Archiwa tagu: skandynawskie wnętrza

Królestwo Bruna. Mieszkanie przyjaciół [4]

Cześć kochani! Powracamy do Was z cyklem postów „Mieszkania przyjaciół”. To nic innego jak zaglądanie do domów naszych znajomych oraz inspirowanie Was nowymi wnętrzami. Dla przypomnienia, do tej pory ukazały się trzy wpisy: Monika- Skandynawski design (klik), Sabina- Przytulny zakątek (klik) oraz Jola-Rodzinna Oaza (klik).

Tym razem, podglądamy mieszkanie Dominiki i Marcina, w którym niebawem pojawi się Bruno. I to właśnie Bruno zainspirował swoich rodziców to niemałej metamorfozy ich domu. Rozpoczęło się niewinnie. Do tej pory niezagospodarowany pokój miał przemienić się w królestwo małego Bruna. Zaczęły się plany, projekty, przeszukiwanie internetu w celu znalezienia wymarzonego łóżeczka, ozdób czy wózka. I myśl: a może zrobić lifting całego mieszkania? Skończyło się na malowaniu, lekkiej zmianie kolorystyki i wymianie niektórych mebli. Efekt? Znakomity! Wchodząc do mieszkania Dominiki i Marcina od razu zauważymy, że mieszkanie jest spójne. Kolor żółty jest wiodącym akcentem w sypialni i pokoju Bruna. Bazę stanowi biel oraz szarość z ciemniejszymi dodatkami.

Pewnie domyślacie się, że inicjatorką wszystkich zmian była Dominika? Faktycznie tak było, ale Marcin włożył mnóstwo pracy, aby mieszkanie wyglądało pięknie. Cierpliwie malował ściany, skręcał meble i zawieszał dodatki. Wszystko po to, aby ich maleństwo, które niebawem przyjdzie na świat miało najpiękniejszy pokój. Dominika skupiła się na DIY (zrób to sam). Dzięki temu w ich mieszkaniu znalazły się własnoręcznie wykonane m.in. pompony, plakaty, łapacz snów czy chmurki zawieszone nad łóżeczkiem Bruna. Widać, że przyszli rodzice włożyli mnóstwo pracy, ale dla takiego widoku było warto!

Zaraz pewnie przejdziecie do oglądania zdjęć, dlatego śpieszę z informacją, że mieszkanie zajmują jeszcze dwaj lokatorzy. Kevin (Ragdoll) oraz Misiek (Święty kot birmański). Kto to taki? To dwa koty, które z wielką przyjemnością pozowały do zdjęć 🙂

Nie przedłużając – zapraszamy Was na room tour! Dajcie koniecznie znać jak Wam sie podoba! 🙂

Naklejki (kropki) nadały charakteru asymetrycznej ścianie.

Mommy bag czeka spakowana na TEN dzień.

Na zdjęcia załapał się również wózek marki Cybex. 

W sypialni, ściana za zagłówkiem została pomalowana na ciemniejszy kolor. Dzięki temu w sypialni coś się dzieje, a łóżko na jej tle bardziej się oznacza.

Kuchnia jest otwarta na salon. Dominice i Marcinowi udało się połączyć te dwa pomieszczenia. Nowoczesna kuchnia z drewnianym blatem ładnie nawiązuje do przytulnego salonu, w którym pojawiła się nowa, szara sofa. Wcześniej stała tu beżowa, z eko skóry. Bez wątpienia obecna aranżacja wygląda o niebo lepiej!

Las w słoiku to nowe „dzieło” Dominiki. Prawda, że świetnie wygląda?

Apteka? Szpital? Czyli nastawienie (mężczyzn) do białych mebli.

Apteczne kredensy, szpitalne szafki, białe ściany jak w psychiatryku. Ten opis jak nic pasuje do współczesnych wnętrz. Znacie to? Spotkaliście się z takimi określeniami? Ja słyszę je bardzo często. Faktycznie kiedyś denerwowałam się, gdy ktoś moją kuchnie porównywał do apteki, ale teraz tylko się uśmiecham. Czasem nie warto wdawać się w dyskusje. Bywa, że temat wnętrz jest określany jako tabu u cioci na urodzinach. Podobnie jak w kwestii polityki-każdy myśli, że ma rację i basta! Po co sobie psuć nerwy… 

Pamiętam jak Mama zaczęła przemycać białe meble do naszego domu rodzinnego. Tata kręcił nosem, ale Mama nie tracąc energii przekonywała, że biały kredens będzie świetnie wyglądać w salonie. Historia lubi się powtarzać, bo gdy my remontowaliśmy mieszkanie to mąż również pojąć nie potrafił, że będziemy mieć białą kuchnię. Jasne ściany, białe meble -ten widok odbierał mowę gościom ( i nie był to zachwyt), którzy przekraczali próg naszego mieszkania. I wiecie co? Wcale się nie dziwię, bo jeśli ktoś jest przyzwyczajony do intensywnych zieleni, wymieszanych z fioletem i pomarańczem to może być delikatnie zszokowany widokiem mdłego, jasnego wnętrza.

Drodzy Panowie, przepraszam Was najmocniej, bo wiem, że są wyjątki, ale polecę teraz ogólnikami 🙂 Wy to strasznie uparci jesteście. Czasami wydaje mi się, że z tą bielą wojujecie wyłącznie dla zasady. Aby było po Waszemu i absolutnie nie po kobiecemu. W każdej rodzinie relacje są na różnych poziomach. Czasem role są podzielone klasycznie, tak jak prababka mówiła, że kobieta do garów i do dzieci, a chłop do pracy. Czasem jest totalny miks. Raz kobieta zrobi obiad, raz mężczyzna; raz on żarówkę wymieni, raz ona samochód umyje. Są też rodziny, gdzie to mężczyzna kuchnię za swoje królestwo uznaje, a kobieta karierę robi i nie za bardzo garnie się do prac domowych.

Jak jest u nas? Raczej tradycyjnie…Mąż w zupełności ufa mi w kwestii urządzania wnętrz ( no dobra, czasem przewróci oczami, ale generalnie problemów nie ma :)), a ja nie wtrącam się w tzw. męskie sprawy ( oj,oj to nie jest feministyczny wpis…). Nie interesuje mnie dolewanie oleju, wymiana opon. Powiem Wam zupełnie szczerze, że po ponad 3 latach małżeństwa i mieszkania razem sporo się zmieniło. Przede wszystkim Mąż zmienił swoje nastawienie do bieli i gdy uznaliśmy, że na wiosnę musimy odmalować całe mieszkanie to sam zaczął wyliczać ” tu biel, tu też biel, tam jasny szary, tu biel”. Bez cienia ironii czy błagalnego tonu i skrytego ” a może jakiś kolor?”. Ach, bo nie wiem czy wiecie, ale dla sporej części osób biel nie jest kolorem, a z szarością często bywa podobnie.

Jestem bardzo ciekawa jak to wygląda w Waszych domach! Czy również Wasz mąż, narzeczony, brat, tata tak sceptycznie podchodzą do bieli we wnętrzach? Macie wolną rękę podczas aranżacji czy jednak każdy Wasz ruch jest skrupulatnie śledzony i hamowany w kulminacyjnych momentach? A może nie tylko mężczyźni mają takie podejście? Dajcie znać! 🙂