Archiwa tagu: jestem w ciąży

Kobieta ciężarna-święta krowa współczesnego społeczeństwa?

Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do sytuacji kobiet w ciąży. Wiedziałam, że należy je przepuścić w kolejce, bo są w odmiennym stanie. Powinno się też ustąpić miejsca w komunikacji miejskiej. I tyle. Tematem zainteresowałam się dopiero wówczas, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Miałam jeden cel: nie dać się zwariować i nie uchodzić za świętą krowę z wielkim brzuchem, której można wszystko. Co się okazało? Że o odgrywaniu świętej krowy nawet nie mam co marzyć, a wręcz każdego dnia muszę walczyć o godne traktowanie. Więc jak to jest w praktyce?

Stanie w kolejce

Sprawa powinna być prosta: jeśli nie widać brzucha-nikt nie jest jasnowidzem i nie masz co liczyć na przepuszczenie w kolejce. Natomiast, gdy brzuch jest coraz to większy, ludzie z uśmiechem przepuszczają Cię w sklepie do kasy. Nie do końca tak to wygląda.

Zacznę od tej milszej strony. Tu na pochwałę zasługuje IKEA. Mając widoczny brzuch jednego dnia aż trzy razy pracownicy sklepu wykazali inicjatywę. Najpierw, gdy siedziałam wygodnie na sofie i czekałam na wywołanie swojego numeru podczas zwrotu towaru. Podchodząc do stanowiska, pani od razu poinformowała mnie, że będąc w ciąży mam pierwszeństwo i nie powinnam pokornie stać ( tu akurat siedziałam) w kolejce. Drugi raz w restauracji podczas nakładania jedzenia. Jeszcze nie zdążyłam zamówić, a pan z obsługi wyrecytował z uśmiechem formułkę, że będąc w ciąży nie powinnam stać w kolejce i w przyszłości mam od razu podchodzić jako pierwsza. Trzeci raz, przy kasach. Zawsze kieruję się do tych samoobsługowych, na spokojnie kasuję zakupy, bez kolejek, we własnym tempie. Mimo to, podeszła do mnie Pani z obsługi dopytując się czy potrzebuję pomocy i czy ktoś pomoże mi w załadowaniu zakupów do samochodu.
Miła sytuacja spotkała mnie również w TK Maxx, gdzie pani kasjerka zauważyła mnie w tłumie i przez mikrofon wywołała „panią w ciąży” do pierwszej kasy, bez kolejki. Podobnie ekspedientka w Biedronce, która rozpoczynając kasowanie, poprosiła, abym następnym razem do razu podeszła bez kolejki, ponieważ ona nie zawsze zauważy brzuszek w tłumie kolejkowiczów.

Wspomniane sytuacje przedstawiają pracowników w dobrym świetle, a jak jest ze zwykłymi klientami? Marnie. Śmieszą mnie sytuacje, gdy zbliżam się do kasy i nagle rozgrywa się wyścig. To nic innego jak przyśpieszenie, aby z wózkiem zdążyć i ustawić się przede mną, a potem błyskawiczne wyciągnąć towar na taśmę. Takie akcje często mają swoje przerywniki, czyli szybkie podniesienie wzroku i ? No właśnie i co? Mam wrażenie, że czasem jest to błagalny wzrok mówiący: zobacz, tak szybko wykładam swój towar, więc kobieto w stanie błogosławionym nie wpadnij proszę na pomysł, aby przejść do kasy wymijając mnie obok.
Również nie było miło podczas stania w kolejce w sklepie odzieżowym. To, że nikt mnie nie przepuścił to jasne. Ale, że nie mogłam liczyć na pomoc, gdy rozsypały mi się drobne i z hukiem uderzyły na posadzkę-tego już nie pojmuję. Mężczyzna w średnim wieku, dobrze ubrany odwrócił się w moją stronę i patrzył jak zbieram każdą monetę z podłogi, prawie na kolanach z uwagi na brzuch. To jedna z nielicznych sytuacji, gdzie gdy zebrałam całość, podniosłam się z posadzki i wycedziłam kilka niezbyt miłych słów w kierunku tego gościa (który nie zareagował, tylko się obrócił).
Jak sięgam pamięcią, tylko raz w Zarze, gdy kupowałam podczas wyprzedaży ubranka na dziale dziecięcym spotkałam się z uprzejmością. Stojąc w baaaardzo długiej kolejce, kilka kobiet (jedna po drugiej) powiedziały mi, że mam bez krępacji przejść do kasy i poprosić o skasowanie bez kolejki. RAZ. JEDYNY RAZ.

I teraz najważniejsze: przepuszczanie kobiet w ciąży to obowiązek. A kobiety powinny egzekwować jego przestrzeganie i upominać się o swoje. Wiem, że to nie jest łatwe, bo sama pokornie wolę stać w kolejce niż narażać się na komentarze czy wymowne spojrzenia. Ale prawda jest taka, że organizm kobiety reaguje różnie i nawet jeśli nie widać brzuszka, to kobieta nie powinna stać w kolejce, w komunikacji miejskiej etc. (więcej do poczytania znajdziecie w artykule mamyginekolog.pl klik).

Parkowanie w miejscach dla rodzin z dziećmi

Odkąd dowiedziałam się, że istnieje ryzyko przedwczesnego porodu i zauważyłam, że mój organizm nieco inaczej zachowuje się w ciąży, zaczęłam liczyć każdy metr. Każdy metr, który musiałam pokonać idąc do sklepu, wysiadając z samochodu etc. Zaczęłam również korzystać z miejsc parkingowych dla rodzin z dziećmi, w szczególności gdy pierwsze wolne miejsce było znacznie oddalone od wejścia np. do sklepu.

Również pewnego razu w IKEA skorzystałam z tego przywileju. Parking górny był całkowicie zajęty. Zjechałam na parking podziemny, który również w dużej mierze był napakowany samochodami. Zauważyłam, że pierwsze wolne miejsca są przeznaczone dla osób niepełnosprawnych oraz dla rodzin z dziećmi. Postanowiłam zaparkować na tym drugim. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zdziwienia, gdy po godzinie wróciłam do domu ( wpadłam do IKEA tylko po kilka rzeczy) i przy obiedzie przeglądałam instastories ( na instagramie). Przelatując palcem przez kolejne relacje, natrafiłam na zdjęcie…mojego samochodu z wątpliwie miłym komentarzem:

„Przyjechała sama dupeczka malusim autkiem, ale stanąć na miejscu dla rodziny najwygodniej (…)”.

Oczywiście od razu napisałam do tej osoby, żeby uświadomić ją, że to ja jestem tą dupeczką i aktualnie jestem (wówczas) w ósmym miesiącu ciąży i dlatego stanęłam na tym miejscu. Czego oczekiwałam? Zrozumienia. Wiadomo, że ta osoba (która sama ma małe dziecko)  mogła nie pomyśleć, że wypowiada się na temat  kobiety w ciąży etc. A co otrzymałam? Tłumaczenie, że takie miejsce jest bardziej potrzebne np. matce, która ma większy samochód, bo wówczas możliwość, że ktoś obije je drzwiami jest mniejsza (takie miejsca są szersze niż zwykłe). Historię mogłabym opisać na kilka stron, ale efekt był taki, że nagłośniłam anonimowo całą sytuację na instagramie, po to, aby uświadomić resztę społeczeństwa. W odpowiedzi, ta sama kobieta uznała, że (chociaż nie publikuję jej danych) to ja wylewam falę hejtu na jej osobę i przeze mnie ona teraz płacze… Ostatecznie nawet załapałam się na przeprosiny, ale czy były prawdziwe? Nie sądzę.
Jedno jest pewne: jeżeli widzicie kobietę, która wysiada z samochodu a zaparkowała na takim miejscu to widocznie jest w ciąży i potrzebuje tego miejsca (nawet posiadając mały samochód :)). Po drugie, kobieta w ciąży ma pełne prawo, aby z takich miejsc korzystać. Natomiast prawa takiego nie ma w związku z parkowaniem w miejscu dla niepełnosprawnych. 

Naciągaczka

Zawsze uważałam, że to kobieta po konsultacji z lekarzem prowadzącym powinna zadecydować, o tym kiedy uda się na zwolnienie lekarskie. Powszechnie uważa się, że kobiety wymyślają i nadużywają zwolnień. Mnie nigdy ten temat nie interesował i miałam gdzieś, kiedy moje koleżanki wybierają się na l4. To była ich prywatna sprawa. Są kobiety, które czują się w ciąży dobrze i spełniają się ( ba! często nie wyobrażają sobie bez niej życia) w pracy do ostatnich dni przed porodem. Osobiście uważam, że jeśli pójście na l4 od pierwszych tygodni wcale nie jest przegięciem. Pierwszy trymestr wspominam ciężko. Wiecznie chciało mi się spać i miałam mdłości, totalnie byłam pozbawiona energii. Całe szczęście mogłam sobie pozwolić np. na pracę z domu. Ale nie wyobrażam sobie, gdybym miała np. siedzieć na kasie, przerzucać towar w sklepie czy jeździć w delegacje…
Każda ciąża jest inna i to kobieta wie najlepiej, kiedy powinna zwolnić tempo…

Jesteś gruba

Komentarze typu „ale jesteś gruba!”, „ale masz wielki brzuch”, „i co? dziewczynka będzie? widać, że odbiera ci urodę” są bardzo częste. Całe szczęście sama personalnie nie odczułam ich na swojej skórze, ale swoje słyszałam od koleżanek czy znajomych. Mówienie kobiecie w ciąży, że jest gruba uważam za cios poniżej pasa. Jaka gruba? Ta kobieta nosi pod sercem dziecko. Gwarantuję wam, że żadna kobieta nie chce być ani gruba, ani brzydka. A atrakcyjność buduje się w głowie, więc takimi komentarzami nie pomagacie. Każda z nas ma lustro i widzi swoje krągłości, ale przyświeca im jeden cel: wydanie na świat zdrowego dziecka.
Poza tym, jeśli spotykacie swoją kolezankę z liceum, która trochę „przybrała” to też mówicie jej ” Anka, ale jesteś gruba, chyba dużo jesz słodyczy?”. Mogę się założyć, że nie… Dlatego odpuście głupie komentarze w stosunku do kobiet w ciąży…

Daj dotknąć brzucha ( albo po prostu dotykanie brzucha bez zbędnego komentarza)

Zanim zaszłam w ciążę aż piekliłam się, gdy widziałam, że ktoś dotyka brzuszka ciążowego. To tak jakby chwycić kogoś bez ostrzeżenia za tyłek, nogę czy głowę. Dziwne prawda? O ile przyjaciółka, szwagierka czy mama mogą sobie pozwolić na więcej, to koleżanka, którą widzę raz na pół roku? Nie sądzę…
Będąc w ciąży trochę napięcie mi zeszło, ale też nie spotkałam się osobiście z taką sytuacją. Jak już to było to bliskie grono i zawsze wcześniej padało pytanie „Mogę?”. Jednak bądźcie czujni i pamiętajcie, że brzuch kobiety w ciąży nie zmienia praw własności z momentem ukazania się dwóch kresek na teście ciążowym. To dalej jest dotyk, intymny dotyk.

Uwaga! Nadchodzi burza…hormonów

Czy kobiety stają się bardziej wrażliwe będąc w ciąży? Pozwólcie, że odpowiem sama za siebie: TAK. U mnie są fazy wzmożonej wrażliwości, które kończą się najczęściej wybuchem płaczu. Dosłownie kilka (no może trochę więcej) razy w ciągu całej ciąży rozpętałam burzę. Najgorzej mają Ci, którzy z nami mieszkają, bowiem to oni są najbardziej narażeni na histerię. A histeria ma różne podłoże: raz będzie to sytuacja polityczna w kraju, drugi raz piosenka „Mam tę moc”. A może być też bez powodu. Relaks w wannie aż tu nagle nieokiełznany przypływ emocji, który kończy się szlochem. Powód? Ewidentnie hormony. Nie bierzcie sobie do serca tych wulkanicznych wybuchów, okażcie zrozumienie…i zapomnijcie o całej sytuacji. My kobiety też najchętniej wymazałybyśmy je z pamięci. 

A wy? Jakie macie doświadczenia? Uważacie, że kobiety w ciąży zachowują się często jak święte krowy? A może przysługują im dodatkowe prawa i przywileje? Z jakimi sytuacjami wy się spotkaliście? Jestem bardzo ciekawa waszej opinii!!

Kosmetyki, po których poczujesz się lepiej (nie tylko będąc w ciąży)

Był czas, gdy wolałam kupić dziesiąty sweterek w paski czy kolejne czarne rurki. Drogerie omijałam szerokim łukiem i wpadałam tam tylko wtedy, gdy skończył mi się fluid, szampon albo lakier do paznokci. Od całkiem niedawna zmieniłam swoje podejście. Nie chcę mieć sterty niepotrzebnych ubrań, ale z drugiej strony większą wagę przywiązuje do tego, co ląduje na mojej skórze.

Nie wiem czy to przez ciążę czy przez nadciągającą z impetem trzydziestkę, ale to dbanie o siebie nawet sprawia mi frajdę. Lubię, gdy moja skóra jest dobrze nawilżona, a buzia wydaje się bardziej promienna, chociaż kilka miesięcy minęło od czasu, gdy łapała promienie słońca. Mam swoje sprawdzone patenty, aby czuć się dobrze i świeżo, dlatego postanowiłam sprzedać wam kilka moim sprawdzonych sposobów. Nieprzespana noc? Ciężki dzień w pracy? Wszystkiemu zaradzimy!

Na pierwszy ogień idzie serum Estee Lauder Advanced Night Repair. Do tej pory nie wierzyłam w żadne tego typu cacka. Wierna od lat byłam różowemu Bambino, który  stosowałam dwa razy dziennie. Ale, gdy robiłam przegląd próbek, zorientowałam się, że mam kilka właśnie tego serum. Uznałam, że pora się ich pozbyć, wiec każdego wieczora, sumiennie nakładałam specyfik na twarz. Eureka! Działa! Buzia jest maksymalnie nawilżona,  promienna…a wiara w zatrzymanie czasu wzrosła na sile.
Minęło kilka miesięcy zanim zdecydowałam się zakupić cały flakon, ale nie żałuję. Lubię te nasze wieczorne sesje, bo wiem, że gdy wstanę o poranku moja buzia będzie w doskonałej kondycji. A zmarszczki? Z dwojga złego lepiej wierzyć w taki specyfik, niż się kłóć za kilka lat. A wiara czyni cuda, więc… 🙂

Pamiętam, że już na studiach używałam bronzerów. Uwielbiałam je! Przerobiłam różne marki, ale całkiem niedawno skusiłam się na Bobbi Brown’a. Bronzer wyposażony jest w dodatkowe drobinki, co rozświetla skórę. To taki powiew letnich promieni słońca. Mocniej zaznaczam nim kości policzkowe, a następnie przeciągam na całą twarz i szyję. Atutem jest także lusterko, które umożliwia poprawę makijażu w ciągu dnia.

Do kompletu róż, z którym musiałam się bardzo poprzepraszać. Zapomniałam o nim na kilka dobrych lat, a nawet jeśli pojawiał się w mojej kosmetyczce, to był bardziej pasażerem na gapę niż gościem honorowym. Wróciłam do niego na początku ciąży, gdy moja twarz bardzo pobladła, a ja potrzebowałam energetycznego kopa. Róż sprawdził się  bezbłędnie. Sięgnęłam po kosmetyk, który kojarzy mi się z moją babcią. Odkąd pamiętam róż marki Bourjois  był ulubionym mojej babci. Mój odcień, z drobinkami złota idealnie wpasowuje się do bronzera i tworzy z nim całkiem zgrany duet.

Myślicie, że bronzer i róż to przesada? Zdecydowanie nie. Gdy robię sobie makijaż staram sie nie zapominać o rozświetlaczu. Do tej pory numerem jeden była dla mnie marka Becca, ale polubiłam się też z sieciówkowym La vie en glow- L’oreal Paris. Skusił mnie swoją zgrabną paletką i aż czterema odcieniami. Moim ulubionym jest drugi od lewej, to jego używam najczęściej, ale reszta przydaje się czasem do podbicia koloru bądź, gdy chcę wzbogacić makijaż na większe wyjścia. Wówczas stosuję go też na powieki.

Nigdy nie miałam cierpliwości do pielęgnacji. Peelingi, nakładanie maseczek, a potem zmywanie tego wszystkiego…wrrr! Nie dość, że przepadał w nicość mój czas wolny, to jeszcze brakowało mi efektu placebo. Chciałam od razu poczuć, że z moją twarzą dzieją się dobre rzeczy. I wreszcie poczułam, gdy użyłam maseczek w płacie. Ale uwaga, tu nie chodzi tylko o samą maseczkę. Nie mam swoich ulubionych. Kupuję to co mi wpadnie w ręce ( i jest w danym momencie w promocji), ale najważniejsze jest to, gdzie przechowuję saszetki. Moi drodzy- w lodówce. Nie ma nic lepszego niż wyciągnięcie rano przez wyjściem takiej maseczki w płacie i nałożeniu jej na buzię. Od razu poczujecie orzeźwienie i życiowego kopa. Maseczkę stosuję przynajmniej 1-2 w tygodniu i szczerze Wam polecam.

Mazidła do ciała w czasie ciąży to temat rzeka. Podobno nie ma dowodów na to, że stosowanie jakichkolwiek specyfików oddali nas od perspektywy posiadania niezbyt pożądanych rozstępów. Gdyby wierzyć samym genom, nie powinnam się martwić, bo żaden rozstęp mi nie straszny. Ale że przezorny zawsze ubezpieczony, minimum dwa razy dziennie smaruję brzuch i inne zagrożone miejsca. Na wieczór stawiam na Bio-oil, który skórę bardzo natłuszcza, ale rankiem decyduję się na lżejszą recepturę. I tu z pomocą przychodzi marka Yoskine, która w swojej ofercie ma kilka godnych uwagi kosmetyków dla przyszłych mam, Jeśli tak jak ja, wolicie się smarować, niż później stukać się po głowie i mówić ” A moze gdybym się natłuszczała regularnie, to bym coś zdziałała…” to, po prostu – polecam.

Jestem ciekawa, czy wy macie swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się swoimi typami! Z chęcią przetestuję coś godnego uwagi. A może stawiacie na naturalne, home made mazidła? Z przyjemnością poznam tajne receptury 🙂