Wszystkie wpisy kategorii: Bez kategorii

Prosty sposób na metamorfozę wnętrza

Pewnie nie jestem osamotniona w przekonaniu, iż jesień czy też zima (chcąc lub też nie) zamykają nas w domach. Po pracy lubię wracać prosto do domu. Radość sprawia mi przesiadywanie na kanapie z kubkiem gorącej herbaty, pod kocem. Nie mam potrzeby wyskoczenia na miasto, a zakupy wolę robić przez internet. Nie jestem wtedy odludkiem, ale zdecydowanie staję się domatorką. Inaczej jest wiosną czy latem. Dobra pogoda wręcz wyciąga mnie z czterech ścian i skłania do aktywnego spędzania czasu. Lubię też wyjeżdżać gdzieś dalej, podróżować, poznawać. A jak jest teraz?

Domator – turn on!

Chociaż dalej delikatnie unoszę się na fali podróżowania i kilka dni temu byłam o włos od zabukowania lotu do Bolonii, to zdecydowanie włącza mi się domatorski tryb życia. A co za tym idzie? Mam ochotę na zmiany w naszym mieszkaniu. Kupuję nowe bibeloty, robię gruntowne porządki, a nawet decyduję się na większe metamorfozy. Tym razem nie jest inaczej, a ja zaczęłam działać!

Zmiany na ścianie

Jest niewiele rzeczy, do których mam słabość, ale z pewnością są to plakaty. Uważam, że jest to bardzo prosty sposób na to, żeby wnętrzu nadać nowy klimat, albo chociaż go odświeżyć. Dlatego to już dla mnie swego rodzaju tradycja, ale co kilka miesięcy zmieniam grafiki w ramkach. Zdecydowałam się nawet na zawieszenie nowych, w zupełnie innym miejscu. Zaraz Wam je pokażę, ale zacznijmy od początku, czyli od salonu i od mojej ściennej galerii.

Moda, wnętrza, sztuka

Uważam, że te 3 słowa doskonale się ze sobą łączą, ale też komponują w postaci plakatów na ścianie. Gdy zobaczyłam plakat ukazujący kobiecą postać w błękitnej koszuli i spodenkach „kolarkach” z motywem panterki wiedziałam, że MUSI pojawić się u mnie. Szukając kolorów spodobał mi się także plakat przedstawiający abstrakcyjne pociągnięcie pędzla.  Reszta plakatów pozostała nie zmieniona. Kultowy model krzesła Arne Jacobsena czy naszkicowany łuk triumfalny. Nie mogło zabraknąć też włoskiego akcentu i napisu „CIAO BELLA„,a także…grafiki Chiary Ferragni. Ten ostatni plakat to nic innego jak okładkowe zdjęcie włoskiej blogerki z najnowszego numeru Vogue, który kupiłam ostatnio będąc w Mediolanie. Ma dla mnie sentymentalną wartość, dlatego uważam, że doskonale uzupełnia całą galerię.

W kuchni nie musi być nudno

Do tych plakatów dojrzewałam dokładnie trzy lata. Jak się tu przeprowadziliśmy moja mama przyznała, że koniecznie muszę powiesić nad blatem plakaty, bo przestrzeń obok półki wydaje się pusta. Ciągle nie byłam pewna, aż wreszcie się zdecydowałam! Z uwagi na fakt, że kuchnia jest dość minimalistyczna, uznałam że świetnie wyglądać będą grafiki w kolorze. To był strzał w 10, bo ładnie komponują się z pastelowym sprzętem kuchennym.

 

Oczywiście podlinkowałam Wam moje kuchenne plakaty.

Plakat nr 1
Plakat nr 2

Jestem ciekawa czy wy również uwielbiacie aranżować przestrzeń za pomocą plakatów. A jak od pewnego czasu chodziła za wami metamorfoza, to mam dla was świetną wiadomość!

Z moim kodem zniżkowym SISTERS dostaniecie 35% zniżki na plakaty* w DESENIO tylko do 10 listopada!

*Z wyłączeniem ramek i plakatów z kategorii Handpicked/Personalizowane

KIEDY DOM STAJE SIĘ OAZĄ

Myślę, że nie ma takiej osoby, której życie nie uległoby zmianie w ciągu ostatniego roku. Musieliśmy dostosować się do nowej rzeczywistości, zmienić nie tylko swoje plany, ale także przyzwyczajenia.

Nie mogę powiedzieć, że zamknęłam się w domu na cztery spusty i nie wychodzę nigdzie. Ale gdyby zliczyć dni, jeden po drugim, to pewnie byłabym w szoku jak dużo czasu spędziłam w czterech ścianach w porównaniu z poprzednimi latami. Zeznajomymi czy rodziną widujemy się, ale te spotkania są w mniejszym gronie i nie odbywają się tak często, jak kiedyś. Każdy stał się bardziej ostrożny i w przypadku nawet zwykłego przeziębienia nikt nie chce narażać drugiej osoby, więc wizyty są przekładane.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, jeśli chodzi o wyjścia np. na koncerty, do kina czy teatru. Marzy mi się posłuchać muzyki na żywo, ale wiem, że te marzenia muszą jeszcze poczekać. Kino, teatr? Chociaż są momenty, gdy miejsca te są otwierane, to dziwnym trafem zawsze jestem spóźniona i nie dam rady załapać się na to „okienko normalności”. Wyobraźcie sobie, że Marcelina miała zaplanowane ostatnio wyjście do teatru. Pech chciał, że dwa dni przed spektaklem znowu zamknęli m.in.teatry. Ciężko cokolwiek planować w „tych czasach”.

Nie mam ochoty wyrzucać tutaj swoich frustracji czy smutków, bo każdego dnia dotykają nas obostrzenia i każdy musi sobie z tym radzić. Wiem, że kiedyś będzie jeszcze normalnie i musimy po prostu przeczekać ten fatalny czas, a teraz znaleźć nowy sposób na codzienność i spędzanie wolnego czasu. Dlatego postanowiłam, że mój dom będzie oazą nie tylko spokoju, ale i rozrywki. Wszelkie wydarzenia mniej lub bardziej kulturalne odbywają się teraz w centrum rodzinnego rozgardiaszu, czyli w salonie.

Dopiero teraz doceniam wachlarz kanałów telewizyjnych, które umożliwiają mi zobaczenie dobrego filmu, koncertu. Często uda mi się wysłuchać interesującego wywiadu, czy nawet przenieść się do słonecznej Hiszpanii oglądając program podróżniczy. Właśnie, nawet nie wiecie jak bardzo tęsknie za Wyspami Kanaryjskimi. Marzy mi się, aby swobodnie wsiąść na pokład samolotu i wylądować na ciepłej wyspie.

Przez pandemię mam wrażenie, że mój mąż stał się naczelnym krytykiem filmowym, a także komentatorem sportowym. Zawsze przyjemność sprawiało mu zobaczenie dobrego filmu lub emocjonującego meczu piłki nożnej, ale widzę, że teraz czerpie z tego jeszcze większą radość i pasję.

I jak już przy mężu jesteśmy, to warto porozmawiać o sprzęcie, który mamy w domu. Pewnie się domyślacie, że skoro uwielbiam aranżację wnętrz i zwracam uwagę na detale, to wybór np. telewizora nie należy do łatwych i jest bardzo przemyślany. Ma nie tylko być dobry w jakości przekazu, ale też wizualnie powinien wyglądać ładnie. I tak np.ponad rok temu udało nam się znaleźć telewizor Phillips z serii Performance, który dzięki swojej cienkiej, srebrnej ramce i minimalistycznej podstawie idealnie komponuje się z całym wnętrzem.

Podobne kryteria obraliśmy przy wyborze sprzętu nagłaśniającego. Jak widzicie, znowu postawiliśmy na urządzenie marki Phillips. Jeśli jeden produkt się sprawdził, to rodzi się swego rodzaju zaufanie i przywiązanie do marki. A jeśli ta marka to nie tylko jakość, ale też wygląd, to już mamy wszystko.

Elegancki soundbar z bezprzewodowym subwooferem (model Philips TAB8505) stanowią idealne połączenie technologii i stylu. Jakość dźwięku jest świetna, a prosta forma wizualnie zachwyca. Kolor srebrny ładnie koresponduje z telewizorem, a dodatkowo bezprzewodowy i kompaktowy subwoofer pozwala na swobodę aranżacji i dowolne przestawianie głośnika bez zbędnych kabli na widoku.

Jeżeli chodzi o możliwości tego sprzętu, to soundbar obsługuje format Dolby Atmos, który odpowiada za przestrzenne brzmienie z kinowym efektem. Dźwięk jest trójwymiarowy i realistyczny, a wszystkie dialogi – nawet te ciche – bardzo wyraźne. Dzięki temu wieczorne seanse filmowe są teraz jeszcze przyjemniejsze i pełniejsze wrażeń.

I jeszcze słówko o innej ciekawej funkcji. Soundbar jest wyposażony w Bluetooth i Wi-Fi, dzięki czemu można go używać jako niezależny głośnik do słuchania muzyki. Wystarczy dosłownie kilka kliknięć: włączam na telefonie Spotify czy YouTube, łączę się z soundbarem i puszczam ulubioną płytę, koncert lub podcast. Nie muszę już zabierać ze sobą telefonu, gdy przechodzę do innego pomieszczenia, bo dźwięk słychać bardzo wyraźnie na całym piętrze i nic mi nie umyka. Na podobnej zasadzie można też słuchać muzyki zapisanej w pamięci telefonu. Bardzo fajna i wygodna opcja, którą ostatnio testujemy.

Przyglądając się zdjęciom, sami zauważycie jak ładnie i nienachalnie wygląda wspomniany sprzęt. Cieszę się, że marki wychodzą na przeciw naszych oczekiwań i stawiają również na design. A jak jest u Was? Zwracacie uwagę na wygląd np. telewizora czy sprzętu nagłaśniającego? Staracie się za wszelką cenę połączyć design z jakością? Jestem ciekawa, jak podchodzicie do tematu:)

Najlepsze makarony – 13 przepisów na pasty, których nie powstydzi się rasowy Włoch

Pewnie podejrzewacie, że nasze życie kręci się wokół pizzy? Muszę Was rozczarować, oprócz pizzy pochłaniamy niebotyczne ilości makaronu. Bawimy się składnikami, wymyślamy różne kombinacje, ale efekt końcowy jest zawsze taki sam: jest pysznie! Nie przedłużając, poniżej znajdziecie aż 13 (!!!) prostych przepisów na bajeczne pasty. Nie zapomnijcie zajrzeć na sam koniec wpisu, gdzie czeka na was zbiór istotnych wskazówek w temacie makaronu. Gotowi?

1. Al pomodoro i zielone pesto z dodatkiem mozzarelli i pomidorków koktajlowych

Składniki:
– makaron (u nas bucatini)
– pół średniej cebuli
– 2 ząbki czosnku
– passata pomidorowa (lub pomidory pelati)
– zielone pesto (1/3 słoiczka, szukajcie pesto na bazie oliwy z oliwek)
– kulka mozzarelli
– pomidorki koktajlowe
– przyprawy: sól, pieprz, oregano
– oliwa z oliwek
– twardy ser ( np. grana padano)

Przygotowanie:

Al pomodoro: Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy  posiekaną cebulę i starty czosnek . W międzyczasie gotujemy makaron. Czekamy aż delikatnie się przysmaży i dodajemy całą passatę pomidorową (300 ml lub cały słoik, jeśli gotujemy dla całej rodziny:)) Przyprawiamy solą, pieprzem, oregano. Gotujemy przez kilka minut na średnim ogniu, aby sos delikatnie się zredukował. Do sosu dodajemy ugotowany makaron i mieszamy.

Pesto: Gotujemy makaron, odsączamy wodę. Do garnka, w którym jest makaron dodajemy gotowe pesto. Zwykle 1/3 słoiczka (lub więcej).  Mieszamy.

Podanie: Na talerzu układamy dwa rodzaje makaronu. Całość polewamy oliwą z oliwek, dodajemy pomidorki koktajlowe, plastry mozzarelli. Posypujemy startym twardym serem i startym pieprzem.

2.  Al ragu, czyli spora dawka mięsnego sosu

Składniki:
– makaron (u nas spaghetti)
– 1 cebula
– 200 ml czerwone wytrawnego wina
– 2 ząbki czosnku
– mielona wołowina (udziec) – 300-400g w zależności od tego, jak lubicie
–  1 średnia marchewka
– seler naciowy (1 łodyga)
– puszka pomidorów bez skórki
– 100ml mleka
– przyprawy: sol, pieprz, oregano
– oliwa z oliwek
– twardy ser (np. grana padano)

Przygotowanie: Zmielone mięso smażymy na średnim ogniu aż do podrumienienia. Dodajemy drobno posiekaną marchew, cebulę i seler. Chwilę podsmażamy i dodajemy wino. Mieszamy i po 5 minutach dodajemy pomidory i mleko. Dosypujemy pieprz, sól i oregano do smaku. Całość gotujemy na niskim ogniu przez min. 3 h bez przykrycia. Przed podaniem dania, gotujemy makaron.

Podanie: Przed samym podaniem mieszamy sos al ragu z makaronem. Porcję makaronu polewamy oliwą z oliwek oraz posypujemy twardym serem.

3. Chorizo w duecie ze słodką papryką i serem ricotta

Składniki:
– makaron (u nas bucatini)
– pół cebuli
– 2 ząbki czosnku
– kiełbasa chorizo (ilość według uznania)
– passata pomidorowa (700g)
– ser ricotta
– słodka papryka (u nas mini słodkie papryczki)
– przyprawy: sólo, pieprz, oregano
– twardy ser
– oliwa z oliwek

Przygotowanie:Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy cebulę i czosnek. W międzyczasie gotujemy makaron. Czekamy, aż delikatnie się przysmaży i dodajemy kiełbasę chorizo. Smażymy do momentu, aż kiełbasa będzie zarumieniona. Następnie dodajemy passatę pomidorową, przyprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy całość przez kilka minut, aż sos się zredukuje. Dodatkowo, na drugiej patelni grillujemy papryczki z oliwą z oliwek. Ugotowany makaron wrzucamy do sosu i dokładnie mieszamy.

Podanie: Gotową pastę wykładamy na talerz. Polewamy oliwą z oliwek, a na samą górę wykładamy dwie łyżki serka ricotta oraz papryczkę. Całość posypujemy twardym serem.

4. Carbonara

Składniki:
– makaron (u nas spaghetti)
– 100g boczku
– dwa żółtka
– 120g  serka mascarpone
– przyprawy: pieprz, sól
– łyżka masła
– twardy ser

Przygotowanie: Boczek (tradycyjnie powinno być guanciale) kroimy w kostkę lub paseczki i wytapiamy na niskim ogniu. Robimy skwarki, odlewamy tłuszcz z patelni i przyprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy trochę masła. Ugotowany makaron al dente wrzucamy na patelnię z boczkiem i mieszamy na lekkim ogniu (my czasami boczek układamy na makaronie już na talerzu wtedy makaronu nie mieszkamy na patelni z boczkiem/guanciale 🙂 ).

Do miseczki wrzucamy dwa żółtka, 1 łyżkę startego twardego sera (najlepiej pecorino romano) , 50 ml mleka, sól, pieprz. Mieszamy do momentu uzyskania jednolitej masy.

Kolejno, ściągamy patelnię z boczkiem i makaronem z ognia i stopniowo wlewamy zawartość miseczki (uważając, żeby nie zrobiła nam się „jajecznica”). Mieszamy do momentu połączenia się wszystkich składników i ponownie podgrzewamy kilka minut, aby całość się ładnie zredukowała.

Podanie: Gotową pastę wykładamy na talerz. Polewamy oliwą z oliwek i posypujemy twardym serem.

5. Świeży makaron szpinakowy w sosie śmietankowym z dodatkiem ananasa

Składniki:
– świeży makaron szpinakowy (np. z włoskich delikatesów lub Biedronki)
– pół puszki ananasa
– 130g serka mascarpone
– przyprawy: sól, pieprz,oregano
– opcjonalnie oliwki czarne
– oliwa z oliwek
– twardy ser
– 1 ząbek czosnku

Przygotowanie: Gotujemy makaron, który następnie przekładamy na patelnię z gorącą oliwą. Dodajemy serek mascarpone, czosnek, przyprawy i wszystko mieszamy. Na koniec dodajemy kawałki ananasa i oliwki.

Podanie: Gotową pastę układamy na talerzu, polewamy oliwą z oliwek oraz posypujemy twardym serem.

6. Cukinia i szparagi w białym sosie

Składniki:
– makaron (u nas spaghetti)
– 1/3 cukinii
– pęczek szparagów
– pomidorki koktajlowe
– przyprawy : sól, pieprz
– łyżka masła
– oliwa z oliwek

– twardy ser

– 1 duża łyżka serka mascarpone

Przygotowanie: Cukinię obieramy i kroimy na plasterki, a szparagi na mniejsze kawałki (na pół). Następnie blanszujemy cukinię i szparagi. Potem wrzucamy wszystko na patelnię i smażymy na średnim ogniu na maśle z z łyżeczką cukru. W międzyczasie gotujemy makaron. Na patelni rozgrzewamy oliwę i czosnek. Gotowy makaron wrzucamy na patelnię, przyprawiamy solą i pieprzem i dodajemy mascarpone.

Podanie: Makaron wykładamy na talerz. Dodajemy cukinię i szparagi. Polewamy oliwą z oliwek, dorzucamy pomidorki koktajlowe i posypujemy twardym serem.

7. Zielony makaron na bazie śmietany i serka mascarpone

Składniki:
– makaron (u nas foglie d’ulivo verdi)
– 100 ml śmietany 30%
– pomidorki koktajlowe
– przyprawy: sól i pieprz
– 100g ser gorgonzola
– 1 ząbek czosnku

Przygotowanie: Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Dodajemy starty czosnek i śmietanę. następnie dodajemy sól, pieprz do smaku i ser gorgonzola. Wszystko gotujemy na wolnym ogniu. Na koniec dodajemy pokrojone pomidorki koktajlowe. W międzyczasie gotujemy makaron. Po ugotowaniu, wrzucamy makaron do sosu i dokładnie mieszamy.

Podanie: Gotową pastę przekładamy na talerz, polewamy oliwą z oliwek i posypujemy twardym serem.

8. Penne ze szpinakiem

Składniki:
– makaron (u nas penne)
– szpinak (u nas mrożony w kulkach)
– pół cebuli
– 2 ząbki czosnku
– 200 ml śmietany 30%
– opcjonalnie 120 g serka mascarpone
– pomidorki koktajlowe
– pieprz, sól
– twardy ser
– kilka suszonych pomidorów
– kilka czarnych oliwek

Przygotowanie: Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy posiekaną cebulę. W międzyczasie gotujemy makaron. Czekamy aż delikatnie się przysmaży i dodajemy  kilka kulek szpinaku. Doprawiamy solą i pieprzem. Po kilku minutach wlewamy śmietanę. Czekamy aż sos się zredukuje. Opcjonalnie możemy dodać serek mascarpone. Na koniec dodajemy starty czosnek. Ugotowany makaron wrzucamy do sosu dokładnie mieszając.

Podanie: Gotową pastę przekładamy na talerz, polewamy oliwą z oliwek, dodajemy kilka pomidorków koktajlowych i posypujemy twardym serem.

9. Makaron w sosie curry z kurczakiem i ananasem

Składniki:
– makaron (u nas spaghetti)
– 2 piersi w kurczaka
– pół puszki ananasa
– przyprawy: curry, pieprz, sól
– oliwa z oliwek
– 2 ząbki czosnku
– parmezan
– 250g serka mascarpone (lub śmietana 30% – 200 ml)

Przygotowanie: Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek i dodajemy wcześniej przygotowane kawałki kurczaka.  Dosypujemy pieprzu i soli, curry. W międzyczasie gotujemy makaron. Czekamy aż kawałki kurczaka usmażą się, a następnie dodajemy serek mascarpone (lub śmietanę). Jak składniki połączą się dorzucamy kawałki ananasa. Na sam koniec dodajemy ugotowany makaron i wszystko dokładnie mieszamy.

Podanie: Gotową pastę wykładamy na talerz, polewamy oliwą i posypujemy twardym serem.

10. Penne z pomidorkami koktajlowymi na oliwie

Składniki:
– makaron (u nas penne)
– pomidorki koktajlowe
– oliwki, kapary (według uznania)
– oliwa z oliwek
–  2 ząbki czosnku
– parmezan
– przyprawy: sól, pieprz, oregano

Przygotowanie: Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, dodajemy pokrojone pomidorki koktajlowe oraz starty czosnek. W międzyczasie gotujemy makaron. Czekamy aż pomidorki delikatnie się przysmażą , a następnie dodajemy ugotowany makaron. Dla lepszego smaku warto dorzucić oliwki oraz kapary.

Podanie: Pastę wykładamy na talerzu, doprawiamy pieprzem i solą i posypujemy twardym serem.

11. Sos biały z dodatkiem orzeszków nerkowca, suszonych pomidorów i ananasa

Składniki:
– makaron (u nas spaghetti)
– 1 pierś z kurczaka
– 1/3 puszki ananasa
– garść posiekanych orzeszków nerkowca (można spróbować z innymi orzechami)
– 200 ml śmietany 30%
– przyprawy: pieprz, sól
–  twardy ser (np. grana padano)
– opcjonalnie suszone pomidory (kilka sztuk)
– oliwa z oliwek
– 2 ząbki czosnku

Przygotowanie: Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy kawałki kurczaka, czosnek i zarumieniamy. Wlewamy śmietanę, dodajemy przyprawy i kawałki ananasa oraz pomidory suszone pokrojone w paseczki. Podgotowujemy na lekkim ogniu. W międzyczasie gotujemy makaron i dodajemy do patelni z sosem.

Podanie:  Makaron wykładamy na talerz. Polewamy oliwą z oliwek i posypujemy twardym serem i posiekanymi orzechami.

12. Czerwony sos z dodatkiem cukinii i szparagów

Składniki:
– makaron
– 1/3 cukinii
– szparagi (kilka sztuk)
– passata pomidorowa
– czosnek
– oliwa z oliwek
– przyprawy: sól, pieprz, oregano

– 1 łyżeczka cukru
– łyżeczka masła
-twardy ser

Przygotowanie: Cukinię obieramy i kroimy w księżyce. Odłamujemy zdrewniałe końcówki szparagów. Następnie blanszujemy cukinię i szparagi. Potem wrzucamy wszystko na patelnię i smażymy na średnim ogniu z dodatkiem masła i łyżeczki cukru. W międzyczasie gotujemy makaron. Na patelni rozgrzewamy patelnię z oliwą i czosnkiem. Wlewamy passatę pomidorową i podgotowujemy, aby sos się zredukował. Na końcu, ugotowany makaron łączymy z sosem.

Podanie: Makaron wykładamy na talerz. Dodajemy cukinię i szparagi. Polewamy oliwą z oliwek i posypujemy twardym serem.

13. Włoska flaga, czyli kompozycja 3 makaronów: pesto, carbonara, napoli.

Składniki i przygotowanie:
patrz przepis nr 1 i 4 🙂

Podanie: Przygotowane pasty układamy na talerzu kolorami (zaczynając od lewej strony): makaron z pesto, carbonara, napoli.

UWAGI:
– To wy decydujecie jakie składniki dodać. Możecie zamienić oliwki na kapary czy pomidory suszone, dodać do sosu paprykę słodką lub peperoncino. Totalna dowolność. Przepisy mają być dla was inspiracją do działania 🙂

– Pisząc o twardym serze miałam na myśli parmezan, grana padano, pecorino romano etc. U nas używa się tego, który właśnie mamy w lodówce.

– Proporcje są podane na 2-3 porcje. To wy decydujecie ile chcecie dorzucić makaronu. Najczęściej robię „na oko” i nic się nie stanie jeśli raz dodam za dużo makaronu. Ilość sosu powinna sobie z tym poradzić 🙂

Najlepszy przepis na pizzę neapolitańską (krok po kroku)

Ewidentnie chcecie więcej

Po naszej ostatniej relacji z pieczenia pizzy dla rodziny i znajomych podczas społecznej izolacji, zrozumieliśmy, że chcecie więcej. Aż 99% osób, które wzięło udział w ankiecie na naszym instagramie zadeklarowało, że chciałoby poznać przepis na naszą pizzę. Z przyjemnością wam go podamy. Natomiast, musicie mieć na uwadze, że efekt „wow” powoduje również sprzęt, który używamy do pieczenia. W naszym przypadku jest to piec EffeUno ze specjalną płytą z gliny- Biscotto  w którym pieczemy pizzę aż w 450 stopniach Celsjusza. Jeśli wy nie dysponujecie takim piecem, to rekomendujemy kamień do pizzy, który pomaga dobrze i szybko dopiec spód pizzy.

Przepis na pizzę neapolitańską

Przydatne narzędzia:
– waga kuchenna
– pojemnik do wymieszania i fermentacji ciasta (może być miska i folia spożywcza do uszczelnienia)
– pojemnik, w którym ułożymy porcje ciasta do wyrośnięcia (może być blacha do pieczenia ciasta, ale wysokość min. 7 cm)
– nóż do ciasta do pizzy
– szpatułka do wyciągania ciasta (my używamy do tego noża do ciasta 🙂 )
– piec do pizzy lub kamień do pieczenia pizzy w piekarniku
– łopata do pizzy (my mamy taką)
– duża łyżka do nakładania sosu

Składniki na ciasto (6 pizz 32 cm):
– 1 kg mąki do pizzy typ 00
– 660 ml wody
– 4 g świeżych droższy (latem, gdy jest ciepło i ciasto rośnie szybciej możecie dodać tylko 3 g świeżych drożdży) -możecie użyć drożdży suszonych – ale wtedy maksymalnie 1g
– 40 g soli morskiej

Krok po kroku

Do pojemnika (miski) wlewamy letnią wodę i dodajemy drożdże. Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się drożdży. Dodajemy sól. Następnie dosypujemy stopniowo mąkę i mieszamy, tak aby powstała jednolita masa. Przygotowane ciasto szczelnie zakrywamy i odkładamy na około 24h w zacienione miejsce w temperaturze pokojowej (21-22 stopnie).

Po 24h wyciągamy ciasto. Z ciasta robimy porcje po około 280 g i formujemy z nich kulki. Formowanie kulek jest bardzo ważne (możecie zobaczyć krok po kroku, jak to robimy na naszym instagramie w zapisanych relacjach pt.”Pizza). Gotowe „kulki” odkładamy na około 2-3 h w pojemniku do rośnięcia ciasta w temperaturze pokojowej. Kulki możecie też dać w miseczkach do lodówki i przygotować pizzę następnego dnia (ale pamiętajcie, żeby 2-3godziny przed pieczeniem ciasto wyciągnąć z lodówki).

Po tym czasie, ciasto jest gotowe do pieczenia. Z „kulki” wyrabiamy placek, smarujemy sosem, nakładamy składniki (nie przesadzajcie z ich ilością).

Pamiętajcie, że piekarnik musi być nagrzany do maksymalnej temperatury (np. jeśli wasz piekarnik nagrzewa się do 300 stopni to wkładacie pizzę właśnie do tej temperatury).

Dzielcie się dobrem!

Po naszej relacji na instagramie otrzymujemy zdjęcia waszych wypieków. To szaleje miłe, że zainspirowaliście się do pieczenia pizzy neapolitańskiej! My z przyjemnością udostępnimy te zdjęcia, aby pokazać wasze dzieła :))) Nie ukrywajmy się! Dzielmy się pyszną pizzą z rodziną czy znajomymi, a z nami wirtualnie- zdjęciem.

Sisters About wraca do gry…z NIESPODZIANKĄ dla czytelników

Cześć kochani! Wracamy do Was po dłuższej przerwie…O ile na instagramie (Sisters About INSTAGRAM klik) starałyśmy się regularnie publikować zdjęcia…to z blogiem nie szło nam tak dobrze. Nadrabiamy zaległości i obiecujemy, że wracamy do regularnych wpisów 🙂 Cieszycie się?

Na pierwszy rzut idzie kuchnia, która zyzkała jesienny charakter. Pojawiło się też kilka nowości ze sklepu Vanille Mynte. Zaraz Wam o nich opowiem, ale najpierw NIESPODZIANKA.

Po pierwsze, mamy dla Was rabat -20% na hasło AUTUMN na nieprzeceniony asortyment sklepu Vanille Mynte. Rabat obowiązuje od 20.10.2017 do niedzieli 22.10.2017.

Po drugie, w związku z drugimi urodzinami sklepu, spośród wszystkich, którzy do 20 listopada dokonają zakupów w sklepie i przeslą zdjęcia do Sylwii ze sklepu Vanille Mynte ( via facebook, instagram lub mailem vanillemynte@wp.pl) wylosujemy bon zakupowy o wartości 300 PLN do wykorzystania w sklepie!

Znacie pewnie doskonale ceramikę IB Laursen? U nas pojawiły się nowe naczynia z dziubkiem w kolorze Butter cream.

Ciemna deska, którą widzicie w oddali ma wiele zastosowań. Nie tylko cieszy oko, ale sprawdza się jako np. podkładka.

Drewniana taca na ten moment znalazła swoje miejsce w kuchni, ale niebawem pokażemy Wam jak idealnie prezentuje się w sypialni.

Wyciskarka do np. cytryny. Nieodłaczny element w naszym domu. Woda z cytryną cieszy się duzą popularnością, a teraz dodatkowo dolewam taki sok do letniej herbaty.

Dajcie znać jak podobają Wam się kuchenne nowości! I nie zapominajcie o naszych niespodziankach jakie przygotowałyśmy wraz z Sylwią ze sklepu Vanille Mynte 🙂

Jak sobie radzę z porządkiem

Półki w księgarniach uginają się od poradników, które w około 300 stronach tłumaczą nam jak robić porządki. Niektóre z nich idą o krok dalej i podsuwają nawet rady jak zrobić, żeby ten wyczekany porządek utrzymać. To samo zobaczyć możemy spotkać w telewizji.

To dość dziwne, bo personalnie spotykam się z innym scenariuszem. Znajomi i nieznajomi wypytują mnie jak sobie radzę z porządkiem. Jak nie wiecie, to teraz Wam powiem: wysprzątane na błysk mieszkanie to syndrom nieszczęśliwego życia. Dobrze radzę, rozejrzyjcie się w prawo, w lewo, spójrzcie na podłogę. Czysto? No to źle! Zróbcie coś…nie wiem, może okruszki na blacie i kilka kropli rozlanego soku na podłodze załatwi sprawę?

Szczerze? Chcecie wiedzieć jak żyje mi się w takiej sterylnej czystości? Krótko. Zdecydowanie za krótko. Ale mam na to sposób. Jak posprzątam chatę z góry na dół, od sufitu aż po podłogę to pędzę po aparat i robię zdjęcia. Duuuużo zdjęć, aby mieć co wspominać przez najbliższe dni.

Potem idzie szybko. Sami zobaczcie, biała kuchnia lśni…A ja włączam włoską muzykę, wyciągam oliwę z oliwek, pomidory, makaron, oliwki, zrywam świeże listki bazylii (jeśli bazylia nie jest zasuszona). Po chwili moje białe kafle moczą się od sosu pomidorowego, a szafki ociekają rozlaną oliwą. Uwielbiam to!

Ale, żeby nie było – pokornie łapię później za szmatę i wycieram. Może kuchnia nie lśni jak na początku, ale to nic straconego, za tydzień nowe rozdanie, nowe sprzątanie, nowe lśnienie. A póki co- beztroskie życie!

Dajcie koniecznie znać jak kwestia sprzątania wygląda u Was! Lubicie tańczyć z mopem po mieszkaniu czy wystrzegacie się odkurzacza jak wroga? Staracie się utrzymać czystość, a może nie zwracacie na to uwagi? Jak Wasi domownicy zapatrują się na czystość w Waszych domach? 

Salonowe nowości. Poszukiwanie lampy idealnej.

Lubię dbać o detale. Mogłabym godzinami przechadzać się po sklepach i szukać wymarzonego bibelotu. Smuci mnie, że nadal lampy są trochę we wnętrzach pomijane. Spychane na drugi plan, a przecież oświetlenie jest tak istotne w każdym wnętrzu. Ono dopełnia, scala, powoduje, że całość jest harmonijna.

Nigdy nie ograniczałam się do jednego punku oświetlenia. Lubię, gdy światło przebija się z różnych zakamarków. Wtedy nie tylko tworzy nam się ładny nastrój, ale również zyskujemy na funkcjonalności. Lampy wiszące, stojące, kinkiety…uwielbiam je wszystkie!

Długo szukałam lampy wiszącej do salonu i przedpokoju. Dziś pokażę Wam co znalazłam…na pierwszy rzut idzie salon.

Chciałam, aby lampa nawiązywała do czarnych elementów, które przewijają się w salonie. Nie mogła być też zbyt mała, bo salon otwarty jest na jadalnię. Co wybrałam? Zaciekawiła mnie seria Telaio, a dokładnie TA lampa KLIK ze sklepu Britop. Przeszklona, z metalowymi, czarnymi elementami – zobaczcie jak świetnie wpasowała się do mojego wnętrza.

Napiszcie jak Wam się podoba: -)

Czas na piknik

Weekend zbliża się wielkimi krokami…to dobry moment, aby spędzić ten czas na świeżym powietrzu, tym bardziej, że pogoda ostatnio dopisuje. Mam to szczęście, że każdego dnia mogę wyjsć do ogrodu, zabrać ulubioną książkę i odpocząć. Nie wiem jak Wam, ale mi bardzo służą takie chwile.

Czasem jednak mam ochotę spakować koc, coś dobrego do jedzenia i wyjechać za miasto. Prawda jest taka, że z Mężem czasem jesteśmy leniwi i łatwiej nam usadowić się w ogrodzie. Mam nadzieję, że dzięki gadżetom od DUKA zmobilizujemy się 🙂 Biały wiklinowy kosz nie tylko ładnie wygląda we wnętrzu, ale również jest doskonały na małe wyprawy. Sami zobaczcie co w nim znalazłam. Buteleczki, dzbanek, kubki, do tego zastawa dla dwóch osób, a nawet kieliszki!

Mam niesłychaną ochotę spakować to wszystko i gdzieś pojechać. Pora odpocząć!
A Wy lubicie pikniki? Często wyjeżdżacie za miasto? Jeśli potrzebujecie dodatkowego bodźca, to zapraszam Was do DUKI, która skutecznie zmobilizuje Was do działania.

Ściskam Was mocno!

Pastelowy róż – wielkanocna odsłona

Mam dla Was kolejną dawkę wielkanocnych inspiracji. Tym razem w roli głównej występuje róż w towarzystwie intensywnej żółci. Lubię czasem zaszaleć z kolorem. Tak jak Wam wspominałam wcześniej- biel jest świetną bazą, ale uwielbiam rozweselać jkolorami.

Nawet Marcelina ostatnio zatęskniła za kolorami. W jej biało-czarnej kuchni pojawiły się pastele. Dobra decyzja 🙂 Teraz wyzwaniem jest dla mnie sypialnia- po remoncie. Wymieniłam praktycznie wszystkie meble na białe, więc wnętrze z automatu stało się jeszcze większe, bardziej przestrzenne. A to wyzwanie, bo teraz muszę pomyśleć o ładnych dodatkach. No i toaletce, o której marzę już jakiś czas.

Zaglądajcie do nas, bo w przyszłym tygodniu na blogu pojawi się obszerny wpis dotyczący metamorfozy sypialni. Jestem bardzo ciekawe czy przypadnie Wam do gusty. A tymczasem zapraszam Was do oglądania świątecznych zdjęć. A jak u Was wyglądają świąteczne stoły? Lubicie ich bardziej naturalną odsłonę czy stawiacie na kolor? Dajcie znać! Ściskam Was!

Idą zmiany!

Tyle było przygotowań, a już magia świąt przeminęła. Wszystkie ozdoby pochowane, choinka chcąc czy nie musiała zostać rozebrana… a w zasadzie sama zaczęła się rozbierać. Jak to możliwe? Gałązki zaczęły opadać i w pewnym momencie bombki poczuły się jak na zjeżdżalni i mało co a wylądowałyby na podłodze.

W międzyczasie dopadła mnie choroba, która uziemiła mnie na kilka dni. Ale nic straconego, czas w domu spożytkowałam na szukaniu inspiracji. Węszyłam chyba aż za bardzo, bo oprócz kilku nowości w salonie, wymyśliłam sobie kilka metamorfoz. Póki co, to tylko plany, ale marzy mi się kilka zmian w sypialni (m.in. zmiana szafy), a także zagospodarowanie pokoju gościnnego. Nie mówiąc już o tym, że razem z Marceliną chciałybyśmy wreszcie stworzyć biuro z prawdziwego zdarzenia.  Miejsce jest, pokoje czekają, na wymianę podłóg, przemalowanie oraz zakup nowych mebli. Sami widzicie, w tym roku sobie raczej nie odpocznę. Ale to dobrze, bo uwielbiam zmieniać, aranżować, to dodaje mi energii.

Sam remont bywa czasem uciążliwy, ale perspektywa pięknego, wymarzonego wnętrza jest tak napędzająca, że nie straszny mi brud, kurz i powszechnie panujący sajgon. Kilka lat temu jakoś gorzej znosiłam takie metamorfozy. Najlepiej, żeby jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wszystko było od razu gotowe. A teraz? Żaden problem! A wy? Lubicie remonty? Zmiany? Dzielnie trwacie na placu budowy czy może uciekacie za miasto i wracacie na gotowe?