Archiwa tagu: ciąża

MOJE ciążowe perypetie. PRAWDA czy FAŁSZ?

Każda kobieta, która była bądź jest w ciąży pewnie spotyka się z wieloma radami, przekonaniami, komentarzami. Najtrudniej w tym wszystkim odnajdują się pierworódki, które z uwagi na brak doświadczenia, łykają wszystkie informacje jak małe pelikany.

Dzisiaj chciałabym się odnieść do tych zabawnych, mrocznych, a czasem kompletnie nieistotnych informacji, które dotarły do mnie będąc w ciąży. Każda z nas jest inna, więc także inaczej reaguje na stan jakim jest ciąża. To, że jedne punkty znalazły odniesienie do mnie, a drugie nie, wcale nie oznacza, że u was nie będzie odwrotnie. Najważniejsze jednak, żeby skupić się na sobie i wyrobić własną opinię. Stres czy nastawienie się w 100% na coś nie jest dobre…

1. Najgorszy pierwszy trymestr

I tak, i nie. W pierwszym trymestrze byłam bardzo zmęczona. Ciągle chciało mi się spać, nie zawsze dopisywał mi apetyt. Cieszyłam się, że praca, którą wykonuje daje mi możliwość pracowania z domu i nie oczekuje ode mnie np. stania przez 8h. Ale czy to był najgorszy czas? Sporym konkurentem jest trzeci trymestr, który spędziłam na znacznie zwolnionych obrotach. Zagrożenie porodem przedwczesnym było na tyle realne, że nie mogłam sobie pozwolić na szaleństwa, nawet jeśli czułam się lepiej. Zdecydowanie numerem jeden był dla mnie środek ciąży. Mogłam czynnie działać, podróżować, spacerować, dopisywał mi apetyt. Brzuszek był bardzo słabo widoczny, więc drugi trymestr przechodziłam w swoich starych ciuchach.

2. Przytyjesz najwięcej na sam koniec

FAŁSZ! Najmniej przytyłam w ostatnich miesiącach. Chociaż moja aktywność fizyczna praktycznie spadła wtedy do zera, to również nie rzucałam się na jedzenie. Zgaga skutecznie odpędzała mnie od talerza. Nie miałam problemu również z zatrzymaniem wody w organizmie, także końcówka ciąży wcale mi się nie kojarzy z olbrzymim przeciążeniem. Zdradzę Wam jednak, że największy przyrost wagi (aż 3 kg w ciągu miesiąca!) zanotowałam w grudniu, czyli pod koniec drugiego trymestru.

3. Kup spodnie o dwa rozmiary większe

FAŁSZ! Prawdą jest, że nie zamierzałam od samego początku inwestować w ciążową garderobę. Mam dużo ciuchów typu oversize w szafie, a podoba mi się także jak brzuszek jest wyeksponowany. Jednak moim must have były ciążowe spodnie. Nie zaprzestałam wyznawać zasadę: getry/leginsy to nie spodnie, więc musiałam znaleźć coś co będzie dobrze leżeć. A wymagania miałam spore, bo najbardziej zależało mi na białych i czarnych egzemplarzach. Problem w tym, że rozmiarówka czasami jest naprawdę różna. Gdy zamówiłam pierwsze spodnie w rozmiarze 36 ( normalnie taki noszę) obawiałam się, że mogą być za małe. A tu zonk! Kurier dostarczył mi paczkę z wielkimi gaciami, przynajmniej o dwa rozmiary za duże. Wiele osób mówiło mi, żebym je zostawiła, bo SERIO przydadzą się na końcówkę ciąży. Ale stwierdziłam, że prędzej zaprzestanę wychodzenia z domu, niż założę tak wielkie spodnie. I dobrze zrobiłam, bo kompletnie by mi się nie przydały. Fasony są różne i niestety nie liczcie, że uda Wam się trafić za pierwszym razem. U mnie stanęło na innym kroju czarnych spodni, które już w rozmiarze 36 były odpowiednie, a białe wyrwałam nawet w rozmiarze 34 i też nosiłam je do samego końca. Wszystkie pochodzą z H&M, gdzie z doświadczenia mam wrażenie, że ubrania są ciut większe niż w innych sklepach.

4. Nie idź na L4 zbyt wcześnie, bo nie wytrzymasz w domu

FAŁSZ! Wytrzymałam i to z wielką przyjemnością. Na palcach jednej ręki mogę policzyć kryzysowe dni, kiedy faktycznie mnie nosiło. Ale bierzcie pod uwagę, że prócz książek, filmów i spotkań, mam również bloga, który zabiera mi całkiem sporo czasu. Robienie zdjęć, dyskusje z Mamą, pisanie tekstów, nadzorowanie mediów społecznościowych, odpisywanie na wasze wiadomości-to wszystko zabiera wiele godzin. U mnie sprawę skomplikowało także oszczędzanie się w ostatnim trymestrze, bo nie mogłam pójść sobie na dwugodzinny spacer, ale dałam radę i mało tego-cieszę się z tego czasu, że mogłam chociaż trochę zwolnić 🙂

5. Podróże samolotem są niebezpieczne dla dziecka w brzuszku

FAŁSZ! Oczywiście zależy w jakiej kondycji zdrowotnej jesteście, ale ja będąc w drugim trymestrze poleciałam do Aten i miałam na to pełną zgodę lekarza. Mało tego, takie wyjazdy często są rekomendowane. To czas, gdzie możemy wypocząć, zmienić otoczenie i przygotować się do nowej roli oraz obowiązków, czyli bycia mamą. Dlatego, jeśli marzy Wam się podróż samolotem w ciąży to zapytajcie swojego lekarza ( najlepiej kilka dni przed wylotem udać się jeszcze na wizytę kontrolną, aby mieć 100% pewność) i spełniajcie marzenia!

6. Będzie chłopak (bo dziewczynka skradłaby Ci urodę)!

FAŁSZ! Ileż razy się nasłuchałam, że będziemy mieli chłopca. Niektórzy to nawet szli w zaparte i negowali oświadczenie lekarza o płci. No bo jak? Każda przyszła mama, która nosi w sobie dziewczynkę musi być popuchnięta, z wypryskami na twarzy i rozlanym brzuchem. Nie wierzcie w te zabobony!

7. Tylko patrzeć, jak ogarnie Cię wyprawkowe szaleństwo!

FAŁSZ! Moje wyprawkowe szaleństwo rozpoczęło się na ostatniej prostej przed porodem. Niech potwierdzeniem będzie dla was informacja, że wózek dotarł do nas, gdy byłam w 37 tc. A wcześniej? Jakoś nie miałam zapału, aby robić wielkie zakupy dla małej. Śmiałam się, że jak trafię na porodówkę to z laptopem, bo będę zamawiać ubranka i inne akcesoria. W rezultacie, środki do pielęgnacji, podstawowe ciuszki na pierwsze 2-3 miesiące, czy łóżeczko ogarnęliśmy po 30 tygodniu, i to tylko dlatego, że przedwczesny poród był bardzo realny. Gdyby nie to…myslę, że spokojnie składałabym zamówienia w przerwie między skurczami 😉

8. Ciąża to nie choroba!

I tak, i nie. Może ciąża to nie choroba, ale też stanem błogosławionym bym jej nie nazwała. Przed zajściem w ciąże sama myślałam, że to takie proste. Kobiecie rośnie brzuch, musi trochę zwolnić, ale nic więcej. A ja? zaliczyłam kilka wizyt w szpitalu podczas jej trwania. Pierwsza, to złapanie kolki nerkowej. Za drugim razem, konieczność podania sterydów na szybkie rozwinięcie się płuc u dziecka w 30 tc. A ostatni raz…gdy dopadły mnie regularne skurcze (co 2,5 min!) a które po kilku godzinach okazały się fiaskiem, ale i tak swoje musiałam w szpitalu odleżeć.

9. Pod koniec ciąży każda kobieta potrzebuje mnóstwa poduszek-inaczej nie zaśnie z wielkim brzuchem

FAŁSZ! U mnie się to w ogóle nie sprawdziło. Nie potrzebowałam nawet tak popularnej poduszki między nogami. Jedynie, gdy zgaga nie dawała za wygraną, to sięgałam po wyższą poduszkę. Normalnie śpię nisko, dlatego już takie podwyższenie było dla mnie odstępstwem od normy,

10. Masz kota? W ciąży powinnaś go usunąć z domu.

FAŁSZ! A to wszystko przez toksoplazmozę, która jest bardzo szkodliwa w ciąży. Rozmawiałam na ten temat już na początku ciąży z moim lekarzem. Stwierdził, że nie ma się czym przejmować, bo w większości toksoplazmozę możemy złapać przez kontakt z nieumytym, nieświeżym mięsem. Robiłam kilka razy badania i jestem „czysta”. Jednak dużą wagę przywiązywałam do przyrządzania jedzenia w kuchni.

11. Jak możesz jeść sushi w ciąży?

PRAWDA! Mogę i nawet jadłam bardzo często. Oczywiście trzymałam się zasady, że kobiety w ciąży nie powinny jeść surowej ryby, więc zawsze wybierałam te z pieczoną. Jednak za każdym razem, gdy wrzucałam na instastories zdjęcie, gdy jem sushi otrzymywałam od Was pełno wiadomości w stylu: chyba nie jest surowej ryby? wiesz, że kobiety w ciąży nie mogą jeść surowej ryby? etc. Dziękuję za waszą troskę 🙂

12. Końcówka ciąży dłuży się najbardziej!

FAŁSZ! Początek ciąży był dla mnie uciążliwy… Zaczęłam skrupulatnie zerkać do aplikacji, która odliczała tydzień za tygodniem…7,9,10,11…i tak w nieskończoność. A czym bliżej rozwiązania, tym czas szybciej mi mijał. Dwa miesiące przed porodem to już totalny sprint. Może dlatego, że zaczęłam interesować się wyprawką, przygotowywać wpisy na bloga…Wcale mi się nie dłużyło. Wręcz przeciwnie, w myślach mówiłam sobie: Klara, jeszcze poczekaj tydzień, a ja zrobię sobie paznokcie, pojadę na przegląd samochodu itp. Dwa tygodnie przed porodem trochę się to zmieniło, bo nagle każdy się dopytywał: czy to już, czy Klara jest już na świecie. I wtedy chciałam już urodzić, a poza tym dobijałam do 40 tc, więc ogarniał mnie stres czy wszystko z małą jest ok.

13. Dostaniesz skurczy, pojedziesz do szpitala i urodzisz

FAŁSZ! Skurcze się pojawiły, pojechałam do szpitala, powiedzieli, że rodzę…i Klara jednak uznała, że to nie ten dzień. Przesiedziałam w szpitalu tydzień…i wróciłam do domu, bo księżniczce jednak bardziej podobało się w moim brzuchu.

14. Każda kobieta w ciąży ma zachcianki!

FAŁSZ! Ale może dlatego, że ja całe życie mam zachcianki. W nocy jeść nie lubię, więc ominęły nas akcje: kochanie, jedź mi po kebaba. Nie miałam ochoty na ogórki kiszone z czekoladą etc. Jedyne to, co zauważyłam, to zapałałam miłością do masła. Wcześniej nie smakowała mi kanapka z masłem…a w ciąży uwielbiałam zjeść kromkę posmarowaną grubą warstwą masła. Ciekawe jak to będzie teraz 🙂

15. Hormony w ciąży to nie przelewki…

PRAWDA! Nigdy nie sądziłam, że kobieta w ciąży potrafi się rozpłakać bez powodu. Na własnym przykładzie przekonałam się, że jest to możliwe. Nie było to jakoś nagminne zachowanie, ale kilka razy zdarzyło mi się wybuchnąć wielkim płaczem i wtulić w Bartka, który z wielkim zrozumieniem głaskał mnie po głowie, chociaż kompletnie nie rozumiał o co mi chodzi. Oczywiście kilka godzin później sami się z tego nabijaliśmy, ale w danym momencie był to dla mnie koniec świata. I jeśli myślicie, że zawsze chodziło o jakieś wzniosłe, życiowe tematy, to muszę was rozczarować. Raz zdenerwowałam się, bo ochroniarz na osiedlu wyraził niepochlebną opinię na temat polityka, którego lubię i cenię…Chociaż powstrzymałam łzy, to „ulało mi się”. gdy przekroczyłam próg domu 🙂

16. Będziesz tęsknić za ciążowym brzuszkiem!

FAŁSZ! Oj nie będę. Ciąża to nie był dla mnie czas, do którego mogłabym wracać nostalgicznie. Pomijam fakt szpitalnych epizodów, ale dla mnie ciąża to jednak ograniczenie. Być może są kobiety, które do ostatnich dni korzystają z życia na maksa, biegają, chodzą na zakupy etc. Jednak ja czułam, że nie mam takiej sprawności i po prostu jestem słabsza niż przed ciążą. Dodatkowo, uwielbiam modę, a w ciąży strojenie się absolutnie nie wchodziło w grę. Kupiłam raptem kilka rzeczy, dbałam o siebie etc, ale nie mogę tego porównać do modowego szaleństwa przed ciążą.

17. Spuchniesz!

FAŁSZ! Wiem, że wiele kobiet ma z tym problemy, jednak udało mi się uniknąć popuchniętych nóg, stóp, dłoni etc. Straszono mnie, że moje stopy tak spuchną, że nie będę w stanie ich włożyć do żadnych butów. Może latem jest trochę inaczej, ale ja do samego końca nie zauważyłam żadnej opuchlizny.

Ciekawa jestem waszych historii. Czy miałyście podobnie? A może całkowicie inaczej przechodziłyście ciążę? Każda z nas jest inna, więc i każda przechodzi przez ten stan inaczej. Dajcie znać jak było u Was :)))

Kobieta ciężarna-święta krowa współczesnego społeczeństwa?

Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do sytuacji kobiet w ciąży. Wiedziałam, że należy je przepuścić w kolejce, bo są w odmiennym stanie. Powinno się też ustąpić miejsca w komunikacji miejskiej. I tyle. Tematem zainteresowałam się dopiero wówczas, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Miałam jeden cel: nie dać się zwariować i nie uchodzić za świętą krowę z wielkim brzuchem, której można wszystko. Co się okazało? Że o odgrywaniu świętej krowy nawet nie mam co marzyć, a wręcz każdego dnia muszę walczyć o godne traktowanie. Więc jak to jest w praktyce?

Stanie w kolejce

Sprawa powinna być prosta: jeśli nie widać brzucha-nikt nie jest jasnowidzem i nie masz co liczyć na przepuszczenie w kolejce. Natomiast, gdy brzuch jest coraz to większy, ludzie z uśmiechem przepuszczają Cię w sklepie do kasy. Nie do końca tak to wygląda.

Zacznę od tej milszej strony. Tu na pochwałę zasługuje IKEA. Mając widoczny brzuch jednego dnia aż trzy razy pracownicy sklepu wykazali inicjatywę. Najpierw, gdy siedziałam wygodnie na sofie i czekałam na wywołanie swojego numeru podczas zwrotu towaru. Podchodząc do stanowiska, pani od razu poinformowała mnie, że będąc w ciąży mam pierwszeństwo i nie powinnam pokornie stać ( tu akurat siedziałam) w kolejce. Drugi raz w restauracji podczas nakładania jedzenia. Jeszcze nie zdążyłam zamówić, a pan z obsługi wyrecytował z uśmiechem formułkę, że będąc w ciąży nie powinnam stać w kolejce i w przyszłości mam od razu podchodzić jako pierwsza. Trzeci raz, przy kasach. Zawsze kieruję się do tych samoobsługowych, na spokojnie kasuję zakupy, bez kolejek, we własnym tempie. Mimo to, podeszła do mnie Pani z obsługi dopytując się czy potrzebuję pomocy i czy ktoś pomoże mi w załadowaniu zakupów do samochodu.
Miła sytuacja spotkała mnie również w TK Maxx, gdzie pani kasjerka zauważyła mnie w tłumie i przez mikrofon wywołała „panią w ciąży” do pierwszej kasy, bez kolejki. Podobnie ekspedientka w Biedronce, która rozpoczynając kasowanie, poprosiła, abym następnym razem do razu podeszła bez kolejki, ponieważ ona nie zawsze zauważy brzuszek w tłumie kolejkowiczów.

Wspomniane sytuacje przedstawiają pracowników w dobrym świetle, a jak jest ze zwykłymi klientami? Marnie. Śmieszą mnie sytuacje, gdy zbliżam się do kasy i nagle rozgrywa się wyścig. To nic innego jak przyśpieszenie, aby z wózkiem zdążyć i ustawić się przede mną, a potem błyskawiczne wyciągnąć towar na taśmę. Takie akcje często mają swoje przerywniki, czyli szybkie podniesienie wzroku i ? No właśnie i co? Mam wrażenie, że czasem jest to błagalny wzrok mówiący: zobacz, tak szybko wykładam swój towar, więc kobieto w stanie błogosławionym nie wpadnij proszę na pomysł, aby przejść do kasy wymijając mnie obok.
Również nie było miło podczas stania w kolejce w sklepie odzieżowym. To, że nikt mnie nie przepuścił to jasne. Ale, że nie mogłam liczyć na pomoc, gdy rozsypały mi się drobne i z hukiem uderzyły na posadzkę-tego już nie pojmuję. Mężczyzna w średnim wieku, dobrze ubrany odwrócił się w moją stronę i patrzył jak zbieram każdą monetę z podłogi, prawie na kolanach z uwagi na brzuch. To jedna z nielicznych sytuacji, gdzie gdy zebrałam całość, podniosłam się z posadzki i wycedziłam kilka niezbyt miłych słów w kierunku tego gościa (który nie zareagował, tylko się obrócił).
Jak sięgam pamięcią, tylko raz w Zarze, gdy kupowałam podczas wyprzedaży ubranka na dziale dziecięcym spotkałam się z uprzejmością. Stojąc w baaaardzo długiej kolejce, kilka kobiet (jedna po drugiej) powiedziały mi, że mam bez krępacji przejść do kasy i poprosić o skasowanie bez kolejki. RAZ. JEDYNY RAZ.

I teraz najważniejsze: przepuszczanie kobiet w ciąży to obowiązek. A kobiety powinny egzekwować jego przestrzeganie i upominać się o swoje. Wiem, że to nie jest łatwe, bo sama pokornie wolę stać w kolejce niż narażać się na komentarze czy wymowne spojrzenia. Ale prawda jest taka, że organizm kobiety reaguje różnie i nawet jeśli nie widać brzuszka, to kobieta nie powinna stać w kolejce, w komunikacji miejskiej etc. (więcej do poczytania znajdziecie w artykule mamyginekolog.pl klik).

Parkowanie w miejscach dla rodzin z dziećmi

Odkąd dowiedziałam się, że istnieje ryzyko przedwczesnego porodu i zauważyłam, że mój organizm nieco inaczej zachowuje się w ciąży, zaczęłam liczyć każdy metr. Każdy metr, który musiałam pokonać idąc do sklepu, wysiadając z samochodu etc. Zaczęłam również korzystać z miejsc parkingowych dla rodzin z dziećmi, w szczególności gdy pierwsze wolne miejsce było znacznie oddalone od wejścia np. do sklepu.

Również pewnego razu w IKEA skorzystałam z tego przywileju. Parking górny był całkowicie zajęty. Zjechałam na parking podziemny, który również w dużej mierze był napakowany samochodami. Zauważyłam, że pierwsze wolne miejsca są przeznaczone dla osób niepełnosprawnych oraz dla rodzin z dziećmi. Postanowiłam zaparkować na tym drugim. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zdziwienia, gdy po godzinie wróciłam do domu ( wpadłam do IKEA tylko po kilka rzeczy) i przy obiedzie przeglądałam instastories ( na instagramie). Przelatując palcem przez kolejne relacje, natrafiłam na zdjęcie…mojego samochodu z wątpliwie miłym komentarzem:

„Przyjechała sama dupeczka malusim autkiem, ale stanąć na miejscu dla rodziny najwygodniej (…)”.

Oczywiście od razu napisałam do tej osoby, żeby uświadomić ją, że to ja jestem tą dupeczką i aktualnie jestem (wówczas) w ósmym miesiącu ciąży i dlatego stanęłam na tym miejscu. Czego oczekiwałam? Zrozumienia. Wiadomo, że ta osoba (która sama ma małe dziecko)  mogła nie pomyśleć, że wypowiada się na temat  kobiety w ciąży etc. A co otrzymałam? Tłumaczenie, że takie miejsce jest bardziej potrzebne np. matce, która ma większy samochód, bo wówczas możliwość, że ktoś obije je drzwiami jest mniejsza (takie miejsca są szersze niż zwykłe). Historię mogłabym opisać na kilka stron, ale efekt był taki, że nagłośniłam anonimowo całą sytuację na instagramie, po to, aby uświadomić resztę społeczeństwa. W odpowiedzi, ta sama kobieta uznała, że (chociaż nie publikuję jej danych) to ja wylewam falę hejtu na jej osobę i przeze mnie ona teraz płacze… Ostatecznie nawet załapałam się na przeprosiny, ale czy były prawdziwe? Nie sądzę.
Jedno jest pewne: jeżeli widzicie kobietę, która wysiada z samochodu a zaparkowała na takim miejscu to widocznie jest w ciąży i potrzebuje tego miejsca (nawet posiadając mały samochód :)). Po drugie, kobieta w ciąży ma pełne prawo, aby z takich miejsc korzystać. Natomiast prawa takiego nie ma w związku z parkowaniem w miejscu dla niepełnosprawnych. 

Naciągaczka

Zawsze uważałam, że to kobieta po konsultacji z lekarzem prowadzącym powinna zadecydować, o tym kiedy uda się na zwolnienie lekarskie. Powszechnie uważa się, że kobiety wymyślają i nadużywają zwolnień. Mnie nigdy ten temat nie interesował i miałam gdzieś, kiedy moje koleżanki wybierają się na l4. To była ich prywatna sprawa. Są kobiety, które czują się w ciąży dobrze i spełniają się ( ba! często nie wyobrażają sobie bez niej życia) w pracy do ostatnich dni przed porodem. Osobiście uważam, że jeśli pójście na l4 od pierwszych tygodni wcale nie jest przegięciem. Pierwszy trymestr wspominam ciężko. Wiecznie chciało mi się spać i miałam mdłości, totalnie byłam pozbawiona energii. Całe szczęście mogłam sobie pozwolić np. na pracę z domu. Ale nie wyobrażam sobie, gdybym miała np. siedzieć na kasie, przerzucać towar w sklepie czy jeździć w delegacje…
Każda ciąża jest inna i to kobieta wie najlepiej, kiedy powinna zwolnić tempo…

Jesteś gruba

Komentarze typu „ale jesteś gruba!”, „ale masz wielki brzuch”, „i co? dziewczynka będzie? widać, że odbiera ci urodę” są bardzo częste. Całe szczęście sama personalnie nie odczułam ich na swojej skórze, ale swoje słyszałam od koleżanek czy znajomych. Mówienie kobiecie w ciąży, że jest gruba uważam za cios poniżej pasa. Jaka gruba? Ta kobieta nosi pod sercem dziecko. Gwarantuję wam, że żadna kobieta nie chce być ani gruba, ani brzydka. A atrakcyjność buduje się w głowie, więc takimi komentarzami nie pomagacie. Każda z nas ma lustro i widzi swoje krągłości, ale przyświeca im jeden cel: wydanie na świat zdrowego dziecka.
Poza tym, jeśli spotykacie swoją kolezankę z liceum, która trochę „przybrała” to też mówicie jej ” Anka, ale jesteś gruba, chyba dużo jesz słodyczy?”. Mogę się założyć, że nie… Dlatego odpuście głupie komentarze w stosunku do kobiet w ciąży…

Daj dotknąć brzucha ( albo po prostu dotykanie brzucha bez zbędnego komentarza)

Zanim zaszłam w ciążę aż piekliłam się, gdy widziałam, że ktoś dotyka brzuszka ciążowego. To tak jakby chwycić kogoś bez ostrzeżenia za tyłek, nogę czy głowę. Dziwne prawda? O ile przyjaciółka, szwagierka czy mama mogą sobie pozwolić na więcej, to koleżanka, którą widzę raz na pół roku? Nie sądzę…
Będąc w ciąży trochę napięcie mi zeszło, ale też nie spotkałam się osobiście z taką sytuacją. Jak już to było to bliskie grono i zawsze wcześniej padało pytanie „Mogę?”. Jednak bądźcie czujni i pamiętajcie, że brzuch kobiety w ciąży nie zmienia praw własności z momentem ukazania się dwóch kresek na teście ciążowym. To dalej jest dotyk, intymny dotyk.

Uwaga! Nadchodzi burza…hormonów

Czy kobiety stają się bardziej wrażliwe będąc w ciąży? Pozwólcie, że odpowiem sama za siebie: TAK. U mnie są fazy wzmożonej wrażliwości, które kończą się najczęściej wybuchem płaczu. Dosłownie kilka (no może trochę więcej) razy w ciągu całej ciąży rozpętałam burzę. Najgorzej mają Ci, którzy z nami mieszkają, bowiem to oni są najbardziej narażeni na histerię. A histeria ma różne podłoże: raz będzie to sytuacja polityczna w kraju, drugi raz piosenka „Mam tę moc”. A może być też bez powodu. Relaks w wannie aż tu nagle nieokiełznany przypływ emocji, który kończy się szlochem. Powód? Ewidentnie hormony. Nie bierzcie sobie do serca tych wulkanicznych wybuchów, okażcie zrozumienie…i zapomnijcie o całej sytuacji. My kobiety też najchętniej wymazałybyśmy je z pamięci. 

A wy? Jakie macie doświadczenia? Uważacie, że kobiety w ciąży zachowują się często jak święte krowy? A może przysługują im dodatkowe prawa i przywileje? Z jakimi sytuacjami wy się spotkaliście? Jestem bardzo ciekawa waszej opinii!!

Dlaczego przyśpieszamy z wyprawką dla Klary?

Ci, którzy mnie znają dobrze wiedzą, że mobilizuję się w ostatnim momencie. Gdy już mi się pali pod nogami, wówczas wkraczam do akcji i zaczynam ogarniać, nadrabiać zaległości. Podobnie podchodziłam do kwestii wyprawki dla małej. Obiecałam sobie, że w okresie wyprzedaży pokupuję najważniejsze ubranka i porozglądam się po sklepach.

Fakt faktem, coś tam kupiłam. Ale nie przywiązywałam większej uwagi do rozmiarówki. Zobaczyłam uroczą sukienkę na 68cm – kupiłam; zobaczyłam fantastyczne złote trampki – kupiłam. Efekt końcowy jednak był marny, bo w komodzie znalazło się tylko kilka ubranek i to niekoniecznie na ten pierwszy czas, zaraz po urodzeniu.

Niestety, przyszedł ten moment, gdy w 30tc okazało się, że Klarcia może pojawić się na świecie dużo wcześniej niżeli się tego spodziewamy. Nie jest to przesądzone, ale musiałam włączyć tryb wysokiego oszczędzania…siebie.

A jak tu oszczędzać siebie, jeśli w szafach pustki i praktycznie nic nie jest gotowe? Włączyłam tryb ekspresowy (zwany przez niektórych Klara Express:)) Jak dobrze, że w tych czasach wystarczy dostęp do internetu w telefonie lub na innym urządzeniu i wszystko możemy ogarnąć zdalnie. Bez wychodzenia z domu, bez stania w kolejkach, bez przepychania się między ludźmi. Nawet zakupy w drogerii zrobiłam online.

I jak tam sobie leżę i popijam herbatę, zastanawiam się jaka byłam  naiwna (?!). Nie wiem czy to dobre słowo. Chodzi mi o to, że przed zajściem w ciąże myślałam, że to nic takiego. Wyniki miałam wzorowe, w ciąże zaszliśmy „na zawołanie”. Na początku zanotowałam spadek apetytu czy zwiększoną senność, ale funkcjonowałam normalnie. Nigdy bym nie pomyślała, że może mi grozić przedwczesny poród. A tu nagle „pstryk” i bańka pękła. Musiałam zwolnić.

Chociaż w głębi duszy wierzę, że Klarcia zostanie w ciepłym brzuszku jeszcze wiele tygodni, to wiem też, że musimy być przygotowani na wszystko. Dajcie znać jak to było u Was. Wasze pociechy przyszły na świat z wyprzedzeniem czy planowo? W międzyczasie zerknijcie na to, co udało mi się upolować do tej pory (wszystko znalazłam w sklepie Kids Inspirations KLIK). Jak widzicie, stawiam w większości na neutralne kolory 🙂 Co nie oznacza, że w szafie małej księżniczki nie będzie nic różowego 🙂

Wyprawka Klary:

Wanienka Fabulous Sky Green – Bebe-jou KLIK
Stojak do wanienki Fabulous Sky Green – Bebe-jou KLIK
Śpiworek całoroczny z odpinanymi rękawkami – Jollein KLIK 
Gryzak Tiny waffle soft grey – Jollein KLIK
Interaktywna książeczka Mint Adventure – Little Dutch KLIK 
Otulacze bambusowo-muślinowe 70 x 70 cm (3 sztuki) Lou Lou- Bebe-jou KLIK
Króliczek 40 cm Mint Advanture – Little Dutch KLIK
Mięciutki koc Mint Advanture – Little Dutch KLIK
Bawełniany ręcznik Mint Adventure – Little Dutch KLIK
Gryzak żyrafa – Lanco KLIK
Gryzak mama miś – Lanco KLIK 

Kosmetyki, po których poczujesz się lepiej (nie tylko będąc w ciąży)

Był czas, gdy wolałam kupić dziesiąty sweterek w paski czy kolejne czarne rurki. Drogerie omijałam szerokim łukiem i wpadałam tam tylko wtedy, gdy skończył mi się fluid, szampon albo lakier do paznokci. Od całkiem niedawna zmieniłam swoje podejście. Nie chcę mieć sterty niepotrzebnych ubrań, ale z drugiej strony większą wagę przywiązuje do tego, co ląduje na mojej skórze.

Nie wiem czy to przez ciążę czy przez nadciągającą z impetem trzydziestkę, ale to dbanie o siebie nawet sprawia mi frajdę. Lubię, gdy moja skóra jest dobrze nawilżona, a buzia wydaje się bardziej promienna, chociaż kilka miesięcy minęło od czasu, gdy łapała promienie słońca. Mam swoje sprawdzone patenty, aby czuć się dobrze i świeżo, dlatego postanowiłam sprzedać wam kilka moim sprawdzonych sposobów. Nieprzespana noc? Ciężki dzień w pracy? Wszystkiemu zaradzimy!

Na pierwszy ogień idzie serum Estee Lauder Advanced Night Repair. Do tej pory nie wierzyłam w żadne tego typu cacka. Wierna od lat byłam różowemu Bambino, który  stosowałam dwa razy dziennie. Ale, gdy robiłam przegląd próbek, zorientowałam się, że mam kilka właśnie tego serum. Uznałam, że pora się ich pozbyć, wiec każdego wieczora, sumiennie nakładałam specyfik na twarz. Eureka! Działa! Buzia jest maksymalnie nawilżona,  promienna…a wiara w zatrzymanie czasu wzrosła na sile.
Minęło kilka miesięcy zanim zdecydowałam się zakupić cały flakon, ale nie żałuję. Lubię te nasze wieczorne sesje, bo wiem, że gdy wstanę o poranku moja buzia będzie w doskonałej kondycji. A zmarszczki? Z dwojga złego lepiej wierzyć w taki specyfik, niż się kłóć za kilka lat. A wiara czyni cuda, więc… 🙂

Pamiętam, że już na studiach używałam bronzerów. Uwielbiałam je! Przerobiłam różne marki, ale całkiem niedawno skusiłam się na Bobbi Brown’a. Bronzer wyposażony jest w dodatkowe drobinki, co rozświetla skórę. To taki powiew letnich promieni słońca. Mocniej zaznaczam nim kości policzkowe, a następnie przeciągam na całą twarz i szyję. Atutem jest także lusterko, które umożliwia poprawę makijażu w ciągu dnia.

Do kompletu róż, z którym musiałam się bardzo poprzepraszać. Zapomniałam o nim na kilka dobrych lat, a nawet jeśli pojawiał się w mojej kosmetyczce, to był bardziej pasażerem na gapę niż gościem honorowym. Wróciłam do niego na początku ciąży, gdy moja twarz bardzo pobladła, a ja potrzebowałam energetycznego kopa. Róż sprawdził się  bezbłędnie. Sięgnęłam po kosmetyk, który kojarzy mi się z moją babcią. Odkąd pamiętam róż marki Bourjois  był ulubionym mojej babci. Mój odcień, z drobinkami złota idealnie wpasowuje się do bronzera i tworzy z nim całkiem zgrany duet.

Myślicie, że bronzer i róż to przesada? Zdecydowanie nie. Gdy robię sobie makijaż staram sie nie zapominać o rozświetlaczu. Do tej pory numerem jeden była dla mnie marka Becca, ale polubiłam się też z sieciówkowym La vie en glow- L’oreal Paris. Skusił mnie swoją zgrabną paletką i aż czterema odcieniami. Moim ulubionym jest drugi od lewej, to jego używam najczęściej, ale reszta przydaje się czasem do podbicia koloru bądź, gdy chcę wzbogacić makijaż na większe wyjścia. Wówczas stosuję go też na powieki.

Nigdy nie miałam cierpliwości do pielęgnacji. Peelingi, nakładanie maseczek, a potem zmywanie tego wszystkiego…wrrr! Nie dość, że przepadał w nicość mój czas wolny, to jeszcze brakowało mi efektu placebo. Chciałam od razu poczuć, że z moją twarzą dzieją się dobre rzeczy. I wreszcie poczułam, gdy użyłam maseczek w płacie. Ale uwaga, tu nie chodzi tylko o samą maseczkę. Nie mam swoich ulubionych. Kupuję to co mi wpadnie w ręce ( i jest w danym momencie w promocji), ale najważniejsze jest to, gdzie przechowuję saszetki. Moi drodzy- w lodówce. Nie ma nic lepszego niż wyciągnięcie rano przez wyjściem takiej maseczki w płacie i nałożeniu jej na buzię. Od razu poczujecie orzeźwienie i życiowego kopa. Maseczkę stosuję przynajmniej 1-2 w tygodniu i szczerze Wam polecam.

Mazidła do ciała w czasie ciąży to temat rzeka. Podobno nie ma dowodów na to, że stosowanie jakichkolwiek specyfików oddali nas od perspektywy posiadania niezbyt pożądanych rozstępów. Gdyby wierzyć samym genom, nie powinnam się martwić, bo żaden rozstęp mi nie straszny. Ale że przezorny zawsze ubezpieczony, minimum dwa razy dziennie smaruję brzuch i inne zagrożone miejsca. Na wieczór stawiam na Bio-oil, który skórę bardzo natłuszcza, ale rankiem decyduję się na lżejszą recepturę. I tu z pomocą przychodzi marka Yoskine, która w swojej ofercie ma kilka godnych uwagi kosmetyków dla przyszłych mam, Jeśli tak jak ja, wolicie się smarować, niż później stukać się po głowie i mówić ” A moze gdybym się natłuszczała regularnie, to bym coś zdziałała…” to, po prostu – polecam.

Jestem ciekawa, czy wy macie swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się swoimi typami! Z chęcią przetestuję coś godnego uwagi. A może stawiacie na naturalne, home made mazidła? Z przyjemnością poznam tajne receptury 🙂

Podróżowanie w ciąży

Na pewno znacie powiedzenie „ciąża to nie choroba”. Wiele w tym prawdy, jeśli nasza ciążą faktycznie przebiega bezproblemowo i zdrowo. Jednak nie zgodzę się z opinią, że w ciąży można robić wszystko to, co do tej pory. Zawsze z tyłu głowy powinna nam przyświecać myśl, że pod sercem nosimy małą istotę, kompletnie zależną od nas. Sporo emocji wywołuje u przyszłych mam podróżowanie. No właśnie, jak to jest? 

Czy można latać samolotem w ciąży?

Zacznijmy od najcięższego kalibru, czyli latania samolotem. Nie jestem wielkim podróżnikiem, ale kilka razy do roku zdarza mi się wsiąść na pokład. Uwielbiam latać, bardzo podoba mi się atmosfera na lotnisku oraz ten dreszczyk emocji, który chowa się za każdą podróżą.

Będąc na początku drugiego trymestru, postanowiliśmy polecieć na kilka dni do Aten. Gdy w Polsce rozpoczynała się jesień na całego, nam zamarzyło się słońce. Moja ciąża przebiegała prawidłowo, więc wiedziałam, że teoretycznie nie powinno być żadnych problemów. Umówmy się też, że jestem przyzwyczajona do 2-4 godzinnych lotów, ale z pewnością nie zdecydowałabym się na dłuższy lot, np. do Stanów. Nie wiem jak „normalnie” zniosłabym taki długi lot, a tu dochodzi jeszcze kwestia ciąży.

O czym warto pamiętać przed wejściem na pokład

Dwa dni przed wylotem, udałam się do mojego lekarza, aby potwierdzić, że mogę lecieć. Ciąża to specyficzny stan i czasem wystarczy kilka godzin a sytuacja zmienia się diametralnie. Doktor dał zielone światło. Z uwagi na to, że brzuszek jeszcze nie był widoczny, nie wzięłam żadnego zaświadczenia od lekarza. Ale pamiętajcie, że warto mieć taki dokument, bo niektóre linie lotnicze go wymagają. Przed wylotem, należy także sprawdzić przewoźnika, bo każde linie lotnicze mają własne obostrzenia. Czasami latanie samolotem jest możliwe wyłącznie do 32 tygodnia, nawet jeśli mamy ważne zaświadczenie od doktora.

Chociaż nasza podróż przebiegła gładko, warto pamiętać o ubezpieczeniu. Niedawno przytrafiła mi się przykra sytuacja (całe szczęście byłam na miejscu, a nie w podróży) i trafiłam na kilka dni do szpitala. W takich przypadkach sprawdza się też posiadanie numeru telefonu bezpośrednio do naszego lekarza prowadzącego. Szybka konsultacja telefoniczna nie tylko może nam pomóc w kryzysowych momentach, ale także podnieść na duchu, bo w końcu kontaktujemy się z osobą, której powierzamy ciąże.

W ciąży nie wolno dźwigać ciężkich rzeczy, a walizka bezapelacyjnie się do nich zalicza. Przyznam się, że mi było trudno, bo podróżowałam z małą walizeczką (bagaż podręczny), ale i tak Bartek pilnował mnie, abym nic nie podnosiła. Gdy podróżujecie w pojedynkę, nie krępujcie się i proście o pomoc napotkanych ludzi.

Ciążowe przywileje

Podejrzewam, że łatwiej jest, gdy brzuszek jest już ładnie zarysowany, ale nawet jeśli nie widać, że jesteście w ciąży-nie bójcie się o tym informować. Podczas stania w kolejce do odprawy, podchodziłam do obsługi i powiadamiałam o swoim stanie. Zawsze pytano mnie, który to tydzień, a następnie przepuszczano bez kolejki.

Sprawdza się to też na miejscu. Stojąc w ogromnej kolejce, aby zwiedzić Akropol podeszłam do okienka grzecznie prosząc Pana, który właśnie miał kupić bilety, czy mogę wejść przed nim z uwagi na mój stan. Nigdy nie usłyszałam słowa sprzeciwu, a umówmy się, że czasami kilkunastominutowe stanie w słońcu potrafi być męczące, nie tylko na finiszu ciąży.

Podróżowanie na co dzień

Nie trzeba wybierać dalekich destynacji, aby mówić o podróżowaniu. Wybranie się na wycieczkę w góry albo do rodziny też warto zaplanować. Przede wszystkim, musimy pamiętać o wygodzie. Jestem wielką zwolenniczką obcasów, ale wiem, że jeśli w planie mam długą jazdę samochodem bądź spacer to stawiam na wygodne buty. Również pamiętajmy o stroju. Począwszy od wygodnej bielizny (nie wiem dlaczego, ale w ciąży wszystko bardziej uwiera…) a na kurtce kończąc. Zważając na zimno, które jest za oknem, staram się ubierać na cebulkę. Obowiązkowo zarzucam także szal, który w podróży może posłużyć też jako poduszka pod plecy. I torebka, najlepiej na długim pasku, abym mogła ją przerzucić przez ramię, co dostarcza dodatkowego komfortu.

Detale

Jeśli czeka mnie dłuższe wyjście z domu, staram się zadbać o siebie szczególnie. Wiadomo, kobiety w ciąży są bardziej wrażliwe, więc aby uniknąć krokodylich łez zerkając przypadkiem w swoje odbicie w witrynie sklepowej, mam swoje patenty. Po pierwsze, nie zakładam „byle czego” tylko chcę czuć się dobrze w ciuchach, które mam na sobie. Po drugie, makijaż. Mówcie co chcecie, ale róż czy rozświetlacz potrafi zdziałać cuda. Dlatego nie zapominam o tych kosmetykach również w wersji „na wynos” do torebki. Po trzecie, pielęgnacja. Dobry krem do rąk czy balsam do ust też zawsze mam przy sobie.  I ostatnie: przekąska i coś do picia. Gdy jadę autem, najczęściej jest to kubek termiczny z gorącą herbatą, który dodatkowo rozgrzewa, gdy za oknem robi się coraz chłodniej.

Jakie są wasze doświadczenia w ciąży? Aktywnie podróżujecie czy wolicie zostawać w domu? Może macie jakieś sprawdzone triki na przyjemniejszą podróż? 

Jestem w ciąży- i co teraz?

Ci z Was, którzy obserwują nas na instagramie (KLIK) już wiedzę, że…spodziewam się dziecka 🙂 To niesamowita radość! Już nie mogę się doczekać nowej roli, w której przyjdzie mi się spełnić. Póki co, spokojnie podchodzę do tematu i nie rzucam się na dziecięce ubranka czy też nie przewijam stron w internecie w poszukiwaniu nowej fury (znaczy się wózka) dla dziecka 🙂
Jednak dzięki temu nabrałam odwagi, aby poruszyć bardzo ważny temat. Temat, który chodził mi po głowie od dawna, ale myślę, że dopiero teraz jestem gotowa, aby o tym napisać.

Ciąża

Od kilku lat spadał na mnie deszcz pytań: kiedy, kiedy, kiedy. Jedni podpytywali nieśmiało, prawie szeptem, z ciekawości. Inni, Ci bardziej pewni, głośno potrafili zapytać w towarzystwie. Bez krępacji, bez wrażliwości, bez kultury.

Co ważne, nigdy nie było dobrej odpowiedzi. Każdy argument mógł zostać obalony. Nauka? Lepsza praca? Większe mieszkanie? Brak instynktu? Kobieto! Ogarnij się. Od wieków Twoim jedynym i nadrzędnym celem powinno być posiadanie minimum jednego dziecka. I to niezbyt późno, bo wiesz, licznik bije, lata lecą. Przecież nie chcesz być starą matką, prawda?

Uwierzcie, każda kobieta dokładnie wie, kiedy TO ma nastąpić. I żaden argument jej nie przekona, żaden głupi komentarz, żadna wymowna mina. Wiece co? Gdy ja się urodziłam mój Tata miał 30 lat. Wydawało mi się, że to bardzo późno (nawet na faceta!). Iiiii? Są duże szanse, że swoje 30ste urodziny będę świętować na porodówce. Wiele sie zmieniło na przestrzeni lat. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni (ale im wybacza się więcej) decydują się na założenie rodziny wiele, wiele lat później niż to miało miejsce u naszych dziadków czy rodziców. Natomiast w kwestii podejścia społeczeństwa mamy status quo. Niestety.

Rodzina

O ile ja odpierałam komentarze względnie spokojnie, to nie jest to regułą. Nie wyobrażam sobie, gdybym  była w sytuacji, gdy długo staram się o dziecko lub po prostu nie mogę go mieć, a pytania o ciąże wpadałyby drzwiami i oknami. Nie potrafię pojąć bólu, który towarzyszy takim sytuacjom.
Tak, jak napisałam wcześniej. Było mi względnie łatwo, bo przede wszystkim była to moja decyzja o odłożeniu macierzyństwa na później. Ale na pewno łatwiej nie było moim rodzicom. Umówmy się, większość rodziców marzy o tym, aby zostać dziadkami. To taki dziadkowy instynkt, z którym nie wygrasz i na który nie masz wpływu. 

A ludzie potrafią być okrutni. Ile razy robicie zakupy w osiedlowym sklepie mięsnym? Raz, dwa razy w tygodniu? Bądźcie pewni, że tak samo często zostaniecie zapytani „I co została pani babcią?”, ” Jest pan wreszcie dziadkiem?”. Jeśli myślicie, że omijanie sklepów wystarczy to rozczaruję Was. Wizyta u kosmetyczki, zwykły dzień w pracy, poczekalnia u lekarza. Idziecie na spacer i spotykacie dawną znajomą. Już widzicie w jej oczach jak za moment padnie kluczowe pytanie: „Jest pani już babcią?Bo wie pani, moje wnuki mają już 6 lat i 4 miesiące, a drugie wczoraj skończyło 3 latka”. Chciałoby się wykrzyczeć: WIEM. PRZY KAŻDYM SPOTKANIU MI O TYM PRZYPOMINASZ.NIEBAWEM ZJAWIĘ SIĘ NA ICH URODZINACH Z TORTEM.

Pani z warzywniaka, znajoma znajomej, koleżanka. Nie ma reguły. Pytanie pada zawsze. Głęboko wierzę, że wiele osób pytając o ciążę moją, córki czy wnuczki, nie ma złych zamiarów. Po prostu, bezwiednie nawiązuje rozmowę. Lecz musimy pamietać, że nie zawsze w życiu układa się tak jakbyśmy tego chcieli. Na wiele spraw nie mamy wpływu i pewne tematy mogą wywołać smutek. Więc po co? Może lepiej porozmawiać o pogodzie, a nawet polityce, jeśli chcemy doświadczyć większej dozy emocji.

Podzielcie się koniecznie swoimi doświadczeniami. Spotykacie się z presją społeczną? Jak sobie z nią radzicie? A może mieszkacie w dużych miastach, gdzie tego problemu nie ma? Może ludzie ze sobą tyle nie rozmawiają?