Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Sposób na szybki rozwód, czyli miesiąc (anty)miodowy.

Nawet nie wiecie jak teraz doceniam to, że nie zamieszkałam z Bartoszem przed ślubem. W przeciwnym razie żadnego wesela i białej sukni by nie było. Dlaczego? Bo w naszym przypadku docieranie się na jednej przestrzeni było dość…burzliwe. Miesiąc miodowy? A co to takiego? Przypominam sobie ciągłe awantury, kłótnie, słowne przepychanki, narzucanie swoich racji, a także walkę o przestrzeń. Nawet nie chcę zastanawiać się, co myśleli wtedy o nas sąsiedzi…

Ja, jedynaczka zawsze miałam swój pokój. Zarówno, gdy mieszkałam z rodzicami w blokowisku, jak później w domku. Swoje cztery ściany miałam na wyłączność. Gdy chciałam się pouczyć, posłuchać muzyki lub po prostu nie miałam ochoty nikogo widzieć to zwyczajnie zamykałam drzwi swojego pokoju na klucz i już.

Z Bartoszem było inaczej. Zawsze dzielił pokój z młodszym o 5 lat bratem. Razem się uczyli, bawili, bili i spali. Totalna symbioza.

Porozrzucane skarpetki czy nieumyte naczynia to pikuś. Problem był wówczas, gdy musiałam popracować i nie mogłam się skupić, gdy obok siedział Mąż. Za cholerę!  Nie pomagały nawet słuchawki ani głośna muzyka. Chodziłam poirytowana. On też szczęściem nie ociekał, bo przecież normalne było dla niego, że jeśli on czytał książkę, to ja miałam usiąść obok; jeśli ja zaczynałam oglądać w telewizji romansidło to on męczył się razem ze mną.

Mówię Wam : gdybym nie miała podpisanych tych wszystkich papierków to spakowałabym się do reklamówek z Biedronki w trzy minuty. Ale papierki były, obrączka wbijała się w skórę, biała suknia jeszcze czekała na czyszczenie po hucznym weselisku. Nie było wyboru, musiałam zacisnąć zęby.

Po tym antymiodowym miesiącu nagle zaczynało być ok. Obyło się zarówno bez wyznaczania granic taśmą ostrzegawczą jak i stawiania ścianek z płyt gipsowych. Potrafimy pracować ramię w ramię. On- jak na dietetyka przystało układa jadłospisy i popija sok z buraka, a ja podjadam słodycze i szukam inspiracji. Czasami wpycham się na jego umowną „połówkę” ze szkicownikiem i przy okazji wylewam kawę na jego notatki. Pikanterii dodaje często też nasz Kot, który wskakując na stół zrzuca wszystko i zaczyna popijać wodę z wazonu.

A jak jest u Was? Macie problem, aby pracować razem w czterech ścianach, na kilku metrach kwadratowych?  A może kompletnie nie zwracacie na to uwagi i źle czujecie się w pojedynkę? Dajcie znać!

Za szybko chodzę, za szybko jem, za szybko żyję

Mistrzem ZEN nigdy nie będę. Nie ma co ukrywać. Zawsze wszystko chcę na już, nie mam cierpliwości. Jeśli coś robię, to muszę widzieć efekt tej pracy i to najlepiej już po 5 sekundach. Dlatego wyzwaniem byłoby dla mnie uszycie sukienki czy zrobienie rzeźby z kamienia. Za cokolwiek się zabiorę to pracuję tak szybko, żeby jak najszybciej ukończyć to co zaczęłam.

Wszyscy się śmieją, bo nawet jem zbyt szybko a mój spacer do sklepu przypomina trucht. Pech chciał, że to nie moja jedyna przypadłość. Ja po prostu wszystkim bardzo się przejmuję i stresuję, a na dokładkę – denerwuję. 

Przykładowo, stresuję się, gdy gdzieś jadę i mogę się spóźnić. Co tam, że i tak wyjechałam wcześniej, ale zawsze w korku mogę stać jeszcze dłużej. A wówczas się spóźnię, a przecież tego nie lubię…no i się stresuję. Zapytajcie się mojego Męża jak wygląda nasz wyjazd na lotnisko 🙂 To dopiero jest szał! Ale to nie koniec. Przejmuję się oczywiście moją rodziną. Zawsze chcę, aby było im jak najlepiej. Niestety, na wiele rzeczy nie mam bezpośredniego wpływu, więc co? Denerwuję się, bo chciałabym, ale gór sama nie przeniosę.

I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Od bardzo trywialnych spraw po te bardziej poważne. A wiecie co jest najzabawniejsze? Że ja to wszystko wiem. Od pewnego czasu z lekką zazdrością spoglądam na te osoby, które do życia podchodzą z wiekszą swobodą i krok po kroku wprowadzam te zasady do mojej codzienności. Najgorzej to chyba mi wychodzi z jedzeniem… ale i nad tym popracuję! 

Czasem warto złapać dystans, zwolnić na chwilę. Nie chodzi o to, aby odpuszczać, poddawać się. Trzeba robić swoje, ale „bez spiny” jakby to Marcelina powiedziała. A jeśli bez spiny to człowiek sie musi wyluzować…np. na hamaku. Hamak znalazł swoje miejsce w domu, wiec nawet deszczowa pogoda mi nie przeszkodzi. Będę siedzieć na nim, łapać oddech i z większym spokojem patrzeć na życie. Może wolniej chodzić mi się nie uda, ale przynajmniej będę się starać do problemów podchodzić na chłodno. 

Zresztą te chodzenie to chyba dziedziczne. Mój zięć zawsze mówi o mojej córce : „Mamo, ale ona tak pędzi między tymi regałami, że ja jej dogoniń nie mogę. Ona biega po sklepach jak Mama!”. Spróbujcie sobie wyobrazić jak to komicznie wygląda, jeśli gdzieś razem z Marceliną się wybieramy. Dwie pędzące strzały. Komedia 🙂 Kto widział ten wie…

A jak u Was? Jesteście cierpliwi? Na chłodno analizujecie każdą sytuację? Czy może macie podobnie do mnie ? Jeśli tak, to życzę Wam spokoju.Zwolnijcie, bo szkoda zdrowia ( i urody:)). Życie jest na tyle piękne, że warto się czasem zatrzymać…

LAST MONTH #3

Witajcie w kolejnym podsumowaniu miesiąca. Za nami marzec – dla mnie najlepszy miesiąc w roku. To czas, gdy żegnamy zimę, w powietrzu czuć wiosnę, przyroda budzi się do życia, nowe kolekcje trafiają do sklepów i… razem z Mamą mamy wtedy urodziny ( Mama jest z początku marca, a ja z ostatniego dnia).  Sami widzicie, powodów do radości jest wiele.

Urodziny Mamy

Zaczynając od urodzin Mamy. Kwiaty kwiatami, ale jaki prezent ona sama sobie dała…toster marki SMEG. Miętowy! Dla mnie to mercedes wśród wszystkich tosterów świata. Może tosty nie wychodzą z niego specjalnie wyjątkowe, ale uwierzcie- smakują lepiej, gdy w zasięgu wzroku znajduje się ten miętus. Spójrzcie tylko…no piękny jest!

Poznań

Jeśli systematycznie do nas zaglądacie, to pewnie wiecie, że w marcu byłyśmy w Poznaniu. A wszystko dzięki marce VOX, która zaprosiła nas na prezentację swojej nowej kolekcji. Dla przypomnienia TUTAJ (klik) możecie podejrzeć cały wpis. Korzystając z okazji, że jesteśmy w Poznaniu, drugiego dnia zwiedzałyśmy inne stoiska podczas targów wnętrzarskich. Byliście? Jak Wasze wrażenia? Z Mamą zgodnie stwierdziłyśmy, że dwa dni to stanowczo za mało i na przyszłość zabukujemy sobie czas na przynajmniej 3 dni.

1.Poznań o poranku / 2 i 3. stoisko marki Belldeco / Sisterkowe selfie 🙂

1 i 2. Przemiłe spotkanie na stoisku Modern Classic Home z założycielem i właścicielem marki Pawłem Puszczyńskim oraz Martą z bloga JasminHome. / 3 i 4. kadry z targów poznańskich

Jesteśmy w magazynie „Czas na wnętrze”!

Pod koniec marca w kioskach ukazał się kwietniowy numer magazynu Czas na wnętrze, którym znajdziecie wzmiankę o nas. Jeśli jeszcze nie kupiliście tego numeru to serdecznie zachęcamy do nabycia 🙂

Gadżet

Szczoteczka-laleczka. Niby takie nic, a jednak zarówno ja jak i Mama chciałyśmy ją mieć. Więc jak tylko pojawiły się na stanie to zamówiłyśmy dwie. Jest jeszcze druga – brunetka, w kolorze różowym 🙂 Taki praktyczny gadżet.

Kolejne urodziny

Zbliżamy się do końcówki marca, a co za tym idzie – do moich urodzin. Myślę, że to ciężki czas dla mojego męża. To moment, gdy trochę się rozmijamy: on uwielbia niespodzianki, a ja ich nienawidzę. Dlatego zawsze walczę o to, aby sama wybrać prezent. Jestem zodiakalnym baranem, więc wyobraźcie sobie jak wyglądają negocjacje. No nie wyglądają, bo jeśli coś sobie wymyślę, to nie ma takiej siły, abym zmieniła zdanie. Co wybrałam sobie na prezent? Plecak z papieru marki Uashmama. Chodził mi po głowie dłuuugi czas, więc gdy tylko pojawiła się okazja postanowiłam go zdobyć. Nie pytajcie jak zareagował mój mąż, gdy go zobaczył. Dla mnie plecak jest szałowy i kropka. Można go prać nawet w pralce, ale nie wiem czy bym zaryzykowała 🙂

Zasada „nie lubię niespodzianek” tyczy się nie tylko mojego męża. Duże słoiki marki Green Gate też sobie zażyczyłam ( to prezent od teściów).

Pokazuję Wam kilka kadrów słodkiej zastawy. Na stole pojawiło jest ciasto kokosowe, które powinniście kojarzyć z bloga. Jeśli nie, to odsyłam Was do przepisu TUTAJ (klik). Drugim ciastem był bananowiec – najszybsze i najprostsze ciasto ever. I ciasto ze śliwkami z bezą (przepis z jednej książki z Lidla). Dla ciekawskich, złote pierścienie na serwetki upolowałam w Tigerze za grosze. Również talerze – piaskowo-szare, to łup z tego sklepu.

Kolejne migawki miesiąca. Na uwagę zasługuje beza – podejście nr 3. na instagramie relacjonowałam Wam krok po kroku, jak wyglądały moje bezy. Było kiepsko. Przypalone, oklapnięte, a wszystko dlatego, że nie włączyłam termoobiegu. Najgorsze jest to, że nie wiem kiedy powtórzę taką piękną bezę, bo…kilka dni temu zepsuł mi się termoobieg w piekarniku. Serio. W marcu pozbyliśmy się także mikrofalówki oraz czajnika. Jakaś fala nieszczęść nas dopadła…

1. Włoskie jedzenie w bytomskiej restauracji Wagon / 2 i 3. Kitek lub Lord Kitencjusz jak wolicie 🙂 / 4. Słynna beza, tym razem udana, jeszcze gdy piekarnik był sprawny

Kurtko-koszula, przez którą jestem zaczepiana na ulicy. Więc dla zainteresowanych – kupiłam ją w ZARZE. Aktualnie mają sporo takich ciuchów z pomponami, frędzlami, wyszyciami.

BEST OF THE BEST  – nowa podkadegoria, czyli dwa must have miesiąca. 

  1. To pomadka marki MAC. Długo zwlekałam z jej zakupem. Odstraszała mnie cena (niespełna 90 PLN), ale szukałam czegoś trwałego,matowego, co nie wysusza ust. Strzał w 10! Mam kolor Velvet Teddy.

2. Włoski film „Perfetti sconosciuti„. Komedia, która przekształca sie w…dramat. Zaczyna się od spotkania dobrych przyjaciół i stosunkowo niewinnej zabawy, która kończy się…Sami zobaczcie 🙂 Oprócz tego – włoski klimat, który uwielbiam! Co ważne, jedna z głównych ról grana jest przez Kasię Smutniak. Warto, warto, warto!

Jak podoba Wam się marcowy „Last month”? Może jest coś, co wybitnie wpadło Wam w oko? Albo wręcz przeciwnie- na co nie możecie patrzeć? Dajcie znać!
A co u Was działo się w marcu? Podzielcie się koniecznie! Ściskam Was mocno!

METAMORFOZA – Sypialnia

Ależ ten gust się zmienia. Ponad 10 lat temu, gdy wprowadzaliśmy się do domku, wymarzyłam sobie drewnianą sypialnię. Meble dobrej jakości, funkcjonalne – nie można im tego odmówić. Jednak przez te kilka lat wciąż marzyłam, aby wymienić meble na białe.

Jeśli nie pamiętacie jak wyglądała moja stara sypialnia, to koniecznie zajrzyjcie TUTAJ KLIK. Sami widzicie: było trochę szaro, nijako, smutno (?1). A  teraz oprócz tej bieli wprowadziłam dwa kolory: niebieski i żółty. Pokusiłam się o zmianę pokrowca na fotel. Poprzedni okropnie mi się znudził.

Czy to koniec? Oczywiście, że nie! Sypialnia zapewne przejdzie jeszcze mały lifting, bo marzy mi się toaletka. Dobrze jest mieć miejsce, gdzie spokojnie można się pomalować. Tego dalej mi brakuje, więc muszę się zorientować i poszukać czegoś do mojej sypialni.

Nie przedłużając, zapraszam Was na room tour po mojej sypialni. Mnóstwo zdjęć z każdego kąta w pomieszczeniu. Jak Wam się podoba? 🙂


Pastelowy róż – wielkanocna odsłona

Mam dla Was kolejną dawkę wielkanocnych inspiracji. Tym razem w roli głównej występuje róż w towarzystwie intensywnej żółci. Lubię czasem zaszaleć z kolorem. Tak jak Wam wspominałam wcześniej- biel jest świetną bazą, ale uwielbiam rozweselać jkolorami.

Nawet Marcelina ostatnio zatęskniła za kolorami. W jej biało-czarnej kuchni pojawiły się pastele. Dobra decyzja 🙂 Teraz wyzwaniem jest dla mnie sypialnia- po remoncie. Wymieniłam praktycznie wszystkie meble na białe, więc wnętrze z automatu stało się jeszcze większe, bardziej przestrzenne. A to wyzwanie, bo teraz muszę pomyśleć o ładnych dodatkach. No i toaletce, o której marzę już jakiś czas.

Zaglądajcie do nas, bo w przyszłym tygodniu na blogu pojawi się obszerny wpis dotyczący metamorfozy sypialni. Jestem bardzo ciekawe czy przypadnie Wam do gusty. A tymczasem zapraszam Was do oglądania świątecznych zdjęć. A jak u Was wyglądają świąteczne stoły? Lubicie ich bardziej naturalną odsłonę czy stawiacie na kolor? Dajcie znać! Ściskam Was!