🙂

Ważne są małe rzeczy

Nikt mi nie powie, że małe rzeczy nie mają znaczenia. To właśnie one kreują naszą rzeczywistość. Zdecydowanie jestem bardziej produktywna, gdy otaczam się ładnymi przedmiotami, a wokoło panuje względny porządek. Często obok mnie leży moja mała córeczka, spoglądając na to co robię niewinnie się uśmiecha. Jestem pewna, że historia się powtórzy i tak jak ja po swojej Mamie, tak ona po mnie odziedziczy dobre nawyki. Za 30 lat to Klara będzie mnie przyłapywać, gdy korzystając z chwili wytchnienia będę popijać herbatę w swojej ulubionej, porcelanowej filiżance…

Processed with VSCO with a4 preset

Najszybszy sposób na zmianę aranżacji

Ostatnio szturmem ruszyłam na nasz dom, trzymając pod ręką stos ramek i plakatów. Miesiąc temu odświeżaliśmy wnętrze malując ściany i przedstawiając niektóre meble. Czyste, dziewicze ściany wołały do mnie każdego dnia, abym coś z nimi zrobiła. A co się sprawdza w takich sytuacjach najlepiej? Plakaty!

Dlaczego plakaty są fajne?

No właśnie, dlaczego plakaty są fajne? Dla mnie to możliwość spersonalizowania wnętrza, a także szybki sposób na jego zmianę. Wystarczy kilka ramek i już! Swoje plakaty wybrałam w większości w sklepie BlueBird Design. Natura, motywy urbanistyczne, botanika, typografia to tylko namiastka tego, co możecie tam znaleźć. Jesteście ciekawi jakie plakaty wybrałam do salonu, sypialni, korytarza, domowego biura i jadalni?

Salonowy misz-masz

W salonie zaszalałam na całego, bo o ile w innych pomieszczeniach delikatnie podchodziłam do wbijania gwoździ, to tutaj mnie (a w zasadzie mojego męża po moich namowach) poniosło 🙂 Stworzyłam mini galerię, gdzie pojawiły się nie tylko plakaty, ale też rodzinne zdjęcia.

Jadalniana stagnacja

Cały czas się zastanawiam, co tu zrobić. Cyklicznie zmieniam koncepcję nad komodą. Wisiały nad nią różne półki, a teraz zdecydowałam się rozłożyć plakaty bezpośrednio na blacie, a taże na podłodze. Usunęłam też materiał z szyb w komodzie, dzięki temu mogę wyeksponować bardziej moje skarby.

Sypialnia

Tutaj także położyłam ramę na komodzie. Lubię wiszące galerie na ścianie, ale czasem właśnie mam ochotę na coś mniej zobowiązującego. Taką ramę z plakatem mogę dowolnie przestawiać bez ryzyka pozostawienia dziury po gwoździu.

Domowe biuro

W panieńskim pokoju Marceliny jest miejsce do pracy. Po prawej stronie stoi otwarty regał, ale miałam problem z lewą częścią. Cały czas czegoś mi brakowało. Jak wypełniłam tę lukę? Wielkim plakatem przedstawiającym mapę Warszawy. Według mnie idealnie wpisuje się w klimat domowego biura.

Babski korytarz

Nie przypominam sobie, żebym wcześniej Wam pokazywała nasz korytarz na piętrze. Może dlatego, że nic szczególnego w nim nie widziałam? Teraz nieco się tutaj zmieniło, bo zawiesiłam grafiki przedstawiające kobiety. Jeden motyw na takiej przestrzeni to był strzał w dziesiątkę. Nagle korytarz zrobił się „jakiś”. Jak Wam się podoba?

Plakaty, które wykorzystałam:

Mapa Warszawy – klik
Kobieta Bunny Hat – klik
Palma – klik
Kwiat Simplicity – klik
Kobieta Woman- klik
Kobieta Sleeping beauty- klik
Litera K – klik
Napis „Happy place” – klik
Ręcę „better together” – klik
Kwiaty na ciemnym tle: klik

Mój rytuał picia kawy w najlepszej porcelanie

Ludzie podobno dzielą się na tych, którzy lubią herbatę oraz na tych, którzy wolą kawę. Nie inaczej jest w mojej rodzinie. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że rytuał picia kawy i herbaty – wedle upodobań – jest na stałe wpisany w pejzaż mojego domu. Każdy ma swój ulubiony kubek bądź filiżankę i tak spędzamy czas rozmawiając czy też grając w karty. Wszyscy siadamy wokół okrągłego stołu częstując się domowym ciastem (tak tak, ciasto koniecznie musi być).

Często, gdy biorę w rękę filiżankę z herbatą (czasami z kawą), dopadają mnie wspomnienia. Przymykam oczy i widzę taki obrazek: ja i moi kuzyni, jeszcze w „krótkich spodenkach”, ganiamy się po mieszkaniu denerwując przy tym resztę towarzystwa. Ale gdy padała groźba „Uspokójcie się albo nie dostaniecie ciasta” nagle zwalnialiśmy i nie w głowie były nam szaleńcze rajdy między stołem a meblościanką. Gorzej, gdy już wypchaliśmy swoje dziecięce brzuszki słodkościami, wówczas żadna groźba czy kara na nas nie działały.

A właśnie, wspomniałam Wam o meblościance. Kultowy mebel gościł praktycznie w każdym domu. Znacie kogoś kto poszedł własną drogą i poczuciem stylu, i z niej zrezygnował? Szczerze mówiąc – ja sobie nie przypominam. W pamięci za to mam bardzo ładną (jak na owe czasy) meblościankę mojej chrzestnej Jadwigi. A w pierwszym rzędzie na półkach miała wyeksponowaną swoją najładniejszą porcelanę. Sama zwykle przyznawała, że wprost uwielbia każdego ranka wybierać sobie inną filiżankę i popijać w niej kawę. Sprawiało jej to niebywałą radość. Bo muszę powiedzieć, że w mojej rodzinie porcelana zawsze była nie tylko wyposażeniem kuchni ale i nieodłącznym atrybutem spotkań – i tych wielkich uroczystości rodzinnych, i tych codziennych, jak plotki z przyjaciółką przy kuchennym blacie. Porcelanę po prostu używaliśmy i cieszyliśmy nią oczy przy każdej nadarzającej się okazji.

Coś chyba w tym jest, że „dziedziczymy” cechy po naszych chrzestnych, bo ja to zamiłowanie do otaczania się piękną porcelaną właśnie mam po mojej chrzestnej Jadzi. Nawet Marcelina śmieje się, że gdy pyta co mi się marzy w prezencie na urodziny czy też inną okazję, ja zazwyczaj wskazuję nowe kubki,  filiżanki, dzbanuszki… Początkowo każdy załamywał ręce. Mąż – bo gdzie będziemy to wszystko przechowywać, córka – bo jak można zawsze przychodzić w urodziny z ceramiką, koleżanki – czy nie nudzą mi się te wszystkie ekspozycje i jak daję sobie radę z kurzem, który namiętnie się na nich osadza. A mi nigdy dość!

Tym razem chciałabym się wam pochwalić najnowszą zdobyczą: kompletem polskiej porcelany MariaPaula z kolekcji Nova. To elegancka zastawa o nowoczesnym kształcie, która przyciąga swoją prostotą – czyli to co lubię najbardziej. Wygodne uchwyty, ładnie zarysowana linia rantu czy harmonijny dizajn – to wszystko zadecydowało o wyborze tej właśnie kolekcji. Na pierwszy rzut oka wydaje się skromna i klasyczna, jednak gdy przyjrzeć się bliżej, widać jej elegancką formę, pięknie wyprofilowane uszka filiżanek czy wysmukłe kształty czajniczka. Sami zobaczycie na zdjęciach, że komplet prezentuje się bajkowo i idealnie wpisuje się w klimat mojego wnętrza. Nie mogę się doczekać, gdy zaproszę całą rodzinę na obiad i zaserwuję im dania na nowej zastawie. Wnętrza przecież to nie tylko meble czy dodatki, ale też akcesoria, a ja przywiązuję do nich ogromną wagę.

Uwielbiam też sama siadać przy stole z filiżanką dobrej kawy (czasem herbaty 😊 ) w towarzystwie ciasta. Może wynika to z moich wspomnień z czasów dzieciństwa, a może po prostu – tak jak kawa i ciasto – jest to połączenie idealne. A skoro już jesteśmy przy ciastach: mam kilka sprawdzonych przepisów, ale zdecydowanie numerem jeden jest sernik. To taki klasyk, który przewija się przez wszystkie spotkania rodzinne, większe imprezy itp. Z mojego przepisu wychodzi ciasto bardzo zbliżone do smaku tego sernika z dzieciństwa, który pamiętam u mojej Mamy. Zwykle dodaję do niego jakieś owoce, a wierzch smaruję polewą czekoladową. I wiecie co? Gdy planujemy rodzinne spotkanie, to moja Mama szepcze mi do ucha: „Ewelinko, weź upiecz ten Twój sernik”. Uśmiecham się wtedy pod nosem, bo jaki to mój sernik? Przecież to przede wszystkim smaki mojego dzieciństwa 🙂 Jeśli macie ochotę na kawałek serniczka to poniżej znajdziecie przepis.

Sernik ( okrągła forma o średnicy 22-24 cm)

Składniki:

– 125 g masła
– 650 g twarogu (zmielonego)
– 5 dużych jajek
– 220 g drobnego cukru
– 3 łyżki kaszy manny
– 1 budyń śmietankowy (opakowanie)
– 1 cukier waniliowy (opakowanie)
– pół szklanki śmietanki 36%
– pół szklanki bakalii

Przygotowanie:

Masło ucieramy w misce do puszystości. Dodajemy porcjami twaróg, ucierając. W osobnym naczyniu ucieramy jajka z cukrem do białości. Dodajemy to do masy serowej i delikatnie miksujemy. Dokładamy pozostałe składniki: kaszę mannę, budyń, cukier waniliowy. Miksujemy do połączenia się składników. Wlewamy śmietanę i znowu miksujemy. Na końcu dodajemy bakalie . Formę wykładamy papierem do pieczenia, wlewamy masę serową i pieczemy około godzinę w temperaturze 170 stopni. Następnie sernik studzimy przy uchylonym piekarniku.

Opcjonalnie:

Sernik możemy polać polewą czekoladową ( w 50 ml śmietanki 36 % rozpuszczamy ¾ tabliczki czekolady na wolnym ogniu) i dodajemy maliny oraz liście mięty.

Smacznego! I do tego filiżanka dobrej kawy lub herbaty – koniecznie w pięknej porcelanie!

Kolumny PYLON AUDIO w salonie – pierwsze wrażenie

My kobiety już tak mamy – chociaż odganiamy stereotypy, uciekamy przed społecznymi ramami, to finalnie i tak się w nich zamykamy. O czym mowa? O pieczy nad domem, rzecz jasna! My, kobiety, urządzamy wnętrza, dobieramy dodatki, skrupulatnie zastanawiamy się nad nową zastawą obiadową. A gdy przychodzi do elektroniki to wszem i wobec ogłaszamy: ma być niewidoczna albo ma jej nie być w ogóle. Telewizor traktujemy jak zło konieczne. Nie dość, że pochłania w całości uwagę naszego faceta podczas meczu, to jeszcze kiepsko prezentuje się na ścianie. Przecież ładniej wygląda powierzchnia, gdzie gwóźdź obok gwoździa podtrzymuje wielkie obrazy czy najmodniejsze grafiki. Nie wspominając o monumentalnych kolumnach i innym sprzęcie, który może zagościć w domach.

Dziewczyny! Czas na przełom!

Koniec z tym! Dobry design idzie w parze z jakością i mówię wam to z pełnym przekonaniem, bo od kilku tygodni w naszym salonie pojawił się nowy sprzęt. Białe, w matowym wykończeniu kolumny marki Pylon Audio. Jestem w nich zakochana! Wpasowały się idealnie do wnętrza naszego salonu. Nie drażnią swoją obecnością, a wręcz przeciwnie-dopełniają salon.

Nasz wybór

Wybierając dany model kolumn kierowaliśmy się wieloma aspektami – odczuciami dźwiękowymi, historią marki, jakością wykonania, recenzjami specjalistów i oczywiście wyglądem. Prawdę mówiąc to wstępna selekcja opierała się na wyglądzie – kolumny muszą harmonizować z całym wnętrzem. Z uwagi na sporą otwartą przestrzeń (ponad 40 m2) w skład której wchodzi salon, kuchnia, jadalnia oraz kącik biurowy nie mogliśmy zastosować mniejszych kolumn. Finalnie zdecydowaliśmy się na model Sapphire 31 z rodzimej firmy Pylon Audio. Do wyboru była cała gama kolorystyczna, ale my zachowawczo zdecydowaliśmy się na biały, matowy lakier. W kontraście z czarnymi głośnikami wygląda to rewelacyjnie!

O naszych wrażeniach z użytkowania i odsłuchu napiszemy w kolejnym wpisie 🙂

6 powodów, dla których wybraliśmy Pylon Audio

JAKOŚĆ

bardzo dobra jakość w stosunku do ceny (warto zauważyć, że ten zestaw cieszy się świetną opinią wśród audiofilów i jest zestawiany w porównaniach z dużo droższymi zestawami konkurencji) – wynika to z zastosowania dobrych komponentów wpływających na dźwięk i przykładania uwagi do detali.  Firma skupia się na użytkownikach ceniących wykonanie premium – i takie wykonanie otrzymaliśmy.

DOBRY DESIGN

Obecnie klient wymaga więcej. Oprócz dobrej jakości, istotne jest, aby kolumny spełniały funkcję także  „mebla”, który idealnie wpasuje się do wnętrza. Pylon Audio w swojej ofercie ma kilka zestawów, z których każdy wybierze coś odpowiedniego (i pięknego) dla siebie.

MADE IN POLAND

To dodatkowy smaczek-lubimy jak coś nie tylko jest projektowane, ale także produkowane w Polsce.

PERSONALIZACJA

Wyobraźcie sobie, że inżynierowie Pylon Audio wykonają dla was kolumny w dowolnym kolorze z palety RAL (super!)

AKCESORIA

W komplecie możecie dobrać maskownice, nóżki czy inne akcesoria pasujące do kolumn.

RENOMA PRODUKTÓW PYLON AUDIO W ŚWIECIE Hi-Fi

Dużo czasu poświęciliśmy na zapoznanie się z dostępną ofertą na rynku, i bardzo dobre recenzje specjalistów skłoniły nas do bliższego przyjrzenia się serii Sapphire – po odsłuchach w salonie audio te kolumny przekonały nas do siebie w 100%.

A jak to wygląda u Was? Jest dla Was ważny wygląd sprzętu? Może właśnie szukacie nowych kolumn? Na co zwracacie uwagę podczas zakupu? Koniecznie dajcie też znać, jak wam się podoba nasz nowy zestaw 🙂

 

Pora na odświeżenie garderoby!

Lampka nocna (drewniana) – Britop

 

 

Witajcie kochani! Wiosna rozpoczęła się na dobre. Temperatury podskoczyły w górę, a to oznacza dla mnie jedno-pora na odświeżenie szafy.

Chociaż w domu mamy osobne pomieszczenie tzn. garderobę, to ja i tak przywiązałam się do sypialni. Stoi w niej ogromna szafa, mam do dyspozycji lustro, wieszak na który odkładam przygotowane ubrania. Uwielbiam mieć porządek, więc nie ma zmiłuj-po każdym praniu, starannie przechodzę do prasowania, a potem wszystko sumiennie układam na półkach czy wieszakach.

Lubię też testować stylizacje w lustrze. Po powrocie z zakupów zawsze przebieram się w nowe ciuchy i zestawiam je z tymi, które już mam. To pozwala mi na utrwalenie przeróżnych stylizacji, które mogę wykorzystać na te większe lub mniejsze wyjścia.

Oprócz samych zdjęć sypialni (i mojej garderoby w jednym), przygotowałam dla Was zestawienie aż 25 rzeczy, które upatrzyłam sobie w sieci. Niektóre już do mnie zawitały 🙂 Ciekawe czy wy również odświeżacie swoje szafy na wiosnę? Może coś wpadło wam w oko z moich propozycji? Koniecznie dajcie znać!

Ściskam! Ewelina

Szafka: IKEA

fotel: IKEA

Ławka: JYSK Łóżko: IKEA

1.  Torebka KLIK / 2. Koszulka KLIK / 3. Kurtka jeansowa KLIK / 4. Naszyjnik KLIK / 5. Sukienka KLIK / 6. Pasek KLIK / 7. Buty KLIK / 8. Kolczyki KLIK / 9. Okulary KLIK / 10. Spodnie KLIK / 11. Torebka KLIK

12. Koszulka KLIK / 13. Sukienka KLIK / 14. Torebka KLIK / 15.  Marynarka KLIK / 16. Top KLIK /17.  Buty KLIK / 18. Naszyjnik KLIK / 19. Sukienka KLIK / 20. Torenka KLIK / 21. Spodnie KLIK / 22. Trencz KLIK / 23. Buty KLIK / 24. Kolczyki KLIK / 25. Buty KLIK

Decyzyjność a urządzanie wnętrz

 

Do teraz nie mogę wyjść z podziwu jak udało nam się szybko ogarnąć i urządzić nasz nowy dom.   Pewnie kojarzycie jak nieśmiało zaczęłam Wam opowiadać o planowanym projekcie „MISJA: Cztery kąty i taras piąty”.

Prawdą jest, że decydując się na zakup mieszkania nie traciliśmy czasu na jeżdżenie po nowych inwestycjach. Jasno określiliśmy swój cel: zależało nam na mieszkaniu w stanie deweloperskim, przestrzennym, na strzeżonym osiedlu, nie w centrum miasta, ale w bliskiej odległości do centrum Katowic, aby szybko dotrzeć do pracy, kina czy ulubionego centrum handlowego. Chcieliśmy duży taras, ładny widok z okna i spokój. Zwiedziliśmy jedno osiedle, przejrzeliśmy plan inwestycji i podjęliśmy decyzję, że właśnie tutaj chcemy mieszkać. Ktoś może nam zarzucić, że zawsze można szukać dłużej i może akurat znajdziemy coś lepszego. Ale po co? Skoro już na samym początku określiliśmy swoje wymagania, a serce do TEGO miejsca zabiło od razu. Szkoda czasu na wertowanie ofert, zastanawianie się miesiącami, a nawet latami nad słusznością naszych planów. Cieszę się, że pod tym względem jesteśmy zgrani z Bartkiem w 100%. Dzięki temu łatwiej nam się żyje i możemy się cieszyć tym, co mamy.

Urządzenie wnętrza-czy warto robić to latami?

Z wyborem mieszkania było raz-dwa, ale co się działo na etapie urządzania nowego lokum? Z Bartkiem utrzymaliśmy tą samą prędkość. Wybór drzwi? Nie ma problemu. Jakie płytki do łazienki? Na drugi dzień decyzja. Podłoga? Panele wybrane zanim podpisaliśmy umowę z deweloperem. Nie mam cierpliwości, aby czekać miesiącami aż trafię na wymarzony mebel. Przypomina mi się sytuacja z wyborem sofy. Bartek chciał, aby był to narożnik, rozkładany, wygodny. Ważne, aby nie kosztował zbyt wiele, bo w naszym domu często przebywają małe dzieci oraz na stałe zameldowany jest kot. Znalazłam jeden egzemplarz, który najbardziej spełniał nasze oczekiwania. Początkowo myślałam o innym kolorze, wpadającym w szarość, a nie w beż, ale uznałam, że to nie ma większego znaczenia. Mieliśmy do wyboru – cieszyć się nowym meblem i wygodnie spędzać wolny czas, albo szukać w nieskończoność sofy idealnej. I uwaga, wiecie co się okazało po kilku miesiącach? Że to był strzał w 10! Narożnik jest mega funkcjonalny, dodatkowo ma pojemnik na pościel, a jego kolor narzucił nową wizję na projekt naszego salonu, gdzie efekt końcowy uważam, że jest bardzo dobry. Udało nam się stworzyć przytulną przestrzeń, w której uwielbiamy przebywać.

Bardzo spontanicznie podeszliśmy także do zakupu telewizora. Wybierając się na obiad, Bartek wpadł na pomysł, że wejdziemy i pooglądamy telewizory. Z wyjazdu wróciliśmy nie tylko z pełnymi brzuchami, ale także nowym TV. Wystarczyło wejść do sklepu, rozejrzeć się, zweryfikować parametry oraz kwestię wizualną, szybkie sprawdzenie ceny w innych sklepach…I uznaliśmy, że nie ma na co czekać, bo właśnie znaleźliśmy TEN telewizor.

Zwariowałabym doszczętnie, gdyby Bartek miał inne podejście do życia. Może przeciwieństwa się przyciągają, ale nas zdecydowanie bardziej scalają podobieństwa. Co nie zmienia faktu, że potrafimy wzajemnie się zaskakiwać w tej naszej „prędkości”. Nie tak dawno oznajmiłam Bartkowi, że jadę kupić meble, a dokładnie to, to i to. Więc logiczne było dla mnie, że następnego dnia wybieram się do sklepu i dokonuję zakupu ( czym Bartek był nieeeeźle zaskoczony). Ale on działa podobnie. Rozglądaliśmy się za nowym samochodem, aż pewnego dnia Bartek dzwoni i mówi: Wiesz, znalazłem TEN samochód, kupuję! Pod wieczór już podjechał nowym wozem…

Detale – jakże istotny aspekt wnętrza

Meble to jedno, ale dodatki czasem robią całą robotę. Najczęściej zamawiam rzeczy przez internet, bo nie mam ochoty spędzać wielu godzin, a tym bardziej dni czy tygodni przemierzając sklepowe alejki. Wrzucam rzeczy do koszyka, robię szybką weryfikację czego potrzebuję, a co jednak z koszyka wylatuje i proszę-zakupy gotowe. Chociaż najgorszy etap wtedy mam przed sobą. Oczekiwanie na kuriera. Nieważne, że danej rzeczy nie potrzebuję „na dziś”, ja chcę otrzymać paczkę i basta. Czy wspominałam już, że jestem TROCHĘ niecierpliwa?

Korzystając z okazji, chcę Wam pokazać pewne nowości w naszym mieszkaniu. Nie jest to wielka metamorfoza, ale właśnie te znaczące detale, które odmieniają (lub dopełniają) wnętrze. Na pierwszy rzut –oświetlenie, które zastosowaliśmy na otwartej przestrzeni (salon, jadalnia, kuchnia i gabinet). Jego wyboru dokonaliśmy w bardzo prosty i przyjemny sposób. Znowu postawiłam na markę Britop i ich produkty. To sporo ułatwiło, bo pozwoliło dobrać lampy, które mają wspólny mianownik. Zawsze dokonując wyboru oświetlenia dążę do tego, aby każda lampa nie była ” z innej parafii”, bo jeśli tak, to przestrzeń będzie się za bardzo dzielić, a nie w tym rzecz. 

Lampy, które wykorzystałam:
Kuchnia: Marjolaine Wood lampa sufitowa Britop (KLIK)
Gabinet: Lampa sufitowa Tender Chic/Kresz Britop (nowość)
Jadalnia: Lampa stołowa Tasse 160 Britop (KLIK) – postawiona na komodzie; kinkiet Montix Britop (nowość)
Salon: Lampa podłogowa Ennie Britop  (KLIK), lampa sufitowa Coop Britop (nowość)

Jeśli dokładnie nas śledzicie, to są szanse, że zauważyliście jeszcze jedną, istotną zmianę. Mianowicie wreszcie wymieniliśmy firany i dołożyliśmy zasłony. Tutaj decyzja też była szybka, bo sklep dekorujonline.pl znam nie od dziś i wiedziałam, że mogę zaufać im w ciemno. Tym razem nawet nie zamówiłam próbek materiału, bo dobrze wiedziałam, czego chcę. Firany miały być białe,proste, delikatne, a zasłony w kolorze jasnej szarości. Całe wnętrze nabrało klimatu, ale nie zostało zbędnie przyciemnione.

Dokładnie wybrałam takie rodzaje tkanin:
Firany: Voil 128 (klik)
Zasłony: DIM 111 (klik)

UWAGA: Zasłony przyszły tak zapakowane, że nie wymagały użycia żelazka ( to tak dla tych, którzy unikają tego narzędzia jak ja 😀 )

Nie przedłużając, zapraszam Was na openspace tour. Całkiem sporo zdjęć z różnych kątów naszej otwartej przestrzeni. Dajcie znać, jak podoba Wam się całość 🙂 I koniecznie podzielcie się refleksjami, czy podejmujecie szybko decyzje i w jakim zakresie. Znam osoby, które potrafią zastanawiać się w nieskończoność czy wypić białą czy czarną kawę, ale znam też takich, którzy podejmują decyzję z prędkością pocisku. Do jakiej grupy wy się zaliczacie?

 

 

 

 

Pokój dziecięcy-noworodek i czterolatek razem. Jak to pogodziliśmy?

Pokój dziecięcy to nasza nowość w projekcie „MISJA: Cztery kąty i taras piąty”. Długo zwlekaliśmy z jego urządzeniem. Dopiero zbliżający się termin porodu przyśpieszył nasze działania. Jeżeli jednak spodziewacie się słodkiego, różowego pokoiku dla maleńkiej Klarci-czeka Was spore zaskoczenie.

Tu nie będzie różowego królestwa

Gdy urodzi się Klara to będzie dzielić swój pokój…ze starszym bratem Adasiem. To czteroletni syn Bartka, który przyjeżdża do nas na weekendy, wakacje etc. Jasne było dla nas, że Adaś musi mieć swoje miejsce w naszym domu. To przede wszystkim dlatego zdecydowaliśmy, że pokój będzie w neutralnych barwach, aby zarówno jedno jak i drugie dziecko czuło się w nim dobrze. Zresztą, powoli odchodzi się od schematu: róż dla dziewczynek, niebieski dla chłopaka, a inne kolory odsunięte na bok.

Wszystkie ściany w pokoju dziecięcym są pomalowane na szaro, prócz jednej. Chcieliśmy ożywić wnętrze, więc postawiliśmy na tapetę – małe trójkąty w kilku kolorach (chociaż dalej utrzymaliśmy naturalną kolorystykę). Podłoga-jak w reszcie mieszkania. Jasne panele, które tworzą dobrą bazę do mebli i dodatków. Kolory, które przeważają to biel, szary, beż i naturalne drewno.

Kącik Klary

Wiadome jest, że przez pierwsze miesiące Klara będzie spała z nami w łóżeczku-dostawce. Będzie to wygoda dla nas, bo nie dość, że będziemy spokojniejsi podczas snu, to nie będę musiała chodzić do drugiego pokoju na karmienie. Natomiast chciałam i tak wygospodarować już miejsce dla naszej córki w pokoju dziecięcym.  Zdecydowaliśmy się na proste, białe łóżeczko, nad którym zawiesiliśmy wieszaki i drewniane dodatki. Nie będziemy mieć specjalnej komody z funkcją przewijania, dlatego sam przewijak będzie w postaci nakładki na łóżeczko. Obok czeka spakowana torba do szpitala, więc jeśli Klara zechce pojawić się na świecie niespodziewanie-jesteśmy gotowi 🙂

Łóżeczko to jedna sprawa, ale wygoda naszego dziecka podczas snu to priorytet. Długo zastanawialiśmy się jaki materac będzie idealny. Przeprowadzałam wywiady wśród bardziej doświadczonych koleżanek, aż wreszcie podjęłam decyzję. Wybrałam markę FikiMiki i materac lateksowo-piankowo-kokosowy Prestige Line.Jest on dwustronny, o wysokości 8,5 cm i składa się z trzech niezależnych warstw (trójwarstwowy pokrowiec, pianka lateksowa, włókna kokosowe). Konstrukcja pokrowca umożliwia swobodną cyrkulację powietrza i poprawia komfort snu. Chroni wkład materaca przed zabrudzeniami, stałymi zanieczyszczeniami oraz uszkodzeniami. Więcej o samym produkcie przeczytacie na stronie producenta (klik), a jeśli szukacie materaca dla swojej pociechy  to z pewnością wybierzecie coś w sklepie Frutti di mamma KLIK. Obowiązkowo też zaopatrzyłam się w kilka sztuk białych, bawełnianych prześcieradeł na gumce marki Malooni (klik).

Kącik Adasia

Głównym elementem w strefie Adasia jest łóżko. To popularny model Hemnes, który znajdziecie w IKEA. Postawiliśmy na kolor szary, który ładnie odbija na tle gładkiej, popielatej ściany. Dlaczego akurat ten model? Łóżko miało być większe, aby „rosło” wraz z Adasiem. To też dodatkowy komfort przy zasypianiu, gdy Bartek czyta Adasiowi bajki i tuli go do snu. Poza tym, łóżko jest rozkładane, więc Adaś zyskuje możliwość zaproszenia kolegów na „nocowanie”. No i oczywiście trzy, wielkie szuflady, gdzie dziecko przechowuje swoje skarby. To idealne wykorzystanie miejsca w pokoju dziecięcym.

Oprócz łóżka, Adaś ma do swojej dyspozycji stoliczek i dwa krzesełka, gdzie często rysuje czy gra w planszówki. W kwestii dodatków wybrałam dekoracje ścienne tj. mapa świata z drewnianymi wieszakami oraz girlandę ścienną. Prócz tego poduszkę w motywem lwa oraz przemiły kocyk z wełny czesankowej od Loops KLIK.

Przechowywanie

Początkowo miałam pomysł, aby wstawić do pokoju dużą szafę, pod sam sufit. Jednak Mama zwróciła mi uwagę, że przecież szafy nie wstawiam dożywotnio i póki dzieci są małe, a my nie potrzebujemy wiele miejsca do przechowywania, mogę wybrać coś zupełnie innego. Dlatego postawiłam na szalony pomysł…połączenia dwóch komód z IKEA oraz zamontowanie do nich nóżek. Obawiałam się reakcji Bartka, bo to na jego głowie było złączenie komód i przyczepienie zupełnie innych nóżek…Ale okazało się, że to dla niego nic trudnego i raz-dwa uporał się z zadaniem. A sama „szafa” nie dość, że wygląda lekko, to jeszcze jest naprawdę pojemna. Na górze dodatkowo można postawić kosze.

Obok szafy zawiesiliśmy dziecięcą, drewnianą półkę. To świetne miejsce do wyeksponowania ulubionych książek dla dzieci, maskotek, a także innych bibelotów. Półka była wykonana na specjalne zamówienie u Design of wood (KLIK). Dodatkowo półkę zdobią ręcznie wykonane gałeczki do szuflad. U nas są to sarenki 🙂 A to nie jest jedyny taki motyw, bo na półeczce postawiłam lampkę-sarenkę (klik) , która będzie idealna przy małym dziecku.

Doskonale sprawdzają nam się też przeróżne kosze do przechowywania. Są sporych rozmiarów, więc mogą pomieścić całkiem sporo zabawek 🙂

A w ramach podsumowania, mam dla Was zestawienie większości produktów, które pojawiły się w tym wpisie. Mam nadzieję, że okaże się ono pomocne dla Was w poszukiwaniu skarbów 🙂 A jeśli coś mi umknęło-śmiało pytajcie 🙂

Materace Fiki Miki – Frutti di Mamma KLIK
Komplet prześcieradeł bawełnianych – Frutti di Mamma KLIK
Szafa – komody IVAR z IKEA KLIK
Nóżki do szafy -BÅTSFJORD KLIK
Drewniana, wisząca półka – Design of wood KLIK
Ledowa lampka sarenka – Frutti di Mamma KLIK
Szare, duże kosze na zabawki – JYSK KLIK
Zasłony – BIRTINE IKEA KLIK
Koc z wełny czesankowej – Loops KLIK
Drewniane, białe żaluzje – Nasze domowe pielesze KLIK
Stoliczek z krzesełkami -LÄTT IKEA KLIK
Drewniane wieszaki nosorożce – H&M home KLIK
Plakat – mapa – H&M home KLIK
Girlanda – Stay wild child – H&M home KLIK
Pościel w czaple – Maamut KLIK
Pościel w paski – JYSK KLIK
Poduszka z motywem lwa – H&M home KLIK
Zabawka pluszak małpa – IKEA KLIK
Miętowy króliczek-pozytywka – Frutti di Mamma KLIK
Gryzak miś – KLIK
Dywanik – JYSK KLIK 

Farba na ścianach – DULUX kolor Odporny popielaty
Tapeta – tapetuj.pl KLIK
Podłoga – Krono Original Dąb Aspen
Drzwi – Porta (seria Verte)

Otwarta przestrzeń. Zoom na jadalnię.

Projektując nasze #czterykątyitaraspiąty zależało nam na zachowaniu jak największej przestrzeni. Marzył nam się dzienny openspace z otwartą kuchnią, salonem, jadalnią a także kącikiem do pracy. Dzięki temu, uzyskaliśmy otwartą przestrzeń o łącznej powierzchni około 45 m2Zobaczcie, jak udało nam się ją zaaranżować.

Podział na strefy
Kącik biurowy

Niestety, przy tak dużej powierzchni nie jest łatwo zaplanować jej aranżację. Wszystko musi do siebie pasować, a jednocześnie warto podzielić przestrzeń na wyraźne strefy. Najłatwiej było chyba z kącikiem gabinetowym. Tam też pozwoliłam sobie na większe szaleństwo i jedną ze ścian pomalowałam na różowo. To też jest najjaśniejsze miejsce w mieszkaniu z uwagi na układ okien. Dlatego zdecydowałam, że jedno, podwójne okno w gabinecie nie będzie klasycznie przystrojone firanką czy zasłoną. Wykorzystałam drewniane, białe żaluzje( od naszedomowepielesze.pl), które trochę „zabudowały” kącik gabinetowy, ale też skutecznie odgrodziły nas od sąsiadków. Bowiem, okna z tej strony (tak samo jak w sypialni czy pokoju dziecięcym) wychodzą bezpośrednio na sąsiadujący budynek.

Kuchnia

Kuchnię wybrałam białą, w nowoczesnym stylu, przełamaną drewnianymi blatami. Miało być w miarę minimalistycznie. Tak aby kuchnia była jak dobre tło i nie wybijała się na pierwszy plan. Więcej o naszej kuchni przeczytacie w tym wpisie KLIK.

Strefa wypoczynku- salon

Salon miał spełniać przede wszystkim funkcję wypoczynkową. Głównym meblem jest  sofa. Wybranie jej nie należało do prostych. Miał być narożnik, rozkładany i to najlepiej w jasnym kolorze.Nie chcieliśmy także wydawać na niego fortuny, bo z dziećmi nigdy nic nie wiadomo…i może się zdarzyć, że za 3 lata będziemy zmuszeni kanapę wymienić. Całe szczęście, udało się znaleźć wymarzony mebel. Dodatkowo, taki który ma pojemnik na pościel, więc mamy dodatkowe miejsce do przechowywania. W salonie znalazła się też szafka pod TV, która nawiązuje do frontów kuchennych. Są też regały, fotel, wąski stolik kawowy. Charakteru dodaje lampa na drewnianych nogach Ennie od Britop klik oraz duża grafika przedstawiająca mapę Paryża od Maptu.pl klik.

Jadalnia

No i najważniejsze-jadalnia. Miejsce wspólnych posiłków, spotkań z przyjaciółmi czy chociażby kąt, gdzie możemy z Bartkiem razem popracować ramię w ramię. Kilka miesięcy czekaliśmy na tę chwilę, żeby razem usiąść przy dużym stole. Najpierw mieliśmy do dyspozycji mały stół w wynajmowanym mieszkaniu. Był to jeden z największych minusów, bo nie mieliśmy możliwości, aby zaprosić znajomych i ze spokojem zjeść posiłek. Potem przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania i sami rozumiecie- krok po kroku wykańczaliśmy mieszkanie, dokupując kolejne meble.

Duński design

Od dawna miałam w głowie wymarzony kąt jadalniany. Wiedziałam, że chcę, aby stół był duży, a przy nim krzesła oraz drewniana ławka. Chciałam nieco przełamać klasyczny model stołu otoczonego krzesłami. Lubię też aranżację wnętrz na zasadzie kontrastu, więc dobrałam białe krzesła do czarnego stołu z drewnianym blatem. Meble do jadalni znalazłam w sklepie Jysk. Od kilku sezonów Jysk kusi swoimi nowymi kolekcjami. Rozpływam się nad ich designem, i to nie tylko w kwestii mebli, ale również dodatków. Bawełniane podkładki (dostępne są również bieżniki) są świetnie wykonane, a do tego wazony, skandynawskie miseczki. Wszystkie produkty, które upolowałam w Jysk zebrałam i podlinkowałam. Mam nadzieję, że takie zestawienie będzie dla Was pomocne podczas szukania swoich skarbów.

1. Stół GADESKOV klik / 2. Podkładki BEKKEBLOM klik / 3. Roślina  sztuczna EJNER klik / 4. Misa LAUKE klik / 5. Wazon HAMPUS klik / 6. Kosz HEINI klik / 7. Poduszka KUGLEASK klik / 8. Świecznik GERMUND klik / 9. Pled LINNEA klik / 10. Miseczka FRIDOLIN klik / 11. Serwetki LERSSON klik / 12. Latarnia DITLIV klik / 13. Taca FRITS klik / 14. Szklana bugelka KLAUDI klik / 15. Krzesło LANGDAL klik / 16. Ławka KALBY klik / 17. Pudełka  SOFUS klik