Miesięczne archiwum: Styczeń 2019

Wszystko, co chcecie wiedzieć o naszej kuchni. Sukcesy i porażki projektowania.

Postanowiłam was zaprosić ponownie do naszej kuchni. W ostatnim czasie trochę się tutaj zmieniło. Pół roku temu pojawiły się meble, ale umówmy się-ten wszechobecny minimalizm był trochę przytłaczający. Od momentu, kiedy tutaj zamieszkaliśmy na stałe ( niespełna 3 miesiące temu), kuchnia ożyła, ale dopiero teraz nabrała „tego” klimatu. Te kilka miesięcy, to też dobry czas na zrobienie rachunku sumienia. Co zmieniłabym w kuchni? Czy jej projekt dzisiaj wyglądałby inaczej? Czego żałuję? A bez czego nie wyobrażam sobie funkcjonowania?

Zabudowa

Od samego początku miałam jeden, konkretny plan. Kuchnia ma być otwarta na salon oraz jadalnię, tak aby tworzyć tzw. dzienny openspace. Dlatego fronty szafek miały być gładkie, minimalistyczne, białe, żeby współgrać z całą resztą mieszkania. Zależało mi także na maksymalnej zabudowie, żeby wykorzystać każde miejsce. Udało się. Mam taką kuchnię, jaką sobie wymarzyłam ( seria Voxtorp w macie -IKEA). Cieszę się, że nie pokusiłam się np. o czarną zabudowę, która mi się szalenie podoba. Podoba, ale na zdjęciu lub u kogoś, ale w swoim domu…myślę, że po tygodniu już miałabym jej dość i czułabym się „za ciężko”.
Wysokość szafek również była perfekcyjnie przemyślana. Chociaż bez stołka nie jestem w stanie wdrapać się i sięgnąć do najwyższej półki, to uzyskana przestrzeń i tak jest nieoceniona. Uwierzycie, że niektóre półki dalej mam puste? W niektórych szafkach mam też więcej półek (np. tam, gdzie trzymam kubki, filiżanki), co daje dodatkową oszczędność miejsca.

Drewniane blaty

Bałam się ich okropnie. Od zawsze mi się marzyły, ale perspektywa biegania ze szmatą i podkładkami była dla mnie PRZERAŻAJĄCA. Dlaczego więc zdecydowałam się na drewno? Uznałam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to z pokorą wymienię je na zwykłe blaty. Świat się nie zawali, ewentualnie zamiast nowych butów i torebki będę mieć…nowe blaty. A tu niespodzianka! Przy naszym codziennym gotowaniu, częstym pieczeniu – z blatami nie dzieje się nic. Dlatego, jeśli i wy stoicie przed takim wyborem – warto zaryzykować! Uprzedzając pytania- wybraliśmy blaty KARLBY (IKEA).

Zabudowana lodówka

Nigdy nie przepadałam za kuchniami z zabudowanymi lodówkami. Uważałam, ze teraz lodówki są tak ładne, że nie warto ich zakrywać. Poza tym, zabudowana lodówka oznaczała dla mnie mniejszą pojemność. W naszym przypadku, podczas robienia projektu, wolnostojąca lodówka nie prezentowała się dobrze. Decyzja zapadła-wolnostojącego sprzętu nie będzie. Fakt faktem, lodówka jest węższa, ale jej środek został tak rozplanowany, że (o dziwo!) problemów z miejscem nie mamy. Praktyczny okazał się podwieszany uchwyt na butelki, dzięki któremu mleko, sok czy woda nie zajmują miejsca na drzwiach. Co więcej, sprzęt został zabudowany na jednej wysokości z resztą szafek wiszących, zatem nagle dostaliśmy w gratisie dodatkową szafkę nad lodówką, która pełni rolę spiżarki.

Sprzęt IKEA

Często pytacie, czy warto kupować sprzęt w sklepie IKEA. Do tej pory nie miałam zdania, bo sama miałam zawsze sprzęt kupowany indywidualnie. Tym razem było inaczej. Piekarnik i zmywarkę już mieliśmy, a resztę sprzętu z uwagi na wygodę postanowiliśmy zakupić w IKEA. Przy jednym transporcie, cała kuchnia trafiła do naszego mieszkania. Lodówkę opisałam wam w większości powyżej. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.To model TINAD.  Okap (UTDRAG) oraz płyta indykcyjna- również sprawują się rewelacyjnie. Co do samej płyty (model SMAKLIG) , podoba nam się układ palników (a także ich połączenie), panel dotykowy (suwakowy), a także możliwość ustawienia czasu grzania danej części płyty. Pewnie dopiero za 2-3 lata będę mogła wam powiedzieć dokładnie, jak sprawują się sprzęty, ale na ten moment jesteśmy zadowoleni.

Szuflady – towar deficytowy

To chyba najsłabsze ogniwo naszej kuchni. Mamy tylko 3 szuflady o szerokości 40 cm. Dramatu nie ma, bo się przyzwyczailiśmy, ale teraz myślę, że inaczej podeszlibyśmy do tematu. Ilość szuflad pozostałaby bez zmian, ale postaralibyśmy się o szerokość 60 cm. W tym celu, projektując ścianki w naszym mieszkaniu – kuchenną wydłużylibyśmy o jakieś 20 cm.

Bateria oraz zlew – hit czy kit?

Jednokomorowy zlew (model HALLVIKEN – IKEA)  z dodatkowym miejscem np. na płyn u nas się sprawdził. Dobraliśmy do niego plastikowy durszlak (klik), który ułatwia nam życie. Prawdą jednak jest, że na co dzień używamy zmywarki. Zlew służy nam wyłącznie, aby coś umyć na szybko. Nie wyobrażam sobie, gdybyśmy mieli zmywać po obiedzie w jednokomorowych zlewie. Byłoby to uciążliwe. Ale jeśli, tak jak my, macie w zanadrzu również zmywarkę- polecamy!
Totalnym hitem jest bateria (ALMAREN-IKEA) z wysuwanym wylotem wody. Szczerze? Myślałam, że to niepotrzebny gadżet, ale za namową Bartka wybraliśmy tę opcję i wam również ją polecam.

Wisząca, otwarta półka

Nie chciałam zabudowy szafek wiszących na dwóch ścianach. Uważam, że zabrakłoby wtedy lekkości. Początkowo myślałam o półkach, później o fajnym plakacie. A skończyło się na jednej półce. Dzięki czemu, mogę wyeksponować kilka przydatnych rzeczy, typu: młynki do soli i pieprzu, puszki z herbatą czy cukrem itp. Jest funkcjonalnie i ładnie, czyli tak jak lubię najbadziej.

Sprzęt SMEG

Nie lubię mieć „przeładowanych” blatów. Im mniej rzeczy, tym wygodniejsze gotowanie…i sprzątanie. Ale są rzeczy bez których sobie kuchni nie wyobrażam. Jest to czajnik, a od całkiem niedawna mikser planetarny. U nas prym wiedzie marka SMEG. Jestem oczarowana ich dizajnem, a już totalnie przepadłam, gdy Mama kupiła sobie toster tej marki.
Często pytacie czy sprzęt się sprawdza, czy ozdobne, srebrne litery nie odpadają etc. U nas nic takiego się nie dzieje. A umówmy się- czajnik jest używany mnóstwo razy w ciągu dnia i pomimo wysokiej temperatury, każda z liter jest na swoim miejscu.
Czajnik z regulacją temperatury w kolorze miętowym ( znajdziecie go tutaj KLIK) to komfort przy parzeniu herbat, gdzie nie jest wymagana maksymalna temperatura. Dodatkowym atutem jest dźwięk podczas załączania sprzętu, a także informacja dźwiękowa, gdy nasza woda osiągnęła wymaganą temperaturę.
Mikser planetarny, dla urozmaicenia wybrałam kolor błękitny KLIK, to spełnienie marzeń. Zawsze lubiłam pieczenie, ale teraz jest ona dziesięć razy wygodniejsze. Nie muszę męczyć się z ręcznymi mikserami, wystarczy, że wrzucę odpowiednie składniki i nacisnę funkcje START. Podstawowa wersja miksera składa się z misy (o pojemności prawie 5 l), osłony na misę, haka, mieszadła oraz rózgi. Fantastyczne jest to, że możemy dokupić dodatkowe akcesoria np. maszynkę do makaronu czy mielenia, mocowaną od frontu miksera.

Tło

Kuchnia to nie tylko szafki i sprzęt, ale także całe otoczenie. Podłoga, kafle, oświetlenie, meble towarzyszące- wszystko ma znaczenie. My zdecydowaliśmy się na panele  w całym mieszkaniu (prócz łazienki). Pomysł z kuchnią był ryzykowny, ale póki co się sprawdza i myślę, że do momentu, aż zmywarka nam się nie zepsuje i nie zaleje strefy kuchennej to wszystko będzie dobrze :). Kolor ścian jest taki jak w reszcie otwartej przestrzeni ( jadalnia, salon), czyli biały. Pomiędzy dolnymi a wiszącymi szafkami położyliśmy małe, białe płytki cegiełki. Są proste, bez zaokrąglonych brzegów, co nadaje bardziej nowoczesny charakter.
Co do oświetlenia, wybrałam niebanalną lampę Marjolaine marki Britop. Wybór padł na model czarny, z drewnianymi wstawkami (dąb) i czterema żarówkami. Czerń nawiązuje do sprzętu, a drewno do blatu. Do tego żarówki Edisona i całość wygląda świetnie.
Przy otwartej kuchni ważne są również meble sąsiadujące. Na jednej ze ścian pojawiła się szara komoda z przeszklonymi drzwiczkami (model HAVSTA-IKEA). Wystarczyło kilka dodatków i całość ładnie się komponuje.

Jestem ciekawa, jak podoba wam się nasza kuchnia? Co sądzicie o zastosowanych rozwiązaniach? A jak wyglądają wasze kuchnie? Czy po pewnym czasie byście coś zmienili? A może w tym momencie marzycie o nowej kuchni? Jak będzie ona wyglądać?